|
„Wy jesteście solą dla ziemi. Lecz jeśli sól utraci swój smak, czymże ją posolić? Na nic się już nie przyda, chyba na wyrzucenie i podeptanie przez ludzi. Wy jesteście światłem świata. Nie może się ukryć miasto położone na górze. Nie zapala się też światła i nie stawia pod korcem, ale na świeczniku, aby świeciło wszystkim, którzy są w domu. Tak niech świeci wasze światło przed ludźmi, aby widzieli wasze dobre uczynki i chwalili Ojca waszego, który jest w niebie” (Mt 5, 13-16).
Jezus oczekuje od nas, że będziemy „solą ziemi”, „miastem na górze”, „światłem świata”.
SÓL – nadaje smak, konserwuje; cały Kościół i każdy chrześcijanin ma być solą dla świata... „Lecz jeśli sól utraci swój smak...” – świat ma w pogardzie upadłego chrześcijanina.
MIASTO – do czasów Jezusa ludzie, którzy chcieli być zbawieni, zdążali do Jerozolimy; teraz tym miastem jest Kościół. „Miasto na górze” – góra zajmuje ważne miejsce w symbolice religijnej: „Droga na Górę Karmel” (św. Jan od Krzyża), „Wspinaczka ku prawdzie” (Tomasz Merton), miasto (mnichów) na Górze Atos (żywy symbol postawienia wszystkiego „na jedną kartę”).
ŚWIATŁOŚĆ – światło w tradycjach religijnych symbolizuje Boga. „Tak niech świeci wasze światło przed ludźmi, aby widzieli wasze dobre uczynki i chwalili Ojca waszego, który jest w niebie” – żyjcie tak, aby ludzie widzieli, że jesteście „z Boga”.
Tak niech świeci wasze światło przed ludźmi, aby widzieli wasze dobre uczynki i chwalili Ojca waszego, który jest w niebie.
Wydaje się, że to zdanie streszcza ten krótki fragment wypowiedzi Jezusa. Cóż tu jeszcze można dodać? Wszystko jest jasne, a jakikolwiek komentarz może jedynie odrzeć to zdanie z Boskiej mocy, którą promieniuje. Najsensowniej byłoby przytoczyć w tym miejscu kilka obrazów z życia mniej lub bardziej znanych świętych.
Pozwolę sobie przytoczyć tu pewną historię i nie powiem już nic więcej od siebie, żeby nie osłabić jej przesłania:
Joe był pijakiem, który doznał cudownego nawrócenia w misji Bowery. Przed nawróceniem zyskał reputację skończonego lumpa, dla którego nie ma już nadziei i który dokona nędznego żywota gdzieś w slumsach. Po tym, jak wrócił do Boga i rozpoczął nowe życie, wszystko się zmieniło. Osoby związane z misją uznały Joe za najporządniejszego z facetów, jacy w niej przebywali. Całe dnie i noce spędzał na jej terenie, robiąc wszystko, co było do zrobienia. Nic nie było dla niego za trudne. Najwyraźniej uważał, że żadna praca nie hańbi. Nawet jeśli sprzątał wymiociny po jakimś pijaku albo szorował toalety po facetach, którzy je zapaskudzili, robił to z uśmiechem na twarzy, szczęśliwy, że może się przydać. Można było na niego liczyć, gdy trzeba było nakarmić przychodzących do misji żebraków, a potem rozebrać i położyć do łóżka tych spośród nich, którzy dawno już zapomnieli, jak to się robi.
Pewnego wieczoru, kiedy przełożony misji głosił wieczorne kazanie do tłumu cichych i markotnych ludzi słuchających z opuszczonymi głowami, jeden z nich nagle podniósł wzrok, podszedł do ołtarza, , uklęknął i, płacząc, zaczął głośno prosić Boga, aby pomógł mu się zmienić. Ów skruszony pijaczyna wołał:
- Boże! Uczyń mnie takim jak Joe! Uczyń mnie takim jak Joe! Uczyń mnie takim jak Joe! Uczyń mnie takim jak Joe!
Przełożony misji pochylił się nad nim i powiedział:
- Synu, powinieneś raczej powiedzieć: „Uczyń mnie takim jak Jezus!”
Pijak spojrzał na niego zdziwiony i zapytał:
- A czy Jezus jest taki jak Joe?
(Tony Campolo, Uczyń mnie takim jak Joe!, w: Boża witamina C dla ducha, zebrali: Kathy Collard Miller, D. Larry Miller, Poznań 1999, s. 8) |
po co to wszystko>? Dodane przez zdziwiony w dniu - 2010-02-06 16:29:32 Po co piszecie Panowie kazania? skoro zdecydowaliscie sie wyjsc, to dajcie sobie spokoj. ja, gdzy sie zdecyduje, to na pewno nie bede sie tu pchal na nowo. | Dodane przez Życzliwa w dniu - 2005-02-12 11:15:50 O męża to ja dbam, bez obawy. A po co jest ta stronka??
| Dodane przez Też "były" w dniu - 2005-02-11 22:48:32 Dzięki, Tomaszu. Liczyłem na to, że ktoś przyjdzie nam z pomocą. | Słowo do zyczliwej Dodane przez Tomasz w dniu - 2005-02-11 22:41:05 Kobieto ,opanuj się. Dbaj o męża. Nie pomagaj byłym księzom. | Dodane przez Życzliwa w dniu - 2005-02-11 14:00:29 Drodzy Księża, czy nie można tego co się stało zrozumieć trochę inaczej? Przecież chodzi tu o sex, o życie z kobietą pod jednym dachem i razem z nią na oczach Pana Boga grzeszących, ponieważ żyjacych bez slubu. Może wystarczyłoby zacząć od nowa, zacząć żyć w czystości, czyli bez sexu i wtedy można by przystępować całą rodziną do stołu Eucharystycznego? Nie gardzę Wami, ale próbuje pomóc. Bo wielu księży bardzo ubolewa nad tym, że nie może przystępować do Komunii Świętej. Chyba,że nie ma takiej możliwości. | Dodane przez Jacek Konarski w dniu - 2005-02-08 23:02:27 Księże Jacku... a raczej Bracie Jacku! Dziękuję Ci za to pytanie. Cieszę się zwłaszcza z tego, że pytając nie „znasz” już „arbitralnych” odpowiedzi. Moja też taką nie będzie. Piszesz: „Rodzi się we mnie pytanie – do siebie samego, do Ciebie i ewentualnie do innych – jak w takim kontekście usytuować kapłana czy zakonnika – człowieka, który wybrał kiedyś ten szczególny „smak” celibatu, bezżeństwa ze względu na Chrystusa, a teraz „smak” ten zagubił?” Tak, celibat ma swój smak... Nie przeczę, bo sam tego smaku doświadczałem. Królestwa niebieskiego można jednak smakować także na inne sposoby. Mówię to z pozycji tego, kto utracił ten pierwotny smak. Co wtedy pozostaje? Pozostaje smakowanie królestwa niebieskiego w inny sposób. Jestem daleki od przekonania, że te inne sposoby są „lepsze” – niech każdy smakuje królestwa zgodnie z rozpoznanym powołaniem. O powołaniu można mówić wiele. Myślę, że zgodzisz się ze mną, że kapłaństwo (w Kościele rzymsko-katolickim ściśle związane z celibatem) wyrasta z łona innego powołania, jakim jest powołanie do bycia uczniem Chrystusa. Z różnych powodów można przestać pełnić posługę kapłańską – tak, jak to się m. in. mnie przydarzyło – ale nie musi to za sobą pociągać rezygnacji z bycia uczniem Chrystusa – i tu też siebie podałbym za przykład. Nie straciłem wiary i robię, co mogę, żeby ją pogłębić. Kapłaństwo ma wielką wartość. I taką wartość miało (czy też ma) moje kapłaństwo. I taką wartość ma też Twoje kapłaństwo. Ale jeszcze większą wartość od naszego kapłaństwa mamy my sami – w oczach Boga. Dla (wielu) ludzi miałem wartość, gdy byłem księdzem – dla Niego nadal jestem ważny i choć utraciłem ten szczególny „smak” – jak piszesz – On nadal pragnie, bym był Jego uczniem. Kto się odważy przekonać mnie, że jest inaczej? Celibat nie jest „lepszym” sposobem kochania Boga, czy też „doskonalszą” formą życia. Jest natomiast życiową sytuacją, w której znajduje się człowiek kochający Boga – podobnie jak małżeństwo. Ani wcześniej kapłaństwa, ani teraz małżeństwa nie uważałem i nie uważam za swoje osiągnięcie. Są to dary Boga (których w Kościele katolickim nie można przyjąć jednocześnie), dwa „miejsca”, w których może i powinien kochać Boga ten, kto się w nich znajdzie. Powinniśmy kochać Boga z tego „miejsca”, które On nam do tego celu wyznaczył. Jeśli jednak zdarzy się zmiana – a nigdy nie jest to „lekkie” przeżycie – trzeba pamiętać, że On nadal nas kocha i starać się odwzajemnić Mu tę miłość. W ten sposób nadal można być – jak myślę – solą (dla) ziemi... tylko w innej solniczce. Na koniec, Jacku, przytoczę krótki fragment z pewnej książki: „W 1986 r., przepowiadając w Egipcie, rozmawiałem z pewnym biskupem prawosławnym, będącym człowiekiem uczonym i pełnym dobroci. Gdy rozmowa miała się ku końcowi, zapytałem go: - U was kapłani mogą się żenić. Jakie korzyści i straty wiążą się z tym faktem? Odparł z uśmiechem: - Długo czekałem na to pytanie, które wy łacinnicy zawsze nam zadajecie. Dla was ważniejsze jest być celibatariuszem, dla nas, kochać Chrystusa. Nas nie interesuje, czy są wolni, czy żonaci, ale czy chcą służyć swoim braciom. Czy celibat gwarantuje przynależność do Chrystusa i służenie braciom?” (Jose H. Prado Flores, Formacja uczniów, Łódź 1992, s. 20) Myślę, Jacku, że powinniśmy nawzajem polecać siebie Bogu, aby każdy z nas w tym miejscu, w którym się znajduje, kochał Jezusa z całego serca i tym samym był dla innych znakiem królestwa. W innym "miejscu" Bóg ma ten sam smak. | Pytanie Dodane przez ks. Jacek W. w dniu - 2005-02-07 22:28:01 Jacku, piszesz: „Lecz jeśli sól utraci swój smak... – świat ma w pogardzie upadłego chrześcijanina.” A Jezus wypowiada mocne słowa, że sól zwietrzała do jednego się już tylko nadaje. Rodzi się we mnie pytanie – do siebie samego, do Ciebie i ewentualnie do innych – jak w takim kontekście usytuować kapłana czy zakonnika – człowieka, który wybrał kiedyś ten szczególny „smak” celibatu, bezżeństwa ze względu na Chrystusa, a teraz „smak” ten zagubił? Nie chciałbym, aby pytanie to sugerowało uproszczoną, arbitralną odpowiedź. Chciałbym być wierny człowiekowi-współbratu (zagubionemu, poplątanemu, poszukującemu, jak często ja sam) ale zarazem pozostać wiernym Chrystusowi i Jego Ewangelii. Jacek W. | Dodane przez Jacek Konarski w dniu - 2005-02-07 20:51:44 Całkowicie się z Tobą zgadzam, Józku... | Dodane przez Józek w dniu - 2005-02-07 12:28:14 Joe był jednoznacznie czytelnym znakiem obecności Boga między nami, był Jego Sakramentem. Stanowczo za bardzo ograniczamy sakramentalną działalność Bożą do form liturgicznych.
|
Powered by AkoComment 2.0! |