Kim Jesteśmy
Spotkasz tutaj chrześcijan, przeważnie katolików, przede wszystkim duchownych. Większość z nas już nie chodzi w sutannie, czy habicie. Jesteśmy jednak nadal kapłanami, osobami oddanymi Bogu i otwartymi na dialog w Kościele.
Niesienie światu Chrystusowej Ewangelii jest niezmiennie naszym powołaniem.
XVI tydzień okresu zwykłego. Św. Kingi, dziewicyczwartek, 24 lipca 2014
Strona główna arrow Pisma i artykuły arrow Świadectwa arrow Czy każdy były ksiądz musi być całkiem "były"
Czy każdy były ksiądz musi być całkiem "były" Drukuj E-mail
piątek, 30 lipiec 2004

Ja również uważam, że wszyscy jesteśmy odpowiedzialni za to, by taki ksiądz znalazł wśród nas swoje miejsce. (...) Wydaje mi się, że w Polsce na problemy tych ludzi patrzy się w jakiejś zwichniętej perspektywie. (...) Ex-księża w Belgii mają prawo uczyć religii w szkołach i w ten sposób mogą wykorzystywać swoją wiedzę teologiczną i nadal służyć wspólnocie Kościoła. Pewien biskup przyjechał do parafii księdza sprowadzonego do stanu świeckiego i gorąco prosił jego byłych parafian, by otoczyli życzliwością i przyjęli do wspólnoty tego brata, który dla nich wcześniej pracował.

          Nieprzypadkowo przytoczyłem słowa, których Stanisława Grabska użyła przed kilku laty w podobnej debacie, jako motto dla mojego listu. Wyrażają one wszystko, czego wielu z takich, jak ja życzyłoby sobie tak ze strony kościelnej hierarchii, jak również katolików świeckich. Do grona byłych księży należę od kilku lat. Dlaczego się w tym gronie znalazłem? Kapłaństwo od dawna było moim największym marzeniem. To marzenie dość łatwo się spełniło. Nic w tym dziwnego, jeżeli przyjąć, że było to wolą Bożą, a ja spełniałem określone warunki. Będąc księdzem popełniłem błąd w sztuce (tak to nazywam, bo nie było to rozmyślne działanie, a tylko brak roztropności), który w sposób trwały zmienił bieg mojego życia. Nie od razu chciałem zaakceptować zaistniałe fakty, Pan Bóg prowadził mnie trudną drogą. Ktoś powiedział, że „w przyrodzie nie ma nagród, ani kar – są tylko konsekwencje”. Tak więc nie traktuję mojego obecnego stylu życia jako karę (lub nagrodę), lecz tylko jako konsekwencję. I nie mogę też powiedzieć, że jestem nieszczęśliwy, wprost przeciwnie – mam wszystko, co do szczęścia jest potrzebne: miłość Boga i wybranych (przeze mnie i przez Niego dla mnie) ludzi. Poza tym uważam, że szczęście jest kwestią wyboru, a nie okoliczności.
          Jednak oprócz tego, że jestem szczęśliwy, mam głębokie odczucie, że marnuję swój czas, swoje życie. W czasie kryzysu przemyślałem gruntownie kwestię mojego powołania. I doszedłem do wniosku, że – w sensie szerokim – moim powołaniem było nie tyle kapłaństwo, co apostolstwo. Owszem, kapłaństwo było w moim przypadku najlepszym do tego środkiem, wybranym dla mnie przez Boga i dlatego także powołaniem. Po co wprowadzam takie rozróżnienia? Wyrastają one z moich najgłębszych odczuć. Utraciłem kapłaństwo, ale w moim najgłębszym przekonaniu nie utraciłem powołania. Z trzech wymiarów kapłaństwa – ołtarz, konfesjonał i ambona – bez dwóch pierwszych z pomocą Bożą doskonale sobie radzę, ale brakuje mi, i to bardzo, trzeciego – „ambony”, czyli możliwości głoszenia w Kościele, oczywiście w inny już sposób, Ewangelii.
          Czy mam obecnie prawo do takich pragnień? Kiedyś natknąłem się na książkę pod tytułem Poznaj siebie i rób to, do czego zostałeś stworzony. Życie zmusiło mnie do gruntownego przemyślenia tego zagadnienia. Tak więc myślałem nad tym dwa razy – przedtem i potem. Przedtem doszedłem do wniosku, że powinienem zostać księdzem i była to słuszna odpowiedź. Śmiem tak myśleć, bo moje przekonanie zostało potwierdzone przez Kościół. Potem, gdy księdzem być przestałem, musiałem to pytanie zadać sobie jeszcze raz. I znalazłem odpowiedź, bardziej ogólną, lecz wydaje mi się, że nie mniej słuszną. Odpowiedź ta narastała we mnie miesiącami, utrwalała się i nie opuszcza mnie (niewiele zresztą w tym celu, by mnie opuściła, robię). „Poznaj siebie i rób to, do czego zostałeś stworzony!” Do czego zostałem stworzony? Nie znajduję innej odpowiedzi, tylko tą: do ewangelizacji, do głoszenia Chrystusa. Ta niejako powtórna odpowiedź na to pytanie nie wyklucza pierwszej. Kapłaństwo jest chyba najdoskonalszym „narzędziem” w dziele ewangelizacji i niezwykłym darem w życiu konkretnego człowieka. W moich rozważaniach w najmniejszym stopniu nie doszedłem do zaprzeczenia czegokolwiek z tych przekonań. A jeśli już chodzi o „narzędzia”, to czy ja, niekoniecznie jako ksiądz, lecz jako tylko ja, nie mógłbym być narzędziem w dziele ewangelizacji? Niczego bardziej nie pragnę. Problem w tym, że nie widzę, aby te pragnienia w jakiś sposób mogły się spełnić.
          Tymczasem wydaje mi się, że żniwo nadal jest wielkie, a robotników wciąż mało (Łk 10, 2). Trudno z tym stwierdzeniem polemizować, skoro wypowiedział je sam Mistrz. Myślę również, że przekonanie św. Pawła, iż dary łaski i wezwanie Boże są nieodwołalne (Rz 11, 29) też ma swoją wagę. No i zachęta Jezusa: Proście, a będzie wam dane; szukajcie, a znajdziecie; kołaczcie, a otworzą wam. Albowiem każdy, kto prosi, otrzymuje; kto szuka, znajduje; a kołaczącemu otworzą (Mt 7, 7-8). Nie ukrywam, że swą obecną nadzieję (której jestem zawsze gotów bronić) opieram na tych trzech przesłankach. Co z tego wyniknie? Może powiem, co bym chciał, żeby wyniknęło.
          Otóż chciałbym i marzę o tym, żeby robić to, do czego zostałem stworzony. Skoro do ewangelizacji, skoro wezwanie Boże jest nieodwołalne, to czy nie mógłbym nadal współdziałać z Kościołem dla dobra ludzi? Wiem, że mam „przeciwko sobie” bardzo rygorystyczne podejście Kościoła (przynajmniej w Polsce) do byłych księży. Tu jednak pozwolę sobie na przedstawienie analogii między mną, a... św. Piotrem. Był przez Jezusa wybrany; przeszedł pewien okres formacji, gdy „chodził za Jezusem”, swego rodzaju „seminarium”; otrzymał łaskę poznania istoty chrześcijaństwa, co wyraził w okolicach Cezarei Filipowej; został przez Jezusa obarczony szczególną odpowiedzialnością; w Wielki Czwartek przyjął święcenia; jego zaparcie się miało miejsce po przyjęciu tego sakramentu; potem żałował swego czynu; następnie – po Zmartwychwstaniu Jezusa – trzykrotnie wyznał Mu swą miłość. I co dalej? Jezus polecił mu czynić ni mniej, ni więcej, tylko to, do czego Piotr został stworzony: „Paś baranki moje”. O co mi chodzi? – nietrudno zgadnąć.
          Bardzo dotkliwie przeżywam fakt, że nie mogę robić tego, co bym dość dobrze robić mógł. I myślę, że nie chodzi tu tylko o jakąś psychologiczną potrzebę samorealizacji. Myślę, że to są kwestie poważniejsze. Nie o to chodzi, że mam jakiś żal do Kościoła. Chodzi o coś innego: czy gdziekolwiek i w jakiejkolwiek formie istniałaby jakaś możliwość działania w tym zakresie, do którego zostałem stworzony? Czy naprawdę nie jestem Kościołowi potrzebny? Czy choć trochę bym się mu nie przydał? Bo jeśli powinienem o tym wszystkim zapomnieć, to skąd w moim sercu biorą się takie pragnienia? Myślę, że Bóg, który mnie przecież kocha, usunąłby je. Trudno mi też uwierzyć, że to ja sam tak się nakręcam, albo że wynika to wyłącznie z lęku przed zderzeniem z rzeczywistością świeckiego i często trudnego świata. Skąd więc pochodzą te pragnienia? Kto ostatecznie za nimi stoi? Czy ktoś odważy się przekonać mnie, że wyłącznie ja sam? A jeśli nie ja sam, lecz Bóg, to czy mam prawo mieć nadzieję, że znajdę to, czego szukam?
          Myślę, że to, co piszę, jest poza kwestią bycia lub nie szczęśliwym. Mógłbym filozoficznie odpowiedzieć, że jestem szczęśliwy, ale... niespełniony! Co to dla mnie znaczy? Jestem szczęśliwy, ponieważ mam dobrą żonę i dwoje wspaniałych dzieci. Staramy się budować nasze życie na fundamencie, którym jest Jezus Chrystus. Jego obietnice spełniają się w naszym życiu. Źródłem szczęścia jest bowiem wypełnianie dwóch (a raczej jednego podwójnego) przykazań miłości – przykazania miłości Boga i bliźniego. Można je wypełniać w każdych warunkach: w stanie duchownym i świeckim, w życiu zakonnym i w rodzinie. Dlatego za łaską Bożą jestem szczęśliwy również teraz.
          Lecz co to znaczy, że jestem niespełniony? Nic innego, jak tylko to, że nie robię tego, czego najbardziej pragnę i do czego – jak mi się wydaje – zostałem stworzony. Czy wykluczone jest już w moim życiu bycie katechetą? Czy nie mógłbym pracować na przykład jako doradca chrześcijański, rodzinny? Nie zmieniłem przecież religii, nie odszedłem od Kościoła, nadal jestem katolikiem i staram się o wzrost mojej wiary. Moja miłość do Boga i Kościoła nie uległa zmianie, a jeżeli już, to na plus. Nie uległy zmianie również moje pragnienia. Nadal pragnę głosić ewangelię i tylko o tym marzę. Wiele lat temu też o tym marzyłem i wtedy moje marzenia się spełniły. Teraz powracam do początku. Czy jednak moje marzenia mają szansę spełnić się znowu? Wszystko w rękach Boga.
          Moja obecna sytuacja i związane z nią doświadczenie pewnego cierpienia – mówiąc w wielkim skrócie – mają dwa źródła: niewierność, a zarazem wierność. W pewnym momencie mojego życia pogubiłem się, nie respektując do końca zasady, zgodnie z którą powinienem żyć (celibat) i dlatego nie jestem księdzem. Z tego powodu nie mogę teraz głosić ewangelii tak, jak dawniej. Ale jestem wierny Kościołowi, który traktuje takich jak ja – mówiąc bardzo delikatnie – z daleko idącą powściągliwością. Gdybym zmienił przynależność wyznaniową, mógłbym na przykład być pastorem i dalej głosić ewangelię. Musiałbym jednak zaprzeczyć temu, w co do tej pory wierzyłem i co było dla mnie najważniejsze. Tak więc jest mi trudno również dlatego, że jestem wierny Kościołowi.

Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą pisać komentarze.
Proszę zaloguj się i dodaj komentarz.

Komentarze
do Józka
Dodane przez w dniu - 2012-07-10 16:48:57
Nie masz żadnego powołania, nic nie rozumiesz. Zgadzam się z siostrą zakonną, ona ma rację. Wracajcie do kapłaństwa bo życie jak woda ucieka, na Sądzie zrozumiecie.
Zrób to..
Dodane przez Renata w dniu - 2012-07-02 23:42:46
Popatrz ,każdego dnia pragniesz głosić Ewangelię i nic nie robisz by spełnić swe pragnienie .Jeśli możesz stać się pastorem -proszę zrób to i uzyskaj spokój.Ja rozumiem ulotność życia i wiem ,że pewne rozdziały w naszym życiu trzeba zamykać,po to by móc otwierać nowe.Nie trać czasu na wyczekiwaniu ,weż swoje życie w swoje ręce..Życzę ci dużo siły,odkryłeś swoje powołanie i nie utrać go.Pozdrawiam.
chciałbym porozmawiać z byłym księdzem
Dodane przez Marcin w dniu - 2012-05-29 15:31:19
Witam, jestem dziennikarze. Chciałbym porozmawiać z osobom, która wystąpiła ze stanu duchownego. O sytuacji polskiego kościoła, o jego problemach i zmianach które przed nim stoją. Bardzo liczę na szczerą, niezobowiązująca rozmowę. Jeśli ktoś z Was mógłby się podzielić swoimi doświadczeniami, proszę o maila na jakobczyk@onet.eu
Dodane przez Koko w dniu - 2012-03-15 11:47:51
chodzi mi o kosciol narodowy, ten polsko-katolicki - maja takie same zasady prawie ale nie obowiazuje celibat. pozdrawiam
Dodane przez koko w dniu - 2012-03-15 11:39:59
a czy wy nie do konca "bli", nie chcielisie zalozyc swojej wspolnoty, i zaczac ewangelizowac?
Dodane przez oasis w dniu - 2012-03-02 02:35:31
a po co celibat!!!!!!
Dodane przez kola w dniu - 2012-01-28 09:55:59
To po choinkę jeden, czy drugi wogóle wstępuje do seminarium- dajcie sobie spokój! 
Po co iść męczyś się z celibatem, nikt nigogo nie zmusza! a jeśli zmusza to sakrament jest nieważny i po problemie!
Jestem szczęśliwy.
Dodane przez Józek w dniu - 2012-01-27 13:45:03
Droga Siostro Zakonna. Osobiście jestem szczęśliwy w małżeństwie, tak jak szczęśliwy byłem w okresie czynnego duszpasterstwa. Oczywiście nie powiem, że jestem obecnie w raju, ale i poprzednio też przychodziło nieraz zacisnąć zęby. Myślę, że nie wolno przeciwstawiać małżeństwa kapłąństwu, bo rezygnacja z celibatu nie oznacza automatycznej deprecjacji kapłąństwa. Mając powołanie do kapłąństwa, jednocześnie można mieć i do małżeństwa. Przykre jest tylko to, że decydując się na życie z ukochaną osobą, musimy liczyć się z wielkimi utrudnieniami w kontynuowaniu misji Chrystusowej.
Dodane przez siostra zakonna w dniu - 2012-01-27 11:36:03
Znam nie jednego księdza który odszedł od kapłaństwa - ani jeden gdy jest szczery nie powie, jestem szczęśliwy.Nasłuchałam się bólów serc, które porzuciły kapłaństwo! 
Ile łez u ich widziałam, ile żalu, ile bólu! 
Znam takich, którzy wrócili do kapłaństwa, nie ma szczęśliwszych ludzi!!! 
Są takie chwile, kiedy człowiek jest tak przygnieciony przez własny grzech, że nie zważ na wstyd tylko wraca...bo Bóg czeka! 
Gdy widziałam takie chwile , byłam naprawdę szczęśliwa!!! 
Dodane przez patrycja w dniu - 2012-01-20 19:59:25
:zzz nudne
Dodane przez Alina w dniu - 2012-01-05 19:14:30
jednej rzeczy nie moge pojac dlaczego kosciol toloruje ciche zwiazki kleru z kobietami(wielu ma dzieci) a tak surowo traktuje tych ktorzy mieli odwage skonczyc z udawaniem / jestescie wartosciowymi ludzmi/ calym szacunkiem
do byłego ksiedza
Dodane przez KAśka w dniu - 2011-08-15 23:44:24
Zazdroszczę i życzę powodzenia. Uważam, że w zyciu ważna jest miłość, wiara i nadzieja. Ta miłosć aby przynosiła siłę do walki z codziennością musi być szczera i silna Bogiem, w którego wierzycie i wierzyć będziecie. Nadzieja, jak powiada mój kolega ksiądz umiera ostatnia. Życzę radości z każdego dnia.
,.....Nie dziwię się
Dodane przez Adam w dniu - 2011-07-23 19:57:49
Celibat księży to wymysł hierarchów z XII wieku ...więc należy go znieść... Tak od dłuższego czasu obserwuję to środowisko i myślę że ok 3/4 księzy ma niewiasty i dzieci.
xperia
Dodane przez Jan w dniu - 2011-06-16 21:30:30
Kogo wy bracia chcecie oszukać? Z Bogiem się targować? Jemu przyrzekaliście nie kobiecie. Idąc do seminarium każdy jest dorosły. Żal mi was. No chyba że ta strona jest dziełem zionących jadem protestantów charyzmatycznych i wpisy to fikcja.
OOOOOOOOOO
Dodane przez aniołek ona25 w dniu - 2011-06-03 17:20:54
A WOGÓLE JEST TU JAKIŚ BYŁY KSIĄDZ??
CD
Dodane przez Atanazy w dniu - 2011-01-19 10:48:55
U mnie to już ponad trzy lata minęły od odejścia. Mam rodzinę i prace państwową z dobrym stanowiskiem, choć na początku było bardzo bardzo bardzo trudno. Nie chcąc kraść nie byłem wogóle zabezpieczony finansowo na odejście i pierwszy rok to była straszna sytuacja. Ale bieda też jest potrzebna. W związku z tym, że moja żona jest innego wyznania chrześcijańskiego, to zmieniłem wyznanie i dostałem pozwolenie w tym kościele na ślub sakramentalny. W KK nie miałbym szybko takiej możliwości. Problemem było nawet zmienienia dyplomu by nie było ks. i koloratki. 
Natomiast zostac duchownym w tym kościele nie jest łatwo, bo trzeba się ożenić przed diakonatem, a święcenia są przecież ważne. Mam czekać i czekam, ucze się i czekam... Modle sie o to.  
Co jest w zyciu wazne?
Dodane przez Hans w dniu - 2011-01-15 00:21:56
Nie udreczajcie sie, zycie jest takie piekne,tylko zachowujcie zdrowy umiar,a wszystko bedzie dobrze.Kochajcie Ludzi i sluzcie Im w kazdym dniu.Dla Boga liczy sie tylko to, bo Sam jest Miloscia i Jasnoscia.Pozdrawiam
Plany Boze
Dodane przez Hans w dniu - 2011-01-13 22:54:06
Tak jest jak piszesz,znasz przeciez to srodowisko.Na celibat nie mozesz liczyc. 
Rob wszystko abys zostal pastorem,bo przeciez,jeszcze masz duzo do zrobienia nie tylko dla rodziny,ale rowniez dla innych ludzi.Pozdrowienia dla Ciebie i Twojej rodzinki
kierownik grupy terapeutycznej(Studia wy
Dodane przez Mieczyslaw w dniu - 2010-12-11 20:14:47
Wzruszajace i pelne podziwu stanowisko podzielam w pelni!Te dwie Milosci(do Boga i do czlowieka) nie wykluczaja sie ale moze jeszcze bardziej sie uzupelniaja!
do waldemara
Dodane przez sefora w dniu - 2010-10-26 14:43:57
"Czy byly ksiadz, posiadajacy wyksztalcenie teologiczne nie bylby cennym nabytkiem w zgromadzeniu np. zielonoswiatkowym?" 
Weź pod uwagę, że były ksiądz, jako ekspert od teologii katolickiej, jest średnim kandydatem na pastora zielonoświątkowego. Musiałby zmienić wyznanie, a na to nie każdy ma ochotę. Zresztą i sami "zieloni" pewnie woleliby najpierw przekonać się, czy taki ksiądz nie zacznie im np. różańca serwować ;)
Sa inne wyznania chrzescijanskie
Dodane przez waldemarZ w dniu - 2010-10-25 16:07:45
Czy byly ksiadz, posiadajacy wyksztalcenie teologiczne nie bylby cennym nabytkiem w zgromadzeniu np. zielonoswiatkowym?
Dodane przez w dniu - 2010-10-13 12:25:17
Mnie chodzi o to by kościół twardo stał albo na straży celibatu albo pozwolił księżom na wybór Chodzi o to zeby było wszystko jasne a nie ukryte bo co ukryte to kłamstwo a kłamstwo to zło  
Boją się celibatu bo chodzi o kase i taka prawda Wola po kątach mieć dzieci kochanki itd to jest droga do nikąd i ludzie już mają dosyć Poza tym jeśli czują sie powołani do tego bycia księdzem to niech tak sie zachowują bo jak jest to kazdy widzi  
Drugim problem są siostrzyczki których jest bardzo dużo i dobrze niech się modlą pracują na chwałę Bożą ale nie powinno to być winansowane przez panstwo to samo księzy się tyczy
zakazany owoc smakuje najbardziej- dozwo
Dodane przez movik w dniu - 2010-10-12 22:23:56
Kiedy czytam wypowiedzi o tym cudownym darze jakim jest kobieta, żona i kochanka, ta wspaniała możliwość okazywania jej miłości - równiez tej fizycznej, nie mogę oprzeć sie wrażeniu, że pragnący tego są jak dzieci zaglądające przez próg- którym zabroniono wejść do środka i z tego powodu cierpią najbardziej, bo kusi ich to co niedostępne.  
Zastanawiam sie co będzie dalej kiedy dzieci wejdą już do środka i pobęda tam troszkę - może się znudzą, kiedy zakazany owoc zacznie być dostępny. 
Dzisiaj wielu krzyczy dajcie nam żyć w zgodzie z naturą- bedziemy szczęśliwi i spełnieni i jako kapłani i jak mężowie - zgoda. Wy "trzymani na sznurku", którzy swoja miłość okupiliście wieloletnim cierpieniem, na pewno ją docenicie. Ale co z tymi którzy przyjdą po was, już bez celibatu ale ciągle, nie okłamujmy się, bez charakteru i bez wielu wartości wyniesionych z domu - czy oni tę możliwośc zawarcia związku z kobietą uszanują czy potraktują - darmo przyszło darmo.... i czekać nas będzie kolejna fala rewolucyjna tym razem cywilnych rozwodów katolickich księży.  
Małżenstwo to nie jest łatwy świat i nie stanowi bynajmniej remedium na samotność ani problemy egzystencjalne. Po kilku latach niejeden małzonek stwierdza,że żona go nie rozumie, nie dopuszcza do siebie (znaczy sie faktyczny celibat albo burdel tudzież inna zdrada) a toleruje tylko z uwagi na dzieci - i że w ogóle nie o to chodziło i ze to pomyłka.  
Może nie bez powodu mamy Albo kapłaństwo albo małżeństwo - nałozenie tych dwóch swiatów w dłuższej perspektywie nie rozwiąże wielu z istniejących problemów kapłanów a przysporzy nowych. 
 
Mimo że nie wierzę że zniesienie celibatu może przynieśc dobre skutki w dłuzszej perspektywie, bardzo współczuje tym duchownym, którzy zaangażowali się już w związki uczuciowe i ponoszą tego konsekwencje. Daleka jestem od piętnowania was. Powiem więcej - myślę że wasze cierpienie i wasza tesknota za miłością was uszlachetnia i pozwala pewne sprawy ujrzeć w prawdzie, bez obłudy i zgody na fałsz. Ponosicie wielką ofiarę ale inaczej chyba nie można. pozdrawiam. 
Księża Gostynin woj. Mazowieckie
Dodane przez joasias w dniu - 2010-10-08 19:24:57
Jesteście tu WY dawni księża z Gostynina ?
Dodane przez w dniu - 2010-10-04 21:18:03
Byłem bratem zakonnym , a teraz chce popełnić samobójstwo nie umie źyć w cywilu
Kamil
Dodane przez Kamil w dniu - 2010-09-04 14:47:39
Ja bardzo pragnąłbym sprawować Eucharystię (zwłaszcza gdy widzę jak liturgia jest nie do końca dobrze sprawowana przez pewnych ksieży o wątpliwej duchowości których u nas coraz więcej). Pragnę móc konsekrować, karmić lud Ciałem i Słowem Pana...ale jestem też mężczyzną i pragnę mieć przy boku kochaną, piękna żonę - nie tyle może marzy mi się trud rodziny, będący naturalną konsekwencją małżeństw fizycznie zdrowych, ile posiadanie jednej, jedynej, najpiękniejszej wybranki serca, którą mógłbym darzyć uczuciem, uprawiać z nią sex, który jest naturalnym językiem miłości małżonków, i przyznam męczy mnie sytuacja dyscypliny celibatu, gdzie ja muszę dokonać wyboru, bo nie oszukujmy sie że Pan nas powołał do sexu także, skoro ukształtował tak a nie inaczej nasze ciała i obdarzył nas sexualnoscią, oczywiste że sex jest tolerowany przez Pana w ramach sakrametnu małżeństwa tylko i wyłącznie, co za tym idzie najtrudniej mają młodzi, którzy są ukształtowani także i do kapłaństwa I DO MAłżEńSTWA ZARAZEM. Ale niestety, przełożeństwo może się mylić, a posłuszeństwo nigdy. I skoro ktoś dokonał wyboru drogi celibatu, dokonał tego wyboru w Panu i ma wszystkie potrzebne łaski aby w tym wytrwać. Jesteś młdy, nie zdecydowałeś się do końca albo nie przemyslałem w ogóle wyboru - nie wchodź w sakrament czy to kapłaństwa, czy małżeństwa, bo jeśli nie dokonałeś wyboru w Panu, w Duchu Świętym, jeśli podjąłeś decyzję bez rozważenia, później druga strona się odezwie i, skuszony, krzywdę wyrządzisz sobie, otoczeniu, Kościołowi. Mamy sytuację prawną jaką mamy, niestety, ale bądźmy posłuszni i rozważni na wstępię. Daltego ja np. mam lat 20, nie mam dziewczyny ani nie decyduję się na kapłaństwo, gdyż jeszcze nie rozważyłem do końca życia, może też i uciekam. Jedyna droga to zaufać Panu, powierzyć Jemu swą drogę i ukochać Jezusa Chrystusa, ukochać Go w Liturgii ale tak szczerze, stanąć w prawdzie i dopiero wybierać. A jeśli raz dokonałeś wyboru - trwaj, bo wszystko inne po dobrym świadomym wyborze to ułuda. Któryś tam z kapłanów w stanie spoczynku pisze o niespełnieniu... to nieszczęście, bo nie wypełniamy woli Pana albo raczej niewłasciwe odczytanie swego powołania już NA POCZąTKU skoro pisze o woli bycia apostołem. Świeccy tez mają apostołować, każy świecki każdy członek Kośćioła MUSI być apostołem. Podstawą zaś powołania kapłańskiego jest wg. mnie miłość do Eucharystii. Pozdrawiam bracia i siostry w Panu, z Miłością. kwkamyczek909@gmail.com
do murati
Dodane przez sefora w dniu - 2010-08-16 09:37:22
"wszyscy księża, ojcowanie są śmiechu warci ! pisze tak ponieważ mam takiego zakalca w domu, ktory uwiódł wykorzystał i dalej korzysta : ma dach nad głowa, kase, gotowe żarcie, pranko , sprzatanko ogródek + kawka ;/ ... człowiek bez ambicji KASTROWAC TAKICH ;/ beznadzieja ta strona wiem każdy ma prawo do swobodnego życia albo i nie bo byli ksieża są dla mnie zerem robakiem do zdeptania  
pozdrawiam gorąco żonatych beznadziejnych księży i ich pokrzywdzone przez los rodziny" 
 
Hmmm, murati - niestety to Ty wyglądasz na pokrzywdzoną przez los i dlatego generalizujesz serwując twierdzenia nieprawdziwe. " Wszyscy byli księża" to czy tamto. Kobieto, ilu znasz osobiście byłych księży? To,że masz w domu jednego pasożyta, nie uprawnia Cię do wydawania osądu o "wszystkich". Jestem żoną byłego księdza i mam zdanie zgoła odmienne niż Ty - mój Mąż w życiu świeckim sprawdza się znakomicie, a brak ambicji to chyba ostatnia cecha, o jaką można Go posądzić. Małżeństwo z Nim to najwspanialsza "rzecz", jaka mnie w życiu spotykała. Przykro mi, że trafiłaś na nieudacznika, ale nie wylewaj frustracji na cały świat i nie szukaj "pokrzywdzonych" tam, gdzie ich nie ma.
Księża to wartościowi ludzie
Dodane przez Duszek w dniu - 2010-07-12 10:57:36
ale wydaje mi się, że cierpią, wybierając powołanie. Nie chcę tu oczywiście mówić, że celibat jest złem. Nie jest, bo z "technicznego" punktu widzenia ułatwia wiele - tam, gdzie pastor nie chce jechać, bo zostawiłby rodzinę i naraziłby swoje życie, wysyła się katolickiego księdza, bo on jest samotny. Znam wielu księży, którzy nie mówią, czego doświadczają. A ja mam okazję w kontaktach z nimi doświadczyć mocy wiary w Chrystusa i jednocześnie jakiejś magii wynikającej ze świadomości, że ten człowiek poświęcił swoje życie Bogu. Ale znając go jako wspaniałego kapłana, wyobrażam go sobie bez trudu jako równie wspaniałego męża i ojca i boleję nad tym, że aby on był takim mężem i ojcem musiałby porzucić kapłaństwo, a to mogłoby dla niego oznaczać niewyobrażalne dla normalnego człowieka cierpienie i wreszcie poczucie niespełnienia. Dlaczego zatem głoszenie kazań z ambony, bycie wiernym Bogu nie może być równoznaczne z byciem wiernym mężem, wspaniałym ojcem? Jestem kobietą i wiele razy spotkałam na drodze swojego życia wrażliwego księdza, który chciał być księdzem i jednocześnie potrzebował bardzo boleśnie doświadczenia życia z kobietą nie jako tylko kobietą, ale już towarzyszką w jego samotności. Rozumiałam takiego księdza. Księdza, nie zakonnika, bo uważam, że z zakonnikami sprawa jest nieco bardziej skomplikowana.
Dodane przez alicja w dniu - 2010-06-28 23:35:17
Myślę,że chwała Tobie bo znam takich pseudo księży którzy mają dzieci na boku i dalej są kapłanami.To co Ty wybrałeś to uczciwość. Złamałeś śluby czystości na pewno było Ci bardzo trudno i jest trudno,na pewno Pan nasz Ciebie nie opuści On ma dla Ciebie zadanie do spełnienia tu jest modlitwa potrzebna,a nie krytyka.Powodzenia i błogosławieństwa bożego. :)
gość
Dodane przez michał w dniu - 2010-06-19 21:04:28
według mnie każdy katolicki ksiądz jest tylko Chrystusa,a co za tym idzie powinien być wierny tylko jemu.Każdy ksiądz który flirtuje z kobietą(oczywiście katolicki ksiądz)popełnia grzech i wtedy normalne życie w kapłaństwie się kończy.może zamiast kobiety zadbać o parafian,o lepsze kazania,o więcej modlitwy o wytrwałość.takie jest moje zdanie.wszyscy księża którzy dopuszczają się współżycia z kobietą według mnie nie są już wiary i wyznania katolickiego.
Dodane przez plusz w dniu - 2010-06-15 00:09:22
:zzz oj bo się ani obejrzysz a Pan Bóg Cie zaskoczy aga :eek
Dodane przez ryk w dniu - 2010-06-11 03:48:50
oni są z tej samej gliny lepieni co Ty
Czy każdy były ksiądz musi być całkiem
Dodane przez aga w dniu - 2010-06-01 20:10:05
poczytałam sobie postów i jestem przerazona bylejakością zycia. Do tej pory kapłani i osoby zakonne były dla mnie swietościa. Nie wchodziły w gre zdrada, kłamstwo, podwójne zycie. Przeraża mnie ich postępowanie. Obecnie pr5zechodzę koszmar poznając prawde o w/w osobach.
celibat
Dodane przez michał w dniu - 2010-05-18 19:29:16
celibat to celibat.jeżeli jakiś młodzieniec lub kobieta wybierają zakon lub seminarium to trzeba uszanować ich decyzję.nie można "podrywać" takich ludzi ponieważ oni są powołani do życia w samotności.takie życie wybrali.papież i tak nie zniesie celibatu także jak ktoś zerwie z powołaniem to już nie wróci do dawnego stanu z rodziną.nawet jeżeli mówicie że życie w rodzinie i służenie ludziom w kapłaństwie to i tak beż niej można się obyć.można znalezć jakieś hobby żeby za bardzo się nie smucić.
Dodane przez szczęśliwa:) w dniu - 2010-05-05 19:51:05
od kilku lat jestem ze wspaniałym mężczyzną, który po kilkunastu latach opuścił zakon. Jest cudownym partnerem, bardzo dobrym człowiekiem i jestem najszczęśliwszą kobietą na świecie. wszystkim kobietom życzę takiego partnera u swojego boku. :)
do murati
Dodane przez lenka w dniu - 2010-04-20 17:43:57
oj robaczku biedny, uważaj żeby Ciebie ktos nie zdeptał... 
 
"kto jest bez grzechu, niech pierwszy rzuci kamień..."
ksiądz który wyszedł z zakonu= 0
Dodane przez murati w dniu - 2010-03-26 22:55:04
pisze kasuje pisze kasuje ... napisze tak : osobiscie przez jednego ksiedza ktory wystapił kompletnie sie zawiodłam na kościele i tych innych śmiesznych księży ;/ uważam,że jak taki człowiek wstępuje i jest tam jakies 10 lat nie może sobie od tak wystapic ;/ NIECH ZOSTANIE TAM NA ZAWSZE !! wszyscy księża, ojcowanie są śmiechu warci ! pisze tak ponieważ mam takiego zakalca w domu, ktory uwiódł wykorzystał i dalej korzysta : ma dach nad głowa, kase, gotowe żarcie, pranko , sprzatanko ogródek + kawka ;/ ... człowiek bez ambicji KASTROWAC TAKICH ;/ beznadzieja ta strona wiem każdy ma prawo do swobodnego życia albo i nie bo byli ksieża są dla mnie zerem robakiem do zdeptania  
pozdrawiam gorąco żonatych beznadziejnych księży i ich pokrzywdzone przez los rodziny :) :upset
czy kazdy ksiadz musi byc bylym
Dodane przez Marianna w dniu - 2010-02-20 14:05:10
Moze jestem naiwna w swoich pogladach ale uwazam ,ze byly ksiadz jest wartosciowym czlowiekiem .Wswoim dosc dlugim zyciu poznalam roznych ksiezy ksiadz ktory udzielal mi pierwszej komuni jest tez zonatym czlowiekiem iwspanialym mezem iojcem .Dalej uwazam ze napewno bylby wspanialym nauczycielem religi'ale niestety zostal przez duchownych skreslony .Dlatego mam nadzieje ze wladze koscielne dojzeja do zdrowo rozsadkowego myslenia i zgodnie z zasada szacunku blizniego ale ja pewie tego nie doczekam ale jestem pelna nadziei i mysle ze tak bedzie.Bo ilu tz.poprawni kaplani maja swoje kobiety i czy to jest fer. 
 
 
 
do byłego księdza
Dodane przez Asia w dniu - 2010-02-15 22:34:25
Nie mnie osądzać, ale cała opowieść Twoja brzmi jak wielki wyrzut sumienia. Rozumiem Cię, że jest Ci ciężko nie możesz jednak mieć pretensji do nikogo, sam zdecydowałeś. "wystarczy Ci mojej łaski, moc bowiem w słabości się doskonali"- przyszła chwila kiedy w to zwątpiłeś, poddałeś się. Nikt Cię nie potępia mimo iż na skrzyżowaniu zgubiłeś kierunek, nie możesz jednak wymagać aby dla Ciebie wszystko zmieniać, Każdy z nas albo się na coś zgadza albo nie. Pozdrawiam, a na modlitwie polecam Naszemu Panu wszystkie Twoje troski.
byly ksiadz
Dodane przez anna w dniu - 2010-01-26 16:21:52
jestem katoliczka alez jednej rzeczy nie moge pojac dlaczego kosciol toloruje ciche zwiazki kleru z kobietami a tak surowo traktuje tych ktorzy mieli odwage skonczyc z udawaniem i dlatego mamy kaplanow takich jakich mamy ktorzy kochaja kobiete i mamone
valdi
Dodane przez waldemat w dniu - 2010-01-25 14:28:12
Kościól jest jedynie instytucją stworzoną przez hierarchów dla siebie samych. Z pewnością nie dla wiernych. Wierzy się w Boga. Żyjąc jako świecki możesz głosić Ewangelię Możesz być kaznodzieją. Jeżeli brakuje Ci Kościoła jako organizacji - to twoja wiara nie jest Wiarą w Boga a jedynie "wiarą" e instytucję. Z czasów chrystusowych świętość ogłaszało sie na łonie kościoła natychmiast. A dzisiaj tłum "duchownych mędrców" docieka tego co i tak nie jest im dane dotknąć, bo przynależy sie samemu Bogu. Wiara to relacja osobu z Bogiem. Do tego Kościół nie jest potrzebny.
list
Dodane przez gosia24 w dniu - 2010-01-12 09:52:34
Uwazam ze ten byly Ksiadz zrozumial ze nie mozna miec dwoch rzeczy na raz i wybral jedna czyli rodzine ktora napewno go kocha Niestety nie wszyscy Ksieza wybieraja jeda droge nawet jesli miala by byc ona rezygnacja z bycia Ksiedzem i maja maja niestety dwie drogi co napewno nie jest dobre...
Nie potępiajcie!!!!
Dodane przez Sławek w dniu - 2009-12-23 17:10:29
Moi drodzy!!! 
Dlaczego potępiacie człowieka,który odszedł od kapłaństwa?Czy sami jesteście na tyle czyści by oceniać innych?Jacy z was chrześcijanie?Bóg uczy miłości i wybaczenia a nie potępienia!!!Jesteście jak lud który próbował ukamieniować Magdalene!!!Jezus podał jej rękę , wybaczył mimo iż była cudzołoznicą , mimo iż inni ja potępiali i próbowali odebrać życie. Nie oceniajcie innych nie bedąc w ich sytuacji.Ciekawym jest to, że nikt nie robi problemu z tego ,że ludzie się rozwodzą i układają sobie życie z innymi partnerami a księży rzucających sutanne potępiają!!!Małżeństwo przecież to powołanie jak kapłaństwo a rozwody dla wielu to nic złego. Nie jestem ani nie byłem księdzem, ale potrafię ich zrozumieć i będę pamiętał na ile sie da o modlitwie za tych ,którzy odeszli.
Hipokryci
Dodane przez Marcin w dniu - 2009-12-20 22:38:55
Jesteście i tu użyję słownika wyrazów bliskoznacznych: dwulicowi, zakłamani, fałszywi, obłudni, nieszczerzy itd.  
Mam rodzinę, żonkę, córeczkę, wcześniej 17 lat byłem ministrantem, lektorem, animatorem, czułem powołani i czułem też pociąg do kobiet - to się czuje, zdrowy facet to czuje. Nie wybrałem drogi kapłańskiej, bo nie chciałem być złym księdzem. Jestem szczęśliwy i nie ględzę, że mi źle, że jestem ofiarą, ze celibat jest zły. Źle jest wam, bo chcielibyście tych samych przywilejów, które mieliście plus żonę, a nie tylko dupę na boku. Co myślicie, że świecki nie chciałby odprawić mszy? Chciałbym, chciałbym być kapłanem, ale wybrałem małżeństwo. Ja też nie miałem wyboru przez celibat, ale wybrałem. Wy też wybraliście, więc fochy niech będą strojone tylko samym sobie. Uwierzcie, ja też cierpię, wiedząc, że nigdy nie będę mógł sprawować Eucharystii!!! Jestem jednak uczciwy względem Boga i siebie, jeśli się coś wybrało, trzeba być w tym konsekwentnym. A jeśli jeden z drugim mieliście ochotę pociupciać, trzeba było zostać katechetą - tyle piszecie, że moglibyście sprawować tą funkcję - ja nie chciałbym, żeby mojego dziecka uczył katecheta, były ksiądz, człowiek, który łamie przysięgi !!!
mega
Dodane przez w dniu - 2009-12-04 16:25:21
ale debilowaty pomysł na strone ja piernicze :/ 
Ksiądz chce laske ale nie może i ma jeszcze pretensje do Boga a sam wybrał te droge  
Durni jesteście !
htfftfyt
Dodane przez kaśka w dniu - 2009-11-27 12:46:36
ale to siarskie
kapłaństwo
Dodane przez martinez w dniu - 2009-11-21 20:41:08
Każdy nawrócony człowiek jest w świetle Biblii kapłanem. Nie ma już podziału na kapłanów i zwykłych wiernych tak jak było w Starym Testamencie.Dlatego przesłanie Ewangelii jest tak niesamowite: ty i Bóg - pośrednik jeden człowiek Jezus Chrystus!!!
bez zwiazku z tematem
Dodane przez martin w dniu - 2009-11-21 20:37:29
Poszukujących prawdy zapraszam na stronę www.alberto.pl
Myśle że problem...............
Dodane przez Do Agnieszki w dniu - 2009-09-25 18:19:26
Bardzo ciekawe :)  
Chcę dodać od siebie że życie w prawdzie to jedyna droga do Boga chociaż czasami nam się wydaje że to jest okropne z punktu widzenia ludzkiego ale jakby nie patrzeć to będzie prawda  
Budowanie czegokolwiek na kłamstwie się rozpadnie  
Popełniłam błąd więc musze naprawić i żyć zgodnie sama ze sobą ze swoim sumieniem  
Czy to jest złe podejście do życia?  
Poz tym absolutnie jestem p[rzeciwna przysięganiu aż do śmierci to jest coś nienormalnego :(
Myślę że problem leży gdzie indziej
Dodane przez Agnieszka w dniu - 2009-09-11 10:27:07
Jak można w ogóle używać sformułowania żonaty ksiądz, to tak jakby o rozwodniku napisać rozwiedziony żonaty - choć to nie dobre porównanie. Ktoś kto wystąpił z kapłaństwa nie jest już księdzem bez względu na to czy czuje nadal powołanie apostoła - nie ma prawa siebie nazywać księdzem tym bardziej żonatym. Piękne słowa: "W pewnym momencie mojego życia pogubiłem się, nie respektując do końca zasady, zgodnie z którą powinienem żyć (celibat) i dlatego nie jestem księdzem."!!!! 
I tu jest sedno i tu jest prawda. 
Każdy człowiek ma prawo wyboru - choćby był to wybór niezwykle trudny, kontrowersyjny dla innych ludzi - nikogo nie wolno za to potępiać - to prawda. Każdego należy wesprzeć w trudnym momencie i na pewno krytyka czy potępienie to ostatnie rzeczy jakie przychodzą mi w tego typu sytuacjach do głowy. Ale z drugiej też strony nie należy osób które zrezygnowały z celibatu - z różnych przyczyn - stawiać na piedestale i udzielać im nadzwyczajnego zainteresowania. 
To trudna sytuacja ale to ich wybór. Bo co ma w takiej sytuacji powiedzieć np kobieta, która decyduje się na rozwód - mając sakrament małżeństwa - z człowiekiem, który jest jej mężem, a który bije, znęca się nad nią nad dziećmi, który nierzadko pije. Ona wybór ma tylko jeden a taką kobietę potępia się najczęściej - nikt jej nie udzieli wsparcia ani moralnego, ani duchowego - każdy powie że to rozwódka, mogła się nie rozwodzić. Taka osoba na wsparcie zasługuje na pewno nie mniej niż były!! ksiądz. Stron ani organizacji dla takich osób nie ma. Proponuje się jedynie separację, tak? Więc dlaczego podobnej dziedziny tylko w innym oczywiście wymiarze nie proponuje się księżom. Tym którzy mają wątpliwości na pewno by to pomogło podjąć decyzję w jedną stronę lub drugą. Ale nie stawiajmy znaku równości między tymi, którzy mają "chwilowe" wątpliwości związane z przebywaniem w swoim stanie a tymi którzy wybrali inną drogę - drogę ku rodzinie, kobiecie, dzieciom. Raz podjęta decyzja w tym temacie jest decyzją poważną i dla mnie nie powinno być możliwości powrotu. Albo się wybiera kapłaństwo albo życie świeckie, albo baton albo czekoladkę. Nie można żyć trochę tu a trochę tam - bo życie w rodzinie jest fajne ale w kapłaństwie tez było coś do czego chcemy powracać. Nikt nie obiecywał że będzie łatwo - więc nie należy oczekiwać jakichś specjalnych względów czy wyjątkowej pomocy od świata, społeczeństwa itd. Matki samotnie wychowujące swoje dzieci, żony alkoholików, kobiety które się rozwiodły bo musiały - podkreślam - mając w domu kata i oprawcę w jednym. One nie stworzą takiej strony, one nie będą się nachalnie upominać o pomoc w organizacji swojego nowego życia w społeczeństwie. Bardzo często również bez pracy, bez środków do życia dla siebie i swoich rodzin. Nie stawiajmy też i tutaj znaku równości między byłymi księżmi - byłymi nie żonatymi - bo to naprawdę bardzo źle brzmi- a ludźmi znajdującymi się naprawdę w trudnej sytuacji zupełnie nie ze swojej winy. 
Jak najbardziej jak pisze autor tekstu: 
"Czy wykluczone jest już w moim życiu bycie katechetą? Czy nie mógłbym pracować na przykład jako doradca chrześcijański, rodzinny? Nie zmieniłem przecież religii, nie odszedłem od Kościoła, nadal jestem katolikiem i staram się o wzrost mojej wiary. Moja miłość do Boga i Kościoła nie uległa zmianie, a jeżeli już, to na plus." 
Nie - to nie jest wykluczone i oby tak było że Ci którzy tego naprawdę chcą, pragną i czuja że to ich powołanie niech dalej spełniają się w głoszeniu Słowa Bożego jak tylko najlepiej potrafią bo są bardzo potrzebni. Ale apeluję aby nie nazywali siebie księżmi czy żonatymi księżmi. Bo to naprawdę jest profanacja tego słowa i wywołuje spory niesmak. Lepiej już nazwać siebie apostołem lub w ostateczności byłym księdzem. A myślę że takie podejście do sprawy i zmiana tej terminologii z czasem mniejszym lub większym będzie tez zmieniała nastawienie społeczeństwa do problemu porzucenia celibatu. Księdzem jest się tylko w pewnych "określonych warunkach", porzucając celibat przestaje się nim być a nazywanie siebie żonatym księdzem uwłacza też sakramentowi kapłaństwa i godności tym , którzy księżmi pozostali i zamierzają pozostać. 
Pozdrawiam. :)
Dodane przez w dniu - 2009-08-27 14:04:10
Milosierdzie Boze jest faktycznie Przeogromne i Bog i tak kocha Wszystkich. I widze jeszcze ze istotnie jest to problem dla ksiezy celibat, przeciez to tylko ludzie jak kazdy a nie jacys herosi w dodatku obciazeni ogromna odpowiedzialnoscia.Takze nie jest to takie proste , nie powinnismy potepiac bo nikt nam nie dal takiego prawa a po drugie sami jestesmy grzeszni.Napewno ksiezom sie nalezy duzo modlitwy i tym, ktorzy odeszli z kaplanstwa tez sie nalzey duzo modlitwy.
do Ity
Dodane przez Lenka w dniu - 2009-07-21 20:00:28
I tak jest mu dobrze..Ty go pocieszasz, więc jest przed Tobą usprawiedliwiony..Ale czy o to właśnie chodzi?? Miłość to coś więcej. To odpowiedzialnośc i dawanie siebie, czasem poświęcenie czegoś dla ukochanej osoby, rezygnacja z wygodnego życia. Jeśli Cię pokochał i rozbudził w Tobie uczucia, w dodatku jest dziecko, które zasługuje na pełną rodzinę, powinien zachować się dojrzale, a nie - nazwijmy rzecz po imieniu - jak TCHÓRZ...Dojrzale, czyli ponosząc konsekwencje swego postępowania. Skoro miał odwagę rozkochać w sobie kobietę, rozbudzić w niej nadzieje, podjąć życie seksualne, to dlaczego teraz chowa głowę w piasek??? Spróbuj z nim Ita porozmawiać. Nie naciskać na odejście, po prostu powiedz co czujesz..Nie zasługujesz na takie traktowanie, na życie w ciągłej tęsknocie, ukrywaniu się itd. Zasługujesz na piękne życie w miłości. A to maleństwo? Cóż ono winne? Nie dajcie sobą pomiatać tylko dlatego, że egoizm wygrywa w walce z odpowiedzialnością.
Dodane przez Ita w dniu - 2009-07-20 22:24:05
Jak tak czytam Lenko o tym egoizmie to jakbym słyszała swojego x.....jak tylko rozmawiamy o trudnych sprawach on zawsze się biczuje tego typu okresleniami, a ja go wtedy zaczynam pocieszać...
Dodane przez w dniu - 2009-07-20 21:09:04
Dziwi mnie bardzo czemu tak jest,że żonaty ksiądz nie może wykonywać swojego zawodu- 
czy żona i rodzina to aż takie zło,przecież ksiądz to też człowiek potrzebuje bliskości 
rodziny,żony.czy pragnienie tego zmniejsza miłość do Boga.wiernych nie powinno to dziwić sami mają rodziny,różne zawody i muszą pogodzić wszystko-nie samą pracą człowiek żyje.Bóg wszystko widzi i czy by pozwolił pokochać im kobiety gdyby się z tym nie zgadzał,każdy ma prawo kochać.(Abraham miał żonę,rodzinę i nie przeszkadzało to nikmu.WYRAŹNIE NAPISANE JEST: Za żonę weźmie tylko dziewicę. 14. Nie weźmie za żonę ani wdowy, ani rozwódki, ani pohańbionej, ani nierządnicy: żadnej z takich nie weźmie, ale weźmie dziewicę spośród swych krewnych. 15. Nie zbezcześci potomstwa między krewnymi, bo Ja jestem Pan, który go uświęca!czyż nie?
do Ity
Dodane przez Lenka w dniu - 2009-07-20 11:58:49
Oczywiście, że nie zmusisz Twojego x do odejścia,, nic na siłę. on sam musi tego chcieć... Zastanów sie lepiej dlaczego nie chce tego uczynić. Czy aby nie czasem z wygodnictwa i egoizmu? Tam ma wszystko, pewny byt,jest szanowany i poważany,, do tego jeszcze kobietę i dziecko - czego chcieć więcej?? Odejście wiąże się z wielką odpowiedzialnością, podjęciem pracy i sprowadzeniem siebie z piedestału do roli szarego człowieka. Nie wątpię, że Twój x Cię kocha, ale przemyśl sobie czy bardziej nie kocha siebie.. Woli być mierny ale wierny, przykre...Sama jestem w związku z byłym x. Dla miłości poświęcił wiele: zakon, doktorat, powołanie. Inaczej nie mógł, postąpił zgodnie ze swoim sumieniem, Uważam, że uczciwie, choć decyzja nie była łatwa. Osąd zostawmy Bogu. "Nie sądźcie a nie będziecie sądzeni"... Z całego serca życzę Ci abyście byli szczęśliwi.. Życie wymaga od nas nieustannych wyborów,, po czasie widzimy czy były one słuszne... Czasem jednak warto zaryzykować..
Dodane przez w dniu - 2009-07-10 19:19:09
dziękuje bardzo za podpowiedz, nie wiedziałam nic o takim stanowisku Watykanu...zgadzam się z Tobą,że nikogo nie można do niczego zmuszać..tym bardziej kogoś bliskiego na którego szczęściu nam zależy...ach jakie to trudne...dziękuje raz jeszcze...
Do Ity
Dodane przez Józek w dniu - 2009-07-10 14:37:34
Ito droga. 
Ostatnia instrukcja Watykanu w jednoznaczny sposób reguluje takie sytuacje. Mówi, że dziecko powinno mieć normalną rodzinę, co więcej ma prawo do tego, a zatem ojcowie powinni poprosić o zwolnienie z obowiązków duszpasterskich. Procedura została formalnie bardzo uproszczona. Nie wiem tylko, kiedy owa instrukcja wejdzie w życie i zacznie praktycznie funkcjonować. Bardzo dużo zależy tu od konkretnego biskupa. 
Jak wiadomo, jest jeszcze druga strona medalu. Przejście duchownego do stanu laickiego , szczególnie dla kogoś z prawdziwym powołaniem, jest z powodów oczywistych procesem bardzo trudnym. Piszesz, że twój mężczyzna nie pali się do tego. Jako że z "niewolnika nie ma pracownika", zatem sama niewiele możesz zrobić poza ukazaniem jemu, że ewentualna rezygnacja z celibatu nie musi wiązać się z totalnym unieszczęśliwieniem.
hmm......
Dodane przez Ita w dniu - 2009-07-09 20:54:58
Czekam i czekam aby któś podzielił się ze mną swoim doświadczeniem ale doczekać się nie mogę....czy na tym forum dyskutuje się tylko o tym czy księża sa w porządku czy nie jak ponizej?czy też można się tu poradzić?:)fajnie by było jakby tak bo wtedy ta strona miała by większą wartość:)myślę że nie ma sensu kłócic się tylko z ludzmi którzy chcą się bawić w Pana Boga i osadzac innych...punk widzenia zalezy zawsze od punktu siedzenia...
zagubiona
Dodane przez Ita w dniu - 2009-06-29 19:16:21
Czy mam prawo pragnąć by Mój Ukochany odszedł z kapłaństwa nawet jeśli on tego nie chce?kochamy się mamy dzidziusia..on stara się dla nas, dba o nas, spędza dużo czasu....wiem że nas kocha....co moge zrobić?
Do Michala
Dodane przez Homer w dniu - 2009-06-27 06:07:30
Nie znam twoich intencji w jakim celu piszesz te bzdety, ale to świadczy o twojej niedojrzalosci nie tylko intelektualnej ale przede wszystkim duchowej. Twoje slowa o kobietach, o Piśmie św., teologii (np. pieklo) dobitnie tego dowodzą. I pytanie na koniec: kto cię ustanowil sędzią czlowieka, jeśli nawt jest to żonaty ksiądz....
do Jacka i nie tylko... UWAGA TO WAŻNE
Dodane przez w dniu - 2009-06-02 16:35:46
szukam pracy dla mojego mężczyzny ktory niebawem bedzie byłym księdzem... to ważne. Jesli ktos ma jakies oferty albo pomysły piszcie.BŁAGAM mozecie uratowac nam zycie!!! fukello666@wp.pl
Dodane przez Lenka w dniu - 2009-05-05 20:09:36
Nie ma nic łatwiejszego niż kogoś ocenić,,,i nic trudniejszego niż kogoś zrozumieć...
!!!!!!!!!!
Dodane przez .... w dniu - 2009-05-04 21:22:16
Ludzie trzeba zrozumież każdego człowieka ksiądz jest księdzem też ma swoje słabości zachwiania dlaczego tego nie rozumiecie... to jest raczej logiczne że każdy powinien wykonywać taką prace jaką kocha najbardziej, w to co wierzy i kocha musi to robić z pasją... ;) Bóg nakazał wybaczać więc nauczmy się to robić, nie skreslajmy ludzi o wielkim sercu KSIĘZY-dlatego że w ich życiu nastąpił rozłam, to Bóg decyduje o losie każdego z nas widocznie to było pisane, i myślicie że wulgarne kometarze to zmienią... nie bądzci naiwni apeluje do was ale żeby uwiezyć w drugiego człowieka trzeba zobaczyć w nim Boga i kochać go tak jak naszego Pana... Ale moi drodzy to życie uczy wybaczania i miłości do bliżniego... kazdy popełnia i uczy się na błędach... jestem bardzo młoda przeżyłam już bardzo dużo wiele się w życiu nauczyłam i życie jest zbyt krótkie to że ksidz popełnił błąd i nie wytrwał w celibacie to raczej jego sprawa między nim a Bogiem... On za to poniesie konsekwęcje i on odpowie przed Bogiem... nikt nie jest z was śiety i di tego wiele wam brakuje umiecie tylko innych oceniać ale pierw wy spójrzcie na siebie na swoje postępowanie czyny... to że kapłan ma rodzine ma dzieci nie znaczy że nie kocha Boga i nie może głosić jego słowa...
Jak się czujecie kolejny dzień bez spraw
Dodane przez Michał w dniu - 2009-04-05 13:29:08
Nie tłumaczcie się ze swoich słabości... Polecam Wam prośbę o prowadzenie i 9 dniową Nowennę do św. Judy Tadeusza - patrona od spraw beznadziejnych... Jest bardzo skutecznym Patronem... On działa, i prowadzi do dobrych rozwiązań... chyba że boicie się zostawić swoje kobiety... Tylko 9 dni Nowenny do tego świętego... Książeczkę - broszurkę znalazłem w rzeczach po mojej Babci - wydanie z 1934 roku. Może powrócicie... Nie skazujcie się na piekło...
Ksiadz i biblia (PISMO SWIĘTE)
Dodane przez miki w dniu - 2009-03-17 16:46:53
Księża, episkopat co to ma wspólnego z Pismem Świętym a tym bardziej jak były powołuje się na (stara się cytować) ,,Pismo ..." dopiero to irytuje biskupów i episkopat. Ta machina rządzi się swoimi prawami i daj spokój jeszcze nie teraz
do Michala
Dodane przez AAAA w dniu - 2009-03-16 19:09:06
Nie chce mi sie wgłębiać w to co napisałeś ale przecież i mnie chodzi o to samo żeby kapłan wypełniał swoje powołanie z radością Błędy niestety popełniamy i powinniśmy mieć możliwość je naprawiać Znam kobiete która wyszła za mąż nie wpełni świadoma ponieważ była w takim wieku w którym nikt nie był by niczego pewny ale pod wpływem rodziny zawarła związek Okazało się że to nie powinno się wydarzyć i Ona cierpi i trwa w tym związku do tego pojawiają się dzieci i co Ty na to ? wg ludzi jest wszystko ok żyją obok siebie czy tak chciał Bóg? Podobnie jest i z kapłaństwem nie znamy przyszłości nie wiemy czy będziemy szczęśliwi a powinien być bo tylko taki kapłan jest w stanie służyć ludziom i Bogu a nie oszust który kocha pieniądze albo kobiety
Dlaczego wstrzymujecie publikacje moich
Dodane przez Michał w dniu - 2009-03-13 19:41:46
Dlaczego kościół miałby postępować wobec żonatych księży, którzy odeszli od Jezusa dla kobiety? Jak małżeństwo się rozpada - bo jest ktoś inny - kościół nakłada ekskomunikę, i nie akceptuje wtórnego związku... Czy myślicie że Wam - którzy zostaliście powołani do niesienia Królestwa Niebieskiego wolno więcej? Dokładnie taka sama sytuacja...
i jeszcze jedno... do AAA
Dodane przez Michał w dniu - 2009-03-11 01:30:42
PRZECIEŻ CAŁY CZAS CIĘ PROSIŁEM BOŻE O TO BYŚ MNĄ KIEROWAŁ ... i co to zmieni? Żeby prosić o nawrócenie, o pomoc z góry - należy się oddać Bogu łącznie z czystością cielesną... Kogo nie stać na to - jest letni... Poczytaj w Piśmie Św. co Pan Jezus powiedział o tym... Gorący - tak, Zimny - tak, Letni... znacie Pismo Św lepiej ode mnie, ja pamiętam niektóre fragmenty z dzieciństwa kiedy babcia brała mnie na msze... i wszystko w temacie... Zastanówcie się komu służycie...
do AAA
Dodane przez Michal w dniu - 2009-03-11 01:23:38
Nie próbuj nic mi tłumaczyć...nieszczęśliwi, modlący się o wolę Boga... Można być w życiu albo gorącym, albo zimnym... Letnim nie. Być może ja nie pojmuję Miłosierdzia Bożego, bo jestem daleko od Niego, ale wybrałem... Być może narzędziem w ręku Boga do mojego nawrócenia miał być kapłan, który obecnie odszedł od kościoła? Nie wiem, ale pomyśl człowieku realnie. Piszecie o szczęściu na ziemi, o miłości... o potrzebie szczęścia nawet u duchownych... Wybacz że piszę co myślę, ale już taki jestem. Dla kapłana największym szczęściem powinna być uczciwość względem Jezusa, sprawowanie eucharystii, czy pośrednictwo między takim człowiekiem jak ja, a Panem Bogiem... Nie osądzam nikogo, ale sumienia nie zagłuszycie... Będzie wołało za powołaniem, albo będzie bolała dusza do końca życia... Taka jest prawda.
do Michala
Dodane przez AAAA w dniu - 2009-03-10 10:49:51
Nie pleć głupot bo to że kapłan ma kobiete nie znaczy że Jezusa zdradza Jeśli w życiu dokonał wyboru i w tym trwa ponieważ uważa ze postąpił właściwie to znaczy że takie było jego powołanie Człowiek jeśli popełnia błędy w swoim życiu to znaczy że coś było lub jest nie tak ale jeśli prosi Boga to i tak wszystko w końcu się stanie wg JEGO woli a jeśli Jezus kiedyś tak by zapytał a On by odpowiedział tak PRZECIEŻ CAŁY CZAS CIĘ PROSIŁEM BOŻE O TO BYŚ MNĄ KIEROWAŁ
Do Michała
Dodane przez w dniu - 2009-03-08 19:09:49
Każdy człowiek ma wolną wolę i każdy z czegoś tłumaczyć się będzie. Każdy też nas jest tylko człowiekiem i ma prawo mylić się lub wybrać niewłaściwą drogę, dlatego gdy to odkryje ma również prawo podjąć inną decyzję. 
Każdy człowiek ma naturalne prawo być szczęśliwym przez cały okres swej życiowej wędrówki. 
Mówi o tym i Biblia i Karta Praw Człowieka. 
Swoją teraźniejszość i przyszłość, (z wiecznością włącznie), budujemy, mając na względzie przede wszystkim, dobrze pojęte szczęście osobiste. Dotyczy to również duchowieństwa. 
Perspektywa służby Bogu i ludziom jawi się każdemu z nas jako sensowna, tylko pod tym warunkiem, że powyższy imperatyw będzie uwzględniony. Nieszczęśliwy kapłan, zakonnik czy siostra zakonna staje się żywym zaprzeczeniem tego, co powinien głosić innym.
Zdradziliście Jezusa...
Dodane przez Michał w dniu - 2009-03-07 17:22:16
Nie pomogą wam fora internetowe, strony, które mają za zadanie usprawiedliwić was przed tą zdradą... Być może ludzi przekonacie, być może nawet spojrzą na was łaskawiej biskupi, ale obraz ubiczowanego Jezusa spoglądającego na was - kapłanów i Jego słowa będzie głęboko w waszych duszach... On pyta po cichu - DLACZEGO MNIE ZDRADZIŁEŚ? Jego mocą dane jest wam odpuszczać grzechy, sprawować Przenajświętszą Ofiarę, gdzie dokonuje się cudowna przemiana... Mieliście być Jego uczniami, łowić dusze dla Królestwa Niebieskiego - a tymczasem budzicie się u boku kobiet, chodzicie w rozdeptanych paciach po domu i oglądacie tv. Nie piszcie że się modlicie, nie piszcie że żałujecie i to aż boli... Pomyślcie o tym że kiedyś Jezus osobiście wam powie... "ZDAJ SPRAWĘ Z WODARSTWA SWEGO"...
Dodane przez Marta w dniu - 2009-02-04 19:02:52
"Będąc księdzem popełniłem błąd w sztuce (tak to nazywam, bo nie było to rozmyślne działanie, a tylko brak roztropności), który w sposób trwały zmienił bieg mojego życia [...] W pewnym momencie mojego życia pogubiłem się, nie respektując do końca zasady, zgodnie z którą powinienem żyć (celibat) i dlatego nie jestem księdzem". 
 
Zestawiając te dwa stwierdzenia "błąd w sztuce" i "celibat", dochodzę do wniosku, że w grę wchodzi kobieta. Dochodzę też do wniosku, że jest to Twoim zdaniem "błąd w sztuce". Nie znam Twojej historii, ale przykro mi, że w ten sposób to traktujesz. I że dla Ciebie jest to tylko "błąd w sztuce"... Może się mylę... Ale jest to bardzo smutne.
Moi drodzy....
Dodane przez Patti w dniu - 2009-01-20 00:16:22
Przeczytałam całe forum. Wasze wypowiedzi wywołały we mnie wiele emocji. Znalazłam się tu przypadkiem, a może jednak to było przeznaczenie - bo ja sama jestem w kiepskiej sytuacji, i nie wiem, co mam począć:/ ... Nigdy nawet przez myśl mi nie przeszło, że zakocham się w księdzu. A jednak... Jest wikarym, to jego pierwsza parafia. Od święceń minęły już 2 lata. Na początku naszej znajomości wzbudzał wręcz we mnie...strach?? Jednak z czasem, gdy go bliżej poznałam, polubiliśmy się, potem zaczął mnie fascynować, coraz częściej o nim myślałam, częściej z nim przebywałam... Po 4 m-cach zorientowałam się, że chyba się zakochałam. Odsunęłam się, ale nie mogłam żyć bez jego obecności w moim życiu. Postanowiłam poprzestać na stopie przyjacielskiej, bo pomimo że darzyłam go wielkim uczuciem, wiedziałam, że jest świetnym kapłanem, kochającym Boga i to, co robi. Nigdy też nie dał mi do zrozumienia, że z jego strony mogę liczyć na coś więcej... był dla mnie tylko przyjacielem. Fakt, marzyłam, że może kiedyś zrzuci dla mnie sutannę i będziemy żyć razem długo i szczęśliwie.... heh, ale to raczej były tylko mrzonki i fantazje głupiej nastolatki. No więc spotykaliśmy się co tydzień (należę do zespołu, którego jest pomysłodawcą), rozmawialiśmy, spowiadał mnie, pocieszał, radził... Ja stałam się dla niego jak siostra, bo na wiecej nie mogłam liczyć. W końcu nadszedł Sylwester. Spędziłam go w gronie przyjaciół, lecz wiedziałam, że on jest w tym dniu sam, i siedzi samotnie w domu. Było mi go strasznie żal, więc postanowiłam pójść, złożyć życzenia, chwilę porozmawiać i wyjść. Jednak wyszło tak, że prawie wylądowaliśmy w łóżku. Wydaje mi się, że się upił (choć nic nie było od niego czuć) - bo na trzeźwo nigdy by się tak nie zachował - zawsze był "zimny" w stosunku do mnie. Na początku byłam w szoku - bo nagle stał się dla mnie naprawdę "miły" i w ogóle... później przyszła satysfakcja, że jednak nie jestem mu obojętna. Ale w pewnym momencie stwierdziłam - dość. Przestraszyłam się, sprawy zaszły naprawdę za daleko, a ja mimo mego całego uczucia, stwierdziłam, że jednak nie chcę, by zszedł z drogi, którą obrał. Nie chcę niszczyć mu życia, nie chciałam, żeby czuł do mnie wstręt, że przeze mnie zgrzeszył, nie chciałam, zeby czuł się winny, że nie wytrwał... Przerwałam wszystko i wyszłam. Bałam się, jak my sobie później w oczy spojrzymy, jednakże pod tym względem problemów nie było - on zachowuje sie tak, jakby nigdy nic sie nie wydarzyło. Choć teraz śle mi jakieś aluzje... i co ja mam zrobić?? co o tym myśleć?? Kocham go, pragnę jego szczęścia, dlatego poprzestałam na przyjaźni..jednak to w Sylwestra... mam mętlik w głowie :( Proszę, poradźcie mi coś, napiszcie, co o tym myślicie. Wiem, że mogłam pisać bez składu i ładu, więc wybaczcie ewentualne powtórzenia, błędy. Jestem przygotowana na krytykę, jednak potrzebuję trochę serca i życzliwości. Pogubiłam się... nie mam z kim o tym porozmawiać, więc liczę na Was....
zbyt dużo świata tutaj...
Dodane przez Michał w dniu - 2009-01-02 16:56:31
Mały w wierze jestem, mam rodzinę, i nie chodzimy do kościoła,ale jedno wiem... Akty strzeliste, i Nabożeństwo po cichu odprawione do Niepokalanego Serca Maryi uratują nas. Może kiedyś będę miał siłę je odprawić. Poczytajcie 33 obietnice Pana Jezusa, i zapomnicie o tym co wygodne... W necie wystukajcie hasło "Siostra Maria Maria Natalia", a to co ratuje przed piekłem na 100% to Nowenna do Niepokalanego Serca Maryi... Inaczej będziemy zakładać portale, tłumaczyć się do śmierci, zagłuszać krzyczące w nas sumienie. Nieważne jak to nazwiemy - "Postęp", "Nowe Odkrycie" czy inne. Ja piszę co myślę... Pisze do was ateista, który zaniedbal Pana Jezusa w modlitwie, zarzucił drogę wyznaczoną przez Niego...  
 
egoizm?
Dodane przez Daniel w dniu - 2009-01-02 13:07:45
proszę dodać moje imię i tytuł jak wyżej do komentarza na temat egoizmu w którym cytowałem jedna z pań.
Dodane przez w dniu - 2009-01-02 13:05:13
"do carmena 
Dodane przez JOT w dniu - 2008-08-02 17:11:42Nie usprawiedliwiaj Go bo moim zdaniem ksiądz który nie wie co ma robić jest już do niczego Moim zdaniem jeśli już zakochał się w kobiecie powinien znią być Nie można się cofać i kierować interesem tylko sercem
 
moim zdaniem to egoizm. 
 
bo tak samo prawdziwe jest zdanie 
 
jeśli już zakochał się w Bogu powinien z Nim być. Nie można się cofać i kierować przyjemnością tylko sercem
głos Boga
Dodane przez Daniel w dniu - 2009-01-02 12:33:57
Często jest tak,że ci których postrzegamy jako prawdziwie powołanych to poprostu uparte osły (bez urazy dla kogokolwiek). 
zostaja kapłanami bo przecież dadzą radę...Znam jednego exa który jeszcze w seminarium na 5 roku został opluty i chyba nawet pobity na ulicy za sutannę. Najpierw się załamał, potem tak sie zawziął, ze nie było silnych na niego i został kaplanem... w oczach ludzi niemal jak Wyznawca z pierwszych wieków. z kapłaństwa odszedł po nie całym roku... 
 
głos Boga w moim życiu? 
heh, jestem przeszczęśliwym mężem. Razem z Żona jako cel naszego małżeństwa obraliśmy świętość współmałżonka. 
Czasami teskie do tego co mogło być, ale rekompensuje sobie to przez służbe ołtarza, aktywność w parafi itd. 
słowem można mieć pełnie szczęścia tylko trzeba podjąć decyzję w odpowiednim czasie.
Seminaryjna formacja
Dodane przez Józek w dniu - 2009-01-02 12:19:55
Danielu, twoje obserwacje są bardzo trafne. Mogłbym również i ja wiele dopowiedzieć na ten temat, ale przecież nie chodzi o to, by utyskiwać. Z tego o czym piszesz wynika, że odejścia są zjawiskiem pozytywnym. To swego rodzaju naturalne oczyszczenie środowiska duchownych. Oczywiście najlepiej by było, gdyby moment refleksji i decyzja o odejściu podjętą była jeszcze przed święceniami! Zgadzam się z tobą, że jest sporo takich, którzy idą w kapłaństwo bez powołania. Niestety, często ci nie rezygnują chociaż tak naprawdę powinni uczynić to jak najszybciej. Na miejscu biskupa cieszyłbym się z każdego takiego wypadku. 
Poważnym problemem dla nas są natomiast odejścia prawdziwych i wartościowych powołąń. Tu widzę sporą stratę dla Kościoła. Gdybym był biskupem z odpowiedzialnością za diecezję, nie pozwoliłbym sobie na tak wielkie marnotrastwo zainwestowanego "kapitału". 
Danielu, jeśli rzeczywiście czujesz w duszy głos Boga wzywający ciebie do służby kapłańskiej, spróbuj w innym seminarium.
byłem klerykiem...
Dodane przez Daniel w dniu - 2009-01-02 11:29:29
Wiem,że pewne osoby mogą negowac moje zdanie tylko dla tego,że właściwie nigdy nie byłem księdzem. Byłem jednak klerykiem w jednym z seminariów diecezjalnych. 
Myślę, że problem porzucenia kapłaństwa to problem który rozgrywa sie już w czasie formacji seminaryjnej. Wielu kleryków, poprzez pewne zakłamanie tak przełożonych jak i (a może przede wszystkim) swoje zostaje dopuszczonych do święceń. Znam przypadki kleryków których świecono mimo, ze np. ich ulubionym typem dowcipów były dowcipy o tematyce pedofilskiej itd,itp... 
problem polega na tym,że tak bardzo pragnęli oni być kapłanami, ze nigdy nie zdecydowali się na szczerą rozmowę o uczuciach i pragnieniach jakie miewaja ze swoimi przełożonymi. To oczywiste że w 98% takich rozmów skończyłoby się usunieciem z seminarium, dlatego też nikt nie ryzykował zwłaszcza jeśli do święceń pozostało stosunkowo malo czasu. 
Ja zostałem wyrzucony z seinarium. dlaczego? 
w moim odczuciu dlatego, że zdecydowałem sie pozostac sobą. ostatnie 3 lata przed wstapieniem do WSD byłem zawodowym żołnierzem. tym czasem w seminarium trafiłem juz na 1-szym roku do pokoju z 18-nasto letnim chłopcem do którego mama już w dzień wstapienia do WSD zwracała się per ksiądz. Kolega tem potrafił wyciszać mój budzik "bo za głosno dzwoni" czasem nawet rzucał nim we mnie bym ja go wyłączył. 
Ja nie tolerowałem takich zachowań doszło do pewnego rodzaju wojny. przegrałem bo proboszczem tego chłopca był były rektor naszego seminarium.. życie. 
 
NIe mam jednak żadnego urazu do Kościoła. 
 
Sądzę jednak,że gdyby wieksza ilość kleryków nie zatracała swojej tożsamości w seminariach to może mieli byśmy o wiele mniej wyświeconych ale taz o wiele mniej odejść...
Do Magdy
Dodane przez kasienka w dniu - 2008-12-29 16:33:52
Wisz Madziu ja tez dalej mam chłopaka..Nic sie nie zmieniło od tego czasu...A moje serce wciąż biję do obu panów..Tylko ostatnio mój ks zrobił mi bardzo wielka przykrość..Ehhhhh czuję się osamotniona... :( :(
Mój kolega porzucił kapłaństwo.
Dodane przez Agnieszka w dniu - 2008-12-16 14:27:01
Spośród moich 5 kolegów, którzy uczęszczali wraz ze mną do jednej klasy aż 4 zostało księżmi. Jednak szokiem była dla mnie informacja, że ten z nich, u którego powołanie wydawało się być najsilniejsze i najbardziej zdecydowane (co do drugiego z chłopaków, to miałam pewne obiekcje czy jego powołanie nie jest bynajmniej rezultatem wpływu tamtego, gdyż bardzo blisko się przyjaźnili), który się ze swoimi zamiarami jako jedyny nie ukrywał jeszcze w trakcie szkoły, który był niezwykle fajnym i dowcipnym chłopakiem, porzucił kapłaństwo po 11 latach jego trwania. 
Słyszałam co prawda o jego przepałach związanych z bezcłowym handlem samochodami, w efekcie czego zmienił nawet diecezję, jednakże po tej zmianie wszystko zdawało się wrócić na normalne tory, nawet - wydawałoby się - na bardzo pozytywne.  
Ze stron internetowych na które od czasu do czasu zaglądałam, dowiadywałam się, że prowadzi różne spotkania religijne i jest ogólnie lubiany. Zresztą jego byli parafianie założyli stronę internetową z zapytaniem, gdzie teraz on jest.  
Jedynym pocieszeniem pozostaje fakt,że na pogrzebie swojej babci, na który przyjechał w towarzystwie założonej rodziny, wyglądał na osobę radzącą sobie w życiu. No, i podobno jego żona jest bardzo ładna.
Bóg jest ten sam
Dodane przez Jerzy w dniu - 2008-11-09 08:10:45
Jeżeli w swojej dawnej firmie jesteś teraz ostatnim gatunkiem, wyrzutkiem, dlaczego nie przejdziesz do firmy POLSKOKATOLICKIEJ, gdzie masz tego samsgo Boga. 
Wykonywać będziesz
do Bolka
Dodane przez Aga w dniu - 2008-10-12 18:58:28
Ja się modle
modlitwa
Dodane przez bolek w dniu - 2008-10-11 23:36:36
dlaczego nie modlicie sie za ksiezy ????????????????? 
Dodane przez Magda w dniu - 2008-10-01 17:22:18
Myślałam, że uwolniłam się od tego uczucia, że powoli mi przechodzi... mam chłopaka, dość dobrze nam ze sobą i nagle... spotkaliśmy się przypadkiem i znowu zaiskrzyło... 
Dlaczego to spotkało mnie? Czy mam cały czas cierpieć? Bo przecież wiem, że on i tak nie zrezygnuje z kapłaństwa... 
Proszę o jakieś słowa...
do Kasieńka
Dodane przez JOT w dniu - 2008-08-04 10:50:39
Nie zawsze wiem co robić ale sama się wkrótce przekonasz że te Jego wahania będą na Twoja niekorzyść Tego akurat jestem bardzo pewna
do JOT
Dodane przez Kasieńka w dniu - 2008-08-03 20:57:44
Mam pytanie a Ty zawsze wiesz co robić?? On także jest człowiekiem i ma prawo do wahań, teraz z perspektywy czasu zrozumiałam to i trochę pomógł mi w tym post Carmeny... :)
do Carmena
Dodane przez kasieńka w dniu - 2008-08-03 20:53:22
Wiesz Carmena w sumie z twojej wypowiedzi płynie dużo trafnych spostrzeżeń, zgadzam się z Tobą w 100%.Jesteś mądrą kobietą...3maj się cieplutko:)
do carmena
Dodane przez JOT w dniu - 2008-08-02 17:11:42
Nie usprawiedliwiaj Go bo moim zdaniem ksiądz który nie wie co ma robić jest już do niczego Moim zdaniem jeśli już zakochał się w kobiecie powinien znią być Nie można się cofać i kierować interesem tylko sercem
Dodane przez carmena w dniu - 2008-07-28 10:19:11
kasieńka 
wiesz, to nie całkiem tak. Też przeżywam miłość do ks. odwzajemnioną, wiem, ze spotkałam "tego"człowieka. To sie po prostu wie, a nie jestem już naiwną nastolatką (nie urażając nastolatek ;) ).Ale nauka katolicka, jak tu ktos słusznie zauważył, przytaczając zdanie Marcina Lutra, zrobiła celibat panem wszystkiego, nowotworem, którego stawia się ponad miłością. To jest oczywiście moje zdanie, bo wiem, co przezywam i co przezywa osoba, która mnie kocha, a która jest ks. Miłosć jest prosta, nie ma tez mniejszej czy większej miłości, jak to sie ładnie mówi. Ze niby poswiecic się w imię większej miłości. Kazda miłość jest dana od Boga, kazda miłość między ludźmi jest dana od Boga i ja w to wierzę. Natomiast ludzie tworzą sobie mnóstwo utrudnień i sami sobie rzucają kłody pod nogi. Kazdy ksiądz jest przede wszystkim normalnym facetem i nie ma tu co idealizowac. To, że sie zakochuje tez jest normalne. Nie wiem o co tyle ludzie robią szumu i atmosfery skandalu i potępienia. Ale jest to wynik jescze wciąż nietolerancyjnego i zdewociałego polskiego katolicyzmu. Nie wiem kasieńko, jak jest u Ciebie, wiec nie oceniam. Natomiast u mnie... nie wiem co będzie dalej. Nie jestem sfrustrowaną dewotką latającą za sutanną, ale kobietą która po prostu zakochała się w facecie. Z wzajemnością. Ale uszanuję jego decyzje. A widze ze sie waha i rozumiem to. Bo to co wybrał, wyklucza bycie ze mną, przynajmniej "legalnie". I tutaj zawsze będą się rodzić wyrzuty sumienia i poczucie, ze cos jest nie w porządku (chociaz naturalnie "w porządku" jest).Ja tez nie chcę podwójnego życia. I dlatego jest to trudne. "Mój", o ile tak moge powiedziec, nie odzywa się od miesiąca i wiem, że musi przemyslec, bo wie, ze ja na podwójne zycie sie nie zgodze, ze bedzie musial wybrac.  
I nie ma co mydlic sobie oczu o jakies duchowe przyjaznie itp. itd. To na dłuższą metę nigdy nie będzie funkcjonować. Podkreslam, ze nie naleze do osób, które idealizują księży i wzdychają do nich z ukrycia, wręcz przeciwnie. Mojego poznałam przez przypadek, wcale nie szukając takiej znajomosci, po kilku nieudanych zwiazkach z "normalnymi" facetami.Nie idealizuje go i znam jego wady. Nie jest dla mnie uduchowionym nadczlowiekiem, ale istotą z krwi i kości - to dla tych, którzy uwazają ze za księżmi latają tylko sfrustrowane i spragnione ideału naiwne dziewczynki. 
I tutaj można łatwo zbaczyc bezsens celibatu. Robi się z księzy nadludzi, inni ludzie w to wierzą, a cierpią na tym i sami księża i osoby, które są z nimi bardziej związane.  
Kasieńko, fakt, zdarzają się osoby, które się bawią kobietami, i nie traktują ich powaznie. To tez pewien rodzaj reakcji obronnej księdza, który wie, że kobiety prawnie i formalnie nie moze miec, więc reaguje na swoją frustrację negacją, pomiejszaniem wartości kobiety, w rezultacie wykorzystywaniem, wyśmiewaniem, bawieniem się jej uczuciami. Mnóstwo jest tego. Uwazam to za skrajny przypadek egoizmu, niestety. 
Gdy prawdziwie kocha, tez ma dylemat, natury moralnej, taki jak ma teraz mój. Ja tez go kocham i wiem, że gdy zadecyduje odejsc, pozwole mu na to.  
Nie odbiera, nie odpisuje bo męczy się wewnętrznie, bo to sprzeczne z tymi wszystkimi regułami, jakie mu wpojono. I musisz to zrozumiec, oni tez maja wielki wewnętrzny dylemat, bo za nimi stoi cała hierarchia Kościoła i świeccy, którzy gotowi go potepic i ukamieniowac tylko za to, ze pokochał kobietę. 
Takie jest życie, ze wszystkimi odcieniami radosci i goryczy. Zycie to nie słodkie ideały jaki próbują nam niektórzy wmówic.
...
Dodane przez kasieńka w dniu - 2008-07-16 21:20:41
Długo czasu tu nie zaglądałam. wiecie co ja zawiodłam się na swoim księdzu myślałam ze jest wporzadku ale prawda okazała sie inna. Juz wczesniej wspominałam ze kiedys on wyznał mi ze mnie kocha a teraz gra nie fair, nie odbiera gdy dzwonie, nie pisze!! Tyle razy mówił że jestem bardzo ważna dla niego a teraz? nawet nie raczy się odezwać..Przestroga dla dziweczyn, które tego jeszcze nie przezyły...oni sie nami bawią, nie traktuja nas poważnie!!
rada :)))
Dodane przez jowtu w dniu - 2008-07-16 17:02:58
Madziu i jak sobie radzisz z "emocjami"? 
Wiem,że jest Ci trudno i wiem jak to boli...Jednak jak uda Ci się z tego wyplątać będziesz wolna jak "ptak" i powiesz po co to było? Zaczniesz żyć na nowo- uwierz.Pozdrawiam Cię.
Do Magdy
Dodane przez Aga w dniu - 2008-07-16 13:26:14
Ogólnie rzecz biorąc każdy słucha rad zwłaszcza dobrych ale pamiętaj że są sprawy w których naprawde sama musisz sobie radzić Oczywiście możesz słuchać co mają inni do powiedzenia w danej sprawie ale decyzje podejmujesz Ty Czytałam Twoje wcześniejsze komentarze i tez moge Ci dać rade jeśli juz tak chcesz słuchać tych rad Daj sobie spokój z tym księdzem dziecko  
do Agi
Dodane przez Magda w dniu - 2008-07-14 18:52:17
Myślę, że Twoja wypowiedz jest trochę błędna, powinnyśmy słuchać "dobrych" rad szczególnie osób doświadczonych, znających "problem"... tylko najciężej jest je wykorzystać bo serce nie zawsze współdziała z rozumem... 
Pozdrawiam
do JOWTU
Dodane przez Magda w dniu - 2008-07-14 18:48:29
Bardzo dobrze wiem, że najlepsze co mogę zrobić to skończyć to wszystko ale już dużo się między nami wydarzyło... ciężko mi z tym, bardzo ciężko... ale dziękuje za radę, powinnam tak zrobić ale od słowa do czynu jest daleka droga... :(
do JOWTU
Dodane przez Aga w dniu - 2008-07-10 19:03:51
Najlepiej jak każdy będzie sam sobie radził i uczył się na swoich błędach
Madzia
Dodane przez JOWTU w dniu - 2008-07-10 09:09:25
Dobra rada- Madzia wycofaj się póki możesz, póki nie padły deklaracje. Wierz mi dobrze Ci radzę :)
do Madzi
Dodane przez Aga w dniu - 2008-06-25 21:31:00
Kochana Madziu dzięki za wsparcie i nie mam zamiaru mu o tym powiedzieć On sam mi to powinien wyznać  
do Agi
Dodane przez Magda w dniu - 2008-06-24 21:03:48
Zastanów się kochana dobrze czy naprawdę chcesz, żeby on o tym wiedział... bo może zdarzyć sie tak, że go w ten sposób stracisz... mój problem jest trochę inny bo kochamy się z wzajemnością ale jest też ten drugi i w ogóle strasznie to wszystko jest skomplikowane... 
Ale całym sercem jestem z Tobą bo pewnie i tak cierpisz z tego powodu...
do Madzi
Dodane przez Aga w dniu - 2008-06-24 08:48:39
Jestem zakochana bez wzajemności to chyba troche mnie usprawiedliwia Kocham GO ale to do niego nie dociera !!!!
do Aga
Dodane przez Magda w dniu - 2008-06-22 10:51:44
Nie mogę sie wypowiadać w imieniu wszystkich dziewczyn ale ja przeprosiny przyjmuje... Aguś naprawdę, żeby zrozumieć to wszystko musi się mieć swoje przeżycia z tym związane... bo nic nigdy nie jest takie na jakie wygląda... 
Pozdrawiam
Dodane przez Aga w dniu - 2008-06-14 20:54:00
Przepraszam wszystkie dziewczyny i kobiety tu piszące
pomoc
Dodane przez były motyl w dniu - 2008-06-14 20:34:46
To nie była prośba o pomoc, to przestroga dla naiwnych!!!!I tyle, albo aż tyle!!!
głowa do góry- do motyla
Dodane przez kania w dniu - 2008-06-14 20:22:57
Ta osoba nie jest Ciebie warta-głowa do góry,szkoda łez.Mam nadzieje,że nie płaczesz za nim tylko przez niego.Trzymaj się. :)
kpiny
Dodane przez były motyl w dniu - 2008-06-13 19:07:25
Ze mnie ktoś ostro zakpił-nie ma dnia bez łez-słuchałam maryli rodowicz-trochę pomaga....pozdrawiam(jeśli tutaj piszę to widomo o co chodzi...)Nie każdy postępuje jak Jacek....Pozdrawiam
tak nie wolno
Dodane przez Były motyl w dniu - 2008-06-13 18:38:03
Proszę wszystkich "aktywnych" księży nie zabawiajcie się....albo,albo wybór powinien być prosty...
miłość
Dodane przez Były motyl w dniu - 2008-06-12 16:35:08
zgadzam się z Agą- śmieją się z nich i szydzą.Naiwnych nie brakuje, często na swoją własną prośbę...Boli jednak jak ktoś z Ciebie zakpi.Pozdrawiam 
P.S. znam kilku byłych Księży i są to naprawdę wspaniali ludzie,są też tacy udających księży...(ach szkoda słów)
DoMaćka
Dodane przez Aga w dniu - 2008-06-03 18:07:28
Maćku tu się gada tylko o miłości kobiet do księży Szkoda tylko że księża nawet o tym nie wiedzą co te głupie baby tu wypisują
Dodane przez Magda w dniu - 2008-05-26 19:12:41
Wybacz, że aż tyle kazałam Ci Kasieńko czekać... cóż by tu napisać... wszystko skończone... z X będziemy tylko przyjaciółmi... wybrałam mojego chłopaka... pa pa, buziaki
"Żal mi was ludzie"
Dodane przez Maciek w dniu - 2008-05-26 18:09:45
Was i waszej głupoty.Tylko tyle mam do powiedzenia.Może podyskutowalibyście o naszej nowej błogosławionej, albo o wyniesieniu kard. Bertone na diecezję podmniejską Frascati?Szczęść Boże!
do Kasieńka
Dodane przez michał w dniu - 2008-05-25 21:52:10
Musze sprostować to co piszesz, może Ci ktoś źle powiedział albo źle zrozumiałaś. Kasiu Ksiądz nie może zrezygnować z kapłaństwa, będzie nim do końca życia, obojętnie czy przed czy po 40-tym roku życia. Jeśli o to chodzi to, Dyspensę z kapłaństwa - jeśli odejdzie - może dostać po ukończeniu 40-tu lat życia. Tak Episkopat u nas przyjął wiem bo sam starałem sie o dyspensę, poczytaj jeśli chcesz to co piszę troche wyżej jako michałPozdrawiam Ciebie i Magdę :)
Dodane przez Kasieńka w dniu - 2008-05-13 20:49:31
oki cierpliwie poczekam
Dodane przez Magda w dniu - 2008-05-05 22:16:45
Matko Kasieńko! to naprawdę mamy takie same sytuacje bo mój chłopak też chce, żebym za niego wyszła ale ja się nie mogę na to zdecydować dopóki nie ułożę swoich wszystkich spraw... chodzi mi o mojego X... straszne jest to życie... teraz nie dam rady nic więcej napisać... postaram sie jutro dokończyć myśl... pa :-*
Dodane przez Kasieńka w dniu - 2008-05-05 20:45:49
Oki oki rozumiem sama mam teraz tyle na głowie.Niom w zasadzie od tego się zaczęło, ale już wcześniej między nami coś było może nie było to takie wyraźne jak teraz,ale więź się wytworzyła.To były początki,teraz to piszemy do siebie eski w których często mówimy że się kochamy,ale moim zdaniem jest to miłość platoniczna, nie mogę się już z nim tak często spotykać bo mój chłopak niedawno mi się oświadczył i ja przyjęłam pierścionek.Wiem że jeśli teraz tego nie skończę(mówię o X) to będzie to trwało na wieki wieków, im dłużej zwlekam tym ciężej się rozstać. Oczywiście będziemy utrzymywać kontakt ale nie już tak często jak teraz i tak jak pisałam w poprzednim poście na stopie przyjacielskiej...Pozdrawiam i życze miłej nocki.Paa
Dodane przez Magda w dniu - 2008-05-03 12:03:27
Cześć Kasieńko... sorki, że się nie odzywałam do tej pory ale miałam tyle zajęć, że nie było kiedy siąść coś napisać, choć Twoją wiadomość odczytałam już dawno... 
Zaskoczyłaś mnie bardzo tym przepisem dotyczącym odejścia ale na razie to zostawiam bo jeszcze nic nie wiadomo... 
Jeśli chodzi o moje przemyślenia to hmm... one zmieniają się z dnia na dzień zależnie od tego co się wydarzy danego dnia... po tej poważnej rozmowie z moim X, o której kiedyś pisałam to chciałam się wyprowadzić, zmienić prace i miejsce zamieszkania, byle by tylko od niego uciec, nie widywać go... ale to jest nierealne, ponieważ czujemy do siebie tak mocne przyciąganie, że nie możemy przestać się widywać... już próbowaliśmy i zaraz któreś napisze, że tęskni... takie to wszystko jest... tak jak Ty Kasieńko widzę, ile satysfakcji daje mojemu księdzu jego posługa Bogu... ale mimo wszystko, ja też stałam się dla niego ważna, choć na pewno nie ważniejsza... i widzisz co mogę więcej dodać, nic... to musi się jakoś samo nam ułożyć, bo ja na pewno tego nie zakończę pierwsza, nie jestem w stanie... 
Pisałaś Kasieńko, że spełniacie się w roli przyjaciół, a czy jest między wami coś więcej? jest mocniejsze uczucie? bo z tego co Ty piszesz wnioskuje, że z twojej strony tak, a twój ksiądz? czy coś powiedział, zrobił jakiś gest, z którego możesz sądzić, że jest między wami to piękne uczucie, nazywane miłością? Pisałaś kiedyś o pielgrzymce na której byliście razem i na której powiedział, że w Tobie mógłby się zakochać... od tego się wszystko zaczęło? Bo ja sama kiedyś usłyszałam coś podobnego tylko w innych okolicznościach, na spotkaniu ze znajomymi... i później samo się już potoczyło... 
Czekam Kasieńko na odpowiedź i obiecuję, że będę się już starała od razu odpisywać... pa pa, buziaki :-*
Dodane przez Kasieńka w dniu - 2008-04-25 13:16:14
Witaj Magdo.! ten przepis to jest omawiany na religii na kursie przedmałżeńskim. Jeśli chodzi o rozmowę z tym księdzem to trudno mi się do tego przyznać ale "trzęsę portkami" i nie za bardzo wiem jak do tego się zabrać. Hmm ja zauważyłam u niego że jego praca Go satysfakcjonuję i daje mu takiego powera na dalszą posługę że ja nie mogłabym zburzyć tego..Szczerze to się boje tej rozmowy i jej świadomie unikam.Hmm widzisz pomagam Tobie a sobie nie mogę...( A co do mojego chłopaka to chyba się nic nie zmieniło aczkolwiek czasem potrafi mnie tak wkurzyć,że idę do X i opowiadam mu co sie dzieję..Hmmm raczej chyba będzie jak do tej pory, będziemy się spełniać w roli przyjaciół. Pisałaś że możesz się podzielić ze mną swoimi przemyśleniami dotyczących twojego księdza...Jeśli chcesz to jestem otwarta.Buziaczki..
Dodane przez Magda w dniu - 2008-04-24 17:38:41
Nie rozmawialiśmy jak do tej pory na temat jego ewentualnego odejścia ale ciekawa jestem jak dokładnie brzmi przepis, o którym wspomniałaś... i skąd o nim wiesz? Pierwszy raz o czymś takim słyszę... 
Zresztą ciężko się nad czymkolwiek zastanawiać co by było gdyby, itp. kiedy ja nawet nie wiem co o tym wszystkim myśleć... 
 
Może się powtarzam ale jesteś jedyną osobą Kasieńko, z którą dzielę się tym co mnie męczy... bo też nikomu innemu nie mogę tego zdradzić, nasza anonimowość na tej stronie chroni nas przed rozpoznaniem ale też pozwala na większą swobodę myśli i słowa, co dla mnie ma wręcz działanie lecznicze bo naprawdę, aż lżej mi się robi kiedy wyrzucę z siebie to wszystko... 
 
A twój ksiądz... czy rozmawialiście o jego odejściu? 
A twój chłopak... pisałaś kiedyś, że może Ci on zaoferować więcej niż ksiądz, zmieniło się coś w tym względzie? 
Przepraszam Kasieńko, że zadaję takie trudne pytania ale to tylko przez to, że liczę, iż Twoje odpowiedzi na nie może mi coś podpowiedzą... 
 
Pozdrawiam gorąco :-*
Dodane przez Kasieńka w dniu - 2008-04-22 17:46:08
Niom rozumiem dokładnie...Hmmm tylko ciężko będzie z tym bo On już jest proboszczem...U mnie sytuacja jest trochę inna niż u Ciebie otóż mój ksiądz jest jeszcze wikarym i może zrezygnować...Natomiast u Ciebie nie będzie to możliwe,gdyż po pierwsze twój ksiądz to proboszcz a po drugie to to że ksiądz ma prawo zrezygnować z kapłaństwa do 40 roku życia po 40-ce to jest już niemożliwe,taki jest przepis...No nie wiem kto go wymyślił....(głupie to)Hmmm wiem co przeżywasz i dokładnie rozumiem...Ehhhh wszystko jest takie pogmatwane...aaa i wcale nie uważam Cię za gówniarę....Hmmm sama jestem w podobnym wieku tylko że między mną a Nim jest mniejsza różnica wieku....Trzymaj się cieplutko....Buśśśki...Czekam na odpowiedź papapa :)
Dodane przez Magda w dniu - 2008-04-22 09:25:01
Właśnie to jest ten cały problem bo nie wiem, kto jest dla mnie ważniejszy mój chłopak czy ksiądz... sytuacja jest u mnie dokładnie taka sama jak pisałaś, kiedy jestem z X to tylko on jest dla mnie najważniejszy, tylko o nim pamiętam, a z kolei kiedy jestem z chłopakiem to wtedy on jest tym jedynym... 
A teraz odpowiem na twoje pytania... mój X jest proboszczem i tego jestem jednego pewna, że nie odejdzie, a ma 43 lata, ja natomiast 22... 
Różnica kolosalna, nawet się nie spodziewałam nigdy czegoś takiego, a tu proszę... ale ja go kocham z wzajemnością... a mój chłopak ma 27 lat i z nim jest to samo... 
Straszne jest to jak może się namieszać w życiu... 
A jak jest u Ciebie Kasieńko? Podobna sytuacja? Tylko pewnie nie wiekowo... ale proszę nie miej mnie za gówniarę, która nie wie czego chce od życia, bo powiem Ci Kasiu, że w tym wieku też można już co nieco mieć za sobą...
Dodane przez Kasieńka w dniu - 2008-04-20 18:41:47
Niom widzisz tylko to jest sprawa złożona musisz się zastanowić który z Panów tak naprawdę jest dla Ciebie najważniejszy, wiem że to trudne ,ale zastanów się bo rozumiem że jak spotykasz się z księdzem to wydaję Ci się że tylko Jego kochasz i chcesz z nim być, ale jak idziesz do chłopaka to stwierdzasz,iż jednak kochasz swego lubego i też nie wyobrażasz sobie życia bez niego...(przynajmniej ja tak mam) ale słuchaj jest problem zasadniczy bo pamiętaj o tym że ten X jest wikarym (tzn tak myśle jeśli nie to wyprowadź mnie z błędu) a oni szybko odchodzą do innej parafii a my się szybko przywiązujemy i to jest ten nasz błąd... a mam do Ciebie pytanie ile masz lat i ile ma lat twój ksiądz??
Dodane przez Magda w dniu - 2008-04-19 21:54:30
Kasieńko masz rację co do tego, że o wiele łatwiej jest sie wyżalić komuś "obcemu" ale w tym przypadku jest inaczej... ja potrzebowałam i szukałam osoby, której będę mogła powierzyć moją historię, która mnie zrozumie, a w każdym razie nie powie, że to jest "nienormalne" lub coś w tym stylu, w najbliższym otoczeniu nawet nie miałam co szukać bo nie chciałam "gorszyć", żadnej z moich koleżanek, choć mam do nich pełne zaufanie, a już dłużej nie potrafiłam w sobie tego nosić i tak trafiłam na tą stronkę i bardzo się cieszę, że Cię tu Kasieńko znalazłam! 
 
Dziwne jest to, że przecież obie możemy mieć ustabilizowane "emocjonalnie" życie, bo z tego co pamiętam to u Ciebie jest podobna sytuacja, masz chłopaka... a jednak nie poprzestajemy na tym... 
Pisałaś, że nie złożyłaś obietnicy swojemu księdzu ale jeszcze nie wiesz tak do końca co z tego wyniknie... ja natomiast złożyłam już tą obietnicę i chciałabym móc w niej wytrwać, jednak zastanawiam się czy mam się już całkiem poddać czy zawalczyć o naszą miłość bo wiem, że mój X mnie kocha... ale było by to równoznaczne z końcem wszystkiego co sie wiąże z moim chłopakiem... 
 
Muszę powierzyć moje rozterki Maryi, tak jak mi Kasieńko radzisz, sama teraz widzę, że nie ma innej drogi jak przez modlitwę... 
 
Pozdrawiam i ściskam cieplutko ;-)
Dodane przez w dniu - 2008-04-18 11:44:19
Dziękuję Magdo,że otworzyłaś się przede mną jest mi bardzo miło z tego powodu...(taka przyjaciółka online) czasem łatwiej jest komuś się wyżalić kogo nie znasz...Hmmm a co do twojej sprawy to moim zdaniem chyba dobrze postąpiłaś że odbyłaś z Nim rozmowę, to ciężkie wiem ale pomyśl sobie ,że ktoś na Ciebie czeka, kocha, tęskni mówię o twoim partnerze...Wiem że zarówno jeden jak i drugi Pan kochają Cię ale zauważ,że jednak ten owy ksiądz poprosił Cię żebyś mu pomogła wytrwać w swym wyborze...On się dla Ciebie bardzo poświęca,już to kiedyś pisałam że kochać polega czasem na tym że pozwolić komuś odejść....Wiem co czujesz bo ja też dostałam taką propozycję...Kiedyś jak byłam z Nim na pielgrzymce do Częstochowy powiedział mi że w takimś jak ja mógłby się zakochać,ale poprosił mnie także o to abym się modliła za niego aby wytrwał w swym postanowieniu, w swej życiowej drodze... Hmmm nie obiecałam mu tego, i dlatego boję się że moje dotychczasowe życie zmieni się diametralnie... Miłość to wybór drogi Miłośi i wierność wyborowi.... 
 
 
Z całego serca życzę Ci szczęścia i żebyś zaufała Maryii bo Ona wie co robić...Buziaczki :)
Dodane przez Magda w dniu - 2008-04-14 23:07:10
Wczoraj byłam tak rozbita tą moją rozmową z X, że pisałam bez ładu i składu za co Cię Kasieńko przepraszam ale sens tego co chciałam przekazać, chyba do Ciebie dotarł... dziś mam się już lepiej bo noc spędziłam na rozmyślaniu o tym wszystkim... ale nie mogę zdradzić do jakich wniosków doszłam, bo nie są jeszcze do końca skrystalizowane, lecz jeśli będziesz je chciała kiedyś poznać to myślę, że sie nimi z Tobą podzielę... 
 
Serdecznie pozdrawiam.
Dodane przez Magda w dniu - 2008-04-13 22:37:53
Kasieńko chciałam ci już wcześniej odpisać ale nie miałam kiedy... też jestem zaangażowana w życie parafialne, więc mogę sobie wyobrazić jak to wygląda u Ciebie... ale teraz pisze z innego powodu, odbyłam dziś rozmowę z moim X, nasza wspólna historia trwa od niedawna bo dopiero niecały rok ale tak strasznie mi dziś źle... od samego początku mieliśmy wątpliwości co do naszego związku, on wie, że mam chłopaka ale jest teraz, już od dłuższego czasu na kontrakcie zagranicznym, wszystko zaczęło się wtedy jak on wyjechał, tak strasznie potrzebowałam się komuś wygadać, wyżalić, brakowało mi kogoś kto spojrzał by na mnie z dystansem i poradził, pocieszył bo rodzinę mam ale ona nie zawsze się nadaje do takich rzeczy... i tak to się zaczęło był moim przyjacielem, na którym zawsze mogłam polegać i tak jest do tej pory ale z czasem przerodziło się to w coś więcej, ja go pokochałam całym sercem a on mnie... do tego wszystkiego dochodzi mój chłopak, o którym nie zapomniałam bo dalej go kocham choć go nie ma teraz przy mnie, jak to możliwe, że zależy mi na nich obu jednocześnie?! Choć kiedy jestem z moim X to zapominam... 
Ale wracam już do sedna, chodzi o tą rozmowę, mój X poprosił mnie dziś, żebym pomogła mu wytrwać w jego kapłaństwie, on nie chce z niego zrezygnować, kocha mnie ale już nic nie zmieni, nie wiem jak ci to Kasieńko opisać bo to była chyba najtrudniejsza rozmowa jaka kiedykolwiek odbyłam, tak dla niego jak i dla mnie... jest mi tak strasznie ciężko na sercu, obiecałam, że mu pomogę i tak też chcę zrobić, ponieważ bardzo go kocham i nie mam zamiaru niszczyć mu życia, on zresztą też mi to cały czas powtarza... że nie chce mi życia zmarnować ale nie wiem jak poradzę sobie z brakiem bliskości cielesnej, tego, że nie będzie mnie już trzymał za rękę, nie będę mogła się przytulić, dla mnie to jest niewerbalny okazywanie uczucia, zresztą to jest normalne, że jeśli sie kogoś kocha to chce się mu to okazać również gestem, dotykiem, nie tylko słowami... wiem, że mimo wszystko mnie kocha i to dodaje mi sił ale jest mi tak ciężko, łzy same płyną i nawet nie próbuję ich powstrzymywać... czemu Bóg nas tak doświadcza? nie wiem jak sobie z tym wszystkim poradzić... 
Na dokładkę powiem, że mój chłopak chce, żebym za niego wyszła ale nie mogę przecież podjąć teraz takiej decyzji, kiedy mam serce rozdarte na dwie połówki... 
 
Kasieńko proszę o ciepłe słowo, którego teraz tak bardzo potrzebuję bo jesteś jedyną, przed którą się otworzyłam i opowiedziałam co się tak naprawdę w moim życiu dzieje... 
 
A Tobie Kasieńko serdecznie życzę siły do zrealizowania Twojego zamierzenia, jeśli tego naprawdę pragniesz to będę się modlić o tą siłę dla Ciebie.
Dodane przez Kasieńka w dniu - 2008-04-07 11:32:11
Hmmm w zasadzie chciałam już iść do owego księdza i mu powiedzieć,że nie możemy się dłużej spotykać, że już nie mogę prowadzić jego chórku,ale jakoś tak brakuję mi odwagi,wielokrotnie układałam sobie w myślach co mam powiedzieć. Czasem śni mi się to po nocach chyba mam jakąś blokadę
Dodane przez Magda w dniu - 2008-04-05 07:03:02
Poigrywa to bardzo delikatne słowo, mój świat jest w tej chwili wywrócony do góry nogami... decyzja, łatwiej powiedzieć niż wykonać... wiem, że najlepiej zrobić to jak najszybciej, nie odkładać tego w czasie ale nie mogę się jeszcze na to zdobyć, teraz jest już źle, a później będzie jeszcze gorzej ale nie mogę jeszcze wybrać, nie jestem w stanie... 
A jak to wygląda u Ciebie Kasieńko? Czy już wybrałaś? Czy może żyjesz podwójnym życiem, tak jak ja teraz?
Dodane przez Kasieńka w dniu - 2008-04-04 19:13:33
Los trochę z nami poigrywa...Ale cóż trzeba to przeżyć, żeby mówić o takich rzeczach tym bardziej nie rozumiem ludzi,którzy mówią a nic nie rozumieją...Mam nadzieję że wybierzesz dobrze.Kieruj się sercem, a nie tym co ludzie powiedzą.Tylko pamiętaj żeby szybko się zdecydować byś więcej nie krzywdziła ich obu...
Dodane przez Magda w dniu - 2008-04-03 19:07:58
Oj Kasieńko jak dobrze, że jesteś... potrzebuje komuś to opowiedzieć, żeby choć troszkę zrobiło mi się lżej na sercu, a dzięki Tobie wiem, że nie tylko mnie to spotkało... ja też wiem/myślę, że mój chłopak może mi dać to wszystko czego nie może X ale nie potrafię z niego zrezygnować... czy to jest możliwe/normalne kochać ich obu jednocześnie... tym sposobem wiem, że krzywdzę i jednego i drugiego ale nie mogę wyrzucić z serca ani o mojego chłopaka ani X... takie to wszystko trudne, nie moge uwierzyć, że to wszystko mi się przytrafiło...
Dodane przez Kasieńka w dniu - 2008-03-25 18:37:05
nio i właśnie Magdo pod tym względem jesteśmy do Siebie podobne.Doskonale Cię rozumiem, wiem że to trudne,ale Bóg nie daje nam takiego ciężkiego krzyża, którego byśmy nie mogli uniesć, bo kiedy Bóg zamyka okno otwiera drzwi.. Nie łam się zawsze jest jakieś wyjście z tej sytuacji....Hmmm a co do mnie ja chyba powoli przekonuje się że ten chłopak może mi owiele więcej zaoferować niz X ksiadz...
Dodane przez Magda w dniu - 2008-03-24 17:38:13
To wszystko jest takie trudne... kocham mojego chłopaka, który jest mi bliski wiekiem ale także mojego X, który jest już dużo starszy... nie umiem zrezygnować ani z jednego ani drugiego... obaj są wspaniali, każdy na swój sposób ale też z każdym łączy mnie to "coś" co nas do siebie przyciąga... takie to wszystko jest skomplikowane, że nieraz już gubię się w moich myślach i uczuciach...
Dodane przez Kasieńka w dniu - 2008-03-20 21:23:58
ehhh Kochać to czasem pozwolić komuś odejść...:( jeszcze nic nie postanowiłam...Musze zawierzyć Maryji moją wątpliwość
do Kasieńki
Dodane przez Magda w dniu - 2008-03-19 20:49:57
Nawet nie zdajesz sobie sprawy jak dobrze Cię rozumiem... i współczuje nam obu... Pozdrawiam
Dodane przez w dniu - 2008-03-19 13:46:47
K.....u !Czy to z egoizmu cierpi się dla miłości? czy z egoizmu niesie się pomoc duchową kochanemu? Czy dlatego, że jest ważniejsza miłość do Jezusa, TEMU, któremu TY pięknie zawierzyłeś. A bez Jezusa nic sami z siebie nie możemy! Miłość - ta prawdziwa do Boga czy do drugiej osoby zobowiązuje. A dzieje się w sercach naszych dużo, bo mądrze i godnie kochamy Boga i człowieka jak przystało na dzieci Boże. Pewnie, już nic nie jest tak, jak było przed tą miłością, bo mamy na względzie dobro przede wszystkim osoby ukochanej i za nią warto cierpieć, aby jemu było lżej dżwigać kapłański krzyż .To jest właśnie odpowiedzialność za drugiego człowieka. To się nazywa mocno kochać ze wszystkich sił i z całego serca. A murem nie do przebicia jest wyznać ukochanej, swoje prawdziwe uczucie. Wielu Łask Bożych z okazji ustanowienia kapłaństwa w Wielki Czwartek życzę wszystkim kapłanom a szczególnie Temu "mojemu" - ukochanemu kapłanowi.Pozdrawiam.
Dodane przez w dniu - 2008-03-18 22:27:51
Zgadzam się, skoro tak mocno kochają,to dlaczego milczą, udają że nic się nie dzieje? Wszystko jest ok, póki jest niedopowiedziane, jeśli padną słowa, już nic nie jest takie jak przedtem...ucieczka, egoizm, strach,,,tylko na to ich stać gdy staną przed prawdą...Tak łatwo się bawić czyimiś uczuciami, ale ponieść za nie odpowiedzialność to już mur nie do przeskoczenia...
Dodane przez Kasieńka w dniu - 2008-03-18 16:53:39
No właśnie i co ja bym mu powiedziała...? To wszystko jest za trudne dla mnie....Wiem że muszę podjąć jakąś decyzję, ale się boję, zarówna ksiądz jaki ten chłopak będą się czuli troszkę skrzywdzeni..
Dodane przez w dniu - 2008-03-17 12:24:38
Tak jest zdolny do miłości .Tak na prawdę kocha tylko Boga. Tyle mówisz o tej miłości wszystkim głośno ale nic nie masz do powiedzenia tej którą kochasz.
Dodane przez Kasieńka w dniu - 2008-03-16 21:18:08
Ehhh trudny temat został tu poruszony...Hmmm nie będę orginalna nie powiem,że nic mnie nie łączy z księdzem,bo to nieprawda. Mimo że mam chłopaka to darzę tego księdza głębokim uczuciem...Poprostu kocham ich obu baaa nawet w ten sam sposób patrze na nich..Nie mam pojęcia jak z tej sytuacji wybrnąć,kogo wybrać..Wiem że zarówno jeden jak i drugi kocha mnie bardzo mocno... Proszę poradzcie mi coś... :?
Dodane przez w dniu - 2008-03-14 21:03:57
Nie wiem, na jakiej podstawie sądzisz, że ksiądz nie jest zdolny do miłości, że tylko pożąda... Nie masz racji, przecież ksiądz to tez człowiek. Tak, może się zauroczyc kobietą, może jej pragnąć, ale może również pokochać i to naprawdę mocno. Uczucia wypływają same,czy tego chcemy czy nie, i chociaż często się bronimy przed nimi, one i tak mają nad nami władzę. I należy o nich mówić, jeśli się pojawią, bo nie ma w życiu nic piękniejszego od miłości, ,, mówmy o swoich uczuciach, bo życie tak szybko umyka, jeśli będziemy to odkładać na później, możemy nie zdążyć...
Dodane przez w dniu - 2008-03-13 14:25:39
Błagam Was kochajcie w ciszy serca i nic więcej. Wybijcie sobie z głowy jakiekowiek rozmowy na te tematy i chodzenie do księży aby sobie wszystko wyjaśnić. Nie ma co wyjaśniać, bo nie ma miłości / na pewno z ich strony/ tylko zauroczenie i pożądanie !
do Beaty
Dodane przez Maciek w dniu - 2008-03-12 15:32:18
Kapłaństwo księży czerpie swoją całą godność z wieczystego kapłaństwa Chrystusa.Kapłan na wzór Chrystusa- Dobrego Pasterza zachowuje celibat.Pewnie niektórzy mnie zapytaja co ma bycie dobrym pasterzem do celibatu.A ma dużo.Zachowując celibat kapłan może całym sercem poświęcić się pracy duszpasterskiej.Żonaty kapłan nie będzie w stanie poświęcic sie w pełni swojej służbie.Nie będzie miał też zadużo czasu dla żony-bo prosze mi uwierzyć: Znam wielu księży i wiem jak wygląda takiego księdza grafik.Krzywdzące są opinie wielu osób które mówia, że księżanic nie robią.A robią cały czas.W takim przypadku i wspólnota parafialna i zona były by poszkodowane i pokrzywdzone.Kobietom tylko sie wydaje, że mogłyby zyc w takich związkach[{Nie mówię, że wszystkie.]Kapłan jest cały czas zapracowany i ma wystarczająco duzo zmartwień.Już w pierwszych wiekach chrześcijaństwa celibat był zalecany.Owszem Apostołowie i biskupi mieli zony, ale jak pisałem wcześniej idea celibatu nie była jeszcze wypracowana.Tylko w celibacie kapłan może w pełni oddać sie posłudze duszpasterskiej.Nie mówie, że każdy kapłan by sobie nie poradził, widać choćby prace Apostołów i świętych biskupów, kapłanów i diakonów, ale po rozpoczęciu słuzby Chrystusowi i Kościołowi ich zycie rodzinne napewno uległo dużej zmianie.Rozumiem, że wielu paniom i niektórym księżom się to nie podoba, ale zaufajmy Bożym planom oraz Kosciołowi.Albowiem Święta Matka Kościół jest nasza wspólna Matką i wie co dla nas i dla niej najlepsze.Ale wie to przedewszystkim Bóg który troszczy sie o nas i to za nas oddał Swoje zycie na Krzyżu.Nie rozważajmy celibatu zwracając uwage na potrzeby jednostki, lecz całej Wspólnoty Kościoła która trwa od XX wieków i trwac będzie do końca czasu jak i nie dłużej, albowiem Kościół dzielimy na pielgrzymujacy- tu na Ziemi, cierpiący- w czyścu i triumfujący w niebie.Zapewniam Cię droga Beato o mojej modlitwie w twojej intenci i wybacz, że sie pytam, ale nie czytałem wszystkich wypowiedzi i chciałem wiedzieć czy zyjesz w nielegalnym związku z kapłanem, czy podoba Ci sie jakis kapłan czy jestes poprostu zwykłym biernym czytelnikiem i uczestnikiem na tej stronie jak ja.Jeżeli nie chcesz nie musisz mi odpowiadać.Jesli natomiast chcesz sie wygadac czy porozmawiac na tematy zwiazane z wiara i Kościołem to napisz pod ten adres: carmeloanthony1@wp.pl.Szczęść Boże!
do Beaty
Dodane przez A w dniu - 2008-03-07 19:36:28
Beato, napisz do mnie 123onaa@wp.pl
do Macka
Dodane przez Beata w dniu - 2008-03-07 09:27:59
Masz racje ale pamietaj ze zaden ksiadz kochajac kobiete nie przestaje kochac Boga Szanuje tych ktorzy sie tylko Bogu poswiecili ale gdy ksiadz chce miec zone niech ma niech bedzie szczesliwy i niech da to szczescie kobiecie czemu tego zabrania koscioł Nie chce juz pisac tego co było tysiac krotnie pisane Mam prawo popełnic bład jestem tylko człowiekiem
do Anny
Dodane przez Anna "z forum" w dniu - 2008-03-05 13:12:43
Będzie łatwo nas pomylić ;) 
No i historyjki:) 
Tyle, że przeciwne: jam szczęśliwa:) Ty zaś masz problem z rozliczeniem się ze wspomnień z przeszłości... 
 
Cóż, sił życzę...:) I nie bój się życia:) Jest piękne:) 
 
Post scriptum: po tym, jak mi tu dorysowano "nowe postaci", zdaje się, że pod każdym postem powinnam podpisywać się: Anna z forum :grin
"Panie, zostawilismy wszystko i poszliś
Dodane przez Maciek w dniu - 2008-03-05 10:49:09
Nie jestem pewien czy dobrze zacytowałem słowa św. Piotra Apostoła, ale wiem, że poprawnie przytoczyłem ich sens.Słowa te zostały wypowiedziane przez Szymona Piotra do Jezusa.Apostołowie potrafili zostawić wszystko i iść za Chrystusem.Zostawili swoje domy, majatek co do rodzin nie jestem pewien bo czytałem, ze zony podrózowały razem z nimi, ale to były inne czasy, a sama idea celibatu nie była jeszcze wypracowa.Tego też wymaga sie od księzy. Aby zostawili wszystko i poszli za Chrystusem.Sam chcę zostać księdzem. Jestem ministrantem, niedługo mam otrzymać posługę lektoratu. Chciałbym zaapelować do wszystkich pań, którym w jakis sposób podobaja sie księża.Nie odwodzcie ich od ich powołania!!! Oni juz wybrali Chrystusa! Pewnie wiekszość z was nie zdaje sobię sprawy jak bardzo ich krzywdzi.Jeżeli taki kapłan porzuca swoja służbę zostaje suspensowany.Większość z pań pewnie nie wie co to suspensa.Zostaje on pozbawiony wszelkich sprawowanych funkcji oraz mozliwości spraowania posług, a jego sprawa podlega pod Kongregację Nauki Wiary. Ale odcinacie ich tez od tego co w Kosciele najważniejsze- od Eucharystii.Odcinacie go od Chrystusa, a trwając w takim związku i to do tego popełniając wykroczenie przeciwko VI Przykazniu skazujecie i jego i siebie na potepienie.Wieczność bez Boga dla kórego on poświęcił życie i poza Nim pewnie nie widział świata.Nie jest to tylko wasza wina bo takiego ksiedza nikt do odejścia nie zmusi, ale jest on wtedy rozdarty, a nie będe się czarował, że wiele kobiet zrobi wszystko, aby osiągnąć swój cel.Ksiadz w takim związku nie bedzie nigdy szczęsliwy.Zawsze bedzie ciażyło mu to, że zostawił Chrystusa i Kościół.Nie okreslał bym takich księży "żonatymi" bo Kościół takich związków nie uznaje i w jego oczach, jak i w oczach Boga to nie jest małżeństwo.Rozumiem takich księży i widać w tym jeden wspólny powód.Zabrakło im wiary.Zabrakło im poczucia tego, że Bóg moze dac im to czego nie da im żadna kobieta.To właśnie On jest żródłem wszelkiego szczęścia.Małżeństwo jest wspólnym dążeniem obojga ludzi do świętosci i zjednoczenia z Bogiem, a nie można do tego dążyć zyjąc w grzechu.Taki kapłan nie powinien nauczać religi, poniewą katecheta musi dawać przykład, a on niestety go nie daje.Taki kapłan nie może tłumaczyć sonie, że np. "ją kocha".Najpierw pokochał Boga i to jemu przysiągł wieczną miłość i służbę.Jestem przygotowany, że zostanę atakowany i krytykowany przez księży którzy odeszli i kobiety żyjące z nimi w takihc związkach.Sam nie jestem bez grzechu i dobrze o tym wiem, ale mój komentarz ma słuzyć temu, aby tacy księza się opamiętali i wrócili, oraz, aby Ci rozważający odejście pozostali w winnicy Pańskiej i ku Jego chwale pracowali.Zapewniam was o modlitwie za was-bo to ona jest tu najważniejsza oraz proszę o modlitwę w mojej intenci, że jeżeli Pan da mi łaskę powołania i pozwoli mi Sobie służyć, abym w nim wyrwał i nigdy nie zboczył z Jego drogi.Abym nawet nie pomyślał o odejściu.Dziękuje wszystkim ludziom dobrej woli którzy będą się za mnie modlili.Bóg zapłać! "W Tobie Panie zaufałem, nie zawstydzę sie na wieki."
do A
Dodane przez Beata w dniu - 2008-03-03 09:33:10
Jak moge uwazac powiedz ? nie ma chwili bym nie myslała o nim Jest sensem mojego zycia Jestem ciekawa czemu tak sie to u ciebie skonczyło i jak długo to trwało nie chce nie moge nawet myslec ze to moze sie skonczyc Jesli mozesz napisz chce sie uczyc na twoich błedach Boje sie ze to co napisałas spełni sie i w moim przypadku
do Beaty
Dodane przez A w dniu - 2008-03-01 22:51:03
Finał... Ja tez tak myślałam, byłam pewna, ze to nie skończy się nigdy. Pomyliłam się. Teraz bardzo boli. Ale oni tacy już są, gdy rozkochają nas w sobie, mówią "żegnaj"... Zycze Tobie jak najlepiej - ale uważaj, proszę.
Dodane przez Beata w dniu - 2008-03-01 20:32:49
Skoro trwa tak długo mysle ze to zdrowy objaw Finał tej miłosci juz znam bedziemy razem Nie wiem jak masz na imie bo chyba nie PPP Jestes mi bardzo bliska Ja swojego meza nie krzywdze bo to on mnie skrzywdził nie mam do niego zalu ale chce juz byc z człowiekiem ktorego kocham nad zycie Byc moze nie bede mogla tu zagladac w najblizszym czasie ale na pewno podziele sie ztoba moja radoscia
do Beaty
Dodane przez w dniu - 2008-02-29 09:54:39
Teraz się z Tobą zgadzam. To jest miłość, która nie powinna się zdarzyć, ale jest piekna , duchowa, bardzo mnie pociąga i zastęopuje mi wszystko bo już nawet tak jak Ty nie potrzebuję męża- wręcz mnie odpycha od niego. Zdaję sobie sprawę że go krzywdzę. Już nawet nie mam teraz żadnego rozdarcia. Ale czy to zdrowy objaw?
Dodane przez w dniu - 2008-02-27 12:14:30
Popełniłam bład żałuje Nie czuje zadnego rozdarcia Kocham Go juz kilka lat Jestem szczesliwa nawet nie niewiem jak to wyrazic w słowach Unikam fizycznego bycia z mezem Duchowe bycie ze swim rekompensuje mi wszystko jestem bardzo bardzo szczesliwa
Dodane przez do Beaty w dniu - 2008-02-27 08:20:47
Podaj choć jeden argument, który by mnie przekonał mnie o słuszności Twojego postępowania, że zgodnie ze smoim sumieniem będzisz kochać sie ze swoim X. Jest wewnętrzne rozdarcie pomiędzy fizycznym byciem z mężęm a duchowym byciem ze swoim X. Przecież na siłę nie musisz współżyć z mężem, skoro kochasz X.
Do Jacka
Dodane przez KLARA w dniu - 2008-02-20 22:22:46
Witaj Jacku :)bardzo ale to bardzo ciesze sie Twoim,Waszym szczesciem.Jestem pelna podziwu dla Ciebie ze potrafiles odejsc.Gdyby wszyscy ksieza mysleli jak Ty byloby wspaniale.Wiem ze jest wiele ktorzy maja problemy,ktorzy kochaja i sa kochani i nie wiedza co robic.Boja sie odejsc,bo wiedza ze trzeba bedzie pracowac i to moze ciezko a w kaplanstwie pieniazki przychodza łatwo,taka jest Jacku prawda zreszta sam wiesz.Jest to bardzo trudna decyzja,ale wlasnie jako czlowiek swiecki mozna sie wspaniale realizowac w zyciu codziennym.Pozdrawiam goraco Ciebie,Twoja zone i dzieciaki.Zycze wam wszystkiego dobrego,trzymajcie sie i nie dajcie sie temu wrednemu swiatu.Buziaki:*
beata
Dodane przez doPPP w dniu - 2008-02-20 12:25:43
Kocham Go bardzo nie współzyje z nim ale na pewno w odpowiednim czasie dojdzie do tego Powiem Ci ze współzyjac z mezem zyje nie zgodnie ze swoim sumieniem Pewnie trudno Ci to zrozumiec bo nie znasz szczegółow ale tak jest Dodam ze jestem praktykujaca i bardzo wierząca
do Beaty
Dodane przez ppp w dniu - 2008-02-19 11:43:52
Skoro dzielisz te miłości: 1./nie prawdziwe, 2/ prawdziwe od Boga, zgodne z sumieniem. Które z nich mogą być fizycznie spełnione /chodzi o współżycie/? Czy współżycie z księdzem jest zgoden z wolą Bożą i z sumieniem ?
miłość do Księdza
Dodane przez Anna w dniu - 2008-02-14 03:19:57
:roll trudno się przyznać do miłości do księdza, ale jeżeli "uczucie" trwa od 4 lat to chyba już coś więcej... 
najpierw fascynacja, zauroczenie, coraz większa sympatia aż wkońcu mówisz "KOCHAM GO"  
to jest moje życie, nigdy nie powiedziałam mu o tym i pewnie nie powiem, w pewnej książce o relacjach między kapłanem i kobietą wyczytałam, że takie uczucie nie powinno być wyznane, dla Jego dobra 
chociaż WIEM!!! że On obawiał się o swoje Kapłaństwo przy mnie, było wiele nie jednoznacznych chwil, to nie padły nigdy konkretne słowa 
kiedyś, modląc się, otworzyłam Pismo Św. i otrzymałam fragment o kobietach polujących na kapłanów ( stary testament) otrzymałąm konkretny znak; 
wiem że to bez sensu bo On to wspaniały Człowiek i Wspaniały Kapłan, który nie daje się ponieść uczuciom 
ja jestem w poważnym związku z kimś ale wystarczyłoby Jego jedno słowo a zostawiłabym wszystko... 
Magdo, jak możesz, daj znać, chyba mamy podobne sytuacje 
co prawda ja nie jestem jeszcze mężatką, ale pewnie, z rozsąku, niedługo 
a On pewnie mi odda ślub... 
co myśleć????????? 
pozdrawian wszystki Kobiety czujące coś takiego :cry
Do k.Bolka
Dodane przez Beata w dniu - 2008-02-13 10:40:51
Bardzo mi sie podobała ta wypowiedz Miło jest przeczytac prawde ktora sie zgadza z moja Chciałam dodac od siebie ze miłosc ksidza do kobiety i kobiety do ksiedza nie przekresla najwazniejszego Bog jest miłoscia a wszystko co jest zgodne z wola jego jest dobre Wiele z tych miłosci o czym tu piszecie nie spełni sie bedzie wiele bolu i rozczarowan itak musi byc Bedzie natomiast miłosc ta od Boga prawdziwa i ona sie spełni bez wzgledu na wszystko bo taka bedzie jego wola Niewazne ze ludzie beda mowic ze tak nie moze byc ze wszystko w ich oczach bedzie złe jesli bedzie taka wola Boga tak własnie sie stanie i to bedzuie zgodne z sumieniem zgodne z wola Boza Jest tylko warunek taki ze cały czas modlimy sie z całego serca by Bog kierował naszym sercem i naszym zyciem
do krzysia
Dodane przez jadzia w dniu - 2008-02-05 07:11:55
Czego jest w Tobie więcej złości czy miłości?
nawiązanie do wypowiedzi Janki
Dodane przez jadzia w dniu - 2008-01-30 08:36:56
Odkryłam te strony pod koniec roku i jestem tu chyba trzeci raz /wszystkiego nie przeczytałam tylko ostatnie wypowiedzi/. Właściwie nic nie powiem ciekawego, ponieważ nie mam żadnego doświadczenia w przeciwieństwie do tu piszących. Właściwie szukam wypowiedzi osoby pewnego X ,który odrzucił moją miłość, żeby zrozumieć dlaczego... Nawiązując do wypowiedzi Janki, nie napisałaś nic nowego, wszyscy to wiemy bo tak uczy nas nasza religia. Jednak wszyscy mamy słabości, pojawiają się uczucia, które nie powinne mieć miejsca a są. Niejednokrotnie popełniamy błędy ale ufamy w niezmierzone Miłosierdzie Boże.Na stronie "modlita kochajacego..." pisałaś że kapłan czasami modli się o czyjąś miłość, może i tak jest, ale czy to jest czymś złym? Przecież każdy ma wolną wolę, możę ulec temu uczuciu lub je odrzucić ! Mnie też zależy na uczuciu pewnego X ale cóż, jak go nie ma. Latami bronimy się przed miłością a potem już okazuje się że nie można bez tego żyć.Dziwne ale prawdziwe.A jak dojrzejemy do tej trudnej miłości to wszystko się niespodziewanie kończy zostaje tęsknota i żal. Stąd, nie wszystko jest takie proste, życie przynosi różne doświadczenia. Pozdrawiam.
do Janka
Dodane przez krzyś w dniu - 2008-01-27 14:43:11
Zastanawiam się czy Ty jesteś taki w pełni oddany w miłości, wierności i posłuszeństwie Jezusowi. Bo jeżeli nie, to jesteś największym współcześnie żyjącym faryzeuszem i kłamcą!!!!! I nie powinieneś wogóle tutaj pisać!!!!!!
Dodane przez elka w dniu - 2008-01-23 11:57:45
brawo kochanie jestem tego samego zdania.
Dodane przez Janka w dniu - 2008-01-21 08:38:47
Boga trzeba kochać nade wszystko, więcej niż siebie. Z miłości do Niego przestrzegać Jego wszystkich przekazań.Nie niektórych tylko. A WY mówicie egiistycznie o miłości do samych siebie i prawa do własnego szczęścia. Róbcie Państwo jak uważacie ale nie oczekujcie braw i buntujecie do takich czynów innych . Miłość , wierność i posłuszeństwo Jezusowi przede wszystkim.
Do Marceliny
Dodane przez Jacek w dniu - 2008-01-20 06:45:22
Marcelino, 
 
Dziękuję za ten list. Mało brakowało i musiałabyś długo czekać na odpowiedź, ponieważ obecnie zaglądam tu bardzo rzadko – nie wiem, czy chociaż raz na miesiąc. Gdyby minęło trochę czasu mogłabyś pomyśleć, że jestem niewychowany. Owszem, nie rozpisuję się teraz, lecz jak ktoś zwróci się do mnie bezpośrednio, a ja to zauważę, to staram się odpowiedzieć. Stąd i moje słowa. Poza tym dzięki tobie jest okazja do pewnego podsumowania – minęły bowiem prawie cztery lata od opublikowania mojego listu Czy każdy były ksiądz musi być całkiem „były”? 
 
Napisałaś dużo ciepłych słów pod moim adresem, za które bardzo dziękuję. Mogę powiedzieć tylko tyle, że jest to dzieło łaski Bożej we mnie – jeśli coś dobrego robię i jeśli w ogóle jestem dobry. Jak widać nie opuszcza On swoich wybranych, a Jego wybranym jest każdy kto się za takiego uważa. Z radością i wdzięcznością mogę nadal odnosić do siebie te oto słowa Pisma świętego: „Nie wyście Mnie wybrali, ale Ja was wybrałem i przeznaczyłem was na to, abyście szli i owoc przynosili, i by owoc wasz trwał – aby wszystko dał wam Ojciec, o cokolwiek Go poprosicie w imię moje” (J 15, 16). „Wiemy też, że Bóg z tymi, którzy Go miłują, współdziała we wszystkim dla ich dobra, z tymi, którzy są powołani według [Jego] zamiaru” (Rz 8, 28). To tyle na temat dobra – bardziej tego, którego doświadczam, niż tego, które świadczę. 
 
A teraz próba podsumowania. Nie zamierzam podsumowywać dyskusji, która pewnie dalej będzie się toczyć, lecz to, co się w ciągu tych czterech lat zmieniło w moim życiu. 
 
Swój list zatytułowałem: „Czy każdy były ksiądz musi być całkiem były?” Słowem-kluczem jest tu słowo „ksiądz”. Nie odpowiem dziś na to pytanie. Powiem więcej – dziś bym już takiego pytania nie zadał. Jest to wynik zmian, jakie we mnie zaistniały i co uważam za łaskę Bożą. Dziś opozycja „czynny” – „były” lub „były” – „nie całkiem były” nie specjalnie mnie intryguje. Mam natomiast ochotę na kilka słów refleksji na temat opozycji ksiądz – kapłan. 
 
Kim jest ksiądz? Każdy wie: mężczyzną, który przyjął święcenia kapłańskie, odprawia Mszę św., spowiada, szafuje innymi sakramentami, ewentualnie głosi kazania, katechizuje itd.. A kim jest kapłan? „Kapłan to – jak napisałem w http://www.prezbiter.pl/content/view/364/2/ – pośrednik pomiędzy Bogiem i człowiekiem. Odpowiedź najkrótsza i najprostsza: pośrednik pomiędzy Bogiem i człowiekiem”. Relacja między kapłaństwem, a „księżostwem” jest taka: żeby być księdzem, trzeba być kapłanem, natomiast żeby być kapłanem – pośrednikiem – niekoniecznie trzeba być księdzem. 
 
Choć przestałem być księdzem, to jednak nie przestałem być kapłanem i to nie dlatego, że teologia (sakramentologia) mówi o „niezatartym znamieniu” kapłaństwa. Jestem kapłanem niejako z natury: ponieważ wierzę w Boga, a wiara ta z biegiem czasu bardziej wzrasta, niż maleje, za co jestem bardzo Bogu wdzięczny. Kapłanem dla innych staje się więc każdy, kto kocha Boga, bo z tej miłości do Niego rodzi się pośrednictwo miedzy Nim, a ludźmi. Można więc rzeczywiście być kapłanem wszędzie tam, gdzie się jest. Chyba, że ktoś oprócz tego chce być kiedyś księdzem. Kiedyś tak chciałem, marzyłem o tym i moje marzenie się spełniło. Potem trudno mi się było rozstać z księżostwem (utożsamiałem je bowiem z kapłaństwem) i to na pewno nie z powodów egoistycznych. Jednak w miarę upływu czasu, gdy nie przestawałem doświadczać Bożej miłości, nie tyle zrozumiałem, co doświadczyłem, że można żyć bez księżostwa (bo kapłaństwo zgodnie z tym, jak je rozumiem, można by było stracić jedynie poprzez utratę czy wyparcie się wiary) i nadal służyć Bogu – tam, gdzie się jest – i być człowiekiem szczęśliwym. 
 
Dlaczego cztery lata temu zadałem pytanie: „Czy każdy były ksiądz musi być całkiem były?”? Bo bardzo chciałem się jeszcze jakoś przydać Kościołowi. Z biegiem czasu Kościół dał mi jednak do zrozumienia, że doskonale sobie beze mnie radzi. Nie twierdzę, że jestem źle przez Kościół traktowany – jak może być źle traktowany ktoś, kto nie istnieje? A od nieistniejącego nic się przecież nie wymaga. Nie przydam się wiec Kościołowi i może dlatego Bóg – który dobrze orientuje się w polityce Kościoła (czy ją aprobuje? – nie wiem) – wygasił we mnie to pragnienie bycia przydatnym dla kościoła. Twierdzę, że to Bóg, bo sam w tym celu nic nie zrobiłem. O ile Kościół dał mi do zrozumienia, że obejdzie się beze mnie, to ze strony Boga wciąż doznaję nalegania: myśl o Mnie, mów o Mnie, świadcz o Mnie: „Nie wyście Mnie wybrali, ale Ja was wybrałem i przeznaczyłem was na to, abyście szli i owoc przynosili...”. Nic więc nie stoi na przeszkodzie, bym nadal był przydatny Bogu i ludziom (jeśli nie w Kościele, to niezależnie od Kościoła). 
 
Mógłbym jeszcze długo mówić o tym, jak wiele Pan mi uczynił, myślę jednak, że tyle wystarczy. Kto ma uwierzyć – uwierzy, kto zaś wie lepiej – na pewno pozostanie przy swoim przekonaniu. Często odejście od kapłaństwa (księżostwa) utożsamia się ze zdradą. Zdradą kogo? Albo czego? Boga? Bóg jest nadal moją pierwszą i w pewnym sensie jedyną miłością („Kto kocha ojca lub matkę bardziej niż Mnie, nie jest Mnie godzien. I kto kocha syna lub córkę bardziej niż Mnie, nie jest Mnie godzien” – Mt 10, 37), a moja żona – jestem tego pewien – jest ze mną szczęśliwa i czuje się przy mnie bezpieczna wiedząc, że tak właśnie jest. Gdyby jednak dalej rozpatrywać moje życie w kategoriach wierności i zdrady, a więc w pewnym sensie w kategoriach „erotycznych”, to chyba mógłbym księżostwo (nie kapłaństwo!) potraktować jako swoją pierwszą miłość. Jeżeli jednak Kościół sam siebie utożsamia z księżostwem – z tą szczególną zewnętrzną formą kapłaństwa – to może się poczuć zdradzony. I rozgniewany. Rodzi się jednak pytanie: komu ja mówiłem „tak” w każdym sakramencie – począwszy od chrztu (nie pamiętam, ale akceptuję „tak” moich rodziców), a skończywszy na kapłaństwie – Kościołowi, czy Bogu? A teraz powiem więcej: nie tylko Bóg jest moją pierwszą miłością, lecz wierzę, że i ja jestem Jego pierwszą miłością. Dlatego nie myślę ani o swojej niegdysiejszej zdradzie, ani w kategoriach zdrady, bo jeśli nawet Go zdradziłem (czynię to przecież w każdym grzechu), to On mi wybaczył. Ten fakt czyni mnie szczęśliwym. Jeśli zaś ktoś (bo Kościół to przecież jakaś ilość „ktosiów”;) myśli w kategoriach zdrady i podtrzymuje taką retorykę, umacniając zaistniałą w ten sposób separację takimi czy innymi aktami prawnymi, to już nic na to nie poradzę. Gdybym mógł mieć na to wpływ, to oczywiście pewne sprawy pastwiłbym inaczej. Ale nie mam. 
 
Na koniec jeszcze raz: czy każdy były ksiądz musi być całkiem „były”? Może musi, a może nie musiałby. Ale to nie jest już moje egzystencjalne pytanie. Bogu dzięki! 
 
Dziękuję również Tobie, Marcelino, za zmuszenie mnie do wypowiedzenia tych kilku myśli. Pozdrawiam również od mojej żony... i dzieci (które wiedzą, kim byłem, ale im to w najmniejszym stopniu nie przeszkadza... w kochaniu Boga i ludzi i w byciu szczęśliwymi).
Dodane przez Marcelina w dniu - 2008-01-17 14:37:09
Jacku! 
 
Przeczytałam z uwagą Twój artykuł. I jestem pełna podziwu. 
Co z tego, że już nie jesteś księdzem? Czy tytuł jest aż taki ważny? Czy nie ważniejsza jest wiedza? Umiejętności? 
Dla mnie jesteś przede wszystkim dobrym, mądrym człowiekiem, który kieruje się w życiu tym, co mu serce dyktuje. 
A to dar największy. 
 
Doktryna może być błędna. Rozum może się pomylić. Serce nie myli się nigdy. 
 
Ze wszystkich ludzi na świecie najbardziej podziwiam tych, którzy mają odwagę żyć prawdą. Którzy się tej prawdy nie boją, którzy idą za głosem swojego serca. 
Ty tak żyjesz. I ja też staram się tak żyć. 
To jest dobre życie. 
 
Nic nie cieszy rodzica tak, jak szczęście Jego dziecka. 
Nic nie cieszy Boga tak, jak szczęście człowieka. 
 
Dla mądrego, czującego człowieka nie ma znaczenia, czy jesteś księdzem czy nie. 
Pisz! Pisz jak najwięcej! Piszesz mądrze, szczerze i z serca, dlatego ludzie będą Cię słuchać. 
Po prostu RÓB SWOJE. 
Czujesz powołanie, by głosić prawdę o Bogu? - rób to, a Twoje żona niech Cię w tym wspiera. 
I nie przejmuj się stanowiskiem Kościoła w tej sprawie. 
Kościół się myli. 
I Ty to wiesz i ja to wiem. 
Dzięki temu co robisz, inni wkrótce też to zrozumieją (mam nadzieję). 
 
Idziesz dobrą drogą. Nie zbaczaj z niej. Żyjąc wbrew sobie człowiek tylko oddala się od Boga. Żeby kochać Boga pełnią serca, trzeba najpierw pokochać tak samo siebie. A jak kochać siebie, gdy się człowiek musi wypierać własnych uczuć i pragnień? 
 
Po prostu się nie przejmuj i rób swoje, rób to, do czego przeznaczył Cię Bóg, do czego czujesz powołanie. 
Ci, którzy potrafią myśleć samodzielnie i przede wszystkim CZUĆ, rozumieją. 
I nie potępiają. 
A tymi innymi się nie przejmuj. Kiedyś być może i oni zrozumieją, ale widocznie to jeszcze nie jest ich czas. 
Wszyscy jesteśmy dziećmi jednego Boga. Dziećmi w "różnym wieku". Na różnym etapie duchowego rozwoju. 
Młodsze dzieci nie są w niczym gorsze od tych starszych. Jedyną między nimi różnicą jest to, że te młodsze często mniej rozumieją. 
Wszyscy kiedyś dorośniemy, takie nasze duchowe przeznaczenie. Nie da się od tego uciec, choć niektórzy próbują. 
 
Pozdrawiam Cię bardzo serdecznie. Pozdrawiam również Twoją żonę. Oboje jesteście wspaniali! 
Marcelina
Dodane przez lllllll w dniu - 2008-01-11 10:42:11
Przyjaciel ksiądz z kobietą której pragnie... bzdura... Ma pełno kolesiów księży.
życzenia
Dodane przez michał w dniu - 2007-12-31 09:49:32
Witam wszystkich i gorąco pozdrawiam 
Najlepsze życzenia w Nowym Roku wiele błogosławieństwa Bożego na każdy dzień :) :p :)
Dodane przez ktośka w dniu - 2007-12-28 23:56:44
czyli.. jezeli ja nie moge stwierdzic na 100% że miedzy i mna i bliskim mi ksiedzem nie rodzi sie uczucie.- lepiej nie szukać w nim oparcia.? no dobrze, odpowiedz nasuwa sie chyba sama.. OK. ale kiedy ja wiem, jestem pewna i czuje, że nie ja, ale moze nawet on zaczyna cos czuc..? ze cos zaczyna sie dziac.? cos niedobrego.? jestem osoba dzialajaca w Kosciele. mam 18 lat i nie szukam faceta. szukam.. w zasadzie nie szukam, tylko sam się znalazł. czlowiek, ktory rozmawia i jest pełny Boga. przyjaciel. ale NIC WIĘCEJ.
do wszystkich
Dodane przez jadzia w dniu - 2007-12-21 12:54:34
Fajnie że o tym mówicie. Jest dużo ludzi z takimi problemami zarówno księży jak i kobiet zakochanuych w nich. Ale tu nikt nie może pomóc. Tylko modlitwa do Ducha Św.
listy
Dodane przez Paulina w dniu - 2007-12-16 16:49:01
nullhjgh :x :zzz :eek :roll :grin :cry
do Kachy
Dodane przez E. w dniu - 2007-12-14 17:40:39
NIE! NIE SZUKAJ GO ON NALEŻY DO CHRYSTUSA I DUSZĄ I CIAŁEM! DAJ MU PEŁNIĆ SWOJE POSŁANNICTWO!PROSZE CIĘ!
Pozdrawiam Wszystkich "bylych".
Dodane przez Weronika1 w dniu - 2007-11-29 23:08:26
Mysle, ze Bogu nie zalezalo na Waszym celibacie.To nie Wy opusciliscie kaplanstwo, lecz Was usunieto od tej poslugi.Bog nie wymaga od czlowieka ofiary ponad miare. Mam nadzieje, ze kosciol zmieni zdanie, uznajac celibat jako osobisty, wolny od przymusu akt, a Was przywroci do kaplanstwa, czego Wszystkim zycze.
czy szukać
Dodane przez kachna w dniu - 2007-11-28 22:44:13
Poradźcie, czy szukać znajomego z dawnych lat. Kiedy się poznaliśmy był już X, i ja przyjęłam go jako przyjaciela. Wiem jednak, że coś między nami było, choć nikt tego nie nazwał po imieniu... To on - przyjaciel, udzielał mi ślubu. Z czasem nasza znajomość się rozluźniła a dogi rozeszły. Ostatnio ... mam pewne problemy i wiem, że on potrafiłby mi pomóc, potrzebuję przyjaciela, tylko przyjaciela. Poradźcie: szukać go, czy lepiej nie?
czekam
Dodane przez AAA w dniu - 2007-11-24 21:00:12
Aja kocham Go ale ne mam odwagi by mu to powiedziec i co mam zrobic?
a ja trochę mam inaczej
Dodane przez też była w dniu - 2007-11-09 17:41:28
Witajcie... 
A ja mam problem choć trochę inny to z tej samej dziedziny. Ja z kolei jestem byłą siostrą zakonną. Chętnie bym z kimś pogadała...
do Marka
Dodane przez Magda w dniu - 2007-10-30 22:00:57
Drogi Marku,bardzo chętnie z Tobą porozmawiam i może Cię nie oświecę, ale postaram się rozwiać wątpliwości...Stoisz na rozdrożu, więc jeśli chcesz, odezwij się, możesz podać adres mailowy, odezwę się na pewno i porozmawiamy na gg. Pozdrawiam.
Dodane przez kaya w dniu - 2007-10-18 23:55:04
hej panowie w sutannach przestańcie klepac o miłosci i o tym jak to wam żle żyć w celibacie ,chyba świadomie wybraliscie taką anie inną droge.Ciekawa jestem ile kobiet i dziewczyn przez was cierpiała kiedy obieraliście tąswoją słuzną droge .
Dodane przez Młoda w dniu - 2007-10-15 01:15:34
Z całym szacunkiem, ale jedno jest dla mnie jasne(przynajmniej teoretycznie, ale o tym później):mając świadomość,że istnieje wymóg celibatu młody człowiek ma wybór:życie kapłańskie ze wszystkimi jego wymogami lub życie świeckie,które może być równie piękną służbą Bogu i ludziom.Jeśli się wybiera kapłaństwo, powinno się być świadomym tego,że PRZYRZEKAŁO SIĘ przed Bogiem celibat, prawda?Jeśli ja złamię przyrzeczenie dane mężowi na ślubie, to zgrzeszę.To samo jest z osobami duchownymi. Znam różnych księży. Ale znam dość blisko pewnego,który jest dla mnie przykładem.Jest mężczyzną.Normalnym.Hetero.I dobrze się z tym czuje, ale wie jakiego poświęcenia wymaga od niego droga, jaką w życiu obrał i jest szczęśliwy jako mężczyzna samotny.Zawsze uśmiechnięty, pełen Ducha Św. człowiek, nie jakiś zdziadziały gość. Ale muszę przyznać,że jeśli zdarza się sytuacja,że kapłan pokocha kobietę i chce z nią być, to lepiej jak zadecyduje o odejściu ze stanu duchownego, niż miałby żyć z nią będąc księdzem. Podziwiam takich ludzi,ale im nie zazdroszczę. To musi być szalenie trudne:żyć wśród ludzi będąc ex-księdzem. Nie wiem też ile można wytrzymać bez Komunii Św.Bo ja jestem osobą świecką, ale bardzo mi źle, kiedy nie mogę przystępować do Komunii.I jeszcze na koniec jeden wątek poruszę: mam męża, dzieci, jestem przed "trzydziestką". I jestem po same uszy zakochana w pewnym księdzu.Wiem,że to fascynacja, zauroczenie może, ale to trwa już i trwa.A wyobraźnia osoby zakochanej, jej myśli, potrafią być nie do zniesienia. Ale wiem też coś jeszcze: nigdy mu o tym nie powiem(choć mam ogromną ochotę dać mu o tym znać i niekiedy mniej lub bardziej świadomie-ale raczej bardziej-wysyłam takie sygnały).Jednak wiem,że nie mogę tego zrobić.Niech mnie Ręka Boska broni. Pozdrawiam.
do Marek
Dodane przez inna Magda w dniu - 2007-10-13 19:09:09
Nie wiem o jakich cechach ksiezy myslala moja imienniczka.Dla mnie ksieza to tacy sami mezczyzni jak pozostali nie noszacy sutanny. 
Ale fakt,ze zdarzaja sie wyjatki, spotkalam na swojej drodze takiego X. Bardzo cieply czlowiek, pelen milosci. Do tej pory o nim mysle i powiem Ci, ze Jego nie mozna zapomniec, ani tym bardziej nie kochac. Ale jak zawsze w milosci potrzeba wzajemnego zaufania.  
Wiem, ze kocham i nie moge inaczej, wiem, ze mam przed soba granice i ze musze ja miec. Pozdrawiam. 
Do Magdy
Dodane przez Marek w dniu - 2007-10-10 19:40:42
Witam wszystkiuch jestem tu nowy. Ale chciałbym zapytać Madziu jakie cechy mają księża których nie ma "cywilny" facet. Byłbym wdzięczny za oświecenie. Bo w tej chwili jestem na rozdrożu w życiu (myślę że można się domyślić dlaczego. Chcę pewme rzeczy zrozumieć. Może mi pomożesz?
Dodane przez w dniu - 2007-09-27 10:11:34
CZY JEŚLI KSIĄDZ ZRZUCI SUTANNE TO MA DUŻY GRZECH?
do KL HUBERTA
Dodane przez Kaśka w dniu - 2007-09-04 13:34:11
Drogi Hubercie 
Podziwiam Twoją decyzję wyboru.Zakonnikiem nie jest być łatwo wszyscy o tym wiemy.Kochasz Boga i on pomaga Ci wypełniać godnie taką misję tu na ziemi.Nie wypowiadaj się jednak tak stanowczoo o innych bo to właśnie ten sam Kochający nas Bóg Ojciec będzie nas osadzał.Niejednego z nas ,którzy uważamy ,że czynimy tylko dobro i spełniamy jak nam się wydaje jego wolę oceni gorzej niż uczciwie porzucającego stan kapłański lub zakonny. 
Uczciwe i dobre jest jeśli spełniasz w swoim stanie zakonnym prawdziwe powołanie niz gdybyś tam siedział jako obłudnik bo tak Ci wygodnie.Życzę Ci spełnienia ,wytrwałości w dotrzymaniu ślubów,ale jest to tylko Twoja wola i niech się spełnia do końca Twoich dni jeśli dotrwasz.Nie przekreślaj i nie piętnuj pisząc o hańbie tych co nie dotrwali bo jest im napewno bardzo ciężko.Ale z pomocą Bożą będą spełniać się inaczej w życiu, napewno uczciwie.Czy dał nam ktoś prawo aby osądzać ich postępowanie,wytykać błędy.Zajmijmy się sobą i własnymi przywarami,nie bądżmy złośliwi wobec bliżnich a może więcej modlitwy za tych co pogubili się w życiu i nie mogą odszukać właściwych ścieżek.Nas kiedyś też to może spotkać bo człowiek jest tylko człowiekiem.Marnością i musi się strzec aby nie zbłądzić ale czaem takie są wyroki Boskie.Więcej miłości i wyrozumiałości wobec bliżnich.
do Magdy
Dodane przez Kaśka w dniu - 2007-09-04 12:55:46
Droga Magdo jakie to niby cechy posiadają księża których to my kobiety szukamy? Czy nie przesadziłaś w tym co chciałaś napisać?
do Magdy
Dodane przez michał w dniu - 2007-08-18 22:43:52
Hej witam Cię; jesli masz ochotę porozmawiac nie ma sprawy napisz na maila: stagumich@wp.pl i podaj nr gg tu nie chce swojego podawać bo ... odezwę sie na pewno. Pozdrawiam
Dodane przez A w dniu - 2007-08-16 22:19:38
Napisz do mnie, gg: 7910996
Dodane przez Magda w dniu - 2007-08-15 20:33:52
Michale, nie wszystkie wyjechałysmy.Jestem tu nowa, z zainteresowaniem wczytałam się we wszystkie wypowiedzi. Mam pewien problem natury emocjonalnej, jeżeli jest ktoś, z kim mogłabym pogadać, to proszę o nr gg. Pozdrawiam wszystkich.
Dodane przez w dniu - 2007-08-10 21:07:33
wszystkie wyjechałyście z xx bo nie ma kto pisać.
do wszystkich
Dodane przez Michał w dniu - 2007-08-06 18:56:52
Witam  
Coś tu pusto ostatnio, widać wakacje... :)  
pozdrawiam wszystkich
Dodane przez w dniu - 2007-08-04 17:53:04
droga ewo chyba trafiłyśmy na tego samego typa przeszłam to samo , popieram tych co odchodzą od kościoła .Jeśli mają potrzebe sex to niech mają tą jedną nie co troche inna .Jestem za tym żeby odchodzili od kościoła i nie oszukiwali siebie i parafian .
Dodane przez hobbitka w dniu - 2007-07-20 16:34:55
Przejrzałam to forum ot tak i chcę Wam podziękować! Naprawdę. Nigdzie nie zobaczyłam tyle prostej ufności i pragnienia Obecności Boga. Jak ktoś się nie potknie i żyje sobie w sterylnej poprawności, nic jeszcze nie może o sobie powiedzieć. Miłosierdzie JEST i jest największym przymiotem, a zamysły naszego Ojca nieprzeniknione, lecz wszystkie są łaską. Jak to dobrze, że modlimy się "Ojcze NASZ" a nie "Ojcze mój"! Z modlitwą - A.
Dodane przez Magda w dniu - 2007-07-17 23:07:23
Księża mają w sobie te cechy, których my - kobiety szukamy.....
do wszystkich
Dodane przez michał w dniu - 2007-06-17 13:06:34
Serdeczne pozdrowienia 
Nie wiem co się dzieje, ale kilka dni temu napisałem do Julki i nie ma tego :( 
Julka jak chcesz to pisz bez krępowania, zreszta kto ma ochotę niech pisze. Zaznaczam, że nie zawsze czytam na bieżąco! ale raz w tygodniu na pewno:) 
Przedwakacyjne pozdrowienia ze Śląska :):)
Dodane przez Julka w dniu - 2007-05-06 21:23:49
Michale, moge napisac do Ciebie maila?
do Carlos-a
Dodane przez michał w dniu - 2007-05-01 01:18:28
Ciekawie piszesz i zgadzam się z twoimi wypowiedziami. Ja odszedłem bo chciałem żyć uczciwie, "nie skakac na boki" i to mi sie udalo mam dwoje dzieci kochaną żonę, spełniam się w pracy slużąc innym. 
Od prawie 3 lat jestem w sakramentalnym związku i jesli miałbywm wybierać czy być uczciwym i odejśc czy zostac i byc.... wybrałbym tak samo! 11 lat slużyłem Panu Bogu uczciwie i kiedy sie zakochałem odszedłem bo nie chciałem nikogo oszukiwać dziś po 15 latach zrobiłbym tak samo. I nadal twierdzę, że to mój wybór, mój grzech, a nie koscioła i polecam wszystkim wahającym sie, nie trwajcie w zakłamaniu lepiej zacznijcie uczciwie żyć.... ale ostrzegam nikt koło was skakac nie bedzie!!! wręcz odwrotnie, ale warto. 
Pozdrwaiam wszystkich
do arojola
Dodane przez michał w dniu - 2007-05-01 00:54:45
Sorki, że teraz dopiero piszę ale ostatnio mam mało czasu by siedzieć w necie. Pozdrawiam was serdecznie oczywiście nie zmieniam swego myslenia... i np kl. Hubert nie komentuje bo to bez sensu.... 
Jeśli macie ochotę to napiszcie stagumich@wp.pl
Dodane przez Halina w dniu - 2007-04-01 21:19:48
cd. nigdy Duch Święty nie działał niezgodnie ze swoim słowem ale dla KOŚCIOŁA WIĘKSZE MA ZNACZENIE to co śmiertelny czlowiek powie.Moje osobiste zdanie jest takie niech Pan prosi Ducha Sw.o odpowiedź w tej sprawie a gwarantujeże jeżeli Jezus wziął życie Pana w swoje ręcę to proszę być spokojnym.Sam Bóg Panu odpowie a ewentualnie będzie Pan miał potwierdzenie to samo przez innych.Tak będzie mądrze4j i bezpieczniej dla Pana życiowej drogi.Pozdrawiam
Dodane przez Halina w dniu - 2007-04-01 21:10:56
Wy księża byli i obecni macie wielki dylemat,ponieważ gdyby od początku Kościół Katolicki nauczał zgodnie z biblią nie byłoby tylu dramatów.W bibli jest napisane,ze biskup ma mieć żonę i dzieci 1 List do TYMOTEUSZA1,-7/nawet Piotr miał żonę/ ale wasz problem jest taki,że bardziej sluchacie czlowieka niż słowa bożego.Nigdy
Dodane przez renata w dniu - 2007-03-15 12:11:31
Widzisz Jacek?-jeden wpis-a zrobiłeś forum-fajnie/odeszłeś z kościoła dla rodziny-ja bardzo chętnie odeszłabym od rodziny-i tak to bywa-zawsze czegoś brak-zawsze coś przeszkadza-zawsze mury-moje GG-jesli ktoś miałby ochote z kimś poklikac 
1039116-a ja swoją bezwartościowość,zawdzięczam właśnie rodzinie-dusi mnie
Dodane przez Carlos w dniu - 2007-03-15 09:55:39
Napisałaś ze kazdy kto sie decyduje na seminarium katolickie wie co sie z tym wiaze miedzy innymi celibat. Tak teoretycznie wie ale zwaz ze ci co ida do seminarium to przewaznie chlopcy 17/18 lat przez 6 lat sa trzymani pod kloszem zamknieci i izolowani od kobiet na wolnym kontroluje ich proboszcz. Po 6 latach wychodzi czlowiek ktory jest pelen idei ale na parafii zycie wyglada zupelnie inaczej niz te idee. Czy wybor celibatu wobec tego jest taki swiadomy i odpowiedzialny. Tak ze nie pisz ze to jak z malzenstwem. Poza tym nawet najwieksza wiara i milosc do Chrystusa nie wypelni pustki w sercu pustki po milosci do kobiety. To Bog na samym poczatku powiedzial ze nie jest dobrze zeby czlowiek byl sam wiec dal mu odpowiednia podpore. Jezus niczego nie nakazal zachwalal swoim slowem i zyciem droge dziewictwa dla Krolestwa Bozego ale nie nakazywal nikomu nawet swoim uczniom. Zwroc uwage ze wprowadzanie celibatu w kosciele wiazalo sie z demonizowaniem kobiet jako zalazka wszelkiego zla i grzechu na swiecie. A gdy juz w koncu nakazano celibat to z powodow finansowo - dyscyplinarnych. To jedna nie szlo tak latwo wiec ogloszono ze sakramenty sprawowane przez zonatych sa niewazne i tak oto celibat sie utrwalil. Prosze spojrzec teraz na Kosciol w szerszej perspektywie nie tylko Polski ale Kosciola powszechnego. Czy tego wlasnie chce Chrystus ze w wielu krajach ksieza maja kilka/kilkanascie parafii znam jednego we Francji ma 16 parafii z niedzielna Eucharystia dociera raz w miesiacu i to jest fer ze ludzie nie maja dostepu do sakramentow, do Eucharystii, podobnie w wielu krajach. W samej Hiszpanii zyje ok 20 tys tych co odeszli z kaplanstwa ok 55 procent deklaruje powrot i sluzbe kosciolowi i Chrystusowi pod warunkiem ze z rodzina ktora maja. Czy to nie bedzie potezny zastrzyk dla Kosciola. Wiadomo ze liczba powolan nie wzrosnie znaczaco ze wzgledu na laicyzacje spoleczenstwa. Ale wiem jedno rozmawiajac z mlodzieza w Hiszpanii wielu mlodych nie pojdzie do seminarium ze wzgledu na brak rodziny. Bo bliskosci drugiej osoby nic nie zastapi. Prosze jeszcze jeden aspekt ilu ksiezy prowadzi podwojne zycie, ilu zalamuje sie psychicznie i ma depresje, ilu popada w alkoholizm, ilu w pracoholizm zeby nie myslec o samotnosci. Znam pastorow roznych kosciolow protestanckich, kaplanow kosciolow wschodnich ktorzy maja rodziny tam te problemy sa stosunkowo mniejsze niz w kosciele rzymskokatolickim. Dlaczego pozwala sie np anglikanskim duchownym przejsc do kosciola rzymskokatolickiego z rodzina i oni pracuja normalnie i jest dobrze. Prosze przypomniec sobie pielgrzymke Jana Pawla II na Ukraine celebrowal msze z duchownymi grekokatolickimi papiez z zonatymi ksiezmi. Prosze o wiecej zrozumienia ja doszedlem do tego dopiero w Hiszpanii widzac sytuacje Kosciola tutaj. Ci ktorzy trwaja w celibacie wiernie tych podziwiam, tych co odeszli i zalozyli rodziny tez podziwiam ich odwage i jednoczesnie wspolczuje ze traktuje sie ich jako najwiekszych grzesznikow swiata, tych co popadli w rozne nalogi czy choroby psychiczne szczerze wspolczuje, jednak najgorsi sa ci co prowadza podwujne zycie ale wszystkich obejmuje swoja modlitwa i prosze was rowniez o modlitwe.
Moje zdanie
Dodane przez Gwiazda Wieczorna w dniu - 2007-03-14 23:08:12
Witam. Moje zdanie na temat jest dość jednoznaczne. Uważam, że jeśli ktoś miał dobrych parę lat na to, żeby sie zastanowic co wybiera, idąc do katlickiego smeinarium, to powinien w ZAUFANIU Chrystusowi trwać do końca. Uważam, że to jest dokładnie jak z małżeństwem. Jak to jest powiedziec żonie "zakochałem się" i po prostu odejść? Kapłan jest poślubiony Chrystusowi i uważam, że powinien te śluby wypełniac nawet za cenę "wiecznie otwartej rany" jaką jest celibat. Chcę tez podkreślić jedno, że nie mówię tego z czystej teorii, ponieważ, ja również zostałam uwiedziona przez ksiedza, który miał mi tylko pomóc, a oczekiwał czegoś więcej. To Bóg pozwolił, że nic złego się na dłuższą metę nei wydarzyło, ale mam wszelkie podstawy, żeby celibat uważać za zbędny. Ale nawet po tym doświadczeniu nei uważam go za coś zbędnego, bowiem to jest jedna z dróg prowadzących do Chrystusa. Chrystus chce wierności wyborowi (miłość to wierność wyborowi/ św. Augustyn), bo tego Jego miłość wymaga, a żeby być wiernym Chrystusowi tzreba być slinym mężczyzną. Odejście z kapłaństwa jest decyzją na zycie bez sakramentów ponieważ, nie ma się szans właściwie na sakarmetalne małżeństwo. Czyli z dala od Boga. Ja apeluję tylko o wierność, bo Chrystus zawsze jest wierny. Więc nei bądźmy jak chorogiewki, tylko trwajmy mimo wszytsko, w ewentualnym zakochaniu widząć krzyż, a nie okazję. Chrystus nigdy nie odrzuca, ale to nie znaczy, że możemy po prostu od Niego odchodzić. Chciałabym być dobrze zrozumiana, nikogo nie potępiam, bo nie mam do tego prawa, mówię tylko co myślę, może sie mylę, nie jestem wyrocznią. Niewiele wiem tak naprawdę, ale tak właśnie uważam. :)Jestem po prostu za ODPOWIEDZIALNOŚCIĄ za raz podjęte decyzję. Aczkolwiek wiem, że nie wszytsko jest takie proste w życiu, dlatego obiecuję Wam wszystkim modlitwę. :)
Dodane przez Carlos w dniu - 2007-03-10 22:51:03
Droga Ewo  
Bog pragnie szczescia kazdego czlowieka poniewaz jest sama miloscia. Wiem ze jest Tobie trodno to zrozumiec teraz ale postaw sie w sytuacji tego ksiedza z ktorym laczyly Ciebie blizsze relacje pomysl ze w nim trwala i sadze ze nadal trwa gleboka wewnetrzna walka co wybrac milosc do kobiety czy to co wybral i przypieczetowal w dniu swoich swiecen wypowiadajac slowa "tak slubuje, tak przyzekam, tak przysiegam " czy myslisz ze latwo to wszystko przekreslic sadze ze nie a moze grac na dwa fronty? Jesli myslisz ze wasze relacje nie stawaly by sie zbyt bliskie a tym samym nie przekreslaly tego slubowania, przysiegi i przyzeczenia to jestes w bledzie. Bo nie mozna sluzyc dwom panom. Kosciol kiedys ustanowil celibat i on dotad jest i tak jak napisalem wczesniej nie spodziewajmy sie szybkiego zniesienia bo nawet gdy papiez zniesie zostawi to do decyzji poszczegolnych konferencji episkopatu i w Polsce to szybko nie nastapi. Osobiscie jestem za wprowadzeniem dobrowolnosci na zasadach jakie sa w kosciele prawoslawnym bo widze jakie katusze przezywaja moi bracia w kaplanstwie w zwiazku z celibatem ale to nie jest w mojej mocy moge tylko sie modlic dla nich i dla siebie o wytrwalosc a dlatych co odeszli o lepsze czasy dla nich w kosciele. Dlatego prosze jeszcze raz o wzajemne zrozumienie i nie patrzenie tylko na to "JA" prosze spojrzec w szerszym kontekscie tego kaplana, rodzin Twojej i jego, wiernych ktorym poslugiwal. Modlmy sie wzajemnie za siebie Bog jest miloscia i jest z nami wszystkimi nikogo nie ogrzuca ani nie przekresla
Nie jestem w stanie zrozumieć!!!!
Dodane przez ewa w dniu - 2007-03-09 11:48:45
Jakiś czas temu związałam się z księdzem. Mówil piękne słowa, wybiegał w przyszłość i było tak pięknie.... Nie chciałam zmian ani w jego życiu ani w swoim. Mieliśmy poprostu być, czuć coś niesamowitego, liczyć na siebie w chwilach zwątpienia. Nie chciałam tego uczucia zniszczyć szarą codziennością zaufałam mu i wierzyłam. Tylko po co? Raptem przypomniało mu się, że jest księdzem pojechał wyspowiadał się i musiał skończyć to co zaczął a gdzie w tym wszystkim jest moje uczucie? Ten cały KOŚCIÓŁ to jedno wielkie kłamstwo!!!! Zbierają na tacę a potem jadę na dziwki żeby sobie poużywać wszystko owiane wielka tajemnicą. A mogło być tak pięknie.....Czytam teraz słowa Carlosa "Ksiadz to czlowiek jak kazdy z krwi i kosci i ma prawo do milosci ktora jest wpisana w nature czlowieka przez Boga od samego poczatku." To dlaczego nie wolno mu poprostu KOCHAĆ? Mieć tego kogoś na kogo zawsze może liczyć? Wiedzeć, że jest ktoś. EEEEEEEEE stek bzdur. I tylko Wy Panowie w sukniach upodlacie kobiety, bawicie się ich uczuciami, traktujecie nas jak lalki z lateksu. GRATULACJe! MYŚLĘ, ŻE WŁAŚNIE O TO CHODZIŁO WASZEMU PANU B.Tego od Was oczekuje, żebyście bawili się uczuciami coraz to innych kobiet... A może prowadzicie jakieś chore badania, uzupełniacie statystyki? Zbieracie materiały do pracy doktoranckiej? Jak ktoś z Was chce wiedzieć jak się czujemy to ,możecie zadac pytania oto mój adres: ezemska@wp.pl. Mogę odpowiadać jak "króliczek doświadczalny" przyda się Wam to do materiałów!!!!
bez obludy
Dodane przez Carlos w dniu - 2007-03-04 23:12:13
Jestem ksiedzem od 4 lat, w seminarium i na poczatku kaplanstwa potepialem ex ksiezy po dwoch latach pracy w Polsce biskup skierowal mnie do pracy w Hiszpanii gdzie statystyki odejsc ksiezy sa wieksze niz u nas w Polsce W zasadzie na kazdym kroku moge spotkac tych co odeszli i ich rodziny. Obserwujac to wszystko  
zmienilem swoje zdanie na ten temat jestem bardziej wyrozumialy i widze ze to nie jest wszystko takie proste jak by sie co niektorym wydawalo. Historii celibatu nie bede przytaczal bo kazdy ja zna skoro wypowiada sie w tej kwestii. Sadze ze moze i by zniesiono obowiazkowy celibat i wprowadzono cos na zasadzie prawoslawia ale niestety organizacyjnie to nie takie proste. A co do naszej ojczyzny to nie oczekujcie ze tak szybko zniosa celibat wprowadzono go w Polsce z 200 letnim opoznieniem i tak tez bedzie ze zniesieniem jesli do takiego dojdzie. Modle sie dla was wszystkich o wzajemne zrozumienie a nie tak gwaltowne potepianie jedni drugich. Ksiadz to czlowiek jak kazdy z krwi i kosci i ma prawo do milosci ktora jest wpisana w nature czlowieka przez Boga od samego poczatku. Ksieza to tez ludzie a nie polbogowie nasza religia to nie mitologia. Wiec prsze o zrozumienie.
Za mundurem panny sznurem , za sutanna c
Dodane przez K. w dniu - 2007-02-24 00:42:21
Ksiądz to także człowiek i ma prawo popełniać błedy ! Od kilku miesięcy jestem z Księdzem .. on dopiero teraz zaczyna wierzyc w to ,ze jednak moze cos jeszcze w zyciu osiagnąć...  
Powinni juz dawno znieść celibat , nie wiem po co to komu potrzebne !
do ks.Adama
Dodane przez arojola w dniu - 2007-02-06 22:13:37
Drogi ks. Adamie. Czytając ks. wypowiedzi rozumiem frustrację, która ma miejsce. Zgadzam się z ks. w zupełności. Jeżeli ktoś odszedł to niech podejmie próbę życia tzw. normalnego-świeckiego. Każdy z nas, którzy zostawili kapłaństwo rzymsko-katolickie z przeróżnych względów musi układać sobie normalne życie, czasami szare, długie i pełne przeróżnych rozczarowań, gdyż świat widziany oczyma zza ołtarza Chrystusowego niestety bardzo różni się od tego codziennego. Tam każdy kto wchodzi przed ołtarz dostaje mandat zaufania ludzkiego, pomimo tych wszystkich dziwnych sytuacji, które obecnie mają miejsce w Kościele. Dzsiękuję ks. za to, że otacza nas ks. modlitwą i polecam się również i ja, a ze swojej strony również obiecuję, że będę się modlił za ks. o wytrwanie w dobru, które ks. głosi. Mój kolega z roku nie mógł zostawić kapłaństwa i przeszedł do k-ła Polskokatolickiego. Uważam, że nie popełnił zbrodni, ani nie jest Judaszem i mam nadzieję, że Bóg patrzy na nas ludzi zupełnie innymi oczyma. Pozdrawiam
do Michała
Dodane przez arojola w dniu - 2007-02-06 22:04:34
Witam Cię Michale, to ja dawniej aro, teraz mogę Ci tylko pogratulować Twojego normalnego podejścia do wielu tych komentarzy. Mam nadzieję, że nadal Twój sposób myślenia się nie zmienia. Przecież każdy człowiek ma prawo mieć własne odczucia na dany temat. Nie rozumiem tych, którzy tak jak napisałem do kl.Huberta wchodzą na strony i gorszą się tym co czytają. Natomiast komentarze w stylu "lekarzu ulecz sam siebie" przypominają mi tylko i wyłącznie to o czym stale czytam w Ewangelii. Pruderia ludzka z którą się stale nie zgadzasz daje Ci według mojej oceny prawo do tego by czuć się kimś bardzo wartościowym. Pozdrawiam
do Kl. Huberta
Dodane przez arojola w dniu - 2007-02-05 00:14:41
Drogi Hubercie! Myślę, że mało wiesz o życiu i o wolnych wyborach ludzi. A jeżeli już wszedłeś na taką stronę to skąd pojawia się twoje zażenowanie tymi wypowiedziami a tym bardziej ludźmi, którzy stworzyli taką stronę. Ona służy wypowiadaniu się tym, którzy mają jakiś problem. Nie jesteś chyba najbardziej szczęśliwy w życiu, a tym bardziej masz sam ze sobą problemy. Ludzie inteligentni i wykształceni nie pogardzają innymi. Pozdrawiam 
P.s. Może to jest temat na twoją osobistą modlitwę na klęczkach o pokorę.
anonim
Dodane przez klaudia w dniu - 2007-02-02 11:52:21
Do rozmowy potrzebuje partnera a nie anonimow... :?  
:?
Do Klaudii
Dodane przez w dniu - 2007-02-01 13:21:42
Wiesz co Klaudia...a ja jestem hiszpańską księżniczką. Jak wpadłaś na to, że do kościoła idziemy modlić się do Pana Boga a nie do księdza! WOWW!!! Owacje na stojąco...!!!
Hubert
Dodane przez w dniu - 2007-01-31 16:08:18
Hubert tak trzymaj! Z Bogiem!
DO KL.Huberta
Dodane przez klaudia w dniu - 2007-01-31 14:28:51
Gadasz glupoty facet.To wcale nie jest dobrowolna decyzja jezeli chcesz zostas ksiedzem musisz się zgodzic na celibat...Ja jestem zazenowana tym ze znam ksiezy ktorzy chodza do burdelu a niestety rowniez takiego ktory kazal usunac ciaze kobiecie z ktora sypial.Moj mąz byl ksiedzem.Chodzimy do kosciola modlimy sięale mam dosyc patrzenia na ksiezy alkoholikow itp.Nie kazdy ma taka wiare.Gdybym miala chodzic do kosciola patrzac na ksiezy to dawno bym przestala.Chodze dla Boga bo wiem ze mnie kocha.A Ciebie mi zal bo jestes zaklamany...Klaudia diecezja Koszalinsko-Kolobrzeska
Wolny wybór i po co cała afera?
Dodane przez Kl.Hubert w dniu - 2007-01-30 21:38:26
Każdy z nas(wybrałem drogę zakonną) podejmuje DOBROWOLNĄ decyzję o życiu w celibacie.Każdemu może zdarzyć się "zakochanie" w kobiecie.Jest to normalne.Ale od naszej siły wiary,od siły ducha zależy to,czy zostaniemy na naszej drodze czy też nie.Zdaje mi się,że byli księża pod pięknymi słowami ukrywają swoją słabość.I szukają winy wszędzie ale nie u siebie.I to mnie najbardziej przygnębia w całej tej sytuacji... Założycieli tego STOWARZYSZENIA żonatych księży uważam za hipokrytów i heretyków jednocześnie.Ksiądz (jeśli mowa o Kościele Rzymsko-Katolickim) żyje w celibacie.Nie ma żonatych księży.I nie rozumiem o co wam chodzi.Chcecie zniesienia celibatu?Jestem wprost zażenowany.
do ks Adama
Dodane przez Marek w dniu - 2007-01-27 23:16:25
A dokąd powędrował ks. Adam? 
do Sinana
Dodane przez jedna taka w dniu - 2007-01-23 15:14:52
Sinan albo sie zaczniesz odzywac, albo skopie Ci tyłek !!! :upset
ad rem
Dodane przez Marek w dniu - 2007-01-16 10:23:05
Porozmawiać można zawsze.... Jeśli w celu zbudowania to owszem. 
Mieszkamy na terenie djecezji.
do Marka
Dodane przez ks. Adam w dniu - 2007-01-10 23:44:35
Sorki, Marku, nie załapałem, że oczekujesz odpowiedzi. "Trzymam kciuki" (tak po Bożemu), żebyście doczekali jak najszybciej dyspensy. Mieszkasz ciągle na terenie diecezji? Masz ochotę, by pogadać? Via email albo na żywo? Generalnie jestem otwarty, choć teraz, w trakcie kolędy, z czasem jest gorzej. Jeśli tak, to daj znać - zostawię tu jeden z adresów ;)
do ks Adama
Dodane przez Marek w dniu - 2007-01-10 21:17:56
Jeszcze mi Ksiądz nie odpisał.... Pozdrawiam
do ks. Adama
Dodane przez sefora w dniu - 2007-01-10 15:05:05
Tak, ma ksiądz rację - sytuacja przykra, ale trzeba wierzyć, że uda się wyprowadzić z niej dobro. Tylko kiedy słucham wypowiedzi prymasa, zaczynam wątpić czy nasz episkopat kiedykolwiek wyciągnie jakieś wnioski i "dorośnie" do przyznania się do błędów. Tak czy inaczej - nasza wiara ma sens ze względu na Chrystusa, a nie na kryształowych nawet hierarchów.
Do poprzedników
Dodane przez L w dniu - 2007-01-10 11:53:21
Tak łatwo jest oceniać...KTO Z WAS JEST BEZ GRZECHU ???
do Sefory
Dodane przez ks. Adam w dniu - 2007-01-10 11:11:23
e tam, zażartowałem sobie :) Sytuacja zaskoczyła nas wszystkich. Fuj. Dobrze, że jestem za młody, by być kiedyś tam TW. Choć pewnie mam swoją małą teczuszkę, jak wszyscy. 
Niełatwe czasy nam się zaczynają. Niełatwe, ale myślę, że pożyteczne w ostatecznym rozrachunku. Może wielu oprze swą wiarę w końcu na samym Chrystusie, pamiętając, że księża to tylko słudzy, a nie aniołowie... Może wielu spojrzy na upadki księży - i odejścia - racjonalniej i z większą miłością... Może kapłani, którzy gdzieś zgubili cel, odnajdą go i oddadzą się całkowicie... Na to liczę. Że Kościół stanie się przez to bardziej święty w swojej ludzkiej słabości i bardziej świadomy, czym (kim) jest. 
"Wierzę w jeden, święty, powszechny i apostolski Kościół..."
do ks,Adama
Dodane przez sefora w dniu - 2007-01-09 07:35:18
Księże Adamie, a może to jednak arcybiskup powinien papieża przeprosić?? Jako katoliczka - uwierzyłam swojemu Pasterzowi i niedoszłemu metropolicie w jego zapewnienia, że papież o WSZYSTKIM wiedział i mimo to zdecydował o nominacji. Na tym opierało się moje a priori przyjęte założenie. W "praniu" wyszło, że wiedza papieża dotycząca biografii arcybiskupa nie była chyba tak rozległa, jak sugerował to Wielgus.
do Sefory
Dodane przez ks. Adam w dniu - 2007-01-08 14:17:14
szkoda, że za daleko :(  
A co do sprawy Wielgusa - musisz teraz przeprosić papieża, nie sądzisz? Tak to jest z założeniami a priori... :) 
Pozdrawiam i mam nadzieję nie być zaliczanym do "miernych, biernych" tylko dlatego, że staram się być wierny...
Do Sinana
Dodane przez sefora w dniu - 2007-01-06 19:06:47
No cóż, "mierni, bierni, byle wierni" - arcybiskup nie opuścił szeregów Kościoła, ale mimo to papież będzie go bronił, jako "swojaka". Bo Wielgus dalej nosi sutannę. A eks-księża - mimo, że uczciwi, mimo, że często zrezygnowali z "kariery" w Kościele w imię właśnie owej uczciwości i miłości do kobiety - są "dezerterami" i jako takim względy się nie należą... Lajf is brutal end ful of zasadzkas, jak mówi stare, polskie przysłowie :(
do Sinan
Dodane przez Marek w dniu - 2007-01-06 18:40:09
Mocno powiedzine... Mnie też to boli, bo ja właśnie jestem w sytuacji o której tu mowa. Czuję ten margines na którym teraz jestem...Moja rodzina też.
Do wszystkich, ktorzy...
Dodane przez Sinan w dniu - 2007-01-06 12:10:37
Pragne te slow kilkoro skierowac do wszystkich tych, ktorzy uwazaja, ze ksiadz, ktory zalozyl rodzine jest zdrajca.  
Otoz mili moi - jesli uwazacie, ze ksiadz, ktory pokochal kobiete i z nia pragnal zwiazac reszte swojego zycia jest zdrajca Kosciola, to ja nie znajduje slow zeby nazwac po imieniu wszystko to, co przez ponad 20 lat czynil abp Wielgus. Nie umiem nazwac jego dlugoletnich schadzek z panna Esbecja, jego klamstw i zaprzeczen do ostatniej wlasciwie chwili. 
 
Jest tylko jedna roznica - z reguly powodem "zdrady" ksiedza byla milosc.  
Abp przez ponad 20 lat zdradzal z powodu zwyklej checi kariery.  
 
Jest jeszcze inna roznica - Ksiadz "zdrajca" odsuniety jest na najdalszy margines zycia koscielnego.  
A arcybiskup...?  
Ano, arcybiskup przyjmuje najwyzszy urzad koscielny w kraju.  
 
Przeciez to k....., zakrawa na drwiny i kpine. Drwiny z wiernych kosciola katolickiego w Polsce, drwiny ze zwyklej ludzkiej sprawiedliwosci, ktorej rzecznikiem powinien byc KK, w koncu chyba nawet w pewnym stopniu drwine z Boga. 
 
 
do ks Adama
Dodane przez Marek w dniu - 2007-01-04 22:58:08
Adamie.... Ja też jestem z kosz-koł...już ex, ale wciąż mocno wierzący i ufający w Bogu, że wraz z miją żoną i dwoma synkami będziemy mogli cieszyć się pełnym życiem sakramentalnym. 
Pozdrawiam
Do ks. Adama
Dodane przez sefora w dniu - 2007-01-04 08:13:39
Oj, to niestety nici... Za daleko :(
Do X
Dodane przez sefora w dniu - 2007-01-04 08:12:52
Rozczaruję Cię - mój wybranek chciałby oprócz zarobkowej pracy zawodowej (najzupełniej świeckiej) wykorzystać jeszcze dla dobra Kościoła swoją wiedzę i umiejętności angażując się zupełnie społecznie w działalność parafialną. Tak więc nie "szuka pracy w Kościele", a przynajmniej nie pracy, za którą miałby otrzymywać wynagrodzenie. Jeśli nie znajdzie takowej pracy w Kościele, zaangażuje się pewnie w jakiś świecki wolontariat (Dom Dziecka czy instytucja o podobnym charakterze). I to by było na tyle.
do Sefory
Dodane przez ks. Adam w dniu - 2007-01-03 01:07:06
a, z dziwnej jestem :) Koszalińsko-Kołobrzeskiej. Specyficzna diecezja. Uczy pokory, pomysłowości i pracy dla Pana. Tu się urodziłem. I pewnie dlatego rozumiem jej trudności. I trudności kapłanów. To są prawdziwe misje - i dlatego dają tyle satysfakcji...
Sefora
Dodane przez X w dniu - 2007-01-02 16:05:13
Czy Twój wybranek, ksiądz nadal jest bezrobotny? Pragniesz znaleźć mu pracę w Kościele? To trochę nie tak! Skoro dobrowolnie odszedł,dlaczego nie poszuka jakiejkolwiek pracy poza Kościołem? To mnie dziwi najbardziej - Odeszli,ale nie zupełnie. Poprosili o zwolnienie ale nie chcą rozstać się z księżowskim życiem. Byli księża czego wy właściwie chcecie? Czy robota fizyczna jakakolwiek, uwłacza wam? 
Gdzie wasza pokora,poszanowanie pracy jako takiej? Wasz wybór, wasze konsekwencje. Trzeba je ponosić z pokorą. Albo patrzeć,czekać na pieniądze partnerki/żony/ 
To z pewnością trudne. Nawet nie potrafię sobie wyobrazić by kobieta mnie utrzymywała! No ale czego one nie zrobią z miłości?! Powodzenia,wielu sił życzę! Z Panem Bogiem.
do ks. Adama
Dodane przez sefora w dniu - 2006-12-30 18:41:17
"P.S. A co do działalności "byłych" - ech, ja tam bym chciał mieć taką rodzinę w swojej parafii. To by było coś. Katecheza nie leży w mej mocy, ale grupy, kręgi rodzin... " Księże Adamie, z której diecezji jesteś??
Dodane przez w dniu - 2006-12-29 20:07:40
Jestem osobą niepełnosprawną - i żaden mężczyzna nie mógł (nie chciał?) mnie pokochać - co najwyżej chcieli mnie do łóżka...Na szczęście Pan Bóg zatroszczył się o mnie i sprawił, że pokochał mnie ktoś, kto jest kapłanem. Myślę nawet, że przygotował jego serce przez kapłaństwo do tego, aby umiał patrzeć nie na to, co zewnętrzne. Pan Bóg nas połączył - i jakże mogłabym sprzeciwić się Jego woli?!
Michałowi...
Dodane przez ks. Adam w dniu - 2006-12-28 14:06:35
Dzięki za taką postawę. Bardzo to szanuję. I też pamiętam przed Panem.
do Michała
Dodane przez kami w dniu - 2006-12-26 11:33:13
dziekuje Ci bardzo za te słowa... nawet nie wiesz a może wiesz jak bardzo potrzebne mi są takie słowa bo tak naprawdę nie moge z nikim pogadac na ten temat. "mój X" też próbuje uciekać ale mimo to zawsze wraca i jest. dziekuje za modlitwę i ofiarowaną komunię. zastanawia mnie tylko jeszcze jedno, co Bóg chce ode mnie i od Niego wystawiając nas na taka próbe, bo mimo to że dzieli nas odległość to i tak jesteśmy "razem" i nasze uczucie rośnie
Modliłem się za nas wszystkich
Dodane przez michał w dniu - 2006-12-25 15:03:56
Jak wczoraj obiecałem tak dziś na Mszy św. modliłem się za tych, którzy nie wiedzą co zrobić, tych którzy oczekują na dyspensę i tych którzy cierpią z miłości do kapłanów o siłę i cierpliwość a jednoczesnie o wytrwanie w wierze za nas wszystkich i w tej intencji ofiarowałem Komunię św. Nadziei i radości życzę wszystkim
do Kami i Ks. Adama, Aśki i wszystkich
Dodane przez michał w dniu - 2006-12-24 14:07:34
Wiem co to znaczy ja też probowałem uciec przed miłością...do Irlandii na kurs języka, potem do Włoch na studia i dalej na misje miałem wyjechać... ale po Irlandii 1,5 m-ca pobytu, uswiadomiłem sobie, ze przed miłością nie ucieknę to silniejsze i wtedy podjąłem decyzje o odejściu (poczytaj o mnie wcześniej opisuję swoją drogę jako michał). Odszełem tez bedąc młodym bo po 1,5 roku kapłaństwai po ponad 11 latach życia zakonnego. Kami jedyne co mogę to modlić się za was i to wam obiecuję i życzę mądrego wyboru. 
 
Ks. Adamie jeśli o mnie chodzi, nigdy od momentu odejścia nie sprawowałem żadnych sakramentów! A fakt, że od wielu doznałem przykrości (również kapłanów) ale tyleż samo lub więcej doznałem dobroci od innych. Nawet nie tęskniłem za sprawowaniem Sakramentow ile za przyjmowaniem ich. Potwierdzam Twoje stanowisko jeśli się odeszło nie można sprawować sakramentow! Po kilkunastu latach doczekalem się dyspensy i od 2 lat w pełni uczestniczę w sakramentach. 
Obiecuję jutro w Boże Narodzenie przyjąć Komunię św. w waszej intencji - tych którzy nie wiedzż co zrobić, tych którzy oczekują na dyspensę i tych którzy cierpią z miłości do kapłanów o siłę i cierpliwość a jednoczesnie o wytrwanie w wierze. W nadchodzącym Nowym Roku 2007 wiele wiele radości miłości i pokoju zwaszcza w sercu. Pozdrawiam wszystkich.
Dodane przez aska w dniu - 2006-12-21 11:10:30
pozdrawiam wszystkich byłych księży :)  
i ich kobiety... 
wiem ile taka milość przynosi bólu i cierpienia,nam i naszym rodzinom. 
:p
błagam "byłych kapłanów"...
Dodane przez ks. Adam w dniu - 2006-12-21 01:54:53
Pozdrawiam wszystkich mądrze wypowiadających się tutaj (od lat, choć ja po raz pierwszy tu trafiłem). Jestem księdzem, jak wskazuje podpis, ale nigdy nie przyszło mi do głowy osądzać tych (również kolegów), którzy odeszli. Przeciwnie, nie wątpię, że lepiej odejść, niż żyć podwójnym życiem, a więc nie tylko w grzechu, ale i świętokradztwie. 
Ale ja tu z prośbą, choć wydaje mi się, że rozumiem Wasze motywy: 
Drodzy "byli" księża - skoro uznajecie swoje kapłaństwo otrzymane w Kościele przez nałożenie rąk biskupa - bądźcie w tym konsekwentni. Nie wprowadzajcie podziału na "dobrych byłych" i "złych aktualnych". Nie wypada stosować takich chwytów.  
I drugie, choć ważniejsze: skoro uznajecie swoje kapłaństwo otrzymane w Kościele - NIE SPRAWUJCIE EUCHARYSTII w swoich domach. Na litość Boską, błagam... Tym jestem przerażony, bo to już krok do stworzenia "swojego Kościoła".  
Jeśli uznajecie Kościół, to do końca. Jeśli nie - to nie uważajcie się za kapłanów, skoro kapłaństwo macie od Kościoła. O to gorąco proszę. Pokornie. Z bojaźnią. Naprawdę. 
 
P.S. A co do działalności "byłych" - ech, ja tam bym chciał mieć taką rodzinę w swojej parafii. To by było coś. Katecheza nie leży w mej mocy, ale grupy, kręgi rodzin... 
Pozdrawiam Was i zapewniam o pamięci w modlitwie.
do Michała
Dodane przez kami w dniu - 2006-12-19 12:22:56
jestem pełna podziwu dla Ciebie za Twoja odwage.chciałabym żeby tyle odwagi a może samego zdecydowania miał "mój" X. mimo ze nasza miłość jest jak najbardziej czysta i on utrzymuje nadal celibat nie potrafimy od siebie odejść. jest dla mnie wszystkim. jestesmy sobie bardzo bliscy. co z tego że mówi żebym pozwoliła mu odejść kiedy jego słowa czyny i gesty zaprzeczaja temu. przyznał sie sam do tego że nie potrafi ode mnie odejść, jestesmy młodzi on jest dopiero 2.5 roku po święceniach a ja studiuje. nie moge nic zrobić i to jest najgorsze :cry
Do Emilii i Anny
Dodane przez Michał w dniu - 2006-12-03 17:48:35
Dziekuję Wam za ciepłe słowa, mam nadzieję, że również inni zrozumieją co znaczy kochać i żyć uczciwie. W każdym razie, choć dziwna była moja droga życia, to właśnie dlatego, że w zgodzie z sumieniem postapiłem, dziś jestem szczęśliwy i mam zamiar na wieczne szczęście zapracować, w miejscu gdzie żyję ...  
Pozdrawiam jeszcze raz wszystkich
Do Tymoteusza
Dodane przez Jacek w dniu - 2006-12-01 15:25:12
Cieszę się, Tymoteuszu, z dwóch rzeczy - z tego, że jest Bóg, a jeszcze bardziej z tego, że ty Nim nie jesteś, bo wtedy pokazałbyś nam, gdzie nasze miejsce. Najprawdopodobniej dręczyłbyś nas koniecznosią oglądania tych, którzy cieszą się niezmąconym szczęściem, dzięki temu, że pozostali na poziomie pierwszorzędnej relacji do Stwórcy.
ogólnie
Dodane przez Tymoteusz w dniu - 2006-12-01 00:22:02
Widzę, że to jest grupa sfrustrowanych byłych księży, którzy sprzeniewierzyli się pierwotnej Miłości, zeszli z poziomu pierwszorzędnej relacji do Stwórcy na poziom stworzenia i uprawiają teraz bałwochwalstwo, uszukując przy okazji i siebie, i innych. Mamiąc siebie chwilowym pokojem, lecz żaden pokój nie będzie im dany, bo Bóg jest Bogiem pokoju dla tych, którzy są mu posłuszni i słuchają jego woli.
cd.
Dodane przez grażka w dniu - 2006-11-15 23:03:35
Witam! jak sie ma do całej sytuacji wypowiedź z Biblii z 1 Tym 3 rozdziału podająca wymagania stawiane kapłanom? tam jest wyraźnie wykazane że kapłan może miec rodzinę. Nie ma tam wyszczególnione, czy to pastor, pop czy ksiądz! Nie ma więc powodu do żałości, tylko dalej życ według przykazań Bożych. Pozdrawiam 
do Michała
Dodane przez Anna w dniu - 2006-11-15 14:39:45
Michale, zgadzam się z Emilią: postąpiłeś słusznie odchodząc, ale o tym to już Ty sam wiesz najlepiej, a także Twoja rodzina. 
Pozdrawiam.
Do Michała
Dodane przez Emilia w dniu - 2006-11-04 11:19:25
Dzięki Michale za Twoje słowa. 
Jesteś człowiekiem w pełnym tego słowa znaczeniu. Posiadasz cenny dar odróżniania dobra od zła. Kierujesz się w życiu roztropnością, mądrością, uczciwością. To cnoty które zasługują na najwyższy szacunek! 
Życie w zgodzie z własnym sumieniem, w zgodzie z Bożymi przykazaniami jest najważniejsze. Szkoda że nie wszyscy podchodzą do tego z taką powagą jak ty! Szkoda że dla wielu liczy się własne wygodnictwo, uwielbienie samego siebie, zaspokajanie własnych potrzeb... 
Pozdrawiam.Z Bogiem.
moje życie
Dodane przez michał w dniu - 2006-10-29 14:23:49
Pozwólcie, ze skomentuję ostatnie wypowiedzi przykładem mojego życia. 
11 lat żyłem w celibacie (poczytajcie wcześniejsze moje wypowiedzi)i kochałem to co robiłem, ale zadrzyło mi się, że sie zakochałem. Wtedy postanowiłem odejść. 
Dziś po 14 latach mojego życia w małżeństwie nie żałuję tamtej decyzji. Żyję uczciwie a od dwóch lat żyje w sakramentalnym małżeństwie i wcale nie mam ochoty być "żonatym księdzem". Pracuję, staram sie w tym co robię być dobrym świadkiem Pana Jezusa i nie marzy mi się głoszenie kazań itp.  
Wiem, że zgrzeszyłem odchodząc i tu nie ma dyskusji, ani próby usprawiedliwiania się.To, że ja odszedłem to mój wybór, moja wina a nie Kościoła, żeby było jasne! Lecz nie chciałem, żyć nieuczciwie bedąc w zakonie i jednocześnie "skakać na boki". Dlatego od samego początku starałem się o otrzymanie dyspensy, którą po prawie 12 latach od odejścia otrzymałem. To Kościół ustanowił celibat i to on może go znieść. Dziś jestem szczęśliwym mężem, ojcem i gdybym miał jeszcze raz wybierać zrobiłbym tak samo, bo nie potrafię żyć w zakłamaniu. 
Pozostawcie więc wybór kapłanom i ich sumieniu jeśli mają na siłę trwać w kapłaństwie i zakłamaniu utrzymywać jakiekolwiek kontakty z kobieta to uważam lepiej niech odejdą. Ale na to nie kazdy się zdobędzie, bo trzeba byc odpowiedzialnym, utrzymać rodzinę, pracować, a bedąc w kosciele tego problemu nie ma...jest jednak inny problem sumienie ale to juz indywidualna sprawa kazdego z kapłanów, kazdy odpowiada za siebie... 
Nie wiem czy coś rozjasniłem, ale naprawdę warto żyć uczciwie i w zgodności z własnym sumieniem, by po latach w pełni uczestniczyć w sakramentach, nawet jeśli przez te 12 lat nie mogłem uczestniczyć. Wiem jedno, że nie splamiłem kapłaństwa żyjąc w ciągłym grzechu i konflikcie sumienia - czyli nieuczciwie i w zakłamaniu. 
A ostatecznie kto lepiej żyje?, kto lepiej postąpił? sam Pan Bóg to osądzi zostawcie to Jemu i nie sądźcie...
Dodane przez edy w dniu - 2006-10-28 01:06:22
Nie żywię żalu do księży którzy porzucili stan kapłański. Jeśli doszli do wniosku że są słabi i nie w stanie wypełnić składane przez nich sluby, to niech maja odwagę usunać sie w cień i nie wystawiają na próbę wszystkich innych dla których np celibat jest swiętoscią, powołaniem i wypełnieniem przysiegi. Jeśli z tym walcza próbujac dopasowac ewentualne zmiany do swojej słabości, do w sumie braku wiary prawdziwej- popełniaja następny grzech. Nie naprawiajcie tego co sami zepsuliscie. Nie podołaliscie Boskiemu wezwaniu ''pójdź za mną", dlatego też nie miejcie pretensji o to ,że tak was oceniaja inni. Tu przydała by się większa pokora, której w was nie ma. Lepiej by było abyście nie żądali pełnego uczestnictwa przy Stole Pańskim , który splamiliście niezależnie od tego jak bardzo bedą inni was tłumaczyć i schlebiac waszemu postępowaniu. STALISCIE SIĘ JAK INNI I WALCZCIE O chleb dla waszych żon i dzieci w sposób odpowiedni dla odpowiedzialności dojrzałego meżczyzny. Nie mieszajcie do tego koscioła.
Dodane przez jedna taka w dniu - 2006-10-24 08:13:31
Czekam na ciekawe teksty... :)
jedna taka
Dodane przez w dniu - 2006-10-19 15:04:41
Co tak nikt nic a nic nie pisze co???? Czyżby pasjonujące tematy się wyczerpały???
Dodane przez jedna taka w dniu - 2006-10-17 07:45:02
A Ty Sinanek coś taki ostry!!!  
:)
do Sinana
Dodane przez adusia w dniu - 2006-10-14 19:40:38
Witaj,teraz to wcale Ci sie nie dziwie ze czasem tak ostro reagujesz,bo na głupote nie ma lekarstwa,pozdrawiam
Do Pauli
Dodane przez Sinan w dniu - 2006-10-13 22:25:05
Paula, a nic ci tak w glowke...? Bo wydaje mi sie, ze u ciebie ostra "contusio capitis"... :)
Nawiasem mówiąc
Dodane przez paula w dniu - 2006-10-12 20:52:43
Patrząc na ta dyskusję z boku to jedno jest oczywiste- co wy wiecie o cierpieniu byli księża. Zdrada jest zdradą. I rozumiem, że dla zachowania rownowagi psychicznej i podtrzymaniu nadziei na zbawienie trzeba cos wymyślić. Ale niestet łudziocie sie. Zobaczcie jak życie jest krutkie. Lepiej będzie dla was uporządkowac sprawy z Kościołem, a tym samym z Bogiem niż na wiczność trafic do piekła. Szczerze współczuję takiej sytaucji, wiem jak możecie sie czuć, sama przeżłam odrzucenie przez Kościół, ale niestety innej drogi do zbawienia NIE MA jak przez ciasną bramę. Porzuccie więc wasze wystepki i zróbcie coś powaznego dla siebie i dla bliskich osób, tzn, najlepiej odetnijcie się od środowiska rodzinnego i wróćcie do Kościoła, co to za życie bez Eucharysti. Wydaje misie, zę ten akt błb najlepszym dowodem na miłość do Boga i małóżonki i poczetego juz dziecka. Nie oszukujmy sie nie jesteście w bliskiej relacji z Bogiem. Ja się już na tym znam, to że tu tak łatwo otrzymujecvie rozgrzeszenie od siebie to nie znaczy, zę po śmierci bedzie tak samo. Obyscie sie za późno nie opamiętali. Życie jest zbyt krótkie... zbyt krotkie na taki zamęt.
do Emilii
Dodane przez w dniu - 2006-10-08 17:09:24
Ja niestety nie rozumiem tych którzy mysla inaczej,a to sa Ci ktorzy świadomie i dobrowolnie slubowali życie w celibacie. 
 
Nie wytrwali,proszę bardzo,to też świadomy i dobrowolny wybor.Po co więc walka o zniesienie celibatu,niech zostana Ci ktorzy sa jemu wierni.Nie widzę problemu. 
To na tym polega mądrośc zyciowa człowieka  
że wie czego chce i realizuje to w zyciu. 
 
A kto powiedział ze wszyscy będa zbawieni?
Do Arka z dalekiego kraju
Dodane przez Emilia w dniu - 2006-10-05 11:39:53
Hmmm.. pewnie sobie smacznie teraz śpisz... Arku, widzisz nie pomyślałam że jesteś z innego kontynentu.(a z jakiego?) Tak, człek rzeczywiście czasami ciasno myśli...Jest tu i teraz, rozumie i pojmuje tylko z własnego punktu widzenia. Miota się i sprzeciwia gdy innych punkt widzenia jest odmienny. gdy kłóci się z naszym sposobem myślenia. Dlatego najlepiej gdy podchodzimy na chłodno z pewnym dystansem do poszczególnych spraw. Nie powinniśmy uzurpować sobie prawa do jedynej słuszności jaką reprezentujemy. Jedyną słusznością i mądrością jest nasz Stwórca i niech tak zostanie! Mnie celibat nie przeszkadza, wręcz przeciwnie, uważam, że jest wielką tajemnicą kapłaństwa. Nie modlę się o zniesienie go. Ale rozumiem tych którzy myślą inaczej. Pozdrawiam Cię Arku, z Bogiem! Pa!
Do Emila w domu
Dodane przez Arek w dniu - 2006-10-05 03:38:04
Z miejsca, gdzie pisze to jest wieczor a gdy jest noc to smacznie spie i nie musze marzyc o zniesieniu celibatu dla ksiezy bo tutaj jest to normalna ludzka sprawa! 8) Warto wyjsc poza granice ciasno myslacych i zobaczyc , ze jest bardzo wielu, ktorzy uwazaja, ze zonaty katolicki kaplan nie w mniejszym stopniu, a moze nawet bardziej potrawi byc Pasterzem Bozym prowadzacym do Chrustusa. Pozdrawiam celibat je :) U mnie jest 9:40 wieczorem.
Do nacnego Arka
Dodane przez Emilia w dniu - 2006-10-04 14:51:51
Arku szlachetne jest to co napisałeś, Wykazałeś się mega tolerancją, zrozumieniem tematu. A przepraszam dlaczego zamiast spać sobie w nocy ślęczysz przed kompiakiem? :) Ja uwielbiam spać i nie rozumiem "nocnych marków,and arków... 
Wracając do sedna sprawy Arku ja też myślę że kiedyś celibat będzie dobrowolny, ale daleko jeszcze jest ten dzień. Ci którzy wyglądają go codziennie (i co noc)muszą uzbroić się w cierpliwość, bądz zaakceptować obecny stan! Pa!
ksiadz
Dodane przez Arek w dniu - 2006-10-04 03:46:12
:roll Kiedys pewien starszy kaplan powiedzial: zeby sie napic mleka nie musze kupowac krowy a tym bardziej calej obory! Czy to jest Chrystusowe? i o takiej postawie wielu ksiezy wiedza wierni i hierarchia! A gdzie jest prawda? Czemu wielu swieckich "prawowiernych katolikow" stoi na stanowisku "NIE" dla zonatych ksiezy? zazdrosc? tyle maja i jeszcze zony, rodziny?!Czy ci, ktorzy tak glosno krzycza o grzechu wiedza cokolwiek skad i dlaczego celibat w kosciele? A kosciol - hierarchia stawiajac kogokolwiek poza margines wypelnia misje Chrystusa: "przyszedlem po to, aby wszyscy zycie mieli"? Nie sadze!!! 
Czy ci, ktorzy glosza Chrystusa jako pastorzy , ministrzy czy nawet zonaci ksieza w Kosciele katolickim (oczywiscie nie w Polsce) zyja w grzechu?! NIE!!! 
Chrystus dal nam 7 sakramentow i jest bledem przeciwstawiac je sobie: malzenstwo-kaplanstwo! Dazyc do zbawienia to wykorzystac wszystkie srodki, wszystkie sakramenty i mysle, ze jak kedys wprowadzono celibat tak kiedys dla dobra i zbawienia czlowieka zostanie zniesiony!
do Pawła
Dodane przez w dniu - 2006-09-22 17:16:12
Paweł napisał 
Obserwując żonatych kapłanów, których zmuszono do opuszczenia kościoła i tych sprawujących kościelne funkcje i urzedy, a prowadzących podwójne zycie w fałszu i obłudzie - jestem pełen podziwu dla tych pierwszych, a z żalem patrzę na tych, którzy sprawując kościelne funkcje swoim zyciem nie dają świadectwa Chrystusowi i Jego Ewangelii :((  
 
Po pierwsze kapłan sam poprzez swoje wybory decyduje czy jest w strukturach Kościoła czy z Kościoła się wyklucza,nikogo nikt nie zmusza do tego aby został księdzem ani do tego,jeśli już nim został aby wybrał droge grzechu.To sa decyzje dorosłego człowieka. 
Jeśli podejmuje się jakies decyzje trzeba ponosić konsekwencje owych decyzji.Dorosly człowiek który świadomie i dobrowolnie wybiera kaplaństwo a co za tym idzie i zwiazany z nim celibat,po złamaniu ślubu celibatu 
i odejściu z szeregu kaplanow,których Bóg namascil ipowołal do swojej szczególnej służby JAKIM ON JEST ŚWIADKIEM CHRYSTUSA???? ON DAJE ANTYŚWIADECTWO DLA WSZYSTKICH LUDZI!!!! 
Czlowiek świecki zakładając rodzinę w oparciu o sakramentalny związek małżeński,zbudowany na fundamencie jakim jest Jezus Chrystus ON RZECZYWIŚCIE MOŻE DAWAĆ ŚWIADECTWO swoim życiem jako mąż i jako ojciec rodziny. 
I na szczęście prawych a można powiedzieć że świętych ojców rodzin nam nie brakuje.Nie potrzebujemy Was z waszą zakłamaną świetością,którzy wykreślacie jedno z przykazań dekalogu i twierdzicie że chcecie naprawiać ten zakłamany świat,zacznijcie naprawe od samych siebie,obłudnicy!!!  
 
Dodane przez ma*** w dniu - 2006-09-19 13:08:32
Życie jest tylko jedno, ale kiedy podejmie się już decyzje trzeba liczyć się z konsekwencjami,ale przecież wszyscy mają prawo upaść, ważne jest aby się podnieść i próbować na nowo odbudować więź z Panem, bo On jest przecież tak Miłosierny i przebacza Nam....
pozdrawiam wszystkich
Dodane przez michał w dniu - 2006-09-08 00:10:58
trochę czasu upłynęło od ostatniego mojego wpisu:) 
Cóż, trochę zajęc miałem ostatnie miesiące wiec mnie tu nie było. Jeszcze raz wszystkich pozdrawiam serdecznie i odezwę się jak czas pozwoli. 
POPIERAM PAWŁA
Dodane przez KINGA w dniu - 2006-08-31 19:02:28
Pochodzę z dużego miasta i znam małżeństwa byłych kapłanów. Całym sercem Ich popieram. Nie są zakłamani, potrafią słuchac i pomagac innym ludziom. Wielu obecnych księzy nie jest takich.Ta strona jest dowodem istnienia wspaniałego stowarzyszenia które nie odrzuca nikogo. 
Wiele osób myśli podobnie jak ja. Serdecznie pozdrawiam założycieli. :)
Rodzina kapłańska to podstawa chrzescija
Dodane przez Paweł w dniu - 2006-08-25 18:26:19
Miło powitać uczestników forum dyskusyjnego:)
Myślę, że z tej dyskusji moze sie coś pozytywnego wyłonić - szczególnie wtedy, gdy nie bedzie użalania sie nad rzekomymi "grzechami" z powodu stworzenia związku rodzinnego z ukochaną kobietą:)))i dawania dobrego przykładu własnym dzieciom zrodzonym z miłości. Kapłan - mąż, kapłan - ojciec rodziny - to najlepszy duszpasterz!!! Prowadząc przykładne zycie rodzinne i obdarzając dobrocią otoczenie jest najlepszym świadkiem Ewangelii miłości i jest najbliższy ofierze Pana Jezusa, który dał nam siebie w ofierze odkupienia. 
Obserwując żonatych kapłanów, których zmuszono do opuszczenia kościoła i tych sprawujących kościelne funkcje i urzedy, a prowadzących podwójne zycie w fałszu i obłudzie - jestem pełen podziwu dla tych pierwszych, a z żalem patrzę na tych, którzy sprawując kościelne funkcje swoim zyciem nie dają świadectwa Chrystusowi i Jego Ewangelii :((  
Uważam, że warto, aby ex-kapłani dążyli do stworzenia mocnej struktury organizacyjnej w całej Polsce i za jej granicami - oni moga stać się nadzieją na odnowę tego zwariowanego i zaklamanego swiata. Pozdrawiam uczestników forum i wszystkich byłych kaplanow, zyczę pozytywnego myslenia i śmiałych wizji, okazywania radości z posiadania największego szczęścia - stworzonej przez siebie RODZINY, która może być zalążkiem prawdziwej współnoty o jakiej myslał CHRYSTUS - aby miłością okazywaną ludziom odnawiać oblicze ziemi. Mam nadzieje, że ludzie z pozytywną energią, szukajacy dobra i pragnący krzewić wspólnotę prawdziwego kapłaństwa rodzin napiszą do mnie: jotpawras@wp.pl Z serdecznościami Paweł
Do Jarka z Poznania
Dodane przez Emilia w dniu - 2006-08-24 19:46:43
Mam jedno silne wrażenie drogi Jarku. Wrażenie które wynikło po przeczytaniu Twojej wypowiedzi. Biedactwo chyba jest głodne tyle literek spałaszowało! (szkoda że ten Poznań tak daleko podrzuciłabym Ci jakąś kanapkę.)  
Dlaczego uważasz że ksiądz zna problemy rodzinne tylko ze zdjęcia lub filmu?  
Jareczku, ksiądz tyż człowiek! Pochodzi ze zwyczajnej rodziny, zna jej problemy tak jak każdy człek. Aaaa i jeszcze dochodzą informacje z tzw. pierwszej ręki, czyli ze zwykłej spowiedzi. Księża nasłuchają się tyle że wiedzą wszystko!  
Proponowałbyś adopcję księżom? Jareczku Ty kpisz czy o drogę pytasz??? 
Spokojnej nocy Ci życzę! Pozdro! :)
Dodane przez Sinan w dniu - 2006-08-23 23:03:26
Te, Panie Jarek... chlopaki to u szewca... :) 
g.
ocena
Dodane przez Jarek- Poznań w dniu - 2006-08-22 19:06:53
Uważam że każdy ksiądz powinien mieć tą rodzine w sensie żona, dziecko bo ażmmnie trzęsie gdy jakiś tam mondrala mówi jak to jest w prawdziwej dodzinie kiedy on rodzine widzi na zdięciu czy na filmie. 
Uważam ż powinno się znieść chłopakom celibat żeby mogli legalnie założyć rodzine a jeśli są zbyt oddani to niech chociaż adoptują jakieś dziecko.Coprawda niezazdroszcze temu dziecku bo stanie się ministrantem przez 24h ale przynajmniej będzi mu lepiej niż w domu dziecka. taka jest oja opinia na ten temat a wy jak sądzicie mam racje? 8)
Dodane przez jedna taka w dniu - 2006-08-22 08:16:32
Ano juz niestety koniec wakacji sie zbliza nieubłagalnie... A dziekuje za szczególne pozdrowienia od takiego jednego Sinanka :) Buziaczki!
Dodane przez Sinan w dniu - 2006-08-20 09:45:48
No, Kochani, wakacje prawie za nami... czas moze by sie moze "poklocic" nieco na forum... :)  
Pozdrawiam wszystkich a szczegolnie taka sobie jedna... :) 
G.
alimenty
Dodane przez Marta w dniu - 2006-08-07 10:32:58
Jak najlepiej rozwiazać kwestię płacenia przez księdza pieniedzy na swoje dziecko, jak najlepiej zrobic to prawnie i ile mniej wiecej wynosiły by alimenty?
do jedna taka
Dodane przez adusia w dniu - 2006-08-06 21:43:40
Wróciłam było krótko ale wazne ze odpoczełam,nadal na forum wakacyjnie,pa
do Adusi
Dodane przez jedna taka w dniu - 2006-08-03 07:59:33
:grin To życzę udanego wyjazdu!!! Baw się dobrze i wracaj bezpiecznie! :)
adusia
Dodane przez do jedna taka w dniu - 2006-08-02 14:13:51
Takie pomyłki to nie problem ,równiez wyjezdzam na kilka dni ,wiec pozdrawiam serdecznie.
Dodane przez eni w dniu - 2006-08-01 20:50:46
Słonko! tęsknię za Tobą.
Dodane przez nell w dniu - 2006-08-01 15:37:47
Pozdrawiam wszystkich 
Dodane przez jedna taka w dniu - 2006-08-01 08:07:12
Ostatnio się mylę i odwrotnie pisze... Tzn. zamiast do Adusi dodane przez jedna taka - to odwrotnie. Mam nadzieję, że zostanie mi to wybaczone... :grin
jedna taka
Dodane przez do Adusi :) w dniu - 2006-07-31 08:13:04
Ano zrobiło się wakacyjnie, każdy gdzieś pewnie wyjeżdża by nabrać sił do pracy i wdawania się w dyskusje na tej stronie. Czekam aż Grzesiek sprowokuje mnie do jakichś przemysleń i chęci wypowiedzenia się... ;) Co więcej, czekam na to z utęsknieniem i niecierpliwością kobiecą :) Pozdrawiam gorąco Ciebie moja droga Adusiu i Grzesia.
do jedna taka
Dodane przez adusia w dniu - 2006-07-29 21:39:13
Mam nadzieje ze Grzegorz nie pozwoli wyprowadzic sie z rownowagi ludziom ,którzy umieja obrazac bo sa niewidoczni.Ale tacy ludzie tez musza zyc .Cos zrobilo sie wakacyjnie ,kazdy odpoczywa,pozdrawiam
Dodane przez jedna taka w dniu - 2006-07-28 08:12:39
Podobno milczenie jest złotem... :grin  
Adusiu jakoś nie mam się o co sprzeczać z Grześkiem. Być może niedługo to się zmieni. :roll Pozdro
Dodane przez adusia w dniu - 2006-07-27 22:14:26
Wystarczająco zignorowalismy wypociny Kamilci,koniec milczenia!!Pozdrawiam
Dodane przez Sinan w dniu - 2006-07-21 06:44:05
No i co tu by ci napisac Kamilciu...? Chyba nic... :) 
 
g.
Dodane przez KAMILA w dniu - 2006-07-20 00:22:54
grzesiek to palant,ktory wszystkim mowi przykre rzeczy(w 100% nie byl ksiedzem),czuje,ze nie kocha blizniego jak siebie samego
do jedna taka
Dodane przez adusia w dniu - 2006-07-19 22:21:02
Kilka miesiecy czytałam nie komentujac wypowiedzi,czasem nie warto .Ludzie widza zło u kogos nie widzac ze jest tuz obok.A co do Grzegorza droczcie sie czasem sprzeczajcie ,bo nic w tym złego .Poprzez rozmowe człowiek sie rozwija.Ludzie powinni nawiazac dialog ,zaczac rozmawiac o nurtujacych problemach w kosciele .Moze byłoby mniej zawiedzionych i rozgoryczonych.Sama mam w swojej parafii proboszcza ,który mówi piekne kazania o miłosierdziu,wybaczaniu ale u niego to tylko słowa.Wiem co mowie znam jego stosunek do młodziezy ,dzieci.Jest przełozonym we wspolnocie ,ale to przez jego apodyktyczny i władczy charakter Ci ksieza zamykają sie ze swoimi problemami.Czyz nie sa narazeni na to ze zechca uciekac z takiej wspólnoty .?? Moze na początku w myslach a potem wystarczy ze pojawi sie kobieta ,która zaczyna ich rozumiec .Moze sie myle taki mam obraz pewnych spraw ,powiedziałoby sie samo zycie .Rozpisałam sie pozdrawiam i owocnej sprzeczki z Grzegorzem ,pa
jedna taka
Dodane przez do adusi w dniu - 2006-07-19 11:02:25
Adusiu!!! Bardzo Ci dziekuje za tak miłe i budujace slowa, nie myslalam, ze sie komus spodobaja moje wypocinki! 
w zasadzie miałam tutaj nic nie pisać, bo wole sie nie uzewnetrzniac w taki sposób, ale skoro nie mozna inaczej... 
Pozdrawiam Cie równiez bardzo serdecznie! :)
jedna taka
Dodane przez do Grzeska w dniu - 2006-07-19 10:57:53
Czyli droczysz sie ze mna? no no no :)  
ja tez to lubie tak na marginesie...
do ks. Janusza
Dodane przez adusia w dniu - 2006-07-18 18:40:42
Ks. Januszu sama jestem jedynaczką ,ale zawsze jak tylko mogłam pomagałam dzieciom z domu dziecka ,wielu z nas moze im pomoc,czasem niewiele potrzeba aby wywołac usmiech na ich twarzach ,jestem całym sercem z Wami.Pozdrawiam
do jedna taka
Dodane przez adusia w dniu - 2006-07-18 18:35:15
Pozdrawiam Cie serdecznie ,podobaja mi sie Twoje wypowiedzi bo wielka umiejętnoscia jest dyskusja.Przeciez nie musisz we wszystkim zgadzac sie z Grzegorzem ,wazne jest abyscie umieli wymieniac swoje mysli.Człowiek uczy sie przez całe zycie ,tylko powinien wyciagac wnioski z tej nauki.Chetnie Was czytam,pozdrawiam.
Taka Jedna
Dodane przez Sinan w dniu - 2006-07-18 11:31:52
Taka Jedna... :) 
Forum internetowe to najgorszy sposob wirtualnej dyskusji ale dodac trzeba, ze na dzien dzisiejszy lepszego jeszcze nie wymyslono... :) Moze wkrotce... :) 
 
Co do dokladnosci - choc nie jestem jej niewolnikiem to i tak wydaje mi sie, ze czasami z nia lepiej nieco przesadzic niz byc zbyt niedokladny... :)  
Co staloby sie, gdyby np. w Informacji na lotnisku tej dokladnosci zabraklo...?  
 
Piszac o bledach ortograficznych nie mialem na mysli Twoich postow... :) 
 
Z tym zdenerwowaniem sie na mnie podejrzewalem, ze zartujesz... :) 
Ja z przeprosinami rowniez zartowalem... :) :) :) :) 
(uwielbiam sie przekomarzac...) :) 
 
Mail Twoj, jesli dotrze do mnie - na pewno nie pozostanie bez odpowiedzi... :) 
 
Pozdrawiam goraco... :) 
 
Grzesiek 
 
 
do Grześka
Dodane przez jedna taka w dniu - 2006-07-17 10:47:08
Witam serdecznie! Nie no, z tym rokiem wydania to sobie ze mnie "jaja" robisz... Oj, nie wiedziałam, ze jesteś taki dokładny, przecież raczej Grzegorczyk nie napisał innej książki o tytule przypadki... Więc trudno by było pomylić się i np. wypożyczyć inną książkę czy nawet kupić. Akurat w tym masz rację, że odpisuję raczej spontanicznie, zaraz po przeczytaniu, jeśli mam czas rzecz jasna:grin. Jednak nie możesz mi zarzucić, że robię błędy ortograficzne czyż nie? A z tym denerwowaniem się na Ciebie to tak żartowałam, stąd - ;) i nie masz za co przepraszać, choć to miłe, że się mną troszkę przejąłeś. Napiszę chyba do Ciebie e-maila, mam nadzieję, że można Ci zaufac? Bo w dzisiejszych czasach mało komu można tak naprawdę zaufać... Również cieplutko pozdrawiam!  
Aha, brawo dla ks. Janusza, jestem pełna uznania dla ludzi, którzy tworzą dla kogoś rodzinę zastepczą i życzę wszystkiego dobrego:)
Moja droga do zbawienia
Dodane przez Ks. Janusz w dniu - 2006-07-16 00:11:57
Byłem przez 10 lat kapłanem rzymskokatolickim  
a obecnie jestem czynnym księdzem polkokatolickim. Może ktoś powiedzieć, że to zdrada. Ewangelia mówi: "nie sądź a nie będziesz sądzony". Sąd wiec pozostawiam Panu Bogu. Ani przeszłość Kościoła Polskokatlickiego nie jest świetlana ani jego kapłani nie są idealni ale ja próbuję znaleźć swoją własną drogę realizacji mojego kapłaństwa w służbie Bogu i ludziom. Realizacja kapłaństwa nie jest jednak dla mnie rękojmią zbawienia bo na Sądzie Ostatecznym zarysowanym przez Jezusa w Ewangelii liczyć się będzie to co uczyniliśmy dla jednego z naszych braci najmniejszych, dlatego mając z żoną dwie własne córki postanowiliśmy zrobić coś dla potrzebujących dzieci. Obecnie funkcjonujemy jako rodzina zastępcza dla czwórki dzieci, które dzięki nam nie znalazły się w placówkach wychowawczych. Spytacie dlaczego wybraliśmy pomoc dzieciom. Dlatego bo to umiemy robić najlepiej i z dziećmi czujemy się szczęśliwi. Nie powiem, że jest to łatwe ale nie to co łatwe przynosi szczęście. Piszę o tym bo chciałbym wszystkim byłym księżom zareklamować rodzinną opiekę zastępczą. Nie zamykajcie się w swoich rodzinach ale czyńcie coś dla tych najmniejszych. Jeśli ktoś chciałby dowiedzieć się coś więcej lub nawiązać z nami kontakt podaję mój adres mail'owy: januszswitalski@op.pl. Pomózcie dzieciakom. Proszę.
do jedna taka
Dodane przez Sinan w dniu - 2006-07-15 15:23:58
Jedna Taka... :) 
 
Ale co konkretnie Cie u mnie denerwuje...? :) 
Ja tylko pozwolilem sobie uzupelnic cos wg mnie waznego, czego zabraklo w Twoim poscie... Wydaje mi sie, ze jesli juz cos komus polecamy - to wg mnie powinnismy robic to precyzyjnie. Szczegolnie wtedy, kiedy chodzi o tytuly.  
Cak! - Tytul.  
Cak! - Autor.  
Cak! - Rok wydania i ewentualnie wydawnictwa...  
Czy to tak wiele...? 
 
Sadze, ze wiekszosc postow na tutejszym forum jest pisana spontanicznie i natychmiast po przeczytaniu komentowanego watku, stad tak wiele tzw. "literowek" i bledow.  
Gdyby szanowni PT. Forumowicze zechcieli po napisaniu rzucic jeszcze raz okiem na to co napisali i wysylaja, upewnic sie co do poprawnosci ortograficznej i merytorycznej, uzupelnic jesli czegos brakuje, zweryfikowac jasnosc wyrazanej mysli... itd... itp... wg mnie, wtedy komunikacja na forum bylaby bardziej zrozumiala i bardziej klarowna a przede wszystkim moznaby uniknac wiele nieporozumien i niepotrzebnych emocji... no i nade wszystko "jedna taka" nie musialaby sie na mnie denerwowac... :)  
Ale to tylko moja opinia, ktora oczywiscie moze byc mylna... :) 
 
 
Co do drugiej czesci Twojego postu zgadzam sie z nia w 99% - wiec nie bede jej komentowal. Masz pelna racje. Wielu jest takich, ktorzy widza zadre w oku blizniego a debowa bela w swoim jakos im nie przeszkadza...  
Ale tam - pies im morde lizal... :) 
 
Pozdrawiam cieplutko... no i przepraszam Cie, jesli rzeczywiscie Cie urazilem :) 
 
Grzesiek
Dodane przez jedna taka w dniu - 2006-07-13 09:28:26
Oj Grzesiu Grzesiu, czy Ty zawsze musisz być mądrzejszy od innych? Zaczyna mnie to denerwować :) Zapomniałam o tym adieu, ale druga część to trufle nie? Podałam tę książkę Emilii głównie, moim zdaniem jest tam coś niecoś, nie mówię, ze wszystko!!! Nie da się wszystkiego zawrzeć w jednej książce, ale czy komuś się to udało??? A o dramatycznych sytuacjach w życiu kapłanskim wiem coś, uwierz mi. Też o wszystkim tu pisać nie będę, bo i tak to nie ma sensu. Ludzie uwielbiają się zajmować cudzym życiem i komentowac i krytykowac, bo sami nie potrafią ułożyć sobie swojego! Ot co, zawsze to lepiej jak się kogoś zbeszta z błotem, jaki to z niego grzesznik i jaki niemoralny (a ja to taki nie jestem zepsuty jak oni). Popatrzcie na siebie i swoje życie może co? Czy wszystko jest u was ok??? Czy aby na pewno??? Jakbyście byli rzeczywiście szczęśliwi i mieli czyste sumienie to byscie się nie zajmowali osądzaniem innych! To tyle narazie. Pozdrawiam!
Dodane przez Sinan w dniu - 2006-07-11 19:06:25
Jedna taka... :) 
Podalas niepelny tytul ksiazki. Jan Grzegorczyk - "Adieu - czyli przypadki ksiedza Grosera" To "adieu" jest niezwykle istotne w tym tytule.  
Poza tym autor musnal w tej ksiazce tylko czubek gory lodowej. I to ten najmniej kostropaty i niebezpieczny. Oczywiscie nie dziwie mu sie - skoro chcial, zeby ksiazka zostala wydana oficjalnie, zeby dostac na nia "nihil obstat", prawdopodobnie musial ja tak wlasnie napisac, powiedziec wiele i zarazem nie powiedziec za duzo.  
Trudno zrozumiec Grzegorczyka z jakiej pozycji opisuje te przypadki ale sa one mocno oddramatyzowane. Widac, ze wiadomosci, ktore w niej zawarl pochodza z opowiesci raczej i wywiadow niz z autopsji. Mniejsza z tym. Jakkolwiek, ksiazke czyta sie dosyc fajnie.  
Jednak powtarzam - moze dziecko 13-to letnie daloby sie na to nabrac i nie zorientowaloby sie, ze "przypadki", ktore mial ks. Groser to male "piffffko" z porownaniu z prawdziwie dramatycznymi sytuacjami, na ktore moze natknac sie ksiadz w zyciu kaplanskim a przede wszystkim wspolnotowym. Ktos, kto ma nieco doswiadczenia w zyciu klasztornym przeczyta ksiazke i jedynie sie usmiechnie... Byc moze bedzie to usmiech goryczy... 
 
Pozdrawiam cieplutko... 
Grzesiek
Do Grześka
Dodane przez Emilia w dniu - 2006-07-11 10:59:14
Bardzo Cię przepraszam że ośmieliłam się wejść z buciorami do Twojego sumienia!!! Wybacz mi to! Masz rację, kieruje mną zwykła ciekawość... albo może trafniej będzie - niezwykła ciekawość! Bo widzisz Grzesiu, gdy człek przeczyta o "Brudach" w Kościele, to włos zaczyna mu się jeżyć i przychodzą do głowy abstrakcyjne, niesłychane rzeczy.Wyobraża sobie Bóg wie co i gubi się w różnorakich domysłach. Nie pozostaje nic innego jak zapytać autora tychże słów, no ale skoro tego sobie nie życzysz, to proszę bardzo. Sorry, przepraszam, miło mi było, żegnam i wsiego charosiewo życzę. PA!
Dodane przez jedna taka w dniu - 2006-07-11 08:47:32
nie podałam autora książki - Jan Grzegorczyk. O ile dobrze pamiętam. ;)
do Emilii
Dodane przez jedna taka w dniu - 2006-07-11 08:18:10
Nie chce tutaj bronić Grześka, ale on już tutaj wyżej podał powód odejścia a mianowicie przeczytaj to co napisał 7 czerwca. Nie wiem czy to główny powód, ale to chyba nie jest aż tak istotne. Polecam wszystkim książkę "Przypadki księdza Grosera" Tam znajdziesz więcej powodów odchodzenia lub nie księży. Pozdro!
Dodane przez Grzesiek w dniu - 2006-07-10 14:34:05
Emilciu 
 
Nie na wszystkie b. proste pytania sa b. proste odpowiedzi.  
Poza tym, daj mi prosze choc jeden rozsadny powod dla ktorego mialbym Ci opowiadac o motywach moich decyzji o odejsciu (oprocz zwyklej babskiej ciekawosci - naturalnie, ktora to ciekawosc charakteryzuje wiekszosc z was). 
 
Czemu za wszelka cene chcesz wlezc bez pukania i z buciorami do mojego sumienia...?  
 
Poza tym wydaje mi sie, ze dosyc jasno wyrazilem sie w moim poprzednim poscie i Twoje nalegania sa na nic.  
To sa sprawy miedzy mna a Bogiem (ewentualnie moim spowiednikiem) i Tobie niewiele do tych spraw. I nie wracajmy juz do tego.  
OK...? 
 
PodSpodem:  
A internetowa anonimowosc wloz sobie miedzy bajki. 
 
grzesiek ( moje prawdziwe imie)
Do Grześka
Dodane przez Emilia w dniu - 2006-07-09 20:24:38
Grzegorz, nie sądzę abym za wiele wymagała od życia. Zadałam Ci b. proste pytanie mając nadzieję iż udzielisz mi odpowiedzi. Nie wiem dlaczego jesteś odrobinę niemiły wobec mnie?! Piszesz iż nie chcesz być "otwartą stodołą" Przecież nią nie będzesz. Jesteś tu jak najbardziej anonimowy. "Grzesiek"jest Twoim imieniem albo i nie.Nie sądzę aby ktoś Cię rozpoznał jeśli się tego boisz. Wszak niejeden Grześ na świecie. Nie rozumiem czemu Twoja dymisja z kapłaństwa miałabyć tajemnicą. A raczej powód jej! Jesteś ponoć spontanicznym, otwartym człowiekiem, więc dowiedz swojej otwartości.Proszę zatem jeszcze raz, zdradz ważny powód Twojej rezygnacji służenia Chrystusowi!  
Dodane przez Grzesiek w dniu - 2006-07-08 14:34:43
Emilio 
A Ty przypadkiem to nie za duzo wymagasz od zycia...? :) 
Chyba nie sadzisz, ze opisze tutaj powody mojej decyzji... Powinnas wiedziec, ja z reguly jestem otwartym i spontanicznym czlowiekiem, ale nie jestem stodola z otwartymi na osciez wierzejami gdzie moze wejsc i wyjsc kazdy, kiedy tylko mu zywnie sie podoba... nawet jesli ma wdzieczny nick "Emilia"...:) 
 
Aha, i generalnie to lepiej Ty nie wnioskuj, bo sobie jeszcze krzywde zrobisz... :) 
 
Mylisz sie rowniez co do mojej (wg Ciebie slabej) psychiki... Ale prawdopodobnie tego nie przyjmiesz do wiadomosci...:) 
 
 
Basiu 
 
"Errare humanum est" - jak zwykli mawiac starozytni. I prawdopodobnie mieli racje... :) Zreszta staralem sie zwrocic Ci uwage z wrodzona mi delikatnoscia i subtelnoscia... A juz na pewno nie chcialem Cie urazic...:)  
 
 
Ku mojej nieskrywanej radosci Jana nie ma. Pewnie szuka cos o plk-u Wiktorynie Grabczewskim albo glowkuje co jeszcze mi oprocz rogow i ogona dodac powinien. Ewentualnie gdzies nad jeziorem latuje sie... :) 
Jasiu, wpisz w googlach jego nazwicho i bedziesz mial go jak na dloni... :) 
I na koniec juz, jesli pamiec mnie nie myli - zadalem Ci pytanie, na ktore nie odpowiedziales... :) 
 
Milego letniego wypoczynku, slonca i pogody dla wszystkich PT. Odwiedzajacych te strone!  
A szczegolnie zyczenia te kieruje pod adresem PT. Admina tegoz serwisu, ktory pomimo czasu wypoczynku i wakacji skazany jest na czytanie tych naszych postow... :) 
(to dopiero musi byc pokuta... :) 
g.
do ''NIKT''
Dodane przez Basia w dniu - 2006-07-07 12:34:52
Witam :grin :grin  
A mnie nie było bo ćwiczyłam ortografie :p Tak mi normalnie Grzesiu po ambicji pojechał że...no troche mi głupio było ale mylić się jest rzeczą ludzką. 
A teraz tak serio -każdy ma prawo do Miłości,i jeżeli ta Miłość jest prawdziwa to znajdziecie siłe w sobie aby być razem. 
Miłość do Księdza nie jest łatwa bo ma się przeciwko sobie cały świat. 
Trzymaj się cieplutko,jeżeli na prawdę się kochacie to dacie rade,ale przed wami wiele trudnych wyborów i poświęceń. 
ps. 
Grzesiu mam nadzieje że nie znajdziesz "byków",a jezeli nawet...to pojade do ciebie na korepetycje ;)  
TY też się trzymaj cieplutko 
Pozdrawiam.
Do Grześka
Dodane przez Emilia w dniu - 2006-07-07 12:02:00
Przeczytałam Twój artykuł i powiem szczerze - nie kumam! Nie znajduję odpowiedzi dlaczego odszedłeś z kapłaństwa? Co było tego rzeczywistą przyczyną? Ale generalnie wnioskuję iż okazałeś się słaby psychicznie, nie mogłeś znieść tzw. nieprawości co niektórych księży.Myślę że tacy ludzie znajdują się w WSZęDZIE! Bez względu na status społeczny czy zawodowy. 
Jeśli jeszcze tu czasem zaglądasz odpowiedz mi - będę wdzięczna! Pozdro!
Dodane przez grzesiek w dniu - 2006-07-06 15:14:20
Do "wierzaca" 
 
Jesli poczytasz posty powyzej,dojdziesz do wniosku, ze twoj brak dostepu do sieci wiekszosci wyszedl na dobre.  
Dobrze sie rowniez sklada, ze nie masz czasu ani ochoty na dyskusje. A gdy takowa cie najdzie, blagam cie na kolanach, udaj sie na jedno z forum np. Onetu. Tam znajdziesz sporo sobie podobnych. 
 
(A tak nawiasem, zastanawiam sie tylko czy na koncu swojego postu musialas zalaczac rowniez swoje zdjecie...) 
 
Jan 
 
Widze, ze masz calkiem trzewe i gleboko teologiczne wyobrazenie od szatanach. Glebia ta powalila mnie na pysk...:) Zapomniales jeszcze o widlach... kopytach, fajce, czerwonym nosie i innych drobnych atrybutach, ktorych posiadanie literatura i polska tradycja ludowa zwykly przypisac diablowi.  
Powinienes skontaktowac sie z plk. Wiktorynem Grabczewskim (specjalista od wizerunku diabla polskiego)  
Moze ten bylby w stanie pomoc ci skompletowac opis - jak powinien wygladac polski (swojski) diabel(ek)... :)  
 
 
g.
Dodane przez jedna taka w dniu - 2006-07-06 11:01:36
No ładnie, ładnie a jednak się obudziła... :eek
do "nikt?"
Dodane przez jedna taka w dniu - 2006-07-05 10:22:03
Cześć! Dlaczego tak o sobie piszesz? Nie myśl tak o sobie nigdy, bo jesteś kimś i jesteś wyjątkowa i jedyna!!! Pamiętaj o tym. Pozdrawiam
Dodane przez Jan w dniu - 2006-07-05 09:10:22
grzesiek masz nie tylko rogi ale i ogon,wypisz, wymaluj,szatan w ludzkiej postaci.A szatan to inteligentna bestia.Jeśli człowiek będzie sam o własnych siłach próbował go pokonać to na pewno się jemu nie uda.W walce z szatanem można wygrać tylko z Bożą pomocą.
Dodane przez wierzaca-niepraktykujaca w dniu - 2006-07-05 02:01:04
ludzie-widze,ze beze mnie ta dyskusja nie ma sensu,nie mialam dostepu do internetu(ani tez czasu i ochoty na to,ze polemizowac z ludzmi pokroju grzeska) :grin
Dodane przez nikt w dniu - 2006-07-04 11:03:04
Czase miłość pjawia się nawet jeśli jej nie chcemy, nie zapraszaiśmy i jest tak wieką siłą, która zmienia życie nad która zupełnie nie panujemy. Nie chciałam zakochac się w księdzu a jednak pokochołam go bardzo niestety z wzajemnością, nie mam mowy jakimś spełnieniu ale jest cierpienie............
omen
Dodane przez nikt w dniu - 2006-07-04 10:59:40
nie sądzę żeby to człowiek wybierał w kim sie zakocha
Dodane przez jedna taka w dniu - 2006-07-04 10:18:21
Tak wogóle, to wierząca niepraktykujaca dała sobie spokój, czyli udało się ją spławić. Prawdopodobnie nie ma już argumentów. A jesli chodzi o inteligentnych mężczyzn, to po prostu ja się ich troszkę boję, tak po prostu mam. Skoro udało sie Grześkowi zamknąć buźkę wierz.niepr. to rzeczywiście nie lada osiągnięcie. Mam nadzieję, że przez to co teraz napisałam jej nie "obudzę". Pozdrawiam i życze wszystkim udanych wakacji, również wierzącej niepraktykującej, może coś się w jej życiu zmieni i stanie się praktykującą?
Dodane przez Grzesiek w dniu - 2006-06-29 18:27:25
Adusiu 
Ciesze sie, ze piszesz od serca.. Ono jest siedliskiem uczuc. Wszelkich uczuc... 
 
"Serce wielkie nam daj zdolne objac swiat..." - spiewalo sie kiedys w kosciolach i prosba ta jest ciagle aktualna a moze dzisiaj bardziej aktualna niz kiedykolwiek.  
Dzisiaj, kiedy wokol nas jest tak wiele ludzi ktorzy wydaja sie byc bez serca... Niby to serce maja, ale jest to tylko literalna pompa, ktora tloczy iles tam litrow krwi na dobe i nic poza tym... Dalej pustka... 
Spotyka sie ich wszedzie... w autobusie, w sklepie, w pracy... Wystarczy rozejrzec sie wokol siebie (a czesto i w glab nas samych) 
Adusiu 
Kieruj sie zawsze sercem i niepotrzebna bedzie Ci inna teologia. Wlasnie jutro konczy sie miesiac czerwiec. Miesiac serca (Jezusowego) powiedzielibysmy par excellence. To tam wlasnie zapisana jest cala teologia a nie w uczonych ksiegach, ktore i tak sa tylko sloma, zeby zacytowac uczonego teologa Akwinate... :) 
Tamto Serce jest najlepszym podrecznikiem teologii.  
 
PodSpodem: 
Co do Jana: wydaje mi sie, ze to nawet lepiej, ze szczeknal sobie i zniknal, niz mialby pisac od rzeczy. 
 
Oj, ilez to rzeczy chcialbym jeszcze napisac... :) 
Ale niech to na razie wystarczy... :) 
 
Grzesiek 
(sinan@poczta.onet.eu)
do Grześka
Dodane przez jedna taka w dniu - 2006-06-29 14:19:56
No przez tą Twoją inteligencję jesteś niebezpieczny właśnie, hehe. Ale to jest akurat komplement :) Powinieneś się więc cieszyć. Ja osobiście nie uważam Was za cioty, tylko za właśnie prawdziwych i czułych mężczyzn :) Również przesyłam pozdrowaski.
Dodane przez grzesiek w dniu - 2006-06-29 07:40:35
Jan 
Udam, ze nie zrozumialem twojej z gola topornej aluzji i odpowiem ci tak: na dzien dzisiejszy nie mam nikogo takiego, kto rogi te moglby mi ewentualnie przyprawiac :) 
 
Jedna taka 
Wierzaj mi, zycie czesto zmusza nas do nadstawiania drugiego policzka i... uwazam, ze czasami warto to zrobic - ale tylko wtedy, jesli istnieje realna szansa, ze gest ten moze byc lekcja autentycznej pokory dla obojga. 
 
Oczywiscie, moglem przemilczec i zignorowac wypowiedzi "wierz ale niepr" ale wlasnie wtedy wydalbym sie CIOTA, ze pozwole sobie tutaj przytoczyc jej slowo i cokolwiek ono nie oznaczaloby. 
 
Zdaje sobie sprawe rowniez, ze porownujac ja do kapusty - moglem ja tym obrazic. Ale zauwaz, ze ona starala sie obrazic cala armie ludzi (w tym i mnie), o ktorych nic nie wie.  
 
Jako, ze tego typu fora nie sa najlepszym soposobem komuniowania sie - latwo wiec o nieporozumienia i niedomowienia. Moglabys wyrazic sie jasniej, czemu wg Ciebie ktos inteligentny moze byc niebezpieczny...? 
Pozdrowaski... :) 
 
grzesiek  
 
do Grzegorza
Dodane przez adusia w dniu - 2006-06-28 22:23:42
Mysle sobie tak ze wiele osób które wypowiada sie tu na temat kapłanstwa celibatu tak naprawde nie czuje tego problemu.Zgodze sie ze wsrod ksiezy sa tacy kórzy krzywdza ,obiecuja.Problem w tym ze naprawde nie stanowia oni wiekszosci.Dylemat mają Ci którzy mają swoje zasady i nie chca zyc w zakłamaniu ,bo niestety ale celibat jeszcze jest.Nie mam wiedzy teologicznej potrzebnej do dyskusji,ale kieruje sie bardziej sercem ,dostrzegam ich problemy.Wiele tutaj sie nauczyłam ,ale smiesza mnie posty ,które wytykają styl ,ortografie lub obrazają kogos .Czy Jan tak naprawde ma tylko tyle do powiedzenia??To są tragedie ludzi i czasem to forum jest jedynym miejscem na wypowiedz.Wymagamy szacunku od innych ale nauczmy sie ten szacunek dawac.Mało w nas tolerancji i dlatego jest wsród nas duzo samotnosci bo ludzie zamykają sie ze swoimi problemami zamiast je rozwiazywac.Pozdrawiam :)
do Grzesia
Dodane przez jedna taka w dniu - 2006-06-28 14:48:33
wiem już kim jesteś, późno bo późno, ale zreflektowałam się, hehehe. Ogólnie to szkoda czasu na odpisywanie takim wierzącym - niepr. Zresztą jak zdążyliście to zauwazyć, to dała se już na wstrzymanie.
do Grześka
Dodane przez jedna taka w dniu - 2006-06-27 15:26:52
No wiem, głupie pytanie Ci zadałam, jesteś księdzem, tzn. byłym rzecz jasna. Czytałam to co napisałeś wcześniej, ale potem już zapomniałam i nie wracałam do wcześniejszych wypowiedzi, ale teraz wróciłam. To tak dla sprostowania, żebyś przypadkiem i mnie nie przyrównał do kapusty, ewentualnie do brukselki :) Trochę się zszokowałam Twoimi wypowiedziami, może i ta wierząca - niepr. zasłużyła na to, ja w sumie też staram się bronić jak mnie ktoś obraża, a to ona tak naprawdę zaczęła, więc i ma teraz za swoje. Jednak jako nawet były ksiądz chyba raczej powinieneś (lub mógłbyś chociaż) nadstawić drugi policzek? Chociaż może już to robiłeś w swoim życiu i stwierdziłeś, że nie warto?  
W każdym razie widać, że raczej dość inteligentny z Ciebie facet, choć przez to może trochę niebezpieczny? To już tak na marginesie, pa.
Dodane przez Jan w dniu - 2006-06-26 20:44:09
Grzesiek księdzem,chyba żartujecie, przecież to ten z rogami...
Dodane przez Grzesiek w dniu - 2006-06-26 17:42:02
Jedna taka 
Jesli czytalabys uwaznie to, co napisalem w ktoryms z powyzszych postow, nie musiala bys pytac o to, czy jestem ksiedzem... :) 
 
Adusiu... 
Ja nie zawsze uzywam takiego jezyka... :) Kiedy trzeba umiem zachowac fason i styl (parole d'honore), ale obawiam sie, ze ow bon ton nie znalazlby uznania u "wierz ale niep".  
Bo wiesz, to wg mnie jest tak... Kto naprawde stara sie zrozumiec o czym tutaj sie rozmawia, zrozumiec, ze temat odejscia od kaplanstwa jest b. powazny - wtedy mozna naprawde podyskutowac rzeczowo i tworczo, znalezc wspolne wnioski... Ale jesli ktos sprowadza ten dramatyczny proces do kasy i seksu, i w kolko to samo, to uwierz mi, ale chcialoby sie...  
Zreszta, przemilcze to i nie powiem co chcialoby sie... :)  
bon ton 
Pozdrawiam cieplutko :) 
G.
do Grzesia
Dodane przez Jedna taka w dniu - 2006-06-26 07:45:18
Ja tylko mój drogi stwierdziłam fakt, że nieładnie sie zachowujecie a nie, że Ty tak powiedziałeś... Zresztą mniejsza o to. Mam tylko pytanie, czy jesteś księdzem? A jeśli chodzi o wierzącą niepraktykującą, to rzeczywiście jeśli się w coś wierzy to jak można tego nie praktykować? A do kościoła się chodzi nie dla księdza, czy dlatego, że się uważa księży za du... tylko żeby się spotkać z Bogiem. Tyle co mam narazie do powiedzenia. papapa
Do Grzegorza
Dodane przez adusia w dniu - 2006-06-25 09:51:50
Witaj Grzegorzu ,rozbawiles mnie jak kazdej z nas trafnie odpowiedziałes Wiesz byłbys dobrym prawnikiem,cenie ludzi ktorzy potrafia walczyc o swoje racje,nie podobał mi si tylko jezyk jaki sie wkradł w Waszych dyskusjach.Podobno ludzka rzeczą mylic sie.Pozdrawiam Wszystkich . :) :)
Dodane przez w dniu - 2006-06-22 09:07:18
Jedna taka.  
A czy ja gdzies powiedzialem, ze to ladnie sie tak zachowywac...? :) Poza tym wychodze z zalozenia, ze: "klient nasz pan" i powinien byc obsluzony wedle swoich wymagan. A wierzaca - niepraktykujaca (co za dziwolag jezykowy... brrrrr...) zostaje obsluzona tak jak o to prosi i jak na to zasluguje...  
 
O, Manius... mecenas i obronca ucisnionych i przesladowanych wierzacych ale niepraktykujacych... :)  
Maniek, a tak a propos - skades sie Ty zerwal... i czemu tak rechoczesz...? :) Czyzby typek pokroju niewierzacej ale praktykujacej....? :) 
Maniek, zebys ty nie poczul sie olany, pokusze sie zadac ci pytanie.  
Mamy dwa pojecia, "biedak" i "biedactwo". Odpowiedz mi, czy i czym one roznia sie od siebie. 
 
Adusia.  
A wskaz mi miejsce w moich postach, gdzie wydalem sie nietolerancyjny... :) Zapewniam Cie rowniez, ze ja sie nie denerwuje... W kazdym razie wierzaca niepraktykujaca nie jest w stanie mnie zdenerwowac...:) Co najwyzej rozbawic... :) 
A za pozdrowienia dziekuje... :) A jakze... :) 
 
Basia 
Jak dzieci...? A pamietasz: "...jesli nie staniecie sie jako dzieci, nie wejdziecie...itd"...? :) 
A cOz sie kreskuje... :) 
Pozdrowaski rowniez... 
do Grzesia i wierzącej....
Dodane przez Basia w dniu - 2006-06-21 14:07:25
Wiecie co czytam i nie wierze, normalnie jak dzieci,bo przecież najłatwiej jest zacząć się obrzucać epitetami prawda!, a to chyba nie tędy droga.Grzesiu każdy ma swoje racje i każdy ich broni, a że czasem okazują się błędne no cuż tak bywa i mam nadzieje że Wierzaca... kiedys się przekona że nie wszystko jest albo czarne albo białe. 
pozdrawiam :) :) :)
OPANUJCIE SIE!!!!!!
Dodane przez ADUSIA w dniu - 2006-06-21 13:34:49
CZYTAM WAS KILKA MIESIECY ,WYPOWIEDZI ROZNE ,ALE BŁAGAM WIECEJ TOLERANCJI.CHOC WIEM ZE NERWY MOGĄ KAZDEGO PUSCIC PANUJCIE .POZDRAWIAM SERDECZNIE. :)
Do tych ostatnich co pisali!
Dodane przez Jedna taka w dniu - 2006-06-21 12:31:48
Tak wogóle to przegięliście!!!!!!!!!!!!!!! 
Tutaj raczej nie chodzi o to żeby się nawzajem obrażać! Nie tędy droga moi drodzy! To nie fair i nieładnie tak się zachowywać i to świadczy tylko o Was samych! To tyle co mam do powiedzenia. WSTYD!
GRZESIU DLACZEGO ODSZEDLES??
Dodane przez wierzaca-niepraktukujaca w dniu - 2006-06-20 20:14:23
Aaaaa-grześ ty to jestes z tych ...mniej lotnych czyli tepszych,mniemam nie rozumiesz tego co czytasz wiec znowu okazuje sie ,ze co drugi polak jest analfabeta,w tej seminarce cie nie doksztalcili,mogles zostac tam dluzej....hahhahahahaha :eek
do wierzacej itd....
Dodane przez marian w dniu - 2006-06-20 20:04:23
niech cie bluzga ten grzechu,niezla beka jest z niego,hehehe,pewnie sie "bardzo " przejmujesz,ze juz nic nie napiszesz,co?HA HA HA ,on pewnie sprzedaje w biedronce....HAHAHAAHA,ty jestes ok,on jest zakompleksoiny ,tak sie przejal biedak!!!!wierzaca-... olej go i mu juz nie wrzucaj,bo sie chlopaczysko zalamie,heheheh/jedynie ty mowisz tu prawde,szanuje twoje sady=w tej dyskusji jestem za toba+i oby tak dalej!!!!
Dodane przez w dniu - 2006-06-20 09:27:23
Ejze, niepraktykujaca,wg twojego malomiasteczkowego toku myslenia, ktory tak manifestujesz w swoich postach, jesli jestes ksiedzem, to nie mozesz byc mezczyzna, bo ksieza to CIOTY. :)  
 
(por. wlasna wypowiedz z postu powyzej: "...choc wszak oni nie maja raczej podejscia do kobiet,CIOTY to takie..." 
 
2. Cos tam jednak o tym zyciu wiem...! Jest ono bardziej skomplikowane niz ty potrafisz to ogarnac a juz na pewno - jak to czesto podkreslasz - nie sprowadza sie ono do seksu i kasy. 
 
3. Dopoty bede traktowal cie jak smiecia, dopoki ty bedziesz tak traktowala ksiezy. 
 
4. Na szacunek, moja droga to trzeba sobie zasluzyc.  
W szkole nie wbili tego do lba , czy do onych szkol sie nie chadzalo...? 
 
5. Powinnas byc mi wdzieczna, ze przyrownujac do kapusty i tak potraktowalem cie ulgowo.  
 
g.
Dodane przez wierzaca-niepr.... w dniu - 2006-06-19 17:56:33
mnie trudno sie odnalezc?a po czym wnosisz?nie znasz mnie...nic o mnie nie wiesz,moze jestem ksiedzem,czyli mezczyzna,a moze ...ja nie mam zamiaru polemizowac z ludzmi,ktorzy nic nie wiedza o zyciu;takze po glebokim zastanawieniu stwierdzam definitywnie,ze byly ksiadz jest teoretycznie przygotowany..i traktuje ludzi jak smieci;twoje porownania sa beznadziejne,jak mozna porownac czlowieka do kapusty itd.??????  
Twoj Brak szacunku do drugiego czlowieka przekreslil moje nikle nadzieje,ze znajdzie sie tu osoba,ktora jest szczera i serdeczna,
Dodane przez Grzesiek w dniu - 2006-06-19 13:12:45
Nie wierzaca ale praktykujaca... czy odwrotnie... :) 
Znow wypunktuje - predzej wejdzie Ci do lepetyny... Jesli w ogole wejdzie... :) 
 
1. A kto powiedzial, ze ja chcialem pokazac ci, ze mam takt...? :) 
 
2. Owszem, moje teksty sa proste, bo trudniejszych nie zrozumialabys... Ot i powod... :) 
 
3. To twoje wyrazenie "ponizej pasa" znow jakby tracalo wiadomo o co... :) 
Naprawde masz z ta sfera jakies klopoty...? 
 
4. Chyba sie pojde i pochlastam z rozpaczy, ze smiejesz sie ze mnie... :) 
(A tak nawiasem, ja tez czesto smieje sie ze mnie... :)
 
A teraz uwazaj...!!! Jeszcze raz dotkniesz tutaj mojej Matki, to naprawde strace takt i zbluzgam cie tak, ze nie zajrzysz na te strone przez nastepne 20 lat...  
 
A swoja droga, to szkoda, ze w Biedronkach nie sprzedaja burakow cukrowych, albo pastewnych...  
No, mialabys wiekszy w tych guziczkach wybor... :)
trudna jest miłosc do ks.
Dodane przez ada w dniu - 2006-06-18 21:50:09
Trudna jest miłosc do ks. wymaga poswiecenia ,ale jest mozliwa.
do Grzesiek
Dodane przez michał w dniu - 2006-06-18 21:14:31
Hej:) co ja za jeden a no widzisz taki co podpisuje się tu michał, dziwne nie? swoim imieniem:) poczytasz wyżej i mniej wiecej będziesz wiedział co ze mnie za typ:):) 8) Ale nie dlatego sie odzywam hihih; twoja odpowiedź mnie rozbawiła niesamowiciwe i twierdzę, że na słowa i w ogole w dyskusji, to ciężko będzie miała "wierzaca ale niepraktykująca" ... 
Ale coż, jeśli się jest wierzącym to z tego wynika, ze się jest praktykujacym bo przyjmuje sie pewne obowiązki ... nie mozna nalezec do jakiejś grupu, partii czy towarzystwa wybierając sobie tylko to co jest wygodne, miłe, przyjemne a to co trudne odrzucając... przemyśl to. A to że masz mnie gdzieś - Twoja sprawa, ja Cię nie mam gdzieś, bo chcesz czy nie jesteś człowiekiem :eek i nie traktuję cię jak intruza lecz jako kobietę, której ciężko się odnaleźć... Pozdrawiam wszystkich:)
do grzeska
Dodane przez wierzaca-niepraktykujaca w dniu - 2006-06-17 20:22:33
z punktu widzenia pedagogiki,jesli ktos jest takim cwaniakiem jak ty-to mial zly kontakt z matka 
 
-jesli mnie nie znasz,to nie osadzaj,okazujesz tym brak taktu;masz sie za nie wiadomo kogo,a jestes...bez komentarza,lecz zalosny 
 
-twoje teksty sa ponizej pasa-beznadziejne i proste, 
 
-a na koniec powiem ci szczerze-SMIEJE SIE Z CIEBIE
Do wierzacej ale nie praktykujacej.
Dodane przez Grzesiek w dniu - 2006-06-14 13:49:09
Z szacunku dla tej strony i wszystkich ja Odwiedzajacych nie chce wchodzic tutaj w utarczki ani polemiki zadne z ludzmi twojego pokroju wiec i komentarz moj bedzie raczej krociutki i... postaram sie, zeby byl latwy i przystepny, tak zebys nie miala trudnosci z jego zrozumieniem.  
O, juz wiem...! Najlepiej bedzie jesli go wypunktuje: 
 
1. Nie rozpaczaj nad moja inteligencja a raczej pobecz nad swoja... :) Poniala...? :) 
 
2. Juz z twojego komentarza napisanego malomiasteczkowym jezykiem wynika, ze nie mieszkasz w wielomilionowej aglomeracji.  
Dosyc jasno wynika rowniez, ze jestes w szoku, wiec zeby uniknac tautologii nie musisz tego powtornie podkreslac. 
 
Jesli stan szoku bedzie sie niepokojaco przedluzal radze udac sie do lekarza. Specjalnosc lekarza przemilcze...  
Ufam, ze wybierzesz odpowiednia i nie koniecznie bedzie to ginekolog... :) 
 
3. Mamy zdecydowane rozne znaczenie pojecia "debata". 
 
4. Temat pieniedzy i relacji damsko-meskich nadal dominuje w twoich wypocinach. W psychologii nazywa sie to "projekcja". 
 
5. Piszesz, ze nigdy nie kochalas ksiedza. I dobrze.... Wybacz mi jednak, jesli dodam, ze prawdopodobnie bylaby to milosc bez wzajemnosci... Czyli KICHA...:) 
 
6. Mam szczere watpliwosci co do twojej silnej psychiki... :) 
 
Na koncu napisalas zem ciota. Nie wiem co to dokladnie znaczy w twoim miescinkowym slangu, ale moge domyslac sie, ze chcialas mi po malomiasteczkowemu ublizyc...  
Nie wysilaj sie moja droga - znajdujemy sie w innych paradygmatach... i prosze nie prowokuj mnie, bo wojne na slowa przegrasz z kretesem... :) 
 
No i prosze... mialo byc krotko... :) 
 
PodSpodem:  
Rada z kapusta jak najbardziej aktualna a wlasciwie to nawet mozesz nacisnac dwa guziczki. KAPUSTA i BURAK CWIKLOWY.
do wierzącej ale niepr
Dodane przez Jedna taka w dniu - 2006-06-14 12:21:25
to jak masz to gdzieś, to po kiego ... się tu wypowiadasz? nie rozumiem tu Twojego zachowania. Jak ja mam coś gdzieś, to mam po prostu i walę wszystko i nie wypisuje ani nie mówię nic nikomu, skoro mam to gdzies, nie??????????
do michala
Dodane przez wierzaca-niepraktykujaca w dniu - 2006-06-13 22:22:33
cytuję michala-"ktos odchodzi NIE dla kasy,nie dla sexu ....(....)"-michale zostaje sie dla kasy itd.,a jesli byles w zakonie to luzik,CO TY MNIE OBCHODZISZ??mam to gdzies,NIE UNOS SIE
nie zgadzam sie
Dodane przez wierzaca-niepraktykujaca w dniu - 2006-06-13 22:12:06
widze,ze zabolaly was moje slowa.jasne,to jest w waszej naturze-UZALANIE SIE NAD SOBA,jak mozecie w taki sposob mowic do swojego blizniego, no no nieladnie,grzesiu w odroznieniu od ciebie mysle-nie wyladowalam w zadnym zakonie itp,to ty jestes kapusta i ciota,gdyz byles ksiedzem a wiec mezczyzna nigdy nie bedziesz...hehe,pewnie nie rozumiesz o co mi chodzi... :grin jasne 10 ksiezy-to tak malo,paranoja,grzesiu-ale ty jestes malo inteligentny,w szoku jestem!!!ja znam ok.15 ksiezy,mieszkam w niewielkim miescie,uwazasz,ze 10 to malo??ty byles w tej 10,ojej,nastepnym razem napisze,ze wszyscy jestescie dobrzy,poczciwi i tacy swieci-po co wam samochod,pieniadze,ksiadz ma zelazno lozko,tylko siedzi i sie modlichodzi mi o to,ze nie potraficie przyznac sie do bledu,ale to typowa cech i bylych, i aktualnych ksiezy,juz wiecej nie bedzie zadnej debaty z moim udzialem,sfrustrowana,??ja nigdy nie kochalam ksiedza,mam zbyt mocna psychile,zeby uwierzyc w ich bajery,choc wszak oni nie maja raczej podejscia do kobiet,CIOTY to takie.bay bay
do mikusia
Dodane przez Jedna taka w dniu - 2006-06-13 09:39:58
pewnie z takiego samego powodu co Ty. Durne to Twoje pytanie trochę...
do wierzącej ale niepraktykujacej...
Dodane przez Jedna taka w dniu - 2006-06-13 09:38:00
Też takie myślenie kiedyś miałam jak Ty a na pewno podobne. I zaklinałabym się, że nigdy bym z księdzem... Ba, nawet nie myślałam o tym i nie wierzyłam, ze ksiądz może z kobietą... Po prostu było to dla mnie nie do pomyślenia. Jednak przeliczyłam się i teraz już wiem, że nigdy nie można mieć tylko jednego myślenia w jakiejs kwestii, bo zawsze może się wydarzyć coś takiego, że wszystko się zmienia i nawet nie poznasz siebie, ani swojego zachowania.
Dodane przez Grzesiek w dniu - 2006-06-11 23:06:44
Michal...! A Ty cos za jeden...? :)
do wirząca-niepraktykująca
Dodane przez michał w dniu - 2006-06-10 23:35:36
Powiem ci naprawdę Grzesiek miał rację... 
Jesteś w stanie zrozumieć, że ktoś odchodzi nie dla kasy, nie dla sexu a dla miłości? Bo kocha i chce uczciwie żyć, pracować na rodzinę? a nie skakać na boki za nieuczciwe życie w kapłaństwie? Cóż chyba nie jesteś tego w stanie pojąć... 
Poza tym odchodząc na siebie i żony utrzymanie pracowałem nie liczyłem na rodzinę i czy mi ktoś coś da. A od rodziny dziewczyny-żony nie odsunąłem:) jeśli idzie o mnie. Kasy nie miałem bo w zakonie nie miało się kasy ( ale nie mam zamiaru tłumaczyć ci jak to jest w zakonie)a teraz mam kase bo pracuję i ...po co ja to w ogóle piszę:) oj biedna ty sfrustrowana.... 
do wierz-niepr
Dodane przez Grzesiek w dniu - 2006-06-10 11:50:38
Ejze, podobniez wierzaca ale niepraktykujaca... na Twoim miejscu nie goraczkowalbym sie tak, bo frustracja Twoja spowoduje, ze wrzodow dostaniesz na podrobach... a moze i hamoroidow... i dopiero sie narobi...! [(no, chyba, ze juz je masz...:))] 
 
Czyzby tych 10-ciu ksiezy to Twoje wlasne doswiadczenie...? Wiedz glupiutka, ze na prawie 40.000 ksiezy w Polsce ta Twoja 10-tka to nadal sa jednostki... Poza tym nikt tu nikogo nie broni...  
Czesto prawdziwe powody bolesnego procesu odejscia sa bardziej skomplikowane i zlozone niz twoim mozdzkiem moglabys pojac i prawdopodobnie dlatego sprowadzasz wszystko do seksu i kasy. Fakt, do tego nie potrzeba wielkich umiejetnosci intelektualnych a z postu twojego dosyc jasno wynika, ze myslenie nie jest Twoja najmocniejsza strona.  
Co nie...? Przyznaj sie...! :) I dobrze, nie mysl(!), bo sobie jeszcze krzywde zrobisz... :) 
A na koniec dam Ci rade.... idz do np. "Biedronki" albo innego hipermerkatu, poloz glowe na wadze i nacisnij na guzik "kapusta".  
Grzesiek
wierzaca-niepraktykujaca
Dodane przez wierzaca-niepraktykujaca w dniu - 2006-06-09 20:43:53
moja opinia nie jest krzywdzaca tylko prawdziwa,jak mozna bronic tych ludzi?????????ludzie,dlaczego sobie tak slodzicie,to przesada-ksiadz chce miec rodzine???TO NIECH W OGOLE NIE ZOSTAJE KSIEDZEM,pierdoly typu,ze trzeba to przezyc,te odejscie z kaplanstwa jest straszne itd,bawia mnie do lez,odchodza bo nie sa w stanie wytrzymac bez seksu,sami chca odejsc,a potem niby tak straszliwie cierpia,ja wczesniej mowilam nie o jednym ksiedzu ale o co najmniej 10!!!!!!!!!!WIEC TO NIE JEDNOSTKI!!!!!!!NIE BRONCIE SIEBIE NAWZAJEM,jedymym ksiedzem,ktorego szanuje jest ks.ANDRZEJ-to ksiadz bez fury,skory i komory-prawdziwe powolanie,jedyny glos normalnosci posrod zaklamanych szczurow-jest juz bardzo stary,ale dzieki BOGU w pelni sil,reszta szczegolnie tych mlodych zajmuje sie mlodymi laskami-straszne,ze coraz mlodszymi,wkreca im,a potem przeniosa takiego ksiedza do innej parafii-HELP,PARANOJA, 
P.S do bylych ksiezy:dlaczego odsuwacie swoje zony/dziewczyny od ich rodzin i przyjaciol??po to,zeby miec je na wlasnosc,tak jak kiedys kosciol?? 
P.S czy zalujecie czasmi,ze nie macie juz tylu pieniedzy co wczesniej??z tacy mozna bylo poszalec,heehehe
Do wszystkich
Dodane przez Jedna taka w dniu - 2006-06-08 14:57:47
Pozdrawiam Was wszystkich serdecznie! Ogólnie napiszę, że życie jest tak trudne i skomplikowane, że nigdy nie można oceniać innych tak naprawdę nie wiedząc co przeżyli będąc w danej sytuacji. Można sobie gdybać, ale dopóki się czegoś nie przeżyje to nie można powiedzieć jakby się zachowało i co zrobiło! Tylko będąc w sytuacji danej osoby, można coś wiedzieć, czy zrozumieć dlaczego ktoś tak postąpił, choć może miało być inaczej. Mam nadzieję, że wiecie co mam na myśli i mnie rozumiecie. Ja sama jestem osobą, która przeżyła taką miłość. Choć cierpię, to nie żałuję niczego co zrobiłam i chciałabym to przeżyć raz jeszcze. Zresztą czy zawsze można być pewnym do końca wybranej drogi życia? Pozdrawiam. :)
Dodane przez mikusia w dniu - 2006-06-08 12:20:34
ja w zasadzie mam pytanie co powoduje że ksiądz decyduje się w pewnym momencie pocałować dziewczynę
Dodane przez Basia w dniu - 2006-06-07 12:07:48
To troche niesprawiedliwe że wszystkich księży wrzucasz do"jednego worka" fakt nie wszyscy są święci ale dużej większości wiele brakuje do prowadzenia życia w sposób przez ciebie opisany i taka opinia jest dla nich dalece krzywdząca.Kapłani z tej strony potrafili stanąć w prawdzie przed Bogiem i samym sobą,wzieli odpowiedzialność za to co zrobili,nie trfają w kłamstie chcą cieszyć sie rodziną i nikt tu nikomu życia nie niszczy!!!!  
Do wierząca-niepraktykuąca
Dodane przez Basia w dniu - 2006-06-07 11:24:06
To troche niesprawiedliwie co piszesz. 
Nie można oceniać wszystkich za zachowanie jednostek.Twoja opinia jest krzywdząca dla bardzo wielu na prawde dobrych Księży.W każdym stadzie znajdzie się jakaś czarna owca!!!!ale to nie znaczy że czarne są wszystkie.Księża z tej stonki potrafili podjąć odpowiedzialność za to co zrobili,potrafili stanąć w prawdzie przed sobą i Bogiem,chcą cieszyć się rodziną i nie ma tu mowy o marnowaniu życia komu kolwiek!!!! i wierz mi ci ludzie są dla mnie bardzo wiarygodni bo żyją w prawdzie a przecież Księżmi są nadal!!!. 
A co do kapłanów żyjacych w celibacie to na serio są tacy co trwają dają sobie rade i są dobrymi pasterzami, są osobami wiarygodnymi,tylko po prostu nie trafiłaś jeszcze na takiego- czego bardzo ci życze ,wtedy może zmienisz zdanie. 
Pozdrawiam 
:) :) :)
Dodane przez Grzesiek w dniu - 2006-06-07 10:35:55
Witam serdecznie.  
Bardzo uwaznie przeczytalem cala dyskusje i szczerze mowiac nie jestem zdziwiony ta roznorodnoscia opinii na nasz temat a wrecz przeciwnie, nawet chyba troszke ciesze sie, ze rozne sa glosy nt naszej decyzji o odejsciu od kaplanstwa.  
Jednego tylko nie moge jakos strawic - widze sporo glosow krytycznych pochodzacych od ludzi, ktorzy nigdy nie staneli przed decyzja "odejsc lub mimo wszystko pozostac". Do tych wszystkich krytykantow (bo przeciez nie krytykow) - nigdy, powtarzam raz jeszcze, nigdy nie zycze Wam, zebyscie kiedykolwiek w zyciu musieli podejmowac tego typu decyzje.  
Ja, po dlugiej wewnetrznej walce odszedlem i wcale nie dla kobiety czy milosci do niej, nie bylo tez "dziecka w drodze". Odszedlem, poniewaz zbyt duzo zlych rzeczy dzialo sie w mojej "strukturze koscielnej" a wlasciwie na samym jej szczycie.  
Chociaz... wlasciwie to zle mowie, zlych, to za malo i za delikatnie powiedziane i tylko szacunek dla tej strony i wszystkich ja Odwiedzajacych powstrzymuje mnie od uzycia odpowiednich okreslen.  
Czy zrobilem dobrze odchodzac...? Otoz, nie wiem. Pan Bog niech to osadzi. To jest Jego i tylko Jego wylaczne prawo. Wiem natomiast jedno - chce pieknie zyc, z daleka od tych wszystkich brudow, ktore tak skrzetnie i z cala pieczolowitoscia sa ukrywane.  
Drodzy "Byli", byc moze myle sie, ale Kosciol nigdy nie podejmie szczerej i otwartej dyskusji dot. sensu celibatu w dzisiejszym swiecie i ewentualnego jego zniesienia.  
Dlaczego? Ano, odpowiedz jest dosyc prosta. Wcale nie dlatego, jak niektorzy twierdza, ze Kosciol utracilby majatki i dobra doczesne czy ze wierni mieliby na "utrzymaniu" nowa, calkiem spora grupe spoleczna "ksiezych zon i dzieci" na utrzymaniu. To bylby tylko nadprodukt ewentualnego odejscia od praktyki celibatu duchownych. 
Powod milczenia Kosciola nt bezzenstwa lezy zupelnie gdzie indziej. Otoz, znoszac go, Kosciol utracilby o wiele wiecej niz dobra i majatki ziemskie, Kosciol utracilby najcenniejsze co posiada - SWOJA SZCZELNOSC!  
Wiele rzeczy, ktore dzieja sie obecnie pod dachami plebanii i domow zakonnych przestalo by byc dla wiernych tajemnica a na ten luksus Kosciol sobie nigdy nie pozwoli! Zbyt duze ryzyko! 
Drodzy "Byli", parole d'honore, widzialem w moim dosyc krotkim, bo zaledwie 7-mio letnim kaplanskim zyciu wiele, co dzieje sie w zaciszach plebanii i jak na razie nie zaluje mojej decyzji o odejsciu.  
Przyznaje, sakrament Kaplanstwa wyzlobil gleboki znak na mojej duszy i przez pierwsze dwa-trzy lata bylo mi naprawde ciezko...  
bez Mszy...,  
bez stylu kaplanskiego zycia (wcale nie wystawnego)...  
bez kolegow, ktorzy, dziwne a moze i nie dziwne wraz z moja decyzja nagle przestali nimi byc... itd.  
Jakos sie z tego wszystkiego otrzasnalem , choc przyznaje, ze przezywam jeszcze czasami "momenty krytyczne" :), ale nauczylem sie radzic sobie z nimi... :) Staram sie byc wierny modlitwie brewiazowej na tyle, na ile pozwala mi obecny stan, odprawiam czasami w moim malutkim mieszkanku Msze sw. i nawet nie zastanawiam sie, czy jest ona godna (o waznosci nawet nie dyskutuje), bo mogloby okazac sie, ze jest godniejsza niz Msza wielu czynnych kaplanow.  
 
Wiele mialbym jeszcze do napisania, ale w tym temacie ile by sie nie napisalo, to napisalo sie wszystko i zarazem nie napisalo sie nic.  
Konczac chcialbym wszystkich "bylych" wraz z ich Rodzinami pozdrowic i zyczyc Wam radosci i wszystkiego tego, co szczesciem zwyklismy nazywac. Nie bojmy sie, prawda i tak kiedys zwyciezy. Czy to sie komus podoba czy nie!  
Zapewniam o modlitwie. 
Grzesiek 
 
Do AC. 
Jestem jak najbardziej za spotkaniem! Niestety rowniez nie mieszkam w Polsce, ale to nie jest problem. Swiat stal sie dzis taki malutki, ze gdy bede wiedzial cos konkretniejszego, wsiadam w samolot i w dwie godziny melduje sie w Warszawie. :) 
 
Podaje moj namiar: sinan@poczta.onet.eu  
NIE
Dodane przez wierzaca-niepraktykujaca w dniu - 2006-06-06 23:09:31
a ja znam ksiezy,skoro postanowili byc tym kim sa,too nie powinni zwracac uwagi na kobiety i niszczyc im zycia,zazwyczaj pociagaja ich młode laski=przez NICH sa szykanowane i narazone na wstyd,I JA MAM CHODZIC DO KOSCIOLA???????SROGIE ZARTY,TAKI TU KSIEZULEK BZYKA SIE CODZIENNIE Z KIM CHCE A PRAWI MI MORALY,ZE NP.PALE PAPIEROSY LUB NIE JESTEM DZIEWICA,CHOCIAZ NIE MAM MEZA,A JESLI CHODZI O DZIECI NIESLUBNE TO JUZ W OGOLE,LUDZIE nie oszukujcie ,co mam sadzic o ksiezach skoro ostatnio rozmawialam z ks. ktory powiedzial"ide sie pobzykac z Benedyktem" zenada,ja wierze w BOGA,nie wierze w ksiezy,dla mnie oni sa najbardziej falszywymi z ludzi,tyle,do widzenianull
witam
Dodane przez Basia w dniu - 2006-06-06 10:17:28
bardzo sie ciesze że trafiłam na te stronke.Mimo iż wypowiedzi są skrajnie odmienne to lektura tego forum była da mnie wielką lekcją tolerancji.Każdy ma prawo do Miłości bo jest ona wielkim darem-darem podkreślam :).Gratuluje odwagi wszystkim byłym Kapłaną chociaż byłym to złe słowo bo Kapłanami bedziecie do konca życia. 
Pozdrawiam wszystkich bardzo bardzo mocno, i tak sobie myśle że bede cześciej tu wpadac :grin  
A-ha jeszcze jedna kwestia 
Jestem meżatką od 4 lat i jak to w małżenstwie bywa czasem jest lepiej a czasem nie do konca.Są chwile kiedy człowiek chce sie wygadac, wyżalic,wreszcie wyspowiadac i wkurza mnie okropnie kiedy np. podczas spowiedzi 
kapłan robi mi wykłady na temat pożycia małżenskiego kiedy tak na prawde pojecia zielonego o tym nie ma i mimo całej jego dobrej woli to niestety...z całym szacunkiem dla wszystkich kapłanów. 
Pozdrawiam  
 
Pozdrowienia
Dodane przez michał w dniu - 2006-06-04 07:28:43
Pozdrawiam wszystkich odwiedzających:)
Asiu odezwałem się własnie jak chcesz to odpisz
Dla mnie ksiądz który zrezygnował z kapł
Dodane przez Krzysiek w dniu - 2006-05-25 19:25:47
choćby to że ks. to jest niejako tytuł podobnie jak dr, prof czy inż, i niezależnie czy będzie dalej w kapłaństwie czy nie to za pośwęcony trud i czas w seminarium tytuł się należy. 
 
Tak na marginesie jestem świeżo po przeczytaniu książki "byłem księdzem" ks Jonasza Romana i jeśli jest to wszystko prawda to kościół faktycznie wymaga przemiany, co zresztą czułem już od dawna natomiast książka mnie w tym ugruntowała.
potrzebuje rozmowy
Dodane przez asia w dniu - 2006-05-22 12:19:21
chciałabym z kims porozmawiac. Właśnie się pogubiłam w moim życiu i potrzebuje czyjejś pomocy, nie wiem do kogo sie zwrócić. CZy mógłby Ktoś do mnie napisać (serduszkoasia@o2.pl) Bardzo proszę
Drodzy Bracia
Dodane przez Ks. Marian w dniu - 2006-05-19 18:30:16
Modlimy się razem więc nie wolno nam w rodzinie kapłańskiej odejść od stołu pańskiego.
CD propozycji
Dodane przez AC w dniu - 2006-05-03 21:21:09
Mysle, ze byloby super, spotkac sie w gronie zonatych ksiezy z rodzinami i po prostu POGADAC. 
 
Jestem pewien, ze mamy sobie bardzo duzo do powiedzenia. 
 
przed chwila zalozylem nowe konto e-mailowe: 
spotkanie2006@yahoo.com 
 
 
Zapraszam wszystkich zonatych ksiezy diecezjalnych i zakonnych do napisania i umowienia sie na spotkanie w lipcu w Polsce.
Dyskusja ta trwa juz poltora roku. Niewi
Dodane przez AC w dniu - 2006-05-03 21:12:57
Moi Drodzy! 
 
Czy moglibyscie wpisac swoje imiona, nicki pod moja wypowiedzia, jako znak ze zyjecie i jestescie duchem obecni na tym forum.  
 
Dzis na nowo przeczytalem kilka wypowiedzi.  
 
Warto pozostac w kontakcie. 
 
Wydaje mi sie ze wielu z nas chce pozostac anonimowymi uczestnikami tego forum. 
 
Sam siebie sie pytam dlaczego? Czy jest to zwiazane z nadzieja poworotu i przezornoscia: zadnych bledow, zadnych wiecej wpadek? Nie wiem.  
 
Odczuwam jednak ciagla potrzebe wymiany doswiadczen, przemyslen, posluchania innych zonatych ksiezy, zakonnikow. Moze bedzie pozniej latwiej a moze trudniej dzwigac krzyz, ale mysle, warto by sie spotkac. 
 
Znowu bede w Polsce (co dwa lata bywamy w Polsce).  
 
Gdyby ktos mial jakis pomysl na nieformalne spotkanie wiekszej grupy zonatych ksiezy, wzialbym to pod uwage. 
 
Moze nawet caly weekend, moze nawet kilka dni wspolnie z naszymi rodzinami.  
 
Dla chetnych na ewentualne spotkanie podaje, ze bede w okolicach: Szczecina, Warszawy, Augustowa, Lublina, Radomia, Kielc, Krakowa, Zakopanego, Czestochowy, Wadowic. 
 
Niestety bede tylko dwa tygodnie. Druga polowa lipca. 
 
Peace!
do żałosnej Agaty-pseudopsychologa
Dodane przez Beata w dniu - 2006-04-15 19:41:06
Najgorsze co może nas spotkać to tacy właśnie ludzie którym się wydaje że wiedzą wszystko!A nie pomyślałaś kobieto,że Jezus miał na myśli np.tych hipokrytów którzy mają kochanki,dzieci ,opływają we wszelkie dobra i Boga mają za nic i jeszcze ośmielają się uważać się za prawdziwych księży-to oni są zmartwieniem i obrazą BOGA!!!.A może Bog miał na myśli papieży i biskupów-inicjatorów wielkich ,krwawych inkwizycji na skutek ich działań zginęło w imię wiary miliony ludzi.Za nich m.in.przepraszał nasz Papież.Jak można myśleć ,że Bóg może karać człowieka za MIłość,PRAWDĘ,ODWAGĘ.Pomyślałaś o tym???.Prawdziwa miłość jest piękna i dobra jest czymś najcudowniejszym co może spotkać człowoeka.Jak Bog mógłby karać szczęśliwych ludzi???A celibat pochodzi od ludzi-reforma gregoriańskaXI wiek i jest wielkim nieszczęściem dla człowiekaczłowieka.Każdy człowieka potrzebuje bliskości i czułości drugiego człowieka bez tego nie ma pełni życia i człowieczeństwa i Bóg o tym wie bo sam dał miłość człowiekowi.I jeszcze jedno seminarium to co innego niż prawdziwe życie w seminarium wszystko wydaje się być odrealnione a potem przychodzi prawdziwe życie i prawdziwa samotność... 
19-25 lat to nie jest poważny wiek na tak poważne decyzje.Drodzy eks serdecznie Was pozdrawiam i podziwiam Was Bog was kocha i jest z Was dumny ,za waszą odwagę ,miłość i prawdziwe świadectwo wiary i prawdy.I na koniec jeszcze jedno niech przestaną się tutaj wypowiadać osoby które NIGDY NIE KOCHAŁY.Przeżyjcie TO a potem wypowiadajcie się.BÓg jest miłością i Prawdą.
do Agaty
Dodane przez Michał w dniu - 2006-04-12 23:49:52
Widzisz to co cytujesz - słowa do św. Faustyny również dotyczą tych co są czynnymi kapłanami. Nie wiem czy mniejszą czy wiekszą szkodę Kościołowi przynoszą ci kapłani, którzy pozostali w kapłaństwie a mają dzieci, kochanki itp. (nie jest ich wcale tak malo!)Może masz rację a może nie... A co powiesz o zachowaniach ks. Rydzyka ? Ks. Jankowskiego...  
Ja odpowiadam za siebie i wcale nie mam rozdarcia moralnego ani moja rodzina, wręcz przeciwnie wiem, że dobrze zorbiłem odchodząc, jestem szczęśliwy i żyję w sakramentalnym związku. A jak żyją ww. kapłani? tam jest rozdarcie moralne, lecz to już ich sprawa ale na pewno chluby Kościołowi nie przynoszą.
Dodane przez michał w dniu - 2006-04-12 23:39:43
Pozdrawiam wszystkich po długiej nieobecności, i życzę błogosławionych Świąt Wielkanocnych. Jak znajdę chwilę czasu to się odezwę.
Dodane przez Agata w dniu - 2006-04-07 16:03:34
Smutne to wszystko, o czym tu czytam i rozpaczliwe. Jakże mi przykro, że byli kapłani nie podołali swym przyrzeczeniom :cry to największe zgorszenie w Kościele i o tym mówił Jezus do św Faustyny, że dusze konsekrowane największą szkodę czynią Kościołowi i zadają ból Sercu Jezusa. Bracia! Nie potępiam Was, żyjcie w pokoju, ale jakże mi smutno. 
Jako psycholog - współczuje Waszym żonom i dzieciom, w jakimże rozdwojeniu moralnym i duchowym przyszło im życ!
Do Kingi
Dodane przez Emilia w dniu - 2006-03-29 10:07:39
Nawet nie wiesz jaką radość sprawiły mi Twoje słowa. Cieszę się, że zrozumiałaś to co chciałam Ci przekazać. Jesteś mądrą,wartościową, wrażliwą osobą. I nie sądzę, że Twoja wiara jest mała. Myślę, że jesteś kobietą szczerze kochającą Boga o wielkiej wierze. Mam nadzieję, że Chrystus będzie czuwał nad Tobą i wyzwoli Cię z Twojego zagubienia. Ja również będę modlić się za Ciebie.Życzę powodzenia na studiach, pozdrawiam, pa!
KSIADZ PO ODEJŚCIU Z KAPŁAŃSTWA I TAK J
Dodane przez Emicia w dniu - 2006-03-27 23:13:59
MYŚLĘ ŻE PO CZSIE JESZCZE ZROZUMIAŁBY SWÓJ BŁAD I POWRUCIŁ SŁUŻYĆ BOGU KSIDZ JUZ MA UŚWIĘCONE RECE DO KOŃCA SWOJEGO ŻYCIA
do Emilii
Dodane przez Kinga w dniu - 2006-03-26 12:50:12
Droga Emilio, w swoim liście mówisz o miłości idealnej, czystej, opartej na tęsknocie- doskonałej. Czytając te słowa w moich myślach pojawiło się jedno zdanie, które przytłumiło wszystkie pozostałe rozmyślania- jestem TYLKO człowiekiem i nawet gdybym nie wiem jak się starała nigdy nie będę potrafiła kochać taką miłością o jakiej mówisz. Tak kocha tylko Bóg. Mówiąc o miłości spełnionej nie mam na myśli aktu seksualnego, ale po prostu wzajemność przejawiającą się w porozunieniu dusz, umysłów, w czułości, tęsknocie i prawdziwym oddaniu drugiemu człowiekowi. A żaden ksiądz nie będzie mógł mi tego dac, chcąc pozostać jednocześnie w stanie kapłańskim i być wiernym swojemu powołaniu. Twoję słowa dały mi bardzo dużo do myślenia, uświadomiły pewne rzeczy- przede wszystkim to, że nie mam prawa nawet próbować "odciągnąć" go od kapłaństwa. Zrobię wszystko, żeby kochać go taką miłocią o jakiej piszesz, nie mogę jednak nikomu zagwarantować, że mi się to uda. Pozdrawiam serdecznie.
do Katoliczki
Dodane przez Kinga w dniu - 2006-03-26 12:33:56
Droga Katoliczko, czytając Twój list nabrałam pewności i przekonania, że naprawdę wiesz, co czuję. Wyraziłaś słowami to, czego ja nie potrafię ująć w słowa. Pytasz, czy Marcin czuje to samo... Nie wiem... Nie potrafię Ci na to odpowiedzieć, ponieważ odkąd ta miłość pojawiła się w moim życiu uciekam przed nią, robię to podświadomie, bo "niby" chcę być jak najbliżej niego, a gdy dochodzi do takiej sytuacji i jest taka okazja, ja po prostu... uciekam, boję się tego, boję się siebie, boję się, że utracę nad sobą kontrolę. Wcale nie mówię o utracie panowania nad swoim ciałem, ale nad umysłem, nad myślami, słowami. Radzisz, żeby odpuścić sobie i jemu- wiesz, ja chyba cały czas staram się to zrobić, nie myśleć, unikać go, żeby zapomnieć..., ale jednocześnie wystarczy, że go znów zobaczę, usłyszę jego głos w czasie Mszy Św. i wszystko wraca! Nie umiem nad tym zapanować! Czasem mam wrażenie, że on nie zachowuje sie całkiem normalnie, gdy jestem w pobliżu, patrzy tak... dziwnie, tak przenikliwie, unika mnie. Chybaże to tylko moja wyobraźnia. Ale pewnych faktów nie mogę przypisać mojej fantazji, bo wydarzyły się naprawdę. Chciałabym, żeby to wszystko się skończyło; niedługo wyjadę stąd na studia, może wtedy coś się zmieni... Naprawdę codziennie powierzam tę sprawę Chrystusowi, ale On nic z tym nie robi, w ogóle mi nie pomaga! Najgorsze jest to, że nie potrafię uwierzyć w pozytywne rozwiązanie tego problemu, cóż, jestem człowiekiem małej wiary, ale czy to wszystko to moja wina?!
Do Kingi
Dodane przez Emilia w dniu - 2006-03-22 11:59:37
Kingo dlaczego twierdzisz, że Twoja miłość nigdy nie będzie mogła być spełniona i nie będzie mogła istnieć? Jestem b. ciekawa co rozumiesz pod pojęciem "spełniona"? Czy myślisz o seksualnym połączeniu z ks. Marcinem? Jeśli Twoim zdaniem miłość spełniona polega na takim akcie, to chyba nie bardzo orientujesz się, czym jest miłość.Bo przeciez miłość ma różne oblicza. Jeśli chodzi o Twoją miłość KTORA JUZ ISTNIEJE - A NIE, NIE BEDZIE MOGLA ISTNIEC! To platoniczna miłość jest przecież głęboką doskonałą formą miłości. Pozbawione zmysłowości uczucie, oparte na tęsknocie może przetrwać dłużej niż miłość fizyczna. Spróbuj spojrzeć z innej perspektywy na swoje uczucie do tego kapłana. Może to co czujesz ma być wykorzystane w inny sposób? Pomyśl- nie każda fascynacja drugim człowiekiem jest zakończona wzajemnym nałożeniem obrączek, czy trwaniem przy sobie, aż do ostatnich dni życia. Może Pan Bóg chce, abyś poprzez to uczucie walczyła o niego, jako kapłana, ażeby nim był zawsze Zebyś modliła się za niego i za innych księży którzy chcą porzucić Kościół i pójść inną drogą? Może takie zadanie przygotował dla Ciebie Bóg? Chciałabym, abyś rozważyła moje słowa i zdecydowała o swoim życiu i życiu Twego przyjaciela w sposób mądry i rozsądny, Wiem, że stać Cię na to. Jeśli kochasz naprawdę tego człowieka i jesteś osobą wierzącą, na pewno wiesz co robić.Kościół ogromnie potrzebuje ludzi mu oddanych i prawdziwie go miłujących. NIe myślę tu wcale o kapłanach...ale o Tobie!  
Pozdrawiam.
Do ks.Bolka
Dodane przez Emilia w dniu - 2006-03-21 11:19:43
Szczęść Boże.  
Po przeczytaniu Twojej wypowiedzi księże Bolku, mam niemałe wątpliwości, czy rzeczywiście jesteś kapłanem. Kościół katolicki nazywasz"organizacją", a stan kapłański "zawodem" :?  
Zawód z tego co mi wiadomo, można zmienić na inny, a co się tyczy powołania kapłańskiego, jeśli jest prawdziwe, jest dopełnione święceniami i trwa całą wieczmność. Nie można ot tak sobie go porzucić, lub zamienić na coś innego.Sluby Wieczyste jak sama nazwa wskazuje są na zawsze, nieskończone, niezmienne i niezamienne. A może ja jestem w błędzie? Proszę niech ktoś mnie oświeci! Bo jeśli Ty księże Bolku tak poważną sprawę tak sobie lekceważysz i prawie kpisz ze swojego powołania to wątpię, czy kiedykolwiek zrozumiałeś jak wielkie, zaszczytne, niesłychane zdarzenie miało miejsce w Twoim życiu. Sam Chrystus Cię wezwał do głoszenia Dobrej Nowiny! Ciekawe ile lat jesteś księdzem?  
A jeśli chodzi o Twoje słowa, że "byli" księża są teraz o wiele bliżej Boga niż przed odejściem , są co najmniej kuriozalne! Dlaczego tak uważasz? Naprawdę Twoim zdaniem kapłani tzw. czynni nie kochają Boga bardziej niż ktokolwiek inny? Nie zgadzam się z tym twierdzeniem, oni naprawdę poświęcają się Panu Bogu cali i bez reszty.Oni żyją tylko dla Niego i służą Mu z całym oddaniem. A jeśli chodzi o tych którzy nie wytrwali, z pewnością kochają Boga, ale jest to miłość inna. Oni czują się w jakiś sposób winni i miłują Go w sposób wynagradzający, przepraszający. Obawiam się że po prostu boją się czasu, gdy przyjdzie się rozliczyć z własnych dokonań. Jeśli się ze mną nie zgadzasz to czekam na Twoją wypowiedz, mam nadzieję, że będzie szczera tak jak moja. Napisałam tak jak to widzę i jak myślę.  
Pozdrawiam i życzę wszystkiego dobrego. Z Bogiem.
Do Kingi
Dodane przez Katoliczka w dniu - 2006-03-20 11:52:11
Piszesz mi Kingo, że nie masz zamiaru niszczyć powołania Marcina,a w liście do Michała pytasz, zastanawiasz się, czy powinnaś walczyć o te uczucie....(?) Widzę, że miotasz się nie wiedząc co robić, co myśleć, jak postępować. Powiem Ci jedno, jeśli rzeczywiście pragniesz dobra księdza Marcina, nie zastanawiaj się jak wciągnąć go w swoje sidła, tylko po prostu odpuść jemu i sobie. Nie wiem dlaczego obwiniasz Pana Boga za to uczucie, dlaczego myślisz, że miłość ta zastała Ci dana przez Boga, aby przyniosła Ci ból i cierpienie? Kingo przecież jesteśmy wolnymi ludzmi, sami decydujemy o tym kogo kochamy, kogo darzymy przyjaznią. Bóg obdarzył nas wolną wolą nie po to, abyśmy teraz zarzucali Mu, to iż czymś nas niepotrzebnie obarczył. Ks. Marcin zafascynował Cię czymś, czemu nie potrafisz się oprzeć, czymś co Cię pociąga i pozbawia normalnego funkcjonowania...wiesz, znam to uczucie....Musisz być silna, musisz zaufać Bogu i powierzyć swoją sprawę Chrystusowi. On Ci pomoże, jeśli w to uwierzysz dokładnie tak się stanie. A co do platonicznego uczucia, to moim zdaniem jest doskonałe, czyste,cudowne, analogiczne do miłości jaką żywimy do samego Boga!Jest piękne! Nie wiem, czy jest to uczucie tylko jednostronne, czy on czuje to samo? Jeśli to nie problem to napisz mi.Pozdrawiam i życzę wielu sił oraz mądrości w podejmowaniu decyzji.
do Katoliczki
Dodane przez Kinga w dniu - 2006-03-11 21:01:46
Droga Katoliczko, 
Rozumiem Twoje intencje i doceniam to, że chcesz pomóc mi rozwikłać ten problem. Wiem, że nie powinnam i nie mogę niszczyć jego powołania i wcale nie mam takiego zamiaru. Zastanawiam się jednak dlaczego Pan Bóg zesłał na mnie tę miłość? Dlaczego zesłął ją mimo tego, ze ona nigdy nie będzie mogła być spełniona, że nie bedzie mogła istnieć? Chciał sprawić mi ból? Chciał zebym płakała? Przecież Pan Bóg jest miłosierny, chce dobra dla człowieka, jest Miłością, więc dlaczego to zrobił??? Pozdrawiam serdecznie.
do Michała
Dodane przez Kinga w dniu - 2006-03-11 20:53:36
Michale, bardzo dziekuję Ci za te słowa. Mówisz o wyborze, ale mnie to chyba nie dotyczy bo moja miłość do ks. Marcina jest czysto platoniczna. Kocham go jak nikogo na swiecie, ale jednoczesnie zdaje sobie sprawę, ze ten związek nie mógłby istnieć. Nie chodzi tu o sumienie (bo gdyby to uczucie bylo naprawde silne i prawdziwe to przeciez nie mogłoby ono być złe, prawda?), ja po prostu żyję w przekonaniu, że gdybym zwiazała się z nim, to zniszczyłabym mu życie, to czeego tak bardzo pragnał, na co tak bardzo pracował, a nigdy nie wybaczyłabym sobie, gdybym miała być dla kogoś źródłem grzechu, a w szczególności dla niego... Dlatego też od samego początku skazałam to uczucie na niepowodzenie i nawet nie próbowałam się do niego zbliżyć. Marcin pewnie nie wie, jak bardzo, nawet nieświadomie, mnie rani. Michale, czy ja dobrze robię? Mam tyle wątpliwości, czasami z bezsilności chcę rzucić to wszystko, uciec gdzieś daleko, a po chwili pragnę o niego walczyć, być z nim... Jak sądzisz, czy powinnam walczyć o to uczucie? Pozdrawiam serdecznie.
PRAWDZIWA ARMIA ZBAWIENIA
Dodane przez JULITA w dniu - 2006-03-03 18:32:07
Miłość to "modlitwa" dwóch osób 
-jeśli mowa o małżeństwie. 
Nigdy jednej. 
To nie reguła zapisana w książce. 
Miłość to poezja, matematyka-płynie, jest ciągła,trwa... 
Znajdujesz ją okiem i uchem 
-to Twoja wyobrażnia- rozum i zmysły. 
Ci którzy odeszli z populistycznego kościoła katolickiego to prawdziwe lwy które walczą o naszą wspólną przyszłość.Wierzę w Nich wszystkich-  
najbogatsi ludzie tego świata.null
Do administratora
Dodane przez Michał w dniu - 2006-03-02 19:36:40
Dwa dni temu dodałem 3 komentarze dlaczego się do dziś nie ukazały?
Do Kingi
Dodane przez Katoliczka w dniu - 2006-02-28 13:04:12
Witaj Kingo. 
Postanowiłam pomóc Ci rozwikłać Twoje rozterki na temat miłości do księdza. Nie jestem teologiem, ani nie studiowałam psychologii, ale napiszę Ci tak jak ja to rozumiem i jak do tego podchodzę. Jako człowiek głęboko wierzący, po prostu katolik. Moim zdaniem miłość do kapłana nie jest niczym grzesznym, ani złym. Podobnie jak miłość do lekarza, czy do murarza...Przecież codziennie odmawiasz pacierz i znasz dwa przykazania miłości, jak również katechizm, itd.Pan Bóg miłuje człowieka i każe miłować nam się wzajemnie. Pewnie już się domyślasz do czego zmierzam. Miłość do księdza nie jest grzechem, pod warunkiem, że jest czysta, pozbawiona cielesnych żądz, zaborczości itp.Kapłan oddał swoje życie (duszę i ciało)Chrystusowi i każdy dojrzały, wierzący człowiek powinien to wiedzieć i uszanować.Skoro wybrał życie w kapłaństwie,trzeba to zrozumieć i nie utrudniać mu tego, wręcz przeciwnie powinniśmy im pomagać, wspierając modlitwą Jeśli mam Ci coś doradzić to proszę nie zmieniaj Jego drogi życia, nie niszcz Jego powałania....wszak to sam Jezus Go dotknął i pociągnął za sobą. On Go powałał właśnie do takiego życia.Skoro przyjął to wezwanie można Go tylko za to cenić. Mam nadzieję że zrozumiesz moje intencje i to co chcę Ci uświadomić. Zyczę Ci szczęścia i pozdrawiam serdecznie.
do Kingi
Dodane przez Michał w dniu - 2006-02-28 00:43:00
Bog jest źródłem wszelkiej miłości, i Jego Opatrzność kieruje naszym życiem. Uważam (patrząc na swoje życie), ze nie zawsze wszystko rozumiemy jak sie to dzieje, dopiero z czasem po latach stwierdzamy, że trzeba zaufać Bogu, ale jednocześnie wybierać... ten nasz wybór nie jest łatwy ale powinien kazdy z nas postepować według sumienia i życ uczciwie. 
Gdybym został moze byłbym złym kapłanem a tego nie chciałem. Wiem jedno, ze jestem dobrym ojcem i mężem, żyje uczciwie i mimo, że czasem mnie opluwano ja mogą spojrzec sobie na swoje rece i wiem, ze one nie sa puste. Jeśli coś Ci pomogłem to się cieszę ale wybor miłości należy do Ciebie... i módl się o światło Ducha Świętego byś dobrze w życiu wybrała.
do Daniela
Dodane przez Michał w dniu - 2006-02-28 00:33:08
Bądź dzielny, skoro Pan Bóg tak pokierował Twoim życiem to ma w tym swoj cel. Może trudno Tobie to teraz zrozumieć ale pewnie nadzejdzie ten dzień, w którym odnajdziesz swoje powołanie i bedziesz szczęśliwy.
Do Pauli
Dodane przez Michał w dniu - 2006-02-28 00:30:05
Odezwę się na pewno sorki ale dopiero dziś tu wszedlem na chwilkę.
Do Emilii
Dodane przez Michał w dniu - 2006-02-28 00:27:41
Dzięki za słowa modlitwy św. Franciszka z Asyżu znam ja dobrze i czesto odmawiam:) 
Pozdrawiam Cię.
Dodane przez ks. Bolek w dniu - 2006-02-25 02:45:22
Kochani, strasznie dluga dyskusja - ciekawa, ale jednoczesnie bardzo smutna. Wiele potepienczych tonow, ktore uwydatniaja to bardzo nieludzkie oblicze katolicyzmu. Po drugie, wiele samokrytyki - troche a'la duch stanolinowski. Mysle, ze na calosc sprawy trzeba popatrzec z jednej bardzo oczywistej perspektywy: kazdy jest odpowiedzialny wylacznie przed Bogiem i swoim sumieniem za swoje czyny. Zatem, jakikolwiek ton potepienczy jest tutaj (ani gdzielkolwiek indziej) nie na miejscu i na pewno nie ma nic wspolnego z duchem chrzescijanskim. 
Moja krotka refleksja: dla tych co odeszli - nie ma co wylewac lez. Trudno "organizacja" zwana KK Was nie chce, wiec nie ma potrzeby sie plaszczyc. W zyciu bywaja sytuace, ktore trzeba zaakceptowac, nawet jezeli nie jest to zbyt latwe (np. smierc kogos bliskiego). I nie pisze tego z perspektywy hierarchii (bo sam zamierzam porzucic ten zaszczytny zawod), ale pisze to jako realistyczna refleksje.  
No niech na razie tyle wystarczy, bo gdy bedzie tego za duzo, to nikt nie bedzie chcial czytac. 
Pozdrawiam wszystkich "eksow" i ich zony: trzymajcie sie - jestem pewny, ze wiekszosc z Was jest teraz o wiele bardziej blizej Boga, niz przed odejsciem. 
Wszystkim zas potepiajacym, przypomnienie z Ewangelii: "Nie potepiajcie, a nie bedziecie potepieni" (Lk 6:31) 
- ks. Bolek Noket
Dodane przez Kinga w dniu - 2006-02-23 17:44:46
Jestem tu po raz pierwszy i strona bardzo mnie zainteresowala, poniewaz znalazlam sie w sytuacji, ktora spedza mi sen z powiek. Otóż pokochalam mezczyzne, ktory jest ksiedzem... W zwiazku tym nasuwa mi sie kilka pytan, na ktore nie moge znalezc odpowiedzi: czy milosc do takiego mezczyzny jest grzechem? I czy milosc moze byc zla? Moze ktos z Was moglby mi odpowiedziec?
SEMINARIUM I PRAWDA KTORA MNIE ROZRYWA
Dodane przez Daniel w dniu - 2006-02-23 09:03:09
Hello  
Nazywam sie Daniel i z gory przpraszam za bledy ortograficzne , jest to spowodowane moim dlugotrwalym pobycie w USA. Obecnie studiuje NURSING ale chdzilem w Poslce do Nizszego Seminarium Duchownego w Czestochowie. PO 2 latach zostalem wyrzucony , jezeli chcecie wiedziec dlacego to do mnei napiszcie . PO przyjezdzie do stanow poszedlem do SAint joseph Colelge Seminary czyli do Wyzszego Seminarium Duchownego , z ktorego tez zostalem wydalony . Bedac sminarzyst w POlsce , mialem problemy socjalne . NIE wychowywalem sie POlsce z rodzicami tylko z dziadkami . Wstapilem do seminarium i tam poznalem towarzystwo bo tak ich okreslam . POznalem kolege z ktorym po przyjezdzie do szkoly z tzw. wyjazdu , wybralsimy sie an wycieczke na Slwoacje nie informuajc przelozlonych . PO powrocei zostalem wydalony a tamten koelga pamietam nei zdal kalsy wiec tez prawdopodbnie podzileil moj lso . W usa w seminarium problem byl innej miary , otoz tu jest sprawwa bardziej skomplkwoaan o ktorej boje sie mowic . NIE uwazam ze moje usuniecie z smeianrium bylo sluszne , ale nei szukalem pomocy u nikogo bowiem podejrzewalem ze Bog nie chcail abym mu sluzyl w szacie kaplana. Ja od dziecinstwa kochalem kaplanstwo , nie mailem problemow z niczym , ani z piciem ane z paleniem , jednak ten brak przystosowania sie do warunkow seminaryjnych moglbyc powodem . ODnosnie waszeych problemow , ksiadz to czlowiek inim pozostanie , tak samo jak znamie ducha swietego pozsotaje na jego czole do konca ziemskiego zycie , nie ma mozliwosci cofniecia sie , takze tak ajk byliscie tak ijestescie w gronie katolikow , chrzesciajnow mile widziani . Osobiscie spotkalem sie z dyzaprobata wielu ludzi chcacych w niejaki sposob wysluchac izrozumiec , dlaczego taki ksiadz , dochodzi do wniosku ze to nie jest droga dla neigo , ze jest inan . Dlaczego ci ludzie nei rozumieja , uwazam ze to nasza ludzka slabosc nad ktora musimy zdecydowanie popracowac. 
 
Daniel
do Michała
Dodane przez paula w dniu - 2006-02-21 14:10:13
przeczytałam Twoje wypowiedzi i wiesz co cieszę się że mozecie być w związku sakramentalnym.jeśli możesz proszę o kontakt chciałabym z Tobą porozmawiać.podaje mojego m-eila 
gosiaczek1971@op.pl
Do Michała, oraz do Ciebie ..
Dodane przez Emilia w dniu - 2006-02-20 12:37:42
O Panie, uczyń z nas narzędzia Twojego Pokoju: Abyśmy siali miłość, tam gdzie panuje nienawiść 
Wybaczenie, tam gdzie panuje krzywda 
Jedność, tam gdzie panuje zwątpienie 
Nadzieję, tam gdzie panuje rozpacz 
Swiatło, tam gdzie panuje mrok 
Radość, tam gdzie panuje smutek. 
Spraw, abyśmy mogli 
Nie tyle szukać pociechy, co pociechę dawać 
Nie tyle szukać zrozumienia, co rozumieć Nie tyle szukać miłości co kochać 
Albowiem dając, otrzymujemy 
Wybaczając, zyskujemy przebaczenie 
A umierając rodzimy się do nowego życia. 
do Izy, Aldony, Emilii i Ks. Jacka oraz
Dodane przez Michał w dniu - 2006-02-16 18:52:39
Pozdrawiam was serdecznie, dawno mnie tu nie było bo ciągle mam pełne ręce pracy. 
Ale pamiętam o was w modlitwie i duchem się łącze, szczególnie z tymi, którzy przeżywają ciężkie chwile. Nie jesteście sami, pamietajcie, że warto się wspierać modlitwą i mieć świadomość, że inni są z nami, zwłaszcza jak nam cieżko...
Dodane przez Wrażliwy chłopak w dniu - 2006-02-07 22:31:20
teraz sie toczy dyskusja w WAtykanie n temat rehabilitacji Judasza... Przez wieki był negatywna postacią czy stanie się pozytywną, choć po części? Kościół i jego władze, a nie Bóg, osądzi... Czy to Bóg poświecił duszę Judasza dla piekła żeby Jego Syn mógł dokonać Zbawienia? Czy Święty Piotr kiedys zostanie uznany za niegodnego nastepcę Chrystusa za to ,że był żonaty a Chrystus był celibatariuszem? Czym różni się się ksiądz od zwykłego człowieka? Chyba tylko celibatem i całą tą oprawą teatralną... jaka go otacza... włacznie z teatralną reakcją kazdego człowieka na księdza... Ale oni sami sobie ten teatr zgotowali... Zeby całkowicie pójść za Chrystusem nie trzeba mieć sutanny, nie trzeba mieszkać w oddzielnym budynku, nie trzeba wyrzekać się seksualności, nie trzeba rezygnować z rodziny a wszystkich trudach i obowiązkach, jakie spoczywają na głowie tejże... To jest moje samodzielne myślenie... Kiedys myślał za mnie Bóg czyli Ci, przez których przemawia, a oni tylko przemawiają... Dzisiaj jest mi ciężko samodzielnie myśleć, ale staram się...
Gabriel do Gabrysia
Dodane przez w dniu - 2006-02-05 18:26:56
Ciekawe czy to ty, czy inny diabeł wycina niewygodne komentarze do tego forum.Jesteś złośliwie uszczypliwy i nie szanujesz ludzi odwiedzających te strony,podajesz ,że jesteś informatykiem, ale czy jesteś człowiekiem? w to wątpię czytając różne twoje ,zupełnie nie przemyślane bełkotliwe hasełka.Módl się o rozum.
Do Emilii
Dodane przez Jacek w dniu - 2006-01-27 06:35:23
Emilio, bardzo Ci dziękuję. Myślę, że to najlepsze stanowisko, jaki można zająć w tej sprawie. Ja również postaram odwdzięczyć się modlitwą.
Dodane przez Iza w dniu - 2006-01-26 16:33:12
dziekuje Aldonie i Michałowi.a tym ktorzy nie maja pojecia o tym co piszemy, radze by dali sobie spokój. jakim prawem krytykuja nas, skoro sami nie sa mniej grzeszni? to jest cecha Polaków: gadac o innych, krytykować, mimo ze sami niewiele lepsi sa. wszakze to w Pismie Swietym napisano o belkach i drzazgach.. wiec dopatrzcie sie w swym egoizmie najpierw tej belki by u innych drzazgi dostrzegac.
wiecej podlosci
Dodane przez Iza w dniu - 2006-01-26 16:23:18
dziękuje tym życzliwym czyli Aldonie i Michałowi. trzymajcie sie i zyjcie swoim szczesciem.
Do ks.Jacka...i nie tylko
Dodane przez Emilia w dniu - 2006-01-26 12:51:40
Witam.Nie czuję się upoważniona, aby potępiac, krytykowac, pouczac czy osądzać innych. Padło tu już wiele gorzkich słów potepienia i pogardy. jak i wiele słodkich słów pocieszenia. Nie przyłączam sie ani do pierwszych ani do drugich. Bo jedno jest pewne. Jest KTOS kto ma do tego wyłączne prawo i zrobi to sprawiedliwie, Księże Jacku modlę się za Ciebie codziennie i polecam Cię opiece Bożej.(I nie tylko za Ciebie)Pozdrawiam i proszę pamiętać o mnie w swoich modlitwach.
Dodane przez Aldona w dniu - 2006-01-22 23:55:12
Michale gratuluję Ci odwagi, że potraiłeś odejść z kapłaństwa. Niewielu jest księży, którzy są gotowi podjąć taką decyzję. Jestem w stanie zrozumieć wiele, nawet pomyłkę przy wyborze powołania, w końcu każdy może podjąć niewłaścwą decyzję. Ale jeżeli tak jest to powinni odejść z kapłaństwa. Nie rozumiem w tym wszystkim stanowiska Kościoła. Słyszałam ostatnio o dziewczynie,która ma dziecko z księdzem a alimenty płaci jej Kuria. Nie rozumiem jak tak może być. Taki ksiądz powinien wziąć odpowiedzialność za swoje czyny. Wydaje mi się, że Kościół powinien usuwać takich księży dlaczego tak nie jest? 
Do Izy i Gabrysia
Dodane przez Michal w dniu - 2006-01-19 01:01:57
Iza ja piszę do Ciebie szczerze i opieram się na tym co sam przeżyłem, dlatego taka moja rada. 
Gabryś mówie co przeszedłem i czym żyje, nie mówie to po to by ktoś się lepiej poczuł, ale rozumie jej sytuację w przeciwieństwie do Ciebie, Ty lubisz jak widać każdego podsumować, ok może jesteś ideałem ale prosze, nie wtrącaj się w czyjeś serce, uczucia jak nie jesteś w stanie zrozumieć co te osoby czują i przeżywają. Obawiam się, że mimo tylu lat przeżytych w małżeństwie nie wiesz co to kochać.... albo udajesz tylko po to by komuś dopiec... I tu zgadzam się kolejny raz z Aldoną jakim bedziesz dla ludzi tacy oni będą dla Ciebie... 
 
A jeśli idzie o owego"Ks. Andrzeja" dajcie spokój to prowokator....
do ks. Andrzeja
Dodane przez Jacek Konarski w dniu - 2006-01-14 06:33:42
Andrzeju, w moim przekonaniu myśleć można tylko samodzielnie - w przeciwnym wypadku nie jest to już myślenie. Czy samodzielne myślenie jest w tym kraju dozwolone? Nie zastanawiam się nad tym, wolę bowiem myśleć o tym, o czym myśleć lubię (i nie dodam "samodzielnmie", bo byłoby to jak "akwen wodny", albo "fakt autentyczny". Pozdrawiam.
do Gabryś
Dodane przez ks.Andrzej w dniu - 2006-01-13 22:36:10
Tak Skarbie, jestem Zofią,Xawerym, Perpetułą i Longinem .Wybierz co Ci się podoba.Teologia o ile wiem to nauka o bogu w trzech osobach,ja nie poruszam zagadnień teologicznych.Sabat to zlot czarownic. Jaki to ma związek? Czyżbyś organizował sabat? A fee, na sabatach dochodzi do orgii seeeksuaaalnych.Czyżbyś zapraszał do takich śwństw??? A co powie Święta Inkwizycja??? Spali Ciebie i wybzyka czarownice. :? Czy wybzyka Ciebie i spali czarownice :eek
do Jacka Konarskiego
Dodane przez ks.Andrzej w dniu - 2006-01-13 22:21:54
Ks. to skót od kumający samodzielnie, lub jak kto woli myślący samodzielnie. 
Samodzielne myślenie o ile wiem ,jeszcze jest dozwolone w tym kraju.
Do "ks, Andrzeja" - może Zofii ?
Dodane przez Gabryś w dniu - 2006-01-13 19:40:23
Komentarz ten, prawie identyczny już tu przedstawiała Zofia -"teolog". Dołącz do sabatu.
Do ks. Andrzeja
Dodane przez Jacek Konarski w dniu - 2006-01-13 14:49:56
Andrzeju, ja też jestem za odbrązawianiem historii, ale powiedz mi, co przed Twoim imieniem robią te dwie literki i kropka. Jakoś nie pasują mi one do Twoich poglądów, niezależnie od tego, czy są one adekwatne do rzeczywistości, czy nie. Pozdrawiam.
Do zagubionych
Dodane przez ks.Andrzej w dniu - 2006-01-13 13:36:36
Ażeby cokolwiek zrozumieć z tego co się dzieje w kościele katolickim koniecznie trzeba poczytać o psychomanipulacji(wystarczy wrzucić to hasło na wyszukiwarce) i o ludziach którzy jej ulegają K.k. jest destrukcyjną organizacją która mąci w głowach podobnie jak wszystkie sekty , które histerycznie są przez k.k. opluwane. Cała historia k.k.opiera się na pożądaniu władzy i kasy. Ci kórzy zrezygnowali z życia w hipokryzji tej organizacji nie mają dość siły by przeciwstawić się chorym układom. 
Poczytajcie sobie na racjonaliśćie o "radosnej historii"k.k. Macie oczy a nie widzicie!!! BÓG to BÓG ,a manipulacja to manipulacja. Smieszne jest pytanie czy jesteś wierzący(a) W BOGA nie można nie wierzyć ,jest siłą sprawczą tego co dzieje się wokół. Wierzyć można w prognozę pogody w TV lub w brednie wciskane przez wielowiekową zachłanną na władzę organizację koscioła katolickiego 
Czytajcie , uczcie się ,myślcie samodzielnie . BÓG dał Wam rozum i wolną wolę.Dogmaty są dla tych, którzy uciekają od rzeczywistości w świat bajki tak jak dzieci.Przestańcie być dziećmi stańcie się doroślii samodzielni. Miłość to dobro ,prawda i piękno. Jaką prawdę o BOGU daje Wam k.k.? Kłamliwą i śmieszną.Dobro to troska ,oddanie i odpowiedzialność Jakie dobro daje Wam k.k.? Co jest pięknego w kłamstwiei i obłudzie?
Do Aldony
Dodane przez Gabryś w dniu - 2006-01-11 10:28:28
Problemy nie biorą się z księżyca, włóż rękę w ogień i się zastanawiaj dlaczego się poparzyłaś, dlaczego boli. Mam dzieci dorosłe i gdyby ich poglądy były podobne do większości wypowiadających się tu, to trzeba było by sobie w łeb strzelić, że nie umiało się ich wychować.
do Gabrysia
Dodane przez Aldona w dniu - 2006-01-11 00:10:03
zastanawiam się dlaczego Ty bierzeesz udział w tej dyskusji. Nie zauważyłeś jeszcze, że wypowiadasz się na tematy, o których wcale nie masz pojęcia. Znajdują się tutaj osoby, które mają podobne problemy, a Twoje kąśliwe uwagi są zwyczajnie żenujące. Chciałabym byś zapamiętał sobie pewne powiedzenie:traktuj ludzi tak jakbyś chciał, aby ciebie traktowaki. Bo to co Ty dasz, tym Tobie odpłacą. A myślę, że nie chciałbyś by Tobie ktoś narzucał swoje poglądy i mówił jak masz żyć.
Do Izy
Dodane przez Gabryś w dniu - 2006-01-10 22:26:20
Michał jest tym, który Ci "dobrze" radzi, u niego usłyszysz to co chcesz usłyszeć. Może przez to poczujesz się lepiej.
Dodane przez iza w dniu - 2006-01-10 21:21:24
czytajac wypowiedzi niektorych ludzi mozna isc i sie powiesic. nic poza tym.
Dodane przez iza w dniu - 2006-01-10 21:21:20
czytajac wypowiedzi niektorych ludzi mozna isc i sie powiesic. nic poza tym.
Do wszystkich i do Izy
Dodane przez Michał w dniu - 2006-01-10 20:03:56
Nie było mnie tu trochę czasu więc pozdrawiam wszystkich w Nowym Roku, życząc Błogosławieństwa Bożego, zdrowia i szczęścia. 
Iza, zgadzam się z Aldoną, nic na siłę. 
Widzisz w moim przypadku to była wyłącznie moja decyzja, że odchodzę i nawet osoba, którą kochałem i kocham słowem mi tego ani czynem nie sugerowała. 
Myślę, że żądać miłości nie można, owszem można się dzielić miłością, ona jest darem. Nie byłoby wskazane byś tego żądała od ukochanej osoby, bo jeśli by wam coś nie wyszło mogłabyś usłyszeć, że to "Twoja wina". On musi wybrać sam. Pozwól mu na to, jeśli ma siłę by kochać tylko Boga i być Mu wiernym... uszanuj to. 
Jeśli będzie chciał być z Tobą, sam zdecyduje. Życzę wam wiele światła Ducha Świętego. 
Do Izy
Dodane przez Gabryś w dniu - 2006-01-09 12:39:51
"Życzliwość" tych ludzi polega na tym, że mają potrzebę jednoczenia się z podobnie błądzącymi, byście mogli się w tej chorej sytuacji poklepywać po ramionach i okłamywać, że wszystko jest w porządku.
do Aldony
Dodane przez Iza w dniu - 2006-01-06 23:42:53
juz na drugi moj komentarz odpisalas, dziekuje.. milo,ze na tej stronie mozna znalezc ludzi zyczliwych, ktorzy potrafia sobie pomoc.. choc duzo jest takze tych zlozeczacych... ci po prostu nie znaja milosci.
Nawiązując do poprzedniej swej wypowiedz
Dodane przez Gabryś w dniu - 2006-01-04 21:12:55
Są męszczyźni, którzy popisują się rozległymi znajomościami z panienkami, czy kobietami by nie podejrzewano ich o zniewieściałość, tę przypadłość mają często księża. Dla tego sami dowartościowują się w ten sposób, otaczając się "łatwymi panienkami". Jest to żałosne i świadczy o ich niedojrzałej psychice. A jeżeli chodzi o sedno kapłaństwa, to odsyłam na forum ogólne do wypowiedzi ks.Piotra i ks.Jack - nic dodać, nic ująć.
Do Gabrysia
Dodane przez ela w dniu - 2006-01-03 18:44:26
Mogłeś zapytać jak tak bardzo jesteś ciekawy.
Dodane przez Gabryś w dniu - 2006-01-02 16:17:24
Będząc kiedyś u pewnego księdza przeprogramować komputer i niechcący widząc Jego listę na gg zaciekawiło to, że miał same takie wpisy: Kicia, Niunia, Cizia, Dziunia, Misia, Rybka, itd. itp. Cała, spora lista zawierała tylko takie wpisy, nie przypuszczam, że w ten sposób wpisywał kolegów? I ciekawe ile nr gg jest przez niego zajętych, bo napewno nie tylko z ciziami na gg rozmawia.
Dodane przez Aldona w dniu - 2006-01-02 12:07:40
DROGA IZO myślę, że nie powinnaś od "swojego Księdza" żądać by odszedł z kapłaństwa, On sam powinien podjąć tę decyzję i być jej zupełnie świadom. Myślę że Twoje naleganie nic tu nie da. Ja sama spotykam się z Księdzem, więc wiem jak to wygląda. Pozdrawiam Cię gorąco i życzę, aby ten nowy rok przyniósł Ci dużo szczęscia i radości. Domyślam się, że teraz nie jesteś zbyt szczęśliwa przynajmniej nie tak jakbyś chciała.
Dodane przez iza w dniu - 2006-01-01 21:33:10
czy mam prawo zadac by moj ukochany odszedl z kaplanstwa w tym wypadku????????
Dodane przez Jacek Konarski w dniu - 2005-12-20 19:06:53
Michale, 
Stronka nie jest moja, a ja tu więcej jestm, niż coś robię. Ale cieszę się, że tu jestem. I czekam. Tylko nie postanawiaj przypadkiem pisać dłuższego listu, bo Ci będzie trudniej się do tego zebrać.
Do Jacka Konarskiego
Dodane przez Michał w dniu - 2005-12-20 18:36:20
Drogi Jacku 
Już się raz odezwałem do Ciebie przed zjazdem w Krakowie. Nie mogłem jednak przyjechać na spotkanie. Odezwę się na pewno. Jednak ostatnio mam trochę dodatkowej pracy więc jak znajdę więcej czasu napiszę. Pozdrawiam i dziękuję Ci za tę stronkę oraz za to co robisz tu.
Do Michała
Dodane przez Gabryś w dniu - 2005-12-20 09:07:53
Trochę o sobie: żyję w szczęśliwym związku małżeńskim już od prawie 25 lat, dzieci mam dorosłe. Całe życie człowiek dokonuje wyborów, ale cokolwiek by nie wybrał musi być oparte na Bogu, czy to życie w małżeństwie, czy w kapłaństwie, by było szczęśliwe. Nie ma miłości lepszej lub gorszej, tylko ludzie różnie "Ją" rozumią. I można życzyć sobie jednego, aby w chwili naszej śmierci nie została zachwiana nasza pewność, co do dokonywanych wyborów za życia.
Do Michała
Dodane przez Jacek Konarski w dniu - 2005-12-20 08:25:29
Drogi Michale! 
Jest mi bardzo miło, że wypowiadasz się pod moim świadectwem. Nie powiem, że Twoje poglądy są mi bliskie, gdyż są - w tym co dotychczas powiedziałeś - z moimi tożsame. Dodam też, że nie pogniewałbym się, gdybyś do mnie napisał. Adres znajdziesz nieco wyżej.
Do Gabryś
Dodane przez Michał w dniu - 2005-12-19 23:53:58
Przepraszam,że takie poprzerywane te moje odpowiedzi ale jestem po czuwaniu nocnym nad chorym synem (angina) i po 12 godzinach pracy, więc jestem zmęczony . 
Jeszcze jedno co do porozumienia ze mną w sprawie Miłośći, którą jest sam Bóg - jak piszesz. Ja Pana Boga kochałem, kocham i mam nadzieję, że będe kochał ( wiara jest łaską niezasłużoną). Wybrałem "maleńką miłość" ale to nie znaczy, ze przestałem kochać Boga. właśnie dlatego, że Go kocham tak postąpiłem, gdybym Go nie kochał, może bym zrobił tak jak mi "doradzali" co niektórzy........
Do Gabryś
Dodane przez Michał w dniu - 2005-12-19 23:36:20
Jeszcze jedna kwestia co do "nijakich księży". Nie każdy ma odwagę podjąć życie na nowo, zacząć zarabiać na rodzinę, żyć przykładnie; więc siedzą takie"miernoty" i tylko szkodzą Kościołowi, bo im z tym wygodnie - to moje osobiste zdanie.
Do Gabryś
Dodane przez Michał w dniu - 2005-12-19 23:28:52
Widze, ze lubisz negować co piszę, coż ...Twoje prawo. Mam taką zasadę, że jeśli coś robie to robie dobrze albo wcale, więc powiem ci, że robiłem to dobrze i tyle. A skąd to wiem a wiem po posłudze w konfesjonale ... ale to w sumie nie ja robiłem byłem "NARZĘDZIEM" w ręku Boga i nie moja to zasługa. Na temat formacji długo by pisać, ale powiem Ci tylko, że zakonna była bardzo dobra od pracy w oborze, ogrodzie poprzez sprzątanie kościoła, klasztoru i potem po duchową. Ja naprawdę bardzo chciałem być kapłanem ale kiedy się zakochałem a myślę, że to naturalne, wtedy stwierdziłem albo albo, nie chciałem być złym kapłanem bo takich widziałem wielu... Nie był to łatwy wybor i myślę, że jeśli kogoś pokochasz to zrozumiesz... Poza tym łatwo jest kochać Boga którego się nie widzi..... i nie chcę już na ten temat dyskutować. Pozwolisz, że ośmielę się stwierdzić, iż jak mówisz "miłość czysto ludzka" jest w Bogu zaszczepiona i On jest jej źródłem i darem. Moj wybór i moja sprawa, nie znasz wszystkiego więc nie osądzaj tylko o to prosze, bo łatwo jest widzieć drzazge w oku bliźniego.... I nie mów, że ta miłosc "czysto ludzka" jest gorsza od tej ku Bogu skierowanej, bo krzywdzisz świetość miłości małżeńskiej... ta miłość wcale nie jest gorsza!!!!
Do Michała
Dodane przez Gabryś w dniu - 2005-12-18 18:46:58
To Prawda, że tylko Bóg widzi wszystko. A to,że byłeś wychowawcą w seminarium i rekolekcjonistą to nie od razu świadczy o tym, że dobrze to robiłeś. Formacja w seminariach jest często na bardzo niskim poziomie (dla tego mamy tak wielu nijakich księży) bardziej na młodego człowieka ma wpływ wcześniejsze wychowanie w domu rodzinnym. Piszesz,że nie chciałeś być sercem gdzie indziej i ciałem gdzie indziej, ale czy nie oddałeś wcześniej jednego i drugiego, samemu Bogu? Trudno jest dojść do porozumienia z kimś, kto MIŁOŚĆ którą jest sam BÓG, przyrównuje do tej mleńkiej miłośći czysto ludzkiej.
Odp do Gabryś, Uli i Aro
Dodane przez Michał w dniu - 2005-12-17 23:38:08
Widzę Gabryś, że podważasz moją dyspensę...bo ją ludzie udzielili, coż powiem tylko, że tym tokiem rozumując celibat też ludzie ustanowili... więc jak? 
A co ty na słowa Pana Jezusa do św. Piotra :"I tobie dam klucze królestwa niebieskiego; cokolwiek zwążesz na ziemi, będzie związane i w niebie, a co rozwiążesz na ziemi, będzie rozwiązane w niebie" (Mt. 16,19) Ja wiem że Bóg mnie będzie sądził również z miłości ale za mało wiesz o mnie by tak mówić.Powiem ci tylko tyle pokochałem żonę, nie musiałem odchodzić z powodu dziecka ale nie mogłem bez niej żyć. Wyjechałem za granicę by się oderwać ale tam sobie uświadomiłem, że przed sobą nie ucieknę; nie ucieknę przed miłością a żyć będąc w Zakonie a sercem byc gdzie indziej ...to nie dla mnie dlatego taka była moja decyzja. Syn urodził mi się po 3 latach od mojego odejścia. Widzisz trudno ci to pewnie zrozumieć ale nie chciałem być sercem gdzie indziej a ciałem też gdzie indziej. 
Wierzę jednak w to, że sokoro wszystko w ręku Boga to o On jako żródło Miłości zrozumie moją miłośc... On najlepiej wie ile mnie to kosztowało by odejść i On wie, że zawsze go kochałem i kocham nawet wtedy gdy wszyscy bliscy się ode mnie odwrocili. A co do tego jakim bylem zakonnikiem coż, trudno mi sie wypowiadać o sobie ale powiem tyle, że zawsze wszystko w życiu co robię robię jak najlepiej i dlatego zostałem ...wychowawcą w seminarium... i rekolekcjonistą chyba te dobre cechy dostrzegli we mnie przełożeni skoro powierzyli mi takie zadania... 
 
Do Uli. 
W czasie pobytu za granicą przez miesiąc codziennie w kaplicy prosiłem o światlo Ducha Świętego co mam zrobić i wtedy doszedłem do wniosku skoro kocham, to może Pan Bóg dopuścił bym pokochał? I wtedy zrozumiałem, że nie ma sensu być sercem gdzie indziej a ciałem gdzie indziej. Dziś z perspektywy 13 lat wiem, że mój wybor był słuszny.  
Dziękuję ci Ulka, że potrafisz to zrozumieć, bo nie każdy potrafi. Muszę przyznać, że w mojej pracy od 12 lat spełniam się, niosę pomoc innym, zwłaszcza wtedy, gdy sobie nie mogą poradzić. Myślę, że w mojej pracy swoim świadectwem i włożoną miłością wcale mniej nie czynię niż robiłbym to jako kapłan. a Ulka masz rację wrażliwy jestem bardzo..... 
 
Aro Tobie powiem tylko, że zgadzam sie z tym co mówisz (piszesz) DZIĘKUJĘ CI...
Do wszystkich
Dodane przez Ula w dniu - 2005-12-13 01:49:55
Zakochać się jest rzeczą ludzką ,chcieć byc z drugim człowiekiem.....blisko.Wasz problem polega na tym że jesteście mężczyznami nieprzecietnymi.O wyjątkowej wrażliwości.Dlatego macie takie duże poczucie krzywdy .Wy wiecie najlepiej jakie kanalie pozostają nadal w kapłaństwie i wszystko uchodzi im na sucho.To kwestia wyrachowania.Wy mieliście odwagę i dojżałość emocjonalną a jednocześnie zwykłe poczucie przyzwoitiści że nie można bawic się czyimś kosztem a póżniej problem zostawić .... komuś?Czytając Wasze wypowiedzi a zwłaszcza Jacka zastanawiam się jak nieprzeciętne muszą być Kobiety z którymi zetknął Was los.A może Bóg?Może On tak chciał?Zeby Wasze dzieci miały nieprzeciętnych Ojców?Szkoda was dla Kościoła.Tam nikt Was nie doceni.
Do kl. Łukasza
Dodane przez aro w dniu - 2005-12-12 22:34:05
Drogi Łukaszu, jak widzę po tym co piszesz, to myślę sobie, iż w życiu zbyt wiele dobrego cię nie spotka i ludziom o Bogu trudno będzie ci mówić. jeśli doświadczysz tego wszystkiego co niejeden z tych, którzy odeszli, to zrozumiesz, że tylko Pan Bóg jest od rozliczania i wyznaczania szlaków życiowych, zostaw to Jemu. Ty módl się aby ci "byli" mogli żyć w spokoju. Pozdrawiam
Do Michała
Dodane przez Gabryś w dniu - 2005-12-12 22:18:20
Kościół to ludzie, dyspense otrzymałeś od ludzi, widocznie miałeś dobre argumenty. Jakim byłeś zakonnikiem czy kapłanem sam wiesz najlepiej. Ale nad wszystkim jest Bóg, i to przed Nim przyjdzie się nam rozliczyć z własnego życia.
Do Kleryka Łukasza
Dodane przez Michał w dniu - 2005-12-12 18:53:53
Troszkę mi cię Łukaszu żal, bo wydaje mi się, że to co piszesz bierze się z Twojej pychy... Byłem 11 lat w Zakonie (bratem a później kapłanem), jak odchodziłem odwrócili się moi krewni, współbracia itp Powiem ci, nie winię ich. Był to mój wybór i mój Krzyż...który niosłem i niosę. Jednocześnie jestem szczęśliwym mężem i ojcem dwojgu dzieci. Po 12 latach od odejścia z kapłaństwa w 2004 r. otrzymałem dyspense i od roku żyję w sakramentalnym małżeństwie.  
Nie mów prosze, że Ty wybierzesz i będziesz niosł Krzyż, bo może i Tobie się zdarzyć, że się zakochasz i co wtedy? Nie będziesz niósł Krzyża? Odszedłem bo nie chciałem żyć w zakłamaniu, bo ludzi może się oszuka, ale Pana Boga i siebie nie! 
Żyję uczciwie, pracuję, zawsze broniłem Kościoła bo to mój grzech, nikt mnie nie zmuszał być kapłanem, byłem za słaby odszedłem. Dziś jestem bardzo szczęśliwy, korzystam z sakramentów i nie mam potrzeby wracać co potwierdziłem podpisując dyspense. Daję świadectwo życia i służe innym w swoim środowisku. Ale faktem jest to co Ks. Jacek pisał i inni, że nie raz odczułem ze strony ludzi Kościoła, że jestem conajmniej niepotrzebny a na pewno niewygodny i lepiej by o takich jak ja nie mówić. 
Wzywasz wszystkich żeby wrócili ... znam wielu Księży którzy mają dzieci i są nadal kapłanami a Kościół płaci alimenty, uważasz, że to uczciwsze życie od mojego???????
Łukasz tak trzymaj ...
Dodane przez Gabryś w dniu - 2005-12-11 17:50:37
...a nie będziesz miał większych problemów w życiu! Gdy staje człowiek przed poważnym problemem, to proponuje się mu modlitwę, i ja powiem to samo: wystarczy przejść powoli, spokojnie przez wszystkie Tajemnice Różańca św., albo przez wszystkie stacje Drogi Krzyżowej, zastanawiając się nad każdą, to znajdziemy odpowiedz na to, jak żyć.
trzeba być wiernym!!!!!!!!Po prostu trze
Dodane przez kleryk łukasz w dniu - 2005-12-11 13:21:09
Jestem klerykiem 3 roku w seminarium diecezjalnym.I tym co mnie napędza jest miłość Chrystusa całkowicie bezinteresowna. On mnie kocha bez wzgledu na wszystko.Kochani trzeba umieć wybrać czy krzyż duży czy średni idąc do kapłaństwa nie należy mieć złudzeń że nie tylko trzeba wybrać duży ale i go nieść!!!!!!!!. Ale tylko Jego siłą nie swoją. Nie można być Judaszem i odejść a jeśli już się odeszło trzeba przyjść znowu do Jezusa ze łzami w oczach "Panie dokogóż pójdziemy ty masz słowa życia wiecznego" Zycze wszystkim eks księżą żeby pomyśleli o powrocie nawet za cene wielkich wysiłków, bo one będą ale tak już jest bez Krzyża nie ma nic!!!!!! Pókój w sercu musi zatriumfować!!!!!!!!!!!!!!!
Dodane przez Jacek Konarski w dniu - 2005-12-09 13:02:21
Z przyjemnością. Napisz do mnie: jkonarski@interia.pl
Do Jacka Konarskiego
Dodane przez ks. Grzegorz w dniu - 2005-12-09 12:08:48
Drogi Jacku! 
A moglbys podac mi jakies namiary na tego Biskupa z USA?
do Jest podstawowa sprawa
Dodane przez Gabryś w dniu - 2005-12-08 23:04:33
Już w pierwszym zdaniu mówisz o powołaniu do małżeństwa a nie do kapłaństwa. Bogu możesz fantastycznie służyć będąc mężem i ojcem, wcale nie musisz być kapłanem. Którąkolwiek drogę wybierzesz, nie będzie łatwo. Zawsze człowiekowi się wydaje, że tam jest lepiej, gdzie go nie ma. A przyrównując celibat do abstynęcji od telefonów, alkoholu i internetu jest całkowitym pomyleniem pojęć. To co możesz najlepszego w swej sytuacji zrobić, to modlić się o rozpoznanie odpowiedniej drogi dla siebie. I możesz być pewny, że Pan Bóg nie zostawi Cię bez pomocy. Pozdrawiam
Dodane przez Jest podstawowa sprawa w dniu - 2005-12-08 20:54:04
Wydaje mi się że podstawową sprawą jest to że jeśli chłopak czuje powołanie, to nie zawsze ma świadomość, że wiąże się z tym celibat, czasami w jego obrazie Służenia Bogu mieści się miłość do kobiety, żony, dzieci, a jednak czuje to powołanie, i niepokoi go że, nie podoła krocząc sam na tej ziemi, i jeśli na prawdę kocha Chrystusa, to chce go widzieć tu na ziemi, w drugim człowieku potrzebującym, w bliżnim, a jednocześnie wypełniając obowiazki, jakich sie podejmuje z własnego wyboru.... Cieżki orzech do zgryzienia dla mnie aby zrozumieć sens narzucania wizji szczęścia drugiemu człowiekowi. Wydaje mi się, że powołanie do kapłaństwa nie ma obowiązku kroczenia z bezżeństwem... Może kroczyć, ale pod warunkiem, że jest to dobrowolny wybór osoby uważanej za powołaną i czującej że ma powołanie. Każde powołanie jest inne, usłyszałem kiedyś od księdza, no więc dlaczego w niektórych przypadkach chęć założenia rodziny i realizowanie powołania do kapłaństwa ma być od razu kasowane, realizacja powołania przekreślona, bo tak należałeby nazwać ten stan rzeczy. Nie rozumiem, czy Kościół rozumie to tak, ze jak na pewnym etapie studiów w seminarium nie przyjmiesz celibatu to znaczy że to nie jest żadne powołanie? Rzeczywiście żniwo wielki, i rzeczywiście robotników mało, i choć prosimy pana żniwa, żeby wyprawił na swoje żniwo robotników, to spośród wielu spragnionych do pracy Kościół przesiewa tylko tych, którzy albo mają wizję kroczenia samotną drogą dla Chrystusa, albo mają "pewne inne myślenie", albo boją się miłości ziemskiej, posiadania dzieci, odpowiedzialności. Wszystkich rozumiem, bo wszyscy w jakiś sposób chcą służyć ja ko Kapłani, zakonnicy itd. ale szkoda, że Kościół nie wszystkich powołanych rozumie, a tylko tych, którzy przyjmują celibat, zastanawiałem się, dlaczego nie wprowadzono za wyższy stopień wstrzemięźliwośći dożywotnią abstynencję od alkoholu, dożywotnią abstynencję od internetu, od używania telefonów komórkowych, przecież to wszystko takie przyziemne.... Uświadamiam sobie powoli, że dla mnie młodego ciężko mi odnaleźć drogę w tym świecie. Bo kiedyś poczułem powołanie i do dziś go czuję, i nie raz pokochałem i płakałem bo świat do którego zmieżam mi na to nie pozwala. Nie umiem wybrać, nie umiem.
Dodane przez Ferdek w dniu - 2005-12-08 20:22:07
A ja tam mogę pracować jak każdy człowiek na rodzinę, a księdzem chciałbym zpstać z powołania, bo byćmoże marnuję je.. i wcale za mszę nie pragnąłbym wynagrodzienia. Bo praca za roli Boga jest wynagradzana w inny sposób, i nagroda na życiw wiedczne idzie a praca rąk ludzkich służy na służenie bliźniemu przez co rozumiem rodzinę w pierwszej kolejności a potem potrzebujących ludzi... Niech ktoś nie myśli, że chciałbym góry przenosić, po prostu wiem , że jak czegoś się pragnie, to można wszystko.
Szukam pomocy
Dodane przez Zagubiona w dniu - 2005-12-06 18:48:03
Zapomniałam dodać,że ma 49 lat...
Szukam pomocy
Dodane przez Zagubiona w dniu - 2005-12-06 18:46:24
Szukam kontaktu z księdzem,ale życzliwie nastawionym do człowieka i potrafiącym zrozumieć taką poranioną,zagubioną "owcę". Mój mail lexi1@gazeta.pl
moja miłość do
Dodane przez Natalia w dniu - 2005-09-21 12:59:44
poznałam Daniela kilka lat temu, wtedy jeszcze nie rozumiałam co to znaczy kochać...Teraz wiem, że to wielkie cierpienie. Najpierw te Jego sygnały wydawały mi się być czymś nienormalnym, potem dopiero pojęłam, że On jest zwykłym mężczyzną , który też chce kochać, być kochanym. Najpierw był moim przyjacielem. Pomagał mi w moich chwilach tzw. " buntu młodzienczego " Był zawsze blisko, później ta bliskość nabrała innego charakteru, stała się milością dziewczyny i chlopaka. Byliśmy razem na pielgrzymce do Czestochowy. w tym właśnie miejscu podarował mi najpiękniejszą w moim życiu dedykację - wyznał mi w niej miłość...Byłam w Niebie...Później jednak zaczęło się komplikować. ON unikał mnie, uciekał, dopiero po kilku miesiącach mogliżmy normalnie rozmawiać. Jeszcze wczesniej ja również wyznałam mu, że Go kocham..Przestraszył się, był przerażony, powiedział, ze myśli o odejściu z kapłaństwa.Nie zrobił tego, po 2 latach wyjechał...Kontakt się urwał. w maju tego roku postanowiłam napisać do Niego smsa. Miałam dość duże kłopoty i wydawało mi się, ze tylko On mi może pomóc...Nie myliłam się, zaproponowalmi spotkanie. Rozmawialiśmy jaj starzy, dobrzy przyjaciele. i On i ja wyczuliśmy zmiany jakie w nas zaszły. Jedno pozostało niezmienne - Miłość... i pozostanie na zawsze. Teraz znowu się skomplikowało ... Nie ytrzymujemy kontaktów, ale wiem, że to się zmieni... Bedziemy jeszcze kiedyś razem, może jako przyjaciele... Nie wiem ... to bedzie Jego wybór.. Póko co daję Mu czas
obietnica
Dodane przez roma w dniu - 2005-09-13 13:42:34
Drogi Jacku! 
Jak obiecalem tak i przeczytalem znaczna czesc z tego co tu napisano. i znowu jestem poruszony... 
i niech nam wszystkim Bog Blogoslawi 
Do Wojciecha
Dodane przez Jacek Konarski w dniu - 2005-08-30 22:10:12
Wojtku, Twoje słowa skłaniają mnie do pewnego uzupełnienia – po ponad roku – mojego świadectwa. Czy coś się u mnie zmieniło? Dużo, a jednocześnie nic. Dlaczego nic? Nic, bo nadal jestem „byłym” katolickim księdzem i nie wykonałem praktycznie żadnego ruchu w celu przemieszczenia się – w kierunku prawosławnym lub protestanckim. Ale jednocześnie zmieniło się dużo, gdyż moja postawa – mimo wspomnianego braku zmian – nie jest już taka, jak przed rokiem. Nie zmieniłem wyznania i nie wydaje mi się, że to mogłoby kiedyś nastąpić, ale byłbym już zdolny do zmiany... Kościoła. Mam nadzieję, że uda mi się te relacje między „wyznaniem” i „Kościołem”; między tym, co „niezmienne”, a tym, co mogłoby ulec zmianie dobrze wyjaśnić. 
 
To, co napisałem rok temu, było jak najbardziej szczere i uczciwe. Jeśli komuś jeszcze zaimponowałem, to miłe, ale nie taki był mój zamiar. Teraz też bardziej zależy mi na zbliżeniu się do prawdy o tym, „kim jestem”, niż na wywołaniu wrażenia. 
 
Moje poglądy zaczęły się zmieniać jakiś czas temu, gdy napisał do mnie pewien biskup jednego z prawosławnych Kościołów w USA. Ktoś dał mu mój adres. Biskup ten wie, kim jestem i akceptuje zarówno moje święcenia, jak i małżeństwo. Wymieniliśmy kilka listów. Biskup ten z wielkim szacunkiem wyrażał się o Janie Pawle II i odwoływał się do jego przekonania, że Kościół powinien oddychać obydwoma płucami – wschodnim i zachodnim. Nie sądzę, by to był jakiś tani chwyt ze strony owego biskupa. 
 
I na tym właściwie pozostało. Nie wykonałem żadnego poważniejszego ruchu – nie wyraziłem żadnych życzeń, oczekiwań. Biskup zaś okazał daleko idącą powściągliwość – do niczego mnie nie namawiał, niczego nie proponował. 
 
Kontakt ten skłonił mnie jednak do pewnych przemyśleń. Odtąd więc ta wypowiedź bazować będzie na moich wyobrażeniach, które choćby rozmijały się z realiami, to jednak mają – jak myślę – pewne znaczenie. 
 
Wyobraźmy więc sobie, że decyduję się na wyjazd do Stanów Zjednoczonych. Opuszczam Polskę, a co za tym idzie dość trudne dla byłego księdza środowisko. Wchodzę w inne społeczeństwo, gdzie taka zmiana, jaka dokonała się w moim życiu, nie robi na ludziach większego wrażenia. Nie muszę więc troszczyć się o przetrwanie, bo biskup – gdybym nie mógł się utrzymać z kapłańskiej posługi – pewnie pomógłby mi znaleźć jakąś świecką pracę. A że pracy się nie boję, powinno być całkiem znośnie. 
 
No tak – ale przecież w zamian za tę pomoc musiałbym zmienić przynależność kościelną. Czy byłaby to „zdrada”, większa nawet niż porzucenie kapłaństwa? Myślę, że gdyby głównym motywem tej zmiany była chęć „ustawienia się” na nowo, to można by to tak potraktować. 
 
Ale ja nie myślę tymi kategoriami. To wiem na pewno. Moje intencje są bardziej „wzniosłe”, niż „przyziemne”. Gdyby więc nie chęć „ustawienia się”, lecz chęć „przydania się” skłaniała mnie do takiego ruchu, to jak by wtedy należało oceniać moją decyzję? Czy wtedy również byłaby to „zdrada”? Myślę, że nie. Dodam, że mam tu na myśli nie tyle „zdradę” Kościoła, ile własnych przekonań (które akurat lokują mnie w Kościele katolickim). 
 
I tu Kościół katolicki – a dokładniej Kościół katolicki w Polsce – bardzo mi pomaga (pomaga piszę rozmyślnie bez cudzysłowu!). Bo temu Kościołowi nie jestem już potrzebny, a wręcz mu przeszkadzam (tym razem przeszkadzam bez cudzysłowu: oczywiście z punktu widzenia Kościoła, a nie mojego) i wygląda na to, że w przyszłości też nie będę, a gdzieś „tam” może bym się komuś na coś przydał. Dlaczego więc nie otworzyć się na taką zmianę? 
 
Tak to wygląda od strony praktycznej, „zewnętrznej”. Ale jest jeszcze strona „wewnętrzna”. Jak mogę tak po prostu zmienić przynależność kościelną, skoro do tej pory uważałem, że tylko w Kościele katolickim jest „pełnia” środków zbawienia, skoro to Kościół katolicki – a nie inny – przechowuje wszystko to, co nam Chrystus zostawił? I tu by w grę wchodziła „zdrada” własnych przekonań. Ale i w tym wypadku pojawił się kontrargument. Przyjmijmy więc, że w Kościele katolickim jest owa „pełnia” tego, co jest nam do zbawienia potrzebne. Dobrze – tu jest pełnia, ale ja w tej pełni i tak nie mam PEŁNEGO udziału! Nie mam mianowicie udziału w sakramentach Eucharystii i pokuty – pomijając fakt, że dla większości duchownych zawsze będę jakoś „podejrzany”. W praktyce zamieniłbym więc „niepełnię”, jaka jest moim udziałem w Kościele Katolickim na „brak pełni” (z katolickiego punktu widzenia), właściwy Kościołowi prawosławnemu. Teoretycznie byłoby to tylko zerwanie jedności z papieżem. Celowo używam słowa teoretycznie, bowiem w praktyce nic by się nie zmieniło: normy moralne – które głosi papież – w Kościele prawosławnym nie są przecież inne. A różnice dogmatyczne? Nie twierdzę, że kwestia pochodzenia Ducha Świętego nie ma znaczenia, lub że nie należy się zastanawiać nad motywami Wcielenia Słowa. Ale czy to wszystko nie jest i tak „nieco” ponad naszymi głowami? A czyściec? U nas jest, u prawosławnych nie. Ale i tu można zmienić perspektywę: żyj tak, żeby iść do nieba – tu nie o to chodzi, co będzie po śmierci, tylko o to, jak masz żyć teraz (kłania się Anthony de Mello). Czyż nie o to właśnie chodzi w Kościele katolickim? Znika więc „problem” czyśćca. Nie twierdzę, że znika w „teorii”, w wymiarze dogmatycznym, ale znika w praktyce, a praktyka ma dla mnie w tej chwili decydujące znaczenie (chciałbym się komuś „przydać”;). W praktyce więc omawiana zmiana w moim życiu dotyczyłaby zmiany papieża na innego przełożonego. I cóż wielkiego, skoro nadal byłbym wierny papieskiemu nauczaniu (nie może być przecież inaczej, skoro papież uczy tego, co Jezus Chrystus, a ja nadal byłbym uczniem Chrystusa)? 
 
Przyjmijmy więc, że decyduję się na zmianę przynależności kościelnej (już wiadomo, dlaczego nie „wyznaniowej” – nie mam potrzeby zmiany tego, w co wierzę) i emigruję tam, gdzie mógłbym się „przydać”. Zanim jednak zacznę rozmawiać z biskupem, trzeba się dogadać z żoną. A żona nie chce o tym słyszeć! Takie zmiany jej nie interesują! I całe gdybanie na nic. I po co ta fantazja? Nie mogę jej przecież zmusić do zmiany przynależności kościelnej. Nie mogę nawet wywierać na nią presji. Zbyt cenię własną wolność religijną, żeby nie uszanować jej! 
 
Czyżby ten fakt miał wesprzeć zwolenników celibatu? Nawet jeżeli, to przecież nie mogę tylko z tego powodu tego faktu przemilczeć... 
 
Ta przeszkoda nie musi jednak powstrzymywać mnie w dążeniu do owego „przydania się” – myślę, że ludziom i Bogu, bo mam nadzieję, że nie chodzi ty wyłącznie o jakąś „wewnętrzną” potrzebę, o chęć samorealizacji. „Dobrze. Ty pozostaniesz katoliczką, ja będę prawosławny – wyobraźmy sobie, że tak mówię. – W pluralistycznym świecie, w świecie poszanowania wolności religijnej musi to przecież być możliwe”. Tylko czy biskup zgodziłby się na taką ewentualność? On by pewnie chciał, żebyśmy oboje byli tego samego – w tym wypadku prawosławnego – wyznania. Załóżmy, żeby się na to zgodził. Wtedy trzeba by „wziąć” ślub kościelny. Ale w jakim Kościele? Dla mnie sprawa prosta: w prawosławnym, bo skoro chcę być prawosławnym księdzem, to dlaczego miałbym ślubować w innym Kościele? 
 
A co z moją żoną? Dla niej ta sprawa też jest prosta: nie w Kościele katolickim! Dlaczego? Bo w Kościele katolickim NIGDY nie dostaniemy ślubu kościelnego. Moja żona dobrze o tym wie. Skoro tak, to dlaczego nie w Kościele prawosławnym? Cerkiew nie gorsza jest przecież od budynku urzędu stanu cywilnego, a tam już byliśmy. Tak więc i tu Kościół katolicki bardzo mi pomaga. Na jego pomoc w kwestii ślubu nie możemy liczyć. Czy jednak na pewno NIGDY? 
 
To NIGDY nie jest ponoć takie absolutne, ale warunki, które Kościół stawia, żeby móc otrzymać dyspensę od celibatu, są dla mnie coraz mniej zrozumiałe. Podstawowym warunkiem jest bowiem – w moim przypadku – opuszczenie miejsca, w którym mieszkam. A mieszkam na terenie parafii, w której kiedyś pracowałem. Lecz jeśli opuszczę to miejsce, to czy gdzie indziej będę innym człowiekiem? Co z tego, że takie dobrodziejstwo, jak dyspensa, osiąga skutek indywidualny (ktoś ją otrzymał), jeśli nie osiąga skutku społecznego (nikt nie wie, kto ją otrzymał)? Kościół jest wspólnotą ludzi jakoś ze sobą związanych, czy też zbiorem całkowicie „wolnych” (z nikim nie związanych) jednostek? Mówienie z ambony, że „wszyscy jesteśmy grzesznikami”, to czysta teoria, takie kościelne public relations. 
 
„Jestem Michał, alkoholik”. Wiadomo, o co chodzi. Zaraz, zaraz! „Nie ‘alkoholik’, bo przecież, jak twierdzisz, teraz nie pijesz, lecz najwyżej ‘były’ alkoholik. I żaden ‘anonimowy’, skoro mówisz, żeś Michał!” Michałowi może swobodnie pokazywać się w kościele i mówić takie rzeczy. Mnie zaś tego mówić nie wolno – ani w kościele, ani obok niego (no bo skąd to życzenie, żebym się wyprowadził?). A może ta różnica w traktowaniu bierze się stąd, że on „wyszedł” z grzechu, a ja „wszedłem” weń? No tak, takie rozróżnienie jest całkiem zasadne. Lecz gdybym wyjechał, to problem „grzechu” automatycznie przestałby istnieć. Czy o to chodzi? Czy grzesznik, gdyby pozwolono mu wejść do nieba, stałby się przez to świętym? Czy święty, który na własne życzenie zszedłby do piekła, stałby się przez to grzesznikiem? Co zmienia zmiana miejsca? Gdybym jednak zmienił miejsce zamieszkania, mógłbym dostać dyspensę. Do czego by mnie ona upoważniała? W praktyce do tego, że mógłbym mówić: „Nie byłem księdzem”. Co ja piszę? – nikt by mnie przecież o to nie pytał! Bo gdybym z żoną i dziećmi przystępował w każdą niedzielę do Komunii, to nikt by czegoś takiego nie podejrzewał! W tym by mi właśnie pomogła dyspensa – w zakłamywaniu mojej przeszłości, bo jeśli chodzi o przystępowanie do Komunii, to już jestem na to gotów, ograniczają mnie tylko warunki stawiane przez Kościół. Nie przypuszczam, żebym się bardzo zmienił wewnętrznie. Tymczasem Kościół oczekuje ode mnie zmiany „zewnętrznej”, a nie „wewnętrznej”. Czy na tym polega istota... czegokolwiek w Kościele? 
 
Ależ się rozpisałem! Podsumuję krótko problem dyspensy. Nie otrzymam jej, bo po prostu nie stać mnie na przeprowadzkę. I z tak banalnego powodu nie mam udziału w pełni łaski dostępnej w Kościele katolickim. A gdzie „opcja na rzecz ubogich”? A gdzie pasterz, który szuka zaginionej owcy. Wygląda na to, że nie tylko owca, ale i pasterz powinien jeszcze nieco dojrzeć do powierzonego mu zadania. Jest jednak jeszcze inne ograniczenie – kwestia odpowiedniego wieku. Tego zupełnie nie rozumiem. Czy jak dłużej na dyspensę poczekam, to potem bardziej ją docenię? A jeśli uznam, że skoro tak, to jest to rzecz względna? Dlaczego miałbym dojść do takiego wniosku? Powoli jednak dochodzę, a uczę się takiego podejścia od... Kościoła. Bo gdyby dla Kościoła ważna była moja z nim jedność, to czy stawiałby mi takie wiekowo-terytorialne warunki? Kościół to „wspólnota świętych i grzeszników”, lecz lepiej by było, gdyby grzesznicy wynieśli się... przynajmniej do innej diecezji i tam udawali, że „nic nie było”. 
 
Dlaczego więc miałbym się upierać przy jedności z Kościołem katolickim, skoro jemu na tym tak bardzo nie zależy? Gdyby mu bowiem zależało, to by nie stawiał takich warunków ze względu na „zgorszenie”. Kogo bowiem i czym gorszę? Okazuje się, że bardziej pasterzy, niż owce. Czym? Może tym, że żony nie biję i dzieci głodne nie chodzą. A najbardziej pewnie tym, że... chodzę do kościoła! Pięć lat nie chodziłem do parafialnego kościoła. Teraz zaczynam się tam pokazywać. Bo moje dzieci tego ode mnie oczekują. Zawsze je męczyło to, że ja chodzę gdzie indziej i o innej porze. Gdyby spojrzeć na świat oczami dziecka (któż to do tego nawoływał?), to „zgorszenia” by nie było. Moja córka nie widzi w tym problemu. A może swoją obecnością w kościele pomogę jakoś przepracować ten problem przede wszystkim pasterzom, bo – jak zauważyłem – owce są „mniej wrażliwe”? To z pewnością wielka tajemnica... 
 
Ale wróćmy do amerykańskiego prawosławnego biskupa. Z moimi katolickimi przekonaniami nie rozstaję się, zaś wyjść poza struktury Kościoła katolickiego z racji wyżej przytoczonych nie byłoby mi tak trudno. Gdyby biskup prawosławny zaakceptował nie tylko moje święcenia i żonę, ale także moją katolicką wiarę i gdybym mógł się przydać w jego owczarni, to czemu nie? 
 
A dlaczego nie miałby zaakceptować moich katolickich przekonań? Przecież nie jest aż tak naiwny, żeby zakładać, że przestałem myśleć po katolicku tylko dlatego, że się ożeniłem i w wyniku tego przestałem odprawiać Mszę świętą? Gdyby zdecydował się inkardynować mnie do swojej diecezji, to pewnie umówilibyśmy się, że nie będę mu robił bydła (z owiec) i będę uczył doktryny prawosławnej. I na pewno byłbym wobec niego lojalny. A tak przy okazji czy w Kościele katolickim każdy ksiądz uczy wszystkiego – całej doktryny? Chyba tylko papież. Na szczeblu „wikariuszowskim” czy „proboszczowskim” każdy uczy tego, w czym się najlepiej orientuje. Widząc nie po raz pierwszy konkretnego kaznodzieję, można się spodziewać co i jak powie. Mało kto uczy pełnego katolicyzmu, chociaż każdy jest katolikiem. A więc i tę trudność dałoby się ominąć. Jeśli przyjąć, że doktryna prawosławna zawiera się w katolickiej, to dlaczego nie mógłbym być duchownym prawosławnym, zachowując swoje „wyjściowe” przekonania? 
 
Jest jeszcze inny powód, dla którego nie żal by mi było opuścić Kościoła katolickiego, gdybym gdzie indziej mógł się bardziej przydać. Ktoś mi kiedyś powiedział – a mam podstawy, żeby mu wierzyć – że zmarły niedawno brat Roger skłaniał się do przyjęcia katolicyzmu. Jan Paweł II miał mu to odradzić ze względu na „inne” dobro, które mogłoby ucierpieć w wyniku takiego kroku. Tak więc brat Roger nie przyłączył się do Kościoła katolickiego ze względu na jakieś bardzo wymierne dobro. Niezwykła sytuacja. Czy ze względu na podobne dobro – oczywiście w moim przypadku na dużo mniejszą skalę – nie można by się od tegoż Kościoła odłączyć? Jeśli więcej dobra miało wyniknąć z tego, że brat Roger pozostał tam, gdzie był, to dlaczego ja nie miałbym wybrać innej wspólnoty, żeby w niej czynić dobro, skoro w Kościele katolickim nie ma na mój udział miejsca? Wygląda więc na to, że dobro, jakim jest przynależność do „właściwego” Kościoła, nie zawsze jest najważniejsze. 
 
Dlaczego więc nie jadę do USA? Dlaczego nie zmieniam przynależności kościelnej? Przy założeniu, oczywiście, że tym moim gdybaniom (fantazjom) nie stanęłyby na drodze jakieś przepisy prawosławnego (tego konkretnego Kościoła) prawa kanonicznego. Jak już wspomniałem – nie skłaniają mnie do tego przesłanki „teoretyczne”, doktrynalne, lecz praktyczne. Nie mam żadnej potrzeby wierzyć inaczej, niż wierzę, natomiast jeśli chodzi o możliwość „przydania się” na coś Panu Bogu, to mam wrażenie, że nie zrezygnował On ze mnie całkowicie. Zdarza mi się mówić o Nim do ludzi, którzy nigdy by mnie nie słuchali, gdybym był w koloratce. Wygląda więc na to, że dary łaski i wezwanie Boże rzeczywiście są nieodwołalne. Oczywiście tego, co teraz robię, nie czynię „w jedności” z Kościołem (bo do jedności nie wystarczy chęć tylko jednego), ale z pewnością nie czynię nic, co by było z misją Kościoła sprzeczne. Czynię więc, co mogę, niejako „na własną rękę”. I mam wrażenie, że Bóg jest po mojej stronie. Jeżeli więc okaże się, że będę się mógł przydać Bogu niekoniecznie jako osoba duchowna, lecz w jakiś nowy sposób, to bardzo możliwe, że ani nie będę szukał, ani nie skorzystam z zaproszenia do wspólnoty innego Kościoła. Nie można też nie brać pod uwagę czegoś takiego, jak powołanie. Powołanie zaś trzeba najpierw rozeznać, a potem na nie odpowiedzieć. A ponieważ powołanie to „głos” Boży, więc w Jego ręce powierzam swoją przyszłość. 
 
Oto powody, dla których dojrzałem do zmiany wspólnoty kościelnej, a mimo wszystko nadal w niej pozostaję. Szanuję oczywiście tych, którzy dokonali zmiany, jeśli zrobili to albo dlatego, że zaczęli wierzyć inaczej, albo dlatego, że mogli i chcieli przydać się bardziej gdzie indziej. Każdy z tych motywów usprawiedliwia zmianę. Nie czuję się od nich „lepszy” z tego powodu, że „pozostaję” w Kościele katolickim. Niech nam wszystkim Bóg błogosławi.
J
Dodane przez Wojciech w dniu - 2005-08-27 12:43:34
zaimponowales mi najbardziej tym, ze nie odszedles od Koscila Katolickiego i nie zostales pastorem. Byloby to latwiejsze, mialbysz teoretycznie wszystko. 
Podziwiam Cie za to i zycze wszystkiego co najlepsze
Zapewniamy o modlitwie
Dodane przez Sylwia i Małgosia w dniu - 2005-08-17 21:39:14
Trafiłysmy na tę stronę przypadkiem. Czytałyśmy dyskusje z zapartym tchem. Obiecujemy modlić się za wszystkich kapłanów, którzy złamali celibat. Również za Wasze rodziny, które na pewno są wspaniałe!!! Zapewniamy o naszej modlitwie ;)
podziękowanie
Dodane przez Irena w dniu - 2005-08-01 18:39:37
Dziękuję wszystkim , którzy biorą udział w dyskusji !!!.Z wielkim zaciekawieniem czytam Wasze posty , jestem wdzięczna ,iż mogłam dowiedzieć się o Waszych problemach. 
Pozdrawiam cieplutko i zapewniam o mej 
modlitewnej pamięci. :)
Trzymajcie się!!!
Dodane przez JoeW w dniu - 2005-07-25 23:47:32
Trzymajcie się! Choć nigdy nie będziecie byli, ale trzymajcie się - razem. Razem z Bogiem. Nie jest i nie będzie łatwo 8)
Do Giaci
Dodane przez w dniu - 2005-07-14 07:15:49
Świetnie!!! Nic by pewnie nie zaszkodziło, gdybyś w jakiś sposób pozwolił się odnaleźć innym, którym przydałoby się trochę wsparcia...
Dodane przez Giaci w dniu - 2005-07-12 11:10:13
Witam! Pozdrawiam wszystkich "byłych". Tak w zasadzie to nie wiem czym się podzielić na tej stronie. Moim życiem? Chyba tak, chociaż dla wielu kolegów w kapłaństwie, przestałem być kolegą, a zostałem zdrajcą. Dużo by opowiadać... Teraz jakoś żyję, jestem szczęśliwy, spokojny. Na świat przyszło dwóch wspaniałych chłopców - bliźniacy 
 
:) :) . Życzę wszystkim sił i wytrwałości przy przełamywaniu lodów ludzkich stereotypów i uprzedzeń. I słońca na każdy dzień. Z Bogiem.
do "bylego " Ksiedza Grzegorza...
Dodane przez Małgosia w dniu - 2005-07-07 20:30:00
Mam do Ciebie kilka pytan Grzegorzu ,czy zechcilabys mi podac swojego e-maila, czy jest to mozliwe??? Naprawde sa to dla mnie wazne pytania i potrzebuje rady..Rady" bylego" Ksiedza..Zostawiam swoj adres e-mailowy ,jesli by ktos chcial do mnie napisac..manuela0@autograf.pl..
1Tm, 1-5
Dodane przez ks. Piotr w dniu - 2005-07-04 22:11:48
Najprawdobniej chodzi o błędy podobne do gnostyckich, z którymi Kościół musiał uporać się na przestrzeni wieków. Otóż istnieli zawsze tacy fanatycy, którzy wszystkim zabraniali wstępowania w związki małżeńskie uważając je za coś niskiego i grzesznego (nieczystego) lub ze względu na rychłe powtórne przyjście Chrystusa. Oczywiście nie ma to nic wspólnego z celibatem, który jest według Chrystusa właściwym stanem życia dla niektórych osób (chodzi o celibat w ogólności a nie tzw. obowiązkowy celibat kapłański).
Do Francesco
Dodane przez "byly" ks. Grzegorz w dniu - 2005-07-02 14:25:12
Drogi Francesco, z uwaga przeczytalem Twoj post a jego koniec nawet wiecej razy... Dochodze do wniosku, ze Kosciol jednak nie wybacza. To znaczy, Kosciol wybacza tylko drobnostki, ktore wlasciwie wybaczania nie wymagaja. Nie ma problemu z otrzymaniem wybaczenia jesli zjadles kawalek miesa w piatek. Inaczej sprawa sie ma, gdy (czesto nieswiadomie) wyszlo sie poza furtke kaplanstwa. Natychmiast po tym lekka furtka, ktora przekroczylismy zmienia sie w ogromna brame, ktorej w druga strone otworzyc niepodobna a ktora jest tak gruba, ze i pukania wolajacego nie slychac (lub owo pukanie jest specjalnie ignorowane). Moje pukanie na szczescie uslyszano... i nawet te wielkie spizowe drzwi uchylono. Obecnie place ogromna cene za moja "niesubordynacje" caly czas zastanawiajac sie czy warto... Mysle, ze gdyby ewangeliczny marnotrawny syn wracajac spotkal takiego ojca, ktorego ja spotkalem - prawdopodobnie nie zdecydowalby sie na powrot. Oczywiscie czuje sie ksiedzem i tylko dlatego zapukalem spowrotem. 
Na koniec chcialbym wyrazic podziekowanie dla Tworcow tej strony i pozdrowic Was, wszystkich "bylych". Lacze sie duchowo z Wami i zapewniam Was, zezawsze bedziecie obecni w moich intencjach modlitewnych a moja na nowo pierwsza Msze po splacie dlugu odprawie w Waszej i Waszych Rodzin intencji.  
 
A juz calkiem na koniec chcialbym zwrocic sie do Was o pomoc i fachowa porade. Staram sie nie zaniedbywac codziennej lektury Slowa, ale ostatnio natknalem sie na fragment, ktorego wytlumaczyc sobie nie umiem. Chodzi mi o slowa wyjete z 1-go Listu do Tymoteusza, rodzial 4-ty, wiersze od 1-go do 5-go. Bylbym niezmiernie wdzieczny za krotki komentarz do tych slow. Grzegorz
Bez tytulu.....
Dodane przez Małgosia w dniu - 2005-06-14 19:35:20
Dzisiaj dopiero odkrylam Wasza strone..Zainteresowala mnie bardzo , bo ja niedawno bylam w zwiazku, z kims kto jest ksiedzem..Trwalo to dosc dlugo., tak naprawde ,to On jest zakonnikiem..Po tym rostaniu sobie nie radze,czuje sie odrzucona jako kobieta, czuje sie wykorzystana, to tak jak by ktos zabawial sie moimi uczuciami..Ja tez jestem winna ,ze tak teraz sie czuje.Wiedzialm na poczatku naszej znajomosci ,kim On byl i jest..Lecz czulam sie bardzo samotna ,sama wychowuje dziecko i barakowalo mi ciepla drugiej osoby i wsparcia..Wydawalo mi sie ,ze od Niego to mam..Spotykalismy sie i bylo milo ..Zawsze gdy tylko mogl poswiecal mi czas..Wspominal ,ze nie wie czy tak naprawde chce byc dluzej ,w tym zakonie, ze przechodzi konflikt wewnetrzny.Zaczal marzyc o wlasnej rodzinie , dziecku..Ja nigdy nie namawialam Go do zmiany w Jego zyciu, nigdy tego nie zrobilam. Chociaz nie ukrywam , chialam zeby sam podjal ta decyzje..I mialam taka cicha nadzieje..Bardzo mocno pokochalam tego czlowieka, obdarzylam Go glebokim uczuciem. I to uczucie trwa nadal..Az przyszedl ten dzien ,w ktorym mi oswiadczyl, ze za pare dni ,bedzie mial swiecenia , tzn .bedzie mial pierwszy stopien swiecen..Wiedzial juz o tym od jakiegos czasu ,ale nic mi wczesniej nie wspomnial ,nadal sie zachowywal tak jak zawsze ..W koncu mi oznajmil ,ze nasze relacje musze sie zmienic, ze teraz chialby zostac moim najlepszym przyjacielem ,a ja Jego przyjacioka..To byl dla mnie szok, cos niewykonalnego..Dla mnie miedzy kobieta ,a mezczyzna nie ma czystej przyjazni , tym bardziej przy uczuciach jakimi ja Go darze..Czuje sie teraz okropnie , wpadalm w depresje, lecze sie na terapi grupowej.. Bo sama bym sobie nie poradzila..Przepraszam, ze napisalam moja historie..Sam nie wiem dlaczego to zrobilam?? Moze mialam taka potrzebe??Chyba nie wszystkie zwiazki z ksiezmi , koncza sie dobrze..Moj nie mial szczesliwego zakonczenia. Ja chyba wiecej na tym ucierpialm niz On, ja nie poradzialm sobie z moja psychika..Poczulam sie jak niepotrzebna juz zabawka.....
...ja tez dziekuje.....
Dodane przez Anna w dniu - 2005-04-21 18:58:12
Brawo, brawo, brawo!!! Jaka wspaniala wypowiedz! Podpisuje sie pod nia dwoma rekami, a najbardziej podoba mi sie zdanie "Zyczylbym Kosciolowi takich kaplanow w czynnej "sluzbie" jakich tutaj spotkalem. Podejrzewam jednak, ze wielu "czynnych" musialoby albo sie nawrocic, albo odejsc... " To jest wlasnie cala prawda. Tu prawda, wiara prawdziwa, religijnosc nieklamana, swiadczenie czynem, nie slowem, milosc prawdziwa a nade wszystko odpowiedzialnosc!!!! "Tam" klamstwo, udawanie, bezboznosc, unikanie konsekwencji, wygodnictwo, egoizm....oczywiscie jak wszedzie sa wyjatki ale podejrzewam nieliczne. Habemus Papam...i co z tego??? Czy to On doczyta Slowo Boze do konca? Jakos nie bardzo chce mi sie wierzyc. Dlatego nadal placze za JPII ! ON przynajmniej byl NASZ!!! MOdlmy sie....Duchu Sw przybadz!!!
Dziękuję AlterChrist
Dodane przez Webmaster w dniu - 2005-04-18 23:24:15
Mam nadzieję, że nie mylę osoby... Dziękuję Tobie za inspirację. Wciąż życzliwie pamiętam również w modlitwie. Trochę się u mnie zmieniło. Jeśli chcesz - napisz (adres w menu kontakt). Pozdrawiam
na zawsze, mimo, ze zonaty
Dodane przez Alter Christus w dniu - 2005-04-18 22:56:26
Przeczytalem niektore wypowiedzi. I one wlasnie zainspirowaly mnie do napisania. 
-Podziwiam tozsamosc niektorych zonatych kaplanow (mam rowniez taka sama, kaplanska) 
-Wspolczuje ignorancji tych, ktorzy na tym forum zwracaja sie per "pan", baeda niby katolikami 
-Zycze wytrwania w kaplanstwie tym, ktorzy zmienili zycie w samotnosci na zycie w rodzinie 
-Zachecam Was bracia do modlitwy podczas Eucharystii za siebie nawzajem (mimo, ze sie nie znamy) 
-Zachecam do sprawowania Eucharystii w Kosciele Domowym (ja tez "odprawiam Msze" dla zony syna) 
-Gratuluje wytrwalosci webmaster'owi tej strony 
-Zyczylbym Kosciolowi takich kaplanow w czynnej "sluzbie" jakich tutaj spotkalem. Podejrzewam jednak, ze wielu "czynnych" musialoby albo sie nawrocic, albo odejsc... 
-Zycze Kosciolowi Powszechnemu takiego papieza, ktory doczyta do konca Ewangelie i bedzie mial odwage wcielic ja w zycie. Kosciol, tak to wyglada, boi sie Ewangelii, boi sie Prawdy, boi sie zycia ewangelicznego. Celibatu nie bylo gdy Duch Sw. "dyktowal" Dobra Nowienie. Gdzie jednak byl gdy wprowadzano to okrutne prawo? 
Ale Zydzi pytaja bez odpowiedzi, gdzie byl Bog, gdy oni gineli w obozach... 
Modlmy sie o nowego papieza, aby po 800 latach doczytano na nowo Slowo Boze do konca. Wtedy czytajmy 40 tys. stron dokumentow jaki zostawil Jan Pawel II.  
Duchu Sw. przybadz!
do bylych od bylego
Dodane przez Francesco w dniu - 2005-03-14 14:01:49
Dodam od siebie, jestem juz 20 lat poza kaplanstwem, ale czuje sie ciagle jako kaplan i zakonnik. Opuscilem zakon i czynne kaplanstwo nie dlatego w pierwszym rzedzie, ze nagle odkrylem co to jest milosc, czy tez, ze celibat byl dla mnie za ciasny. Wstepujac do zakonu wiedzialem (tak mi sie przynajmniej wydawalo) czego sie wyrzekam, co zostawiam, ale i co wybieram.ODszedlem raczej z personalnego niedogadania, nie zeby bylo mi za ciasno, ale zostalem swiadomie ograniczany, moja dzialalnosc duszpasterska nie dawala mi moziwosci wykorzystania tego, co mogldy innym dac. Oczywiscie, teraz tym bardziej tego nie moge robic, ale wydaje mi sie, ze po dwudziestu latach moge trzezwo i ze spokojem popatrzec na owa decyzje. Moje opuszczenie kaplanstw azlaczylo sie i z opuszczenie Polski. Mieszkam w Nieczech, a od 4 lat pracuje dla diecezji w bibliotece diecezjalnej. Dopiero wiec po 16 latach udalo mi sie znalezc prace, ktora umozliwia mi w mozliwie jak najwiekszym stopniu wykorzystac to, co umiem. Tylko ze teraz okazalo sie, ze miejsce pracy bedzie ofiara "oszczednosci", ale mam nadzieje, ze mimo to znajde jakas prace dla diecezji, ktora pozwoli mi pracowac na sluzbie dla Kosciola. Czuje sie nie jako byly, lecz jako poza aktywna sluzba, lecz sluzacy inaczej, lecz tez duszpastersko. Oczywiscie mam zone i dzieci, trzeba je wyzywic. Jestem tez organista, co daje mi zywy kontakt z kosciolem miejscowym. Liturgia godzin nie jest mi obca, modle sie po lacinie (Liturgia Horarum) oczywiscie nie zawsze kompletnie, tylko raczej wedlug czasowych mozliwosci. Staram sie moje kaplanstwo przezywac ciagle na nowo, (paradoks, ale w zeszlym roku mialby 25 lat kaplanstwa),po swojemu go swietowalem, oczywiscie clakiem prywatnie. Znam Kosciol niemiecki, jego slabosci i mocniejsze strony, znam tez ludzi z Polski, ktorzy tu mieszkaja, sluze im pomoca, wielu z nich wie, ze bylem ksiedzem, ale czasami wlasnie dlatego o cos zapytaje ("bo ty to byles ksiedzem, to wiesz, jak to jest"). Wiernosc po niewiernosci, pokora przed Bogiem, swiadomosc malosci i chec nadrobienia inaczej tego, co wczesniej w inny sposob sie wypelnialo. Na szczescie mam ciagle kontakt z wczesniejszymi wspolbracmi z Polski, moge przenocowac bez problemu w kazdym klsztorze zakonu, do ktorego nalezalem i do ktorego duchowo ciagle przynaleze. A ze kilka lat studiowalem w Rzymie, rowniez w Rzymie Generalacie mam przyjaciol, gdzei moge glowe sklonic. Chce tak jak mi moja obecna sytuacja pozwala wypelniac swoje powolanie zmodyfikowane moja decyzja. A ilez to razy chcialem wroci, a wtedy niestety nikt nie chcial mnie na powrot przyjac, tak wiec, nie jest to tak latwo powiedziec,: napraw blad, wroc. Ale kto mnie przyjmie, czlowieka z "taka " przeszloscia. Kazdy biskup sie boi i to nie tylko z Polski. Probowalem w Austrii, Wloszech i Niemczech, w rozmaitych zakonach i diecezjach. Pomodlimy sie za Pana, szczesc Boze ale nie u nas. JAk wiec marnotrawny syn ma wrocic, jesli nie ma czekajacego Ojca, a sa tylko arcypasterzy obiecujacy sie za mnie modlic. To akurat umiem robic sam. A nawiasem mowic: mam dyspense, mam slub koscielny, dzieci ochrzczone. A wiec niby wszytsko w porzadku. Ale o tym tylko moze On sam jeden zdecydowac. 
Na wielkanoc wszystkim uzytkownikom tych stron pezbitera zycze Nadziei, ktora trwa zawsze, wiary, ze On jest zyciem i jest mocniejszy niz kazda nasza slabisc, grzech, niewiernosc, czy glupia decyzja. 
Wesolego Alleluja 
Francesco
Do Ani
Dodane przez Tomek w dniu - 2005-02-15 10:44:29
Aniu, gratuluje. POdziwiam cie za to co piszesz i za madrosc plynaca z twoich slow; ja tez nie naleze do tych "bezstronnych" (choc smiem twierdzic, ze w tej sprawie jest o wiele mniej bezstronnych niz myslimy - chocby ze wzgledu na obraz BOga, Kosciola, rzeczywistosci, jaki nosimy w sobie)...  
Zastanawia mnie jedno, ze czesto w tego typu dyskusjach bardzo szybko pojawia sie - czesto gdzies "zamaskowane" - zyczenie osądzenia kogos bardziej niz dyskusji nad problemem. Byc moze wynika to z tego, ze w gruncie rzeczy nie chcemy o tego typu sprawach dyskutowac bojac sie, ze moze runac w gruzach nasz przez lata budowany obraz swiata i Boga. Ze nagle moze okazac sie ze Pan Bog stoi nad prawem koscielnym, a nie odwrotnie.. Ze Boze milosierdzie to nie tylko "wymysl" Siostry Faustyny, ale to prawdziwie Boza sila i dynamizm podnoszacy czlowieka i dajacy mu nadzieje. Ze werset z Rz 8,35nn mowiacy ze "nic nas nie moze odlaczyc od milosci Chrystusowej" nie jest tylko jakims tam kolejnym czytaniem z kolejnej niedzieli w ciagu roku...  
Byc moze sie myle, ale wydaje mi sie ze Kosciol w Polsce wciaz chce byc Kosciolem "grzecznych chrzescijan" - a chcialby jak najszybciej zapomniec o tym, ze jest tez (czy chce czy nie chce) Kosciolem "grzesznych chrzescijan".  
Pozdrawiam wszystkich uczestnikow dyskusji, z Bogiem 
Tomasz
Do Basi
Dodane przez Anna w dniu - 2005-02-12 12:17:31
Basiu! Odgadlas! Ja tez bylam w zwiazku z ksiedzem! Ale bylo to baaardzo dawno, na tyle dawno, ze moge wypowiadac sie bezstronnie, chociaz...z zaangazowaniem.Daje mi to jednak mozliwosc spojrzenia z dystansu, ocenienia konsekwencji podjetych wowczas decyzji, innych niz ta, podjeta przez Jacka. Nie napisze o wszystkich, to jeszcze boli, ale... oboje, ja i moj ukochany nigdy nie zaznalismy szczescia, milosci, radosci. On napisal mi w wierszu "chcialem miec dom a mam ruiny...to nic ze winien jest KTOS inny lecz ja przegralem cale zycie" Przegralismy je oboje...I tylko jedno zadaje sobie pytanie...czy on mnie kochal za malo? Chyba tak, dlatego podziwiam i szanuje Jacka. A gwoli scislosci...celibatu sie chyba nie slubuje, sklada sie tylko przyrzeczenie...A to jednak JEST roznica.I jeszcze jedno...chyba Bog nie byl zadowolony z tego, co sie stalo w wyniku naszej, podjetej przed laty decyzji...Pozdrawiam...
Dodane przez Jacek Konarski w dniu - 2005-02-11 17:45:31
Do Ani 
Twoje słowa są dla mnie zachętą, żeby dalej pisać, a dla mojej żony nagrodą – zdarza się jej bowiem wyrażać życzenie, żebym więcej czasu spędzał a nią, niż z komputerem. Jesteśmy szczęśliwi dzięki wierze w obietnicę, zawartą w Rz 8, 28. 
 
Do Basi 
Jeszcze raz o zdradzie. Z trzech powodów nie uważam się za zdrajcę. 
 
Po pierwsze – myślę, że zdradę należałoby utożsamić z grzechem śmiertelnym, a więc żeby zaistniała, trzeba spełnić trzy warunki: 1) świadomie i 2) dobrowolnie przekroczyć 3) przykazania Boże lub kościelne. Otóż na początku procesu, którego owocem jest moja obecna sytuacja, nie byłem do końca świadom, że coś jest „nie tak” (myślę, że nie jestem pod tym względem wyjątkiem). Potem zostałem ojcem, w wyniku czego musiałem wiele rzeczy przemyśleć – m. in. to, czy wiążąc się z moją żoną, zdradzę Go, czy nie. Czy tych, którzy „nie wiedzą, co czynią”, Jezus nazwał zdrajcami? 
 
Po drugie – czym innym jest miłość do Boga, a czym innym miłość do człowieka, dlatego nie musi być między nimi konfliktu (tak samo, jak nie ma konfliktu między miłością do współmałżonka i miłością do dziecka, bo to też dwie różne miłości). Możliwe, że część odpowiedzialności za każdą zdradę, taką jak moja, ponosi język, którym opisuje się relację człowieka z Bogiem. Gdyby jego charakter był mniej „erotyczny”, „zdrada” nie byłaby dla wielu osób aż tak oczywista. Relacja erotyczna może mieć miejsce tylko między ludźmi, a nie między Bogiem i człowiekiem. Bogu nie przeszkadza, gdy kochamy innego człowieka, pod jednym tylko warunkiem, ale ten akurat spełniam: nie kocham żony bardziej niż Jego. 
 
Po trzecie – zdrada istnieje pod warunkiem, że jest zdrajca i zdradzony. Jeżeli zdradzony przebacza zdrajcy – zdrada traci rację bytu. To prawda, że nie dochowałem ślubów, ale serce podpowiada mi, że Bóg już o tym nie pamięta („Miłość nie pamięta złego”;). Zatem jeśli nawet zdradziłem, to czy nadal jestem zdrajcą? Dla Boga istnieje tylko TERAZ. 
 
Podsumowując – ci, którzy ślubują celibat, powinni robić wszystko, żeby swych ślubów dochować. Ci zaś, którzy się w tej materii pogubili, niech zrobią wszystko, żeby ich życie przyjęło taką postać, aby – w ich konkretnej sytuacji – mogło podobać się Bogu. Myślę, że PRAWDZIWA zdrada Boga ma miejsce tylko wtedy, gdy ktoś nie życzy sobie być przez Niego kochanym. 
 
Do Piotra 
Pytanie Twoje nie jest trudne i oboje z żoną znamy na nie odpowiedź. Nie zdecydowaliśmy się jednak odsłaniać publicznie najbardziej osobistej sfery naszego życia. Nie wykluczamy dzielenia się sobą dla dobra innych, ale nie w ten sposób. 
 
Aniu, Basiu i Piotrze, Wasza życzliwość cieszy nas ogromnie!
Do Anny
Dodane przez Basia w dniu - 2005-02-10 13:02:17
Anno nie chcę z Tobą polemizować bo nie o to tu chodzi ,ale odnoszę wrażenie ,że Ty też jestes ,byłaś w związku z księdzem bo nie widzę w twoich wypowiedziach na tej stronie bezstronnosci,czuc teoje osobiste zaangażowanie.Proszę przeczytajuważnie to co mi mapisał Jacek,sam przyznaje się do tego ,ze w pewnym momencie życia nie dochował Bogu wiernosci(celibat),a więc złamał śluby które dobrowolnie złożył.Podziwiam Jacka
Dodane przez Piotr w dniu - 2005-02-09 18:56:19
to wyżej to pytanie zadane przeze mnie.
Dodane przez w dniu - 2005-02-09 18:54:18
bardzo ciekawi mnie jedna sprawa aponieważ nie znam żadnego "byłego" pytam Ciebie o to Jacku.CO Twoja żona miała w sobie że wybrałeś ją ,zerwałes dla nie śluby(czystosci) a w rezultacje wybrałeś ją.Był to napewno proces długi,ale jak to się stało że wasza znajomość przerodziła sie w coś więcej? 
aby lepiej zrozumiec
Dodane przez Piotr w dniu - 2005-02-09 18:45:20
Przez przypadek trafiłem na tą stronę ,ale jestem zadowolony,uważan że ważne jest aby społeczeństwo zrozumiało co przeżywają "byli " księża. Oburzyły mnie słowa krytyki(Wacek),i gloryfikowanie(Anna).Myslę że ta strona powinna dyć miejscem ,gdzie można spróbować zrozumiec motywt kóre kierowały "byłymi księżmi"bez osądzania ich. 
Staram sie zrozuniec "byłych kapłanów"i mam dla nich szacunek, ale nie potrafię zrozumiec tych kapłanów kt órzy przez kilkanacie lat prowadzą podwójne zycie(kapłana i kochanka),chyba im jest łatwiej bo i ich duwlicowosci nikt nie wie.Zycze Tobie Jacku i towjej rodzinie wielw dobra,dobrych przyjaciół ,szczęść Boże.
czy zdradzil????
Dodane przez Anna w dniu - 2005-02-09 13:34:57
Tu w pelni zgadzam sie z Dorota. Nie uwazam ze Jacek zdradzil Pana Boga!!! Jacek jest Mu wierny, nie odszedl od Niego, nie zaparl sie Go. Jacek zlamal prawo ludzkie, nie boskie. Swiadczy o Bogu i swojej do Niego milosci kazdym wspanialym kazaniem, ktore pisze dla nas, tu zagladajacych, swiadczy przykladnym zyciem w rodzinie, miloscia do swoich dzieci i zony, swiadczy ty, ze nadal przybliza nam prawde o Bogu i Jego wielkosci. Nigdy, zadnego kazania nie wysluchalam z taka uwaga, z jaka czytam kazania Jacka, nigdy nikt nie przekonal mnie tak bardzo jak Jacek, ze Bog jest i jest milosierny. A dlaczego Jacek mialby zdradzac zone, skoro Ja wybral, pokochal miloscia najwieksza, dla niej potrafil zrezygnowac z wygodnego zycia, podniosl ciezar i dzwiga Go. I na koniec jedno, najbardziej istotne pytanie...Skad wiecie ze BOG chce celibatu??? Dlaczego tak slepo w to wierzycie??? Ja nie wierze !!!Jacku! Dorotko! To Wy jestescie swiadkami milosci Boga, a dowodem na to, ze ON nie ma nic przeciw waszej milosci sa wasze dzieci, wasz dom, wasze szczesliwe zycie....Pozdrawiam, zycze wszystkiego dobrego...Anna
Dodane przez Jacek Konarski w dniu - 2005-02-08 23:36:17
Basiu, udało mi się namówić żonę, żeby Ci odpisała. Cieszę się, że tak postrzega nasz związek i moją w nim rolę. Myślę jednak, że to, co napisała w punkcie pierwszym wynika bardziej z jej ufności złożonej w Bogu, nie zaś w człowieku (w tym wypadku mnie). Ona po prostu ma nadzieję, że w wyniku naszego wspólnego dążenia do Niego i Jego miłości do nas na taki fakt nie starczy miejsca. 
 
Zgodzę się z Tobą, że w pewnym momencie (czy też w pewnym odstępie czasu) nie dochowałem Bogu wierności (skoro ślubowałem celibat, a nie zachowałem go). Nie zestawiałbym jednak tak ściśle relacji z Bogiem z relacją pomiędzy małżonkami. Każdy grzech jest zdradą Boga i każdy nas jakoś osłabia, ale przecież nie determinuje do popełniania następnych. 
 
Każdy grzech jest jednocześnie błędem, a na błędach nie tylko można, lecz trzeba się uczyć. Nie znaczy to, że trzeba popełniać grzechy, żeby się na nich uczyć – tych popełnionych jest już wystarczająco dużo. Król Dawid popełnił dwa wielkie grzechy i nie był tego świadomy aż do spotkania z prorokiem Natanem. Gdyby się z nim nie spotkał, pewnie zabrnąłby w grzechy jeszcze dalej. Jednak po tym spotkaniu wiele zrozumiał. Ja również. I myślę, że z pomocą Boża – bo nie inaczej – dochowam żonie wierności.
Dodane przez Dorota Konarska w dniu - 2005-02-08 23:08:13
Basiu, na Twoje wątpliwości odpowiem krótko, w trzech punktach: 
 
1. Nie obawiam się, że mąż mnie zdradzi. 
 
2. Nie zgadzam się z tym, że jedna zdrada małżeńska musi za sobą pociągać inne. Przypuśćmy, że ktoś dopuścił się zdrady. Jeżeli uważa, że postąpił źle, to przecież nie będzie dążył do powtórzenia tego faktu. 
 
3. Nie uważam też, że mój mąż zdradził Pana Boga. Gdybym zaś ciągle obawiała się, że mąż mnie zdradzi, to nasz związek nie miałby sensu
pytanie
Dodane przez Basia w dniu - 2005-02-07 22:17:51
Jacku skoro nie dochowałes Bogu wiernosci ,czyli poprostu Go zdradziłes czy Twoja żona nie obawia sie że możesz nie być jwj wierny.W małżeństwach jest ponoc tak że jedna zdrada pociąga za sobą kolejne?
zapytanie
Dodane przez basia w dniu - 2005-02-07 22:15:03
mampytanie
mam WIELE do powiedzenia....
Dodane przez Anna w dniu - 2005-01-06 00:39:36
Jacku! Jestes WIELKI! Mam Ci bardzo wiele do powiedzenia i bardzo bym chciala abys mnie wysluchal...ale nie bardzo chce bys luchali mnie wszyscy. Czesc moich rozwazan na temat, ktory poruszyles na pewno umieszcze tu, dla wszystkich, Ciebie jednak bardzo prosze o kontakt, chce porozmawiac na drodze mailowej tylko z Toba i moze Twoja zona...pozdrawiam i prosze...podaj adres...odezwij sie...Moj adres afi5@interia.pl
odpowiedź
Dodane przez również "były" w dniu - 2005-01-03 08:54:10
Mój powód odprawiania jest prosty. Nie wystarcza mi "uczestnictwo we Mszy św., odprawianej przez kogoś innego i, na przykład, adoracja eucharystyczna...". Jakoś nie wystarcza, wręcz trudno mi znaleźć się między tymi ludźmi. Więc robię to co dyktuje mi sumienie i czyni mnie lepszym. Przynajmniej w mojej ocenie. Nie twierdzę, że i to nie jest podyktowane egoizmem, jednak dotyka sfery osobistej i pomaga, a czy nie o to chodzi. Natomiast pragnienie posługiwania ludziom poprzez głoszenie Ewangelii w obecnej sytuacji jest utopią. Dziwię Ci się, że próbujesz się publicznie korzyć przed "władzą", która być może i zagląda na te strony i cieszy się z faktu, że jest Ci źle. Może nawet uważała Cię niegdyś za poczciwego księdza i nadal jest świadoma Twego powołania (jeśli za nią stoi ktoś normalny...), ale cieszy się zapewne z faktu, że nadal sprawuje nad Tobą jakieś rządy i trzyma Cię w garści. 
Co się zaś tyczy Twojej dyskusji z Wackami i Przeciwnikami, to wydaje mi się, że nie ma sensu prowadzić z nimi takiej polemiki. Oni mają rację. Ten nasz duchowy exhibicjonizm jest niepotrzebny ludziom. Powinien się zamknąć hasłem o początku: "były" albo ograniczyć się do spotkania wieczorkiem przy lampce wina w towarzystwie kogoś, kto rozumie temat. W tym sensie rozumię zakwestionowanie sensowności istnienia portalu i stowarzyszenia w służbie dobra.
na temat "oszukiwania przełożonych"
Dodane przez ten który miał przełożonych w dniu - 2005-01-03 08:14:40
fajna farsa...... 
Przełożony zgodnie z KPK ma pilnować antyhumanitarnego sposobu życia i postępowania swego podwładnego. 
Jeżeli ktoś ma odrobinę oleju w głowie, to rozumie to zdanie.
Dodane przez Jacek Konarski w dniu - 2005-01-02 22:26:18
Pozwolę sobie odpisać jednocześnie na ostatnie listy – najpierw temu bratu, który jest również „były”. Otóż – po pierwsze – nie mogę w stu procentach wykluczyć egoizmu z moich pragnień. Nie zaprzeczę, że w kapłaństwie było mi łatwiej, niż teraz. Mam oczywiście na myśli wyłącznie życie zawodowe, nie zaś małżeńskie, czy rodzinne. Temu, kto robi to, do czego został stworzony, zawsze jest łatwiej... Myślę jednak, że to nie sam egoizm jest źródłem moich pragnień. Nie będę w tym miejscu argumentował, bo już to uczyniłem. Po drugie – nie zamierzam oceniać „godziwości” Twojego odprawiania Mszy w domu. Ty czynisz tak, a ktoś inny w kościele, zgodnie z wszystkimi kanonami, ale nie wie, jak się zachować, gdy mówi: „Przekażcie sobie znak pokoju”. Miałem okazję takie znaki „pokoju” odbierać. Nie wiadomo, która Msza lepsza? Dlatego nie śmiem kwestionować tego, co robisz, choć sam tak nie postępuję. Nie mówię więc, że robisz „dobrze”, albo „źle”, ale zastanawiam się DLACZEGO to robisz. Moje zdziwienie wynika z tego, co sam mi sugerujesz. Jeżeli uważasz, że aby budować królestwo Boże wystarczy gest dobroci wobec bliźniego i całe „mnóstwo środków”, to dlaczego sięgasz po ten jeszcze? Czy nie wystarczyłoby Ci uczestnictwo we Mszy św., odprawianej przez kogoś innego i, na przykład, adoracja eucharystyczna? Przecież kontakt z Jezusem (Eucharystycznym) nie musi polegać (wyłącznie) na (fizycznym) spożywaniu Jego Ciała i Krwi. 
 
Przypuszczam – na podstawie niemal identycznych sformułowań – że Wacek i Przeciwnik, to ta sama osoba. Zatem Wacku, jeśli chodzi o moją rodzinę, to zajmuję się nią najlepiej, jak potrafię. No, może nie najlepiej, ale nie jest chyba tak źle. Żona narzeka na mnie tylko trochę. Gdy się na mnie poskarży publicznie, najlepiej na tej stronie, bo ma przecież taką możliwość, to się poważnie zastanowię. Tymczasem nawet mi tym nie groziła... A jeśli chodzi o ambonę, to bądź spokojny – wejdę na nią tylko wtedy, gdy mi odpowiednia władza pozwoli. A władza ta nie spieszy się z tego rodzaju przywilejami – prawdopodobnie dlatego, żeby zatrzymać przy sobie takich ludzi, jak Ty. Bowiem Twoje ostrzeżenie – „Opuscilbym Kosciol, jesliby sie zgodzil dac misje kanoniczna takim osobom jak ty” – brzmi bardzo poważnie i przywódcy Kościoła na pewno się z nim liczą. Inna sprawa to nasze stowarzyszenie i strona internetowa. Czemu to wszystko służy? Jeśli diabłu, to po co – u diabła?! – tutaj zaglądasz? Weź przykład ze mnie: wiem, że istnieją różne „diabelskie” (satanistyczne) strony internetowe, ale na żadnej z nich jeszcze nie byłem? 
 
Właśnie to czynimy – tzn. próbujemy się sami uleczyć i w celu „samopomocowym” założyliśmy stowarzyszenie. „To wy członkowie stowarzyszenia w pierwszej kolejności odpowiadacie za stan katolicyzmu w Polsce, jeśli on jest taki zły”. No, no... Ktoś nas tutaj chyba przecenia. Fakt, gdyby nie było takich, jak my, tylko tacy, jak autor listu, to stan katolicyzmu w Polsce byłby zapewne doskonały. Niebo z piekłem nigdy się nie zejdą, więc na tym chyba koniec dyskusji.  
ryba psuje sie od glowy
Dodane przez Wojciech w dniu - 2005-01-02 21:17:31
Ryba psuje sie od glowy, w koncu jakim przykladem dla owieczek ma byc pasterz, ktory trwale zbladzil na manowce? 
 
Dzieki, wolalbym aby moj syn nie mial takiego katechety, czy katechetki, ktory/a onegdaj byl/a ksiedzem, zakonnikiem/cą. 
 
Dla mnie ta strona to przyklad smutny, jak ludzie, ktorzy zamiast wspierac sie aby wyjsc z grzechu, wspieraja sie aby swoj grzech usprawiedliwic, bo ... w wiekszej grupie grzesznikow razniej...
odpowiedz
Dodane przez do bylego w dniu - 2005-01-02 20:19:01
Znaleźli się zbawcy Kościoła w Polsce, najpierw uleczcie się sami, a potem możemy coś podyskutować. Ilu z was najpierw oszukiwało przełożonych, ludzi, prowadząc podwójne życie, a teraz przedstawiają się jako święci. To wy członkowie stowarzyszenia w pierwszej kolejności odpowiadacie za stan katolicyzmu w Polsce, jeśli on jest taki zły.
do "Przeciwnika"
Dodane przez również "były" w dniu - 2005-01-02 17:58:47
Przyjacielu, który "...opuściłbyś Kościół jesliby sie zgodzil dac misje kanoniczna takim osobom jak..." przemawia przez Ciebie albo daleko posunięta ignorancja, albo należysz do grupy ludzi, którym zawdzięcza się obecny stan katolicyzmu w Polsce.
Dodane przez Przeciwnik w dniu - 2005-01-01 22:01:41
Chcialem Ci powiedziec, ze decyzje opuszczenia kaplanstwa podjales swiadomie i dobrowolnie. Dlatego pretensje miej sam do siebie i nie wpychaj sie z brudnymi butami ma ambone. Opuscilbym Kosciol, jesliby sie zgodzil dac misje kanoniczna takim osobom jak ty. Sa na tym swiecie godniejsi, aby dostapic tego zaszczytu niz osoby, ktore slubowaly Bogu, a pozniej tego slubu nie dotrzymaly. Nie badzcie teraz zbawcami Kosciola, troche pokory za wasze grzechy. Macie rodziny i cieszcie sie razem z nim. Zyjcie po chrzescijansku, nie domagajcie sie wladzy, przywilejow.
Rodzina
Dodane przez Wacek w dniu - 2005-01-01 21:45:17
Czlowieku, czas sie wziasc za rodzine, a nie szukac usprawiedliwienia. Kazsy sie moze pomylic, ja tez sie moge pomylic, ale wstecz sie nie ogladam i zostawiam Kosciol w spokoju. Po co Sluzy do stowarzyszenie? Tylko diablu, pod publiczke i dla usprawiedliwienia. Jak mam wyrzuty, ze opuscilem kaplanstwo, to mi zostaje rozaniec, modlitwa, dobry przyklad ojca w rodzinie, a nie szukanie miejsca na ambonie.
również ksiądz "były"
Dodane przez Ja w dniu - 2004-12-30 22:41:39
Podobne do Twoich rozterek przeżywałem przed laty. Teraz jednak wiem, że nawet te "wzniosłe pragnienia realizacji swego powołania" mają podtekst egoistyczny. Tak jak tu napisano jeżeli chcesz budować Królestwo Boże to masz do tego mnóstwo środków. Najmniejszy gest dobroci wobec nieznanego - bliźniego - może być większy od najwspanialszych nauk i homilii. Zresztą tego wielu ludzi ma już przesyt. Inna sprawa to pragnienie Chrystusa Eucharystycznego. No cóż, ja odprawiam nadal w domu dla swego Kościoła Domowego czyli mnie, żony i dziecka. Co do "godziwości" tej ofiary (bo ważności nikt nie zakwestionuje) to jest to sprawa między mną a Bogiem. Godziwość bowiem współczesnego Kościoła, który wydał KPK pozostawia wiele do życzenia. Wierzę, że Pan przyjmuje moją ofiarę, a ja nadal spożywam Jego Ciało i Krew. Spowiadam się Jemu osobiście , gdyż pośrednicy z woli KPK nie chcą szafować Bożym Miłosierdziem względem mnie. Spowiadam się też żonie, która mnie wysłuchuje i radzi jak może. Za to ją też kocham. Wydaje mi się, że wciąż jestem z Jezusem w bliskim kontakcie, a dla tych którzy mnie znają staram się być jakimś jeśli nie przykładem, to przynajmniej bliźnim. Zacząć pracować i żyć nie na świeczniku - to jest prawdziwe wyzwanie. Porównuje to do Jana Chrzciciela w odróżnieniu od współczesnych mu kapłanów. Styl życia współczesnych duchownych, a więc niegdyś i mój - jakże daleki jest od stylu życia bliźnich. To już nie chodzi nawet o bogactwo. Lecz o życie w prawdzie. Kościelny marketing - te wszystkie zwyczaje i tradycje - sposób na sciąganie środków - uświęcany przez duchownych, daleki jest od prawdy, prostoty, świętości i wreszcie normalności, o którą mi zawsze chodziło najbardziej. To klupanie w konfesjonał przed świętami jest niepoważne. Te ludzkie przykazania typu bezmięsny piątek, ustalenia Konferencji Episkopatu, znoszenie porządków, wprowadzanie zmian to było dobre ale w średniowieczu. Chrystus żyje!  
Jak to stwierdził L. Tołstoj "...dają świeczkę aby patrzeć na słońce...".  
W świecie gdzie bez zapłacenia podatku wkrótce może nie będzie można przejść przez ulicę "opodatkowało" się nawet zbawienie, którego Chrystus udzielił nam za darmo. Wiara w niego to nie przykry obowiązek lecz powiew wolności, lekkość, nadzieja, miłość i szczęście. W wydaniu Polskiego Kościoła jest to jeszcze ciągle przygnębiający sposób na życie. Jak słucham wypowiedzi kleryków, którzy naładowali w seminariach w swoje głowy mądrości ojców duchownych na temat jak to Polska będzie chrystianizować Europę. "...Mamy co pokazać Europie- wiarę, pełne kościoły, papieża itp..." to mi jest wstyd. Taką skostniałość, skorupę chcieliby prezentować Europie. Uf, mam nadzieję doczekać czasów, kiedy ta skorupa pęknie, ten średniowieczny kokon. Wierzę, że Chrystus odnowi Go w jakiś sposób. Amen!
Dodane przez Jacek Konarski w dniu - 2004-12-18 21:37:35
Chrześcijaństwo pomiędzy dynamiką i strukturą 
 
1.Dynamika bez struktury jest ślepa, a struktura bez dynamiki – martwa. Kościołowi jednakowo jest potrzebna dynamika i struktura, błąd popełniają ci, którzy starają się wyeliminować lub maksymalnie ograniczyć jeden z tych czynników. Dobrym przykładem dla zilustrowania tego problemu jest energia atomowa. Działanie bomby atomowej – jak mi się wydaje – polega wyłącznie na wykorzystaniu dynamiki reakcji jądrowej, natomiast elektrownia atomowa jest elementem pożytecznej struktury. 
2.Wydaje się że Kościół na początku był bardziej dynamiczny, a mniej strukturalny. Jednak ta ogromna energia, wyzwolona w Dniu Pięćdziesiątnicy ujmowana była w struktury, których rozwój opisują Dzieje Apostolskie, a potem Listy Apostolskie. Z czasem jednak dynamika osłabła, zaś struktura stała się jakby wszechobecna i wszechwładna. Czy potrzebne są jakieś proporcje pomiędzy tymi czynnikami? 
3.Najważniejsze jest chyba, żeby oba te wymiary wystąpiły w stopniu jak najwyższym. Chodzi o pełnię dynamiki w pełni struktury. Wydaje się, że obecne czasy bardzo temu sprzyjają. Z jednej strony różne struktury rozwinięte są w stopniu „doskonałym”, a z drugiej Duch znowu wieje swą mocą tak, jak „na początku”. W ten sposób rozwinięty strukturalnie Kościół wraca do swych dynamicznych źródeł. Konieczne jest otwarcie na działanie Ducha, aby mógł On wypełnić wszystkie struktury, wtedy Kościół będzie mógł w pełni odpowiedzieć na duchowe potrzeby człowieka. 
 
Czy Pan się z tym zgadza, Panie Eljos? Pytanie retoryczne, bo wiem, że tak. Ten krótki tekst napisałem jakiś czas temu. Wiem, że nie jest on wolny od pewnych uproszczeń, nie mogłem jednak odmówić sobie umieszczenia go na początku listu do Pana. 
 
Dziękuję za Pański list. Dotknął Pan istoty mojego świadectwa, jak również istoty pewnych trudności w Kościele polskim, a może nie tylko... „Może być to zdumiewające – pisze Pan – ale wydaje mi się, iż, sedno Pana problemu nie wynika ze złamanych ślubów kapłańskich, lecz z faktu, iż hierarchia kościoła w Polsce zamknięta jest praktycznie na możliwość uczestniczenia świeckich w misji głoszenia Słowa Bożego”. Bardzo Panu za to zdanie dziękuję. Myślę dokładnie tak samo, co nie znaczy, iż uważam, że nie popełniłem żadnego błędu, że w żaden sposób nie zawiniłem. Jednak skoro żniwo wielkie i robotników mało – nie chcę już tego więcej powtarzać – to warto by było nie rezygnować do końca z takich jak ja, jeżeli wykazują jakąś chęć uczestnictwa w misji Kościoła. 
 
Cóż nam więc pozostaje? Z konieczności szukam takiego miejsca dla siebie, w którym mógłbym mówić innym o Jezusie, lub nawet nie mówiąc wprost o Nim, prowadzić do Niego. Nie zamierzam tego robić w opozycji do Kościoła, ale jednak... niezależnie od Kościoła. To miejsce nie może być w łonie Kościoła, bo w Kościele nie ma dla mnie miejsca. A więc w pewnym sensie poza Kościołem. Czy to jednak nie trąci absurdem – głosić Chrystusa poza Kościołem, czy też niezależnie od Kościoła? Przecież Kościół naucza, że... to on jest drogą do Chrystusa. Może w takim razie lepiej byłoby dać sobie spokój z głoszeniem Chrystusa, skoro nie można Go oderwać od Kościoła, a nie można też – takim, jak ja – mówić o Nim „z ramienia” Kościoła. 
 
Ale i takim, jak Pan niewiele się udaje. Dla wielu duchownych świeccy w Kościele są po to, żeby ten kościół posprzątać. Chcieliby mówić do mikrofonu, może nawet chodzić po domach, a nie ma kto kościoła posprzątać i pójść po kolekcie. Jakże świeccy mogą publicznie nauczać, jeżeli nie mają odpowiedniego teologicznego przygotowania...? Od „wyższych” rzeczy w Kościele są duchowni, świeccy zaś od „posług”... 
 
Jasne, że nie w każdej parafii tak jest. Rzecz jednak w tym, żeby w żadnej tak nie było. Ale... mamy oto jakiegoś byłego księdza, który zdecydował się pouczać Kościół... Zdaję sobie sprawę, że tak mogą zostać odebrane moje słowa. Ale pewnie nie będą, bo Ci, którzy wiedzą „jak ma być”, prawdopodobnie na tę stronę nie zaglądają. Ci zaś, którzy zaglądają, prawdopodobnie się ze mną zgodzą. 
 
Są duchowni (nie twierdzę, że wszyscy, ani że większość), którzy boją się aktywności świeckich. Są duchowni, którzy jak samego diabła boją się wspomnianej przeze mnie na początku „dynamiki”. Największym sukcesem niektórych jest to, że „usadzili” charyzmatyków. Charyzmatyków nie należy usadzać, lecz prowadzić. A jeżeli już ktoś nie czuje się na siłach, by to czynić, to dlaczego ich niszczyć. Duch Święty jakoś dałby sobie z nimi radę. A poza tym czy nie lepszy jest „błądzący” z przyczyn religijnych człowiek od takiego, który się „nie wychyla” i w związku z tym nie odejdzie od Kościoła. Czy jednak on w tym Kościele rzeczywiście jest? 
 
Gorzej jest z neokatechumenatem. Charyzmatycy chcieliby być z księdzem, wystarczy jednak – jeśli on nie chce być z nimi – by im nie przeszkadzał. Wspólnoty neokatechumenalne natomiast nie mogą istnieć bez księdza, bez prezbitera. Oni nie tylko chcą, żeby ksiądz był z nimi, ale... o zgrozo! traktują go jak równego sobie, albo jeszcze inaczej – traktują siebie na równi z nim. Tego już za wiele! Chcą mi mówić po imieniu, chcą, żebym się przed nimi przyznał do swoich grzechów, a na dodatek chcą... żebym zajął miejsce... „posługującego”. Jak to możliwe, żeby jakiś świecki (tj. katechista) decydował, a ksiądz miał go słuchać!!! To z pewnością nie jest porządek kościelny... 
 
Żeby odejść od Boga, od Kościoła wystarczy być leniwym. Modlić się coraz rzadziej, coraz rzadziej chodzić na Mszę świętą. A potem wcale. Żeby natomiast wrócić do Boga, a zwłaszcza do Kościoła, trzeba być myślącym. Wspólnoty neokatechumenalne to wspólnoty ludzi myślących i... wymagających. Ksiądz nieautentyczny długo w takiej wspólnocie nie wytrzyma. Dlatego ci, którzy realizują się wyłącznie poprzez „posługę władzy” oraz „posługę nauczania” do takich wspólnot się nie garną, bo w nich „słuchacze” są krytyczni i posłuszni... po dialogu. 
 
Niektórzy księża, bezpieczni w swych parafialno-duszpasterskich strukturach panicznie boją się dynamiki ludzi świeckich. Co zrobić, żeby to zmienić? Obaj wiemy, że trudno o jednoznaczną odpowiedź. Na pewno trzeba zrobić to, co tylko jest możliwe... Pan jest i tak w lepszej sytuacji ode manie. Pan jest osobą świecką, której zaangażowanie w sprawy Kościoła już w jakiś sposób zostało docenione. Ja natomiast... cóż, jak ja mam czelność wyrażać słowa krytyki, skoro zrobiłem to, co zrobiłem. Moja krytyka może być odbierana przez tych, których krytykuję, jako próba wybielenia się, zrzucenia „winy” na kogoś innego. Podobno najlepszą obroną jest atak. Nic więc dziwnego, że krytykuję. Takie mogą być kontrargumenty. 
 
Zdaję sobie z tego sprawę. Mógłbym tego nie pisać. Dlaczego więc to robię? Tylko dlatego, żeby wyrazić Panu mój stopień utożsamienia. Zgadzam się z Panem, że „powołanie do głoszenia słowa w Kościele mają także zwykli świeccy, i to nie wyłącznie poprzez ‘osobisty przykład’ czy świadectwo życia!” Życzę więc Panu, aby mógł Pan to powołanie realizować.  
 
Na najlepszą sentencję na zakończenie tego listu wydaje mi się to, co i Pan powiedział na końcu: „Myślę, iż Pana osobisty problem dodatkowo komplikuje to co potwierdza moje doświadczenie. Jeśli hierarchia kościoła zamknięta jest na autentyczne i pełne zaangażowanie świeckich będących w pełnej łączności z kościołem, to jakimż problemem będzie zaangażowanie osoby takiej jak Pańska”. Tak więc obaj nie mamy powodów do radości... Ale mamy do niej prawo! Szukajmy więc, pukajmy i róbmy to, co jest możliwe. 
 
Pozdrawiam serdecznie.
wypełnienia misji prorockiej, kapłańskie
Dodane przez Eljos w dniu - 2004-12-16 17:36:37
Drogi Panie, 
 
Z wielkim zainteresowaniem i sporą dozą utożsamienia przeczytałem Pana artykuł. Pomimo tego, iż jestem osobą świecką od 15 lat małżonkiem i ojcem – w przeciwieństwie do Pana – żyjącym w pełnej komunii w Kościele Katolickim, doświadczam bardzo podobnych rozterek. 
Może być to zdumiewające, ale wydaje mi się, iż, sedno Pana problemu nie wynika ze złamanych ślubów kapłańskich, lecz z faktu, iż hierarchia kościoła w Polsce zamknięta jest praktycznie na możliwość uczestniczenia świeckich w misji głoszenia Słowa Bożego. 
 
Pisze Pan: > 
 
Bardzo mocni identyfikuję się z tym, co Pan napisał. Od 15 lat, kiedy to zawarliśmy ślub katolicki, założyliśmy rodzinę i przenieśliśmy się do małego miasteczka, doświadczam tego, iż w mojej parafii i diecezji, jestem jako świecki, postrzegany przez Kościół jedynie jako „anonimowy biorca” a nie aktywny i zaangażowany członek kościoła. Od kilkunastu lat próbujemy wejść aktywnie do lokalnego kościoła, na miarę powołania jakie w sobie odczytujemy – powołania do głębokiego życia chrześcijańskiego na drodze życia małżeńskiego, rodzinnego, ewangelicznego i ewangelizacyjnego. Niestety hermetyczne zamknięcie kościoła lokalnego – proboszcza, (który uważa, iż wszystko, co złe w kościele pochodzi właśnie od świeckich) kapłanów, którzy unikają w naszej parafii jakiegokolwiek zaangażowania i współpracy świeckich, oraz Biskupa, niedostępną i wyniosłą Jego Ekscelencję, która poświęca świeckim jedynie strzępy swojej uwagi. Od 10 lat tworzymy w parafii wspólnotę rodzin – niestety bez pasterza – a jedynie z zaocznym przyzwoleniem niezbyt zainteresowanego proboszcza. Od 5 lat jestem nadzwyczajnym szafarzem eucharystii, którego zadaniem, miast chodzenia do chorych, jest pomaganie kapłanom na niedzielnej Eucharystii w przyspieszeniu udzielania Komunii o kilka minut. 
 
Wydawałoby się zewnętrznie, iż kościół poświęca wielką uwagę rodzinie, ale z mojego doświadczenia jest wręcz przeciwnie. Kościół traktuje rodzinę bardzo instrumentalnie, nie pozwalając w praktyce na wypełnienie powołania, do jakiego zostaliśmy wezwani: do wypełnienia misji prorockiej, kapłańskiej i królewskiej. To, co pisze wydaje się być bardzo przykre, ale takie właśnie jest moje osobiste doświadczenie, które po ok. 20 latach próby głębokiego zaangażowania w kościele przynosi jeszcze głębszy kryzys poddający w wątpliwość sensowność dalszej drogi w kościele Katolickim.  
 
Moje doświadczenia nie ograniczają się jedynie do własnej parafii, ale do różnych wspólnot i ruchów kościelnych. Wystarczy spojrzeć, na drogę neokatechumenalną, która przez jakże wiele lat „przebijała się” ze swoim „nie sklerykalizmmowanym” modelem duszpasterstwa, jakże opornie przyjmowanym w Kościele Polskim. 
Powołanie do głoszenia słowa w Kościele mają także zwykli świeccy, i to nie wyłącznie poprzez „osobisty przykład” czy świadectwo życia! 
 
Myślę, iż Pana osobisty problem dodatkowo komplikuje to co potwierdza moje doświadczenie. Jeśli hierarchia kościoła zamknięta jest na autentyczne i pełne zaangażowanie świeckich będących w pełnej łączności z kościołem, to jakimż problemem będzie zaangażowanie osoby takiej jak Pańska. 
 
Pozdrawiam, i czekam na odpowiedz. 
prosba na kontakt
Dodane przez Grazyna w dniu - 2004-12-16 14:36:33
Chciałabym porozmawiać z ks mój adres grazyna.witkowska@wp.pl
Odpowiedź
Dodane przez Jacek Konarski w dniu - 2004-12-12 16:54:57
Nie zauważyłem nawet, że w związku z moim tekstem coś się dzieje... Panie Pawle, cieszę się, że przeczytał Pan mój artykuł „z wielkim zainteresowaniem”. Oczywiście nie każdy, kto go czyta, musi się ze mną zgodzić. Zaniepokoiły Pana moje słowa, w których rozważałem skutki ewentualnej zmiany przynależności wyznaniowej. Czegoś takiego nigdy nie można wykluczyć – przyczyną jednak musiałyby być argumenty doktrynalne, a nie sytuacja, w jakiej się znalazłem. Chyba jednak nie o tym chciałbym powiedzieć. 
 
Otóż mnie również zaniepokoiły Pańskie słowa. Pisze Pan: „Kościół Rzymsko- Katolicki nigdy nie zniesie celibatu a byli księża zawsze będą na marginesie kościoła”. Proszę mi powiedzieć, skąd Pan o tym wie? Osobiście ani nie jestem za radykalnym zniesieniem obowiązkowego celibatu, ani też za tym, żeby tacy, jak ja pozostawali na marginesie Kościoła. Natomiast jeśli ludzie będą tak myśleć, jak Pan, to na pewno nic się w tej kwestii nie zmieni. Niektórzy ludzie świeccy pytają mnie czasem, dlaczego nie uczę w szkole religii. Dają w ten sposób dowód ignorancji – myślę jednak, że nie religijnej, lecz kanonicznej. „Kanoniczne” zaś znaczy tyle, co „kościelne”, a to, co kościelne – zwłaszcza gdy dotyczy odsuwania kogoś na margines – mogłoby ulec zmianie. 
 
Osobiście nie oczekuję zniesienia celibatu, ale – jak powiedziałem w artykule – tego, żeby móc mieć udział w głoszeniu Ewangelii. Jest Pan pastorem. Czy łatwo byłoby Panu zrezygnować z tego, co Pan robi? To nie robienie z siebie męczennika skłoniło mnie do napisania tego listu, lecz zwrócenie innym uwagi na to co myślę, co myślą tacy, jak ja. Mój tekst przeczytało już ponad 700 osób. Nie wiem, czy się ze mną zgadzają, czy nie, ale wiedzą, co myślę. 
Pozdrawiam serdecznie. 
Odpowiedz.
Dodane przez Paweł w dniu - 2004-12-07 21:41:16
Drogi księże Piotrze, to prawda ,że celibat jest sprawą dyscypiliny kościelnej, bo i Apostołowi Piotrowi Pan Jezus uzdrowił tesciową jak i jest prawdą że Kościół Grecko-katolicki dopuszcza żonatych męzszczyzn do kapłaństwa.Inaczej ten Kościół jako próba przeciągnięcia Prawosławia do Rzymu by nie zaistniał.Jest również prawdą, że klerycy muszą dokonywać wyboru . Marcin Luter celibat nazwał: teologicznym nowotworem- czyli czymś bardzo dziwnym- wymysłem średniowiecza.Chciałbym aby tak jak pozostałe kościoły chrzescijańskie Kościół Rzymski zniośł przymusowo- dobrowolny celibat.Jeśli ktoś z serca kocha Boga i mimo wszystko decyduje się na zostanie katolickim księdzem, wiedząc o tym że może zostać anglikańskim, prawosłwnym czy protestanckim duchownym i wobec Boga i Kościoła ślubuje celibat- zakładając, że robi to przytomnie-uważam, że powinien być celibatariuszem i wziąść na ramiona ten Krzyż i tak iść za Chrystusem.Uważam, że wybór celibatu jest wolnym wyborem.
Odpowiedź
Dodane przez ks. Piotr w dniu - 2004-12-07 03:40:36
Drogi Pawle, 
Nawet Kościół rzymskokatolicki nie stawia sprawy tzw. celibatu tak ostro jak Pan, uważając, że jest to domena nie doktryny ale dyscypliny kościelnej. Owszem, nawet w tym Kościele istnieją inne niż łacińskie obrządki (np. greckokatolicki), gdzie ordynuje się żonatych mężczyzn. Sądzę, że na stronach Stowarzyszenia Żonatych Księży zbyt dużo uwagi poświęca się celibatowi, gdyż nie on stanowi sedno problemu. Może powinniśmy bardziej rozpatrywać brak wolności w wyborze stanu życia, gdyż katoliccy seminarzyści zachodniego obrządku bardzo często są postawieni przed kuriozalnym i niesprawiedliwym wyborem: nie celibat czy małżeństwo, lecz służba Bogu czy małżeństwo. Proszę powiedzieć, jeśli ktoś z serca kocha Boga, to co powinien wybrać a czego się wyrzec? :-)
Zapytanie
Dodane przez Paweł w dniu - 2004-12-06 23:36:27
Z ogromnym zainteresowaniem przeczytałem Pana artykuł.Na jego końcu padło stwierdzenie:Gdy bym zmienił przynaleznosc wyznaniową, mógłbym na przykład być pastorem-zaprzeczył bym temu w co do tej pory wierzyłem.Powyzsze słowa bardzo mnie zaniepokoiły i chcialbym się do nich odnieść.Jako pastor jedenej z dominacji protestanckiej mam kilku przyjaciół księzy katolickich i na celibat trochę odmienne zdanie. 
Młody człowiek wsyępując do katolickiego seminarium czy zakonu jest informowany o tym, że w Kościele Katolickiem duchowieństwo ślubuje celibat czy czystosć. Nukt nie zmusza do obrania tej drogi. Czas 6,7 czy 8 lat to czas nauki i zastanowienia oraz próby. W każdej chwili mozna się wycofac.Pózniej przychodzą święcenia. 
Dokonuje się wybór.Po kilku czy kilkunastu latach- miłośc do kobiety no i.. no własnie.Mamy Stowarzyszenie Żonatych Księzy. Rodzi się pytanie- Panowie - co z waszą sferą zycia psychicznego? 
Czy czas seminarium to za mało na zastanowienie?. Kościół Rzymsko- Katolicki nigdy nie zniesoie celibatu a byli księza zawsze będą na marginesie kościoła.Jeżeli przyjmie się za tezę, że Kościół Rzymski jest najprawdziwszy to i celibat jest z Bożego ustanowienia i nie ma na to rady.I nie warto robić z siebie męczenników sprawy.
Dodane przez Grzegorz w dniu - 2004-09-09 18:34:17
Według mnie kapłan który kocha calym sercem Jezusa nie potrzebuje zadnej kobiety bo to stanowi dla niego tylko uciażenie mysle że gdyby ksieza bardziej sie angażowali w prace na parafii to by nie mieli czasu na flirtowanie z kobietami i marnowanie im zycia co to za małżenstwo które nie ma charakteru sakramentalnego to życie na "kocią łape" To jest moje zdanie na temat żonatych księży jeśli kogos obraziłem to przepraszam
Co jest istotą kapłaństwa?
Dodane przez ks. Piotr w dniu - 2004-08-04 22:36:31
Nasze kapłaństwo i jego posługa muszą zostać na nowo odkryte. Czy homilie i katechezy a nawet sprawowanie sakramentów całkowicie wyczerpują to do czego zostaliśmy powołani? Może dzięki ograniczeniom jakie zostały nam narzucone odkryjemy coś więcej...
Dodane przez Wiktoria w dniu - 2004-08-03 13:44:32
Jacku 
Chcialam napisac do Ciebie, tzn. porozmawiac na drodze mailowej. Czy możesz podać mi swój adres mailowy? 
Post scriptum
Dodane przez Jacek w dniu - 2004-08-03 19:11:32
Dziękuję, Wiktorio, za twoje słowa. Wydaje się, że ich słuszności nie można podważyć. Od razu pragnę zauważyć, że nie mam zamiaru kwestionować tego, co napisałeś. A jednak coś we mnie sprzeciwia się takiej argumentacji. Mogę więc powiedzieć, że tylko w pewnym stopniu zgadzam się z Tobą. Spróbuję wyjaśnić, o co mi chodzi. 
 
Trudno przypuszczać , żebym takich argumentów nie słyszał wcześniej, albo żebym w swoich poszukiwaniach sam tak nie pomyślał. Otóż to samo przekonanie wyrażają dwie grupy ludzi, kierując się jednak – jak mi się wydaje – odmiennymi przesłankami. Ze względu na te właśnie racje czy motywy dostrzegam ten podział na dwa.  
 
Pierwszą grupę pozwolę sobie nazwać ad hoc „obrońcami”. Ci ludzie, świeccy i duchowni, mówią tak jak ty: „Rób, co możesz w tym miejscu, w którym się znalazłeś; żyjesz między ludźmi, więc daj świadectwo swoim życiem, jesteś potrzebny...” i tak dalej. Dostrzegam w wypowiedziach tych ludzi życzliwość, a także słyszę nie wypowiedziane słowa: „Skoro już nie można inaczej, skoro nie można już tak, jak było do tej pory, gdy byłeś księdzem”. 
 
Druga grupa to „sędziowie”. To również świeccy i duchowni, częściej jednak ci drudzy: księża wikariusze, proboszczowie, biskupi. Argumentacja jest podobna: „Rób to, co do ciebie należy w tym miejscu, w którym się znalazłeś, zajmij się rodziną, poświęć jej siebie całkowicie...” (w domyśle: „...a my damy sobie już radę bez ciebie”;). W tych wypowiedziach często dostrzegam ironię... i słyszę także nie wypowiedziane słowa: „Bo na pewno nie można już inaczej, bo po co miałoby być inaczej, nie zamierzamy nic zrobić, żeby było inaczej; tak ustalono ‘na górze’ w Rzymie i nam jest z tym dobrze; co ty w zasadzie miałbyś jeszcze do powiedzenia?” 
 
Ty, Wiktorio, z pewnością nie należysz do tej drugiej grupy. Z Tobą się zgadzam, z nimi nie, chociaż twierdzicie to samo. O co mi więc chodzi? Dlaczego więc nie do końca się z Tobą zgadzam, choć przyznałem Ci rację? Otóż zaraz po przeczytaniu twojej wypowiedzi przypomniały mi się słowa Jezusa, które poniekąd – jak mi się wydaje – usprawiedliwiają moje pragnienia i przekonania, wyrażone w pierwszym liście: „To należało czynić, a tamtego nie zaniedbywać”. To należałoby czynić, a tamtego nie zaniedbywać. Koniecznie trzeba dobrze żyć, dawać świadectwo wiary, ale dlaczego nie można więcej, jeśli starcza czasu i chęci? Skoro Jezus był cieślą czy stolarzem, to z pewnością dobrze wykonywał swoją pracę, na pewno był solidny i uczciwy. Na pewno dawał dobry przykład. Jego życie było doskonałym świadectwem miłości Ojca i ludzi. Dlaczego jednak nie poprzestał na samym dawaniu świadectwa swoją postawą i nie zamilkł, podobnie jak św. Józef? Bo najwyraźniej uznał, że oprócz takiego świadectwa ma jeszcze ludziom COŚ DO POWIEDZENIA. I sądzę, że jeśli ktoś decyduje się wstąpić do seminarium, to tylko dlatego, że ma jeszcze – mówiąc w wielkim uproszczeniu – COŚ DO POWIEDZENIA, oprócz świadectwa życia dawanego ogólną postawą. 
 
Są tacy, którym zdarzyło się opuścić szeregi kapłańskie. Lecz co wtedy, jeśli nie utracili wiary, jeśli starają się żyć jak potrafią najlepiej, a na dodatek mają jeszcze COŚ DO POWIEDZENIA? Wszystko w porządku, ale... „mówić” im nie wolno. Dlaczego? Bo tak zostało ustalone. A najlepiej o tym – że to kwestia umowna – świadczą słowa Stanisławy Grabskiej, przytoczone przeze mnie w poprzednim liście: „Ex-księża w Belgii mają prawo uczyć religii w szkołach i w ten sposób mogą wykorzystywać swoją wiedzę teologiczną i nadal służyć wspólnocie Kościoła”. Jeżeli w jednym miejscu tego samego Kościoła takie rzeczy są możliwe, a w innym nie, to znaczy, że jest to całkowicie umowna kwestia. A skoro tak, to można w tej materii przedstawiać swoje racje bez lęku popadnięcia w herezję. 
 
Jak wyraża się ta umowność? Otóż może w kościele wystąpić przedstawiciel na przykład neokatechumenatu i w ramach swej katechezy przez cały czas mówić o swoim długim życiu w grzechu i na końcu stwierdzić, że Chrystus go z tego wszystkiego wyzwolił i... wszystko w porządku. Wcale tego nie kwestionuję. Może też w kościele przedstawiciel AA opowiadać swój „piciorys” z jego różnymi epizodami, a na końcu stwierdzić, że Chrystus go z tego wszystkiego wyzwolił i... wszystko w porządku. Tego też nie kwestionuję. Ale gdybym ja zechciał powiedzieć, że Chrystus pozwolił mi przejść przez najtrudniejsze chwile w życiu, to... to by już nie było w porządku. 
Dlaczego moje doświadczenie i składane świadectwo jest kwestionowane? Dlaczego nie wolno mi powiedzieć, co Chrystus uczynił w moim życiu, skoro uczynił wiele? Odpowiedź jest prosta: ustalono, że moje świadectwo byłoby „antyświadectwem”, więc lepiej, żeby go nikt nie słyszał.  
 
Dla zilustrowania tego, co piszę, przytoczę jedno zdarzenie sprzed kilku miesięcy. Szedłem ulicą. Przede Mną mężczyzna i kobieta w średnim wieku z notatnikami w ręku. „Świadkowie Jehowy” – pomyślałem i szedłem dalej. Podeszli do mnie. Okazało się, że to dziennikarze z pewnego katolickiego tygodnika. „Przeprowadzamy ankietę na temat miłosierdzia. Czy mógłby pan w jednym zdaniu powiedzieć, czym jest dla pana miłosierdzie?” W międzyczasie towarzysz pytającej pani zrobił mi kilka zdjęć, żeby potem wybrać najlepsze. „W jednym zdaniu – pomyślałem – a spisano całe tomy”. Jednak Duch Święty jest jak zawsze tam, gdzie być powinien. „Miłosierdzie – zacząłem mówić – to wypełnianie się w moim życiu 28. wersetu z 8. rozdziału Listu św. Pawła do Rzymian”. Pani, notując moje słowa, była mile zaskoczona: „A... czy mógłby pan zacytować te słowa?” „Oczywiście – odpowiedziałem. – Wiemy, że Bóg z tymi, którzy Go miłują, współdziała we wszystkim dla ich dobra...” „Przepraszam – przerwała mi nagle. – Czy pan może jest księ...?” „Jestem byłym księdzem” – odpowiedziałem, wchodząc jej w słowo. Byłem ciekaw, co będzie dalej. A dalej, niestety, było to, czego się spodziewałem. Mili państwo bardzo grzecznie mi podziękowali – również za to, że byłem tak szczery, bo przecież, gdyby opublikowali moją wypowiedź i zdjęcie, mogliby mieć „wpadkę”. 
 
To wydarzenie ma dla mnie poniekąd znaczenie „archetypiczne”. Przedstawia trzy możliwości. Pierwsza z nich zakłada, że odpowiedzi, którą usłyszeli dziennikarze, udziela ksiądz. Piękna sprawa, ale w podobnej sytuacji ksiądz zawsze „wie, co powiedzieć”, w związku z czym nie musi to być aż tak przekonujące. Może jest to odpowiedź bardziej intelektualna, niż egzystencjalna. Przyjmuje się, że ksiądz zna Pismo św., nawet gdyby do końca nie nadążał za jego moralnymi wymogami.  
 
Druga ewentualność zakłada, że słowa te wypowiada osoba świecka. Wtedy podobna wypowiedź robi wrażenie. Sugeruje ona, że osoba ta zna „współrzędne” różnych fragmentów Pisma św. i cytuje je z pamięci. Wygląda na to, że rzeczywiście żyje tym, co mówi; wygląda na to, że mówi prawdę – świadectwo godne publikacji. 
 
Jeszcze inna ewentualność może być właśnie taka, jaka zaistniała. I tu zaczyna się problem. Bo właściwie jakim prawem były ksiądz ma w takich kwestiach COŚ DO POWIEDZENIA? Jak w ogóle śmie wypowiadać się na ten temat, składać świadectwo?! Po tym wszystkim, co zrobił? I tak dalej. Istnieje konwencja, w myśl której taka osoba jak ja, powinna zamilknąć, bo dopuściła się występku, który już na zawsze z góry stawia pod znakiem zapytania niemal wszystkie jej dobre czyny i słowa. Chyba, że ten ktoś nie przyzna się, że był księdzem. Wtedy będzie mógł nadal „świadczyć”. Celowo używam tu cudzysłowu, gdyż w moim przekonaniu sprawa nie jest do końca „czysta”: świadectwo jest wprawdzie autentyczne i budujące, ale świadek musi się ukrywać. Bo jeśli się ujawni, sytuacja, stanie się nieco kłopotliwa. 
 
Dlaczego się tak o tym rozpisuję i dlaczego uważam to doświadczenie za archetypiczne? Bo w nim wartość mojego świadectwa została w jakiś sposób potwierdzona. Dlaczego więc powinienem się ukrywać? Poza tym nie wszystkie kwestie można wyjaśnić samym tylko „dobrym przykładem”. Wszak chrześcijańska doktryna nie sprowadza się wyłącznie do moralności! Gdyby tak było, inni mogliby patrzeć na nasze dobre czyny i wyciągać właściwe wnioski. W pewnych jednak sytuacjach konieczne są słowa. „Jakżeż mogę rozumieć – pyta Filipa urzędnik królowej etiopskiej – jeśli mi nikt nie wyjaśni?” (Dz 8, 31). 
 
Wielokrotnie zdarzyło mi się coś komuś „przy okazji” wyjaśniać w kwestiach religijnych. Lecz w tych sytuacjach dość często musiałem trochę kłamać, a raczej nie mówić prawdy do końca. Gdy bowiem okazuje się, że w przekonaniu mojego rozmówcy wiem „za dużo” jak na „zwykłego człowieka” i zaczyna mnie już o „coś” podejrzewać, pospiesznie wyjaśniam, że „studiowałem teologię” i wtedy wszystko staje się zrozumiałe. Ale całej prawdy powiedzieć nie mogę. I nie o to chodzi, żeby przy każdej okazji chwalić się, kim byłem. Nie mam takiej potrzeby. Ale takiej rozmowie zawsze towarzyszy pewne napięcie: powiedz jak najwięcej o Bogu, a jak najmniej o sobie... żeby nie dać antyświadectwa. „Potrzeba, by On wzrastał, a ja się umniejszał” (J 3, 30). Czy to o to tu chodzi? 
 
Śmiem twierdzić, że gdyby ludzie od czasu do czasu słyszeli w kościele z ust swoich pasterzy, że byli księża też mogą świadczyć o Chrystusie, podobnie jak inni, którym zdarzyło się w życiu pobłądzić, to z czasem zaczęto by patrzeć na nas w perspektywie tego świadectwa, które dajemy, a nie tylko w perspektywie zgorszenia. Może też dzięki temu dałoby się z czasem, w pewnym zakresie, znów „oficjalnie” służyć Kościołowi... 
 
Z tego też powodu odważyłem się na pewien krok: podpisałem swój list własnym imieniem i nazwiskiem, choć zastanawiałem się, czy nie posłużyć się jakimś pseudonimem. Myślę, że takie rozwiązanie ma więcej dobrych stron, niż złych. Ci, którzy mnie znali, i tak wiedzą, że nie jestem już księdzem. Tym zaś, którzy mnie znali, moje nazwisko i tak nic nie mówi. A ja? Cóż, ponieważ nie wypowiadam się z „ukrycia”, więc nie będę mógł uchylać się od odpowiedzialności za swoje słowa. 
 
Kończę już, Wiktorio. Pozwolę sobie jeszcze raz przypomnieć, z czym się z Tobą do końca nie zgadzam. Wszystko, co mówisz, jest prawdą. Podobnie prawdą jest to, co napisał ks. Piotr w swej homilii na XVIII Niedzielę Zwykłą (01.08.2004): „Tak naprawdę Chrystus nie potrzebuje bardzo wielu księży, zakonników czy zakonnic. Potrzebuje zaś ludzi świętych! Naprawdę potrzebuje mnie i Ciebie, abyśmy realizowali Jego Ewangelię. Świętość to nieskończenie więcej niż jakakolwiek, nawet najbardziej zaszczytna służba w Kościele. (...) Pragniesz kapłaństwa? Zapragnij świętości!” Obaj szukacie – jak najbardziej słusznie – pewnego „wspólnego mianownika”: bądź świętym, kimkolwiek jesteś; głoś Ewangelię gdzie tylko możesz. To jest właśnie ten „wspólny mianownik”. To jest „stan”, który realizować powinien każdy chrześcijanin. Powinien on być świętym i zawsze gotowym do obrony nadziei, którą pokłada w Chrystusie (por. 1P 3, 15). Ale ważna jest także kwestia „miejsca”, czyli tego, kim się jest. Św. Paweł w 1Kor 12 nie przez przypadek mówi o różnych rodzajach posługi w Kościele. I choć on też sprowadza wszystko do pewnego „wspólnego mianownika”, to przecież nie po to, żeby zapewnić, iż nie ma to znaczenia, kim się jest. Również w programie „prezbitera” możesz przeczytać zdanie: „Szukamy swojego m i e j s c a w Kościele”. Tak więc świętość i gotowość do głoszenia to „stan”, zaś sposób tego głoszenia to „miejsce”; Kościół to „stan”, zaś bycie księdzem, zakonnikiem, ministrantem, czy katechetą to „miejsce”. Świętość i ewangelizacja (stan) jest obowiązkiem każdego chrześcijanina, zaś poszukiwanie własnego miejsca – jego naturalnym prawem. 
 
Jak widzisz, Wiktorio, Twoje słowa wywołały we mnie swego rodzaju post scriptum do poprzedniej wypowiedzi. Zgadzam się więc z Tobą, że powinienem ewangelizować wszędzie tam, gdzie to możliwe, ale muszę też przyznać, że szukam w Kościele innego miejsca niż to, w którym się obecnie znajduję. Nie tyle „walczę” o swoje prawa, ile ujawniam swoje przekonania i przedstawiam pewne możliwości. Kwestia „stanu” nie podlega dyskusji, kwestia „miejsca” jak najbardziej. 
Jesteśmy Chrystusa
Dodane przez ks. Marek w dniu - 2004-08-02 16:54:03
Ksiądz nigdy nie jest "były"... Tu (moim zdaniem) sprawa jest prosta. Od strony teologicznej wiemy, że jesteśmy Chrystusa - kropka. Chodzi mi raczej o inną sprawę. Kościół w Polsce jeszcze nie dorósł, aby przeprowadzić publiczną dyskusę nt.: "Czy Kościół w Polsce jest Kościołem samarytan?" My kapłąni, "na życiowym zakręcie" potrzebujemy Kościoła, bo w nim jest Chrystus. Mało tego, nigdy nie przestaliśmy być Kościołem... Chrystus jest dalej w nas. Dalej wierzę w słowa PnP i Jr, które wypisałem sobie na obrazku prymicyjnym: "Miłość większa niż śmierć". Zazdrość twarda jak szeol".. "Uwiodłeś mnie Panie miłością" a ja pozwoliłem się uwieść, ale nie wiedziałem, że Twoja miłosć może być tak bardzo ludzka, że pokocham kobietę i będę miał wspaniałego synka... 
Wszystko jest łaską, mawiała Tereska od Dzieciątka Jezus, a my szukamy zrozumienia w Kościele, zrozumienia tego, że odkrywamy taką miłość jako łaskę i dar... 
Kościół, jeśli jest Kościołem samarytan, w wierzę, że jest, to musi nas wysłuchać, nie ma miejsca na obojętność i wytykanie palcami. 
Dodane przez Wiktoria w dniu - 2004-07-31 19:42:20
Przecież, żeby ewangelizować, dawać świadectwo wiary i życia z Bogiem nie trzeba stać na ambonie. Żyjemy, pracujemy wśród ludzi, którzy potrzebują Dobrej Nowiny, wsparcia, dobrego słowa, mądrej rady... Żniwo jest wielkie-zgadza się i myslę Jacku, że możesz być spełniony bez ambony, mikrofonu, wielkiego tłumu. Przecież nie żyjesz w izolacji, przebywasz z ludzmi- czy to nie jest Twoje żniwo? Przecież nie tylko kapłani są powołani do dzielenia się z innymi Jezusem. Jeśli rzeczywiście pragniesz ewangelizować to nie potrzeba Ci ambony.

Powered by AkoComment 2.0!

Ostatnia zmiana ( poniedziałek, 31 styczeń 2005 )
<< wstecz   dalej >>

Menu
Strona główna
O nas
Pojęcia podstawowe
Pisma i artykuły
Refleksje inspirowane Słowem Bożym
Ogłoszenia
Księga intencji
Forum
Linki
Kontakt
Wyszukaj
  
Ostatnio dodane
Najczęściej czytane
Nowe linki
Odnośniki